Siły i wena mi odeszły...a wy?

03.11.06, 16:23
Dobra, my tu pitu pitu a ja wam muszę przyznac , że mi jakoś przeszedł ten
pęd na organizację. Przestaje mnie to już cieszyć.

Nie wiem, może to kwestia pogody, może poporostu zmęczenie.

A czy wy tak miałyście/macie??

Lada dzień czeka mnie obiad zaręczynowy. Ile mnie to nerwów kosztuje, ile
gadania...proszenia i tłumaczenia. Ja nie wiem, niby najbliższe to są mi
osoby a czasami mam wrażenie że robią wszystko by sprawy utrudniać.

Opadłam z sił.... uncertain
    • boni_76 Byle do przodu 03.11.06, 16:58
      Pogoda jest paskuda, fakt. Mnie też się odechciewa dosłownie wszystkiego ale
      tak to już jest. Pamietaj o tym, że nastrój odbija sie na samopoczuciu i
      wyglądzie. Więc głowa do góry i do przodu marsz.
      Wiem jak to jest. Też miałam chwile zwątpienia. Cały świat był przeciwko mnie.
      Pracujesz na najpiękniejszy dzień w życiu, więc warto. Zapewniam.
      Powodzenia.
      • mimi78 Staram się 03.11.06, 17:07
        Boni, dziękuję.

        Ostatnio jednak, mam wrażenie że tylko ja się tym wszystkim interesuje.
        Mój facet jest coprawda pracoholikiem, ale on ani o nic nie pyta...nie
        interesuje się.
        Moja matka też jakby miała 'inne sprawy' na głowie.

        Czuję się kompletnie osamotniona. Tak jakby tylko mi zależało. Chwytam się
        czego mogę, bo wiele osób ma już terminy pozajmowane. Takie to wszsytko na łąpu
        capu. Reszta rodziny tylko pyta o detale...
        A mój facet jak się coś jego pytają to siedzi cicho, jakby to nie o niego
        chodziło.

        Tato jest bardzo daleko i w sumie jakoś to nadzoruje ale sam poweidział ze
        martwi go taka reakcja najbliższych. Nie to że oczekuję że ktoś za mnie to
        wszystko zrobi, ale nie czuję zaangażowania i entuzjazmu. Tak jaby nikt w nas
        nie wierzył....

        sad

        Może poprostu powinnam to wszytko odwołać...?
        • sunflower_like Re: Staram się 03.11.06, 17:38
          Mimi,

          Mam to samo!!!
          Dokładnie tak jak piszesz...po prostu rece opadają sad
          Zareczyliśmy się niecałe 2 tygodnie temi i zaczęłam na poczatku tak na luzie
          dzwonić w miejsca gdzie można coś sensownego zarezerwować na wrześnien,
          październik następnego roku. I jedna wielka kiszka bo nic już nie znalazlam
          wolnego sad... jednak sprawdziły się słowa że trzeba dużo wcześniej wszytsko
          organizować ( rok to mało???)
          Mój facet zero entuzjazmu....jak mu mówię że nic nie ma to mi na to odpowiada
          że zawsze możemy w 2008 i może byłoby to lepsze rozwiazanie albo że na pewno
          coś się znajdzie...a generalnie go to nie obchodzi...
          Myślalam że będę miała wsparcie w rodzinie ...a tu: każdy ma jakieś
          oczekiwania: co do miesiaca, co do miejsca, co do muzyki...normalnie do
          wszystkiego a nikt nie pyta czy mógłby mi jakoś w tym pomóc...
          Normalnie mi się wszystkiego już odechciało i juz samej przestaje mi na tym
          zależeć sad((
          Może to faktycznie jesienna deprecha ?
          Pozdrawiam mimo wszytsko cieplutko
          • kasia_beb Re: Staram się 03.11.06, 17:58
            Mój na początku też olewał. A potem mu się odmieniło w drugą stronę i...zaczęło
            byc jeszcze gorzej!!!Przez miesiąc toczyliśmy wojnę o miejsce wesela. W końcu
            ustapiłam - będzie tak, jak on chciał. Nie tak jak ja sobie wymarzyłam. Nawet
            usiłuje mi wmówic, że co do wyboru sukienki od też powinien miec prawo głosu. A
            u mnie w rodzinie jest tradycja nie pokazywania sukni panu młodemu. I tego będę
            się trzymac! Bo jak widzę te suknie, które jemu się podobają...smile A wracając do
            głównego tematu to dziś odechciało mi się dosłownie wszystkiego. Nawet męża nie
            chcę miec. Chyba wyjadę do Hiszpanii i zostanę lesbijkąsmile Przynajmniej będzie
            ciepło i bezproblemowo. Pozdrawiam
            • mimi78 Re: Staram się 03.11.06, 18:05
              kasiu
              to ja pojadę z tobą, może być teneryfa?smile))

              a tak co do sukienki, na które nawet nie patrzyłam
              - to jak ją ukryć podczas błogosławieństwa?
              inaczej się ubrać???
              dopiero w kościele ją pokazać?
              jak z tym błogosławieństwem??? uncertain////


              takie myśli mam, a potem sobie myślę - co to kogo obchodzi....i tak nic z tego
              nie będzie...
              • sunflower_like Re: Staram się 03.11.06, 18:20
                Dołączam się do kółka wyjazdowego smile))
                Biorąc pod uwagę pogodę za oknem jest to bardzo wskazane smile
                Wrócimy na wiosnę wink

                Wybór sukienki...o nie !!! Moja sprawa i już. Bedę walczyć jak lwica smile
        • skarbeczek Re: Staram się 04.11.06, 13:08
          Mimi78 - czuję się podobnie, mój facet też nie wspomina słowem o organizacji,
          tylko narzeka, że nie mamy internetu, to nic nie może znaleźć... Pytany przez
          swoją rodzinę odpowiada wymijająco, że jeszcze nie wiemy kiedy, a tak w ogóle to
          trzeba poznać najpierw naszych rodziców. Boję się, że jak tak dalej pójdzie, to
          do ślubu będę jechała... ale na wózku albo za balkonikiem... za jakieś 50 lat ...
    • greene3 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 18:19
      Też tak miałam niedawno. Rodzice niemal na siłę chcieli nam zmieniać termin
      ślubu. Fakt, z ważnego powodu, ale w jaki okrrropny sposób...
      Nie chciało mi się ani gadać o tym, ani przygotowywać. No, ale już jest dobrze.
      Zresztą poczytaj - forum poznańskie
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=43289&w=51481131
      Pozdrawiam i życzę siły do przeczekania tego co męczące. Jeszcze się będziesz
      cieszyć tym wszystkim smile
      • mimi78 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 18:26
        marzenie...

        mój nie ma takie odwagi, wręcz czasem mam wrażenie że sama ze sobą mam brać ten
        ślub...
        ostatnio była rozmowa że tego 'nie czuje'
        ja też jakoś tego 'nie czuje' ale ze względu na to że to tak daleko się wydaje.

        nasi rodzice muszą się jeszcze poznać, i myślę że po spotkaniu i po świętach
        jakoś wszystko nabierze tempa...

        smutek mnie ogarnia straszny bo mam wrażenie że on poprostu nie chce tego
        ślubu, nie było wielkich zaręczyn, pompy jakiejś...
        osobiście byłam już zmęczona ciągłymi pytaniami, szczególnie od jego rocziny

        ostatnio jego siostra znowu do mnie 'a co a jak' no to jej mówie
        'sluchaj, to jest twoj brat, pytaj go, rozmawiaj z nim, ja swojej rodzinie już
        powiedziałam i oni mnie pytają a nie jego' a on siedział cicho obok, jakby go
        nie było. zapadła cisza, a jego matka na zaproszenie od moich rodziców (nie są
        razem, tato specjalnie przylatuje na ten obiad, a mama robi problemy że to u
        niej w domu ma być) poprostu jakoś olała to i zmieniła temat.. to jeszcze
        bardziej mojego faceta zniechęciło....nie wiem o co chodzi.
        Mam wrażenie że nasze rodziny są z innych światów....
    • myszunia9 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 18:24
      ...Szczerze to Ja tez tak mam, nic mi się nie chce, nawet przeglądanie stron
      ślubnych, już nie sprawia mi tyle radości co jeszcze miesiąc temu...
      Miejmy nadzieję, że będzie tylko lepiej.
      Pozdrawiam


      • mimi78 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 18:27
        no właśnie
        na początku się cieszyłam, szukałam...
        teraz jak o tym myślę...to mam tylko łzy w oczach i myślę
        'po co to wszystko...?'
        • sunflower_like Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 18:38
          U mnie podobnie.
          Nasi rodzice się nie znają. Planujemy obiad/kolację pozaręczynową ale bardziej
          taką żeby się poznali.
          Mój uważa że powinniśmy iść do restauracji bo to teren neutralny i nikt nie
          będzie się czuł skrepowany.
          Ja uważam że moi rodzice powinni zaprosić jego. Rozmawiałam z mamą i zero
          entuzjazmu. Powiedziała że jak tak bardzo chcę to ich zaprosi i coś przygotuję.
          Ogólnie totalne zobojetnienie.
          Jego rodzice nie chcą do nas do domu tylko wolą restaurację...
          Hmm...a my oboje martwimy się że będzie straszliwie sztywno i nie będzie o czym
          gadać sad
          • mimi78 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 19:00
            Eh...... przecież tradycja jest taka że idzie się do Panny Młodej tak?
            Mimo wszystko ta tradycja wyznacza jakies normy, wiec co za problem???

            Ja nie chcę nic robić w knajpie. Dlaczego? Dlatego bo rodzice mojego faceta są
            starsi, z innego pokroju i wiem, ze bardzo by ich to krępowało i pewnie za 2
            tygodnie dowiedziałabym się, że moi wstydzili się ich zaprosić do rodzinnego
            domu..
            Mimo wszystko, moim jest łatwiej się dostosowac. Moi nie są razem, i Mam ciągle
            robi problem z tego że Tato ma przyjść do jej domu. Mimo że sam bez swojej
            kobiety. Mama na drugiego męża, on nie widzi problemu, gdzie de-facto to jego
            mieszkanie.

            Z moją matką to nigdy nie mogłam się dogadać, więc w sumie może nie ma się co
            dziwić. Jak się zaręczyliśmy to ona wybuchła do mojego faceta 'jak ona ciebie
            do tego zmusiła?!' to myślałam że jej...szkoda gadać...
            • sunflower_like Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 19:15
              Nie wspomniałam jeszcze że wielokrotnie zapraszalam jego mamę jak była
              przejazdem w moim mieście (mieszkamy w innych miastach) i za każdym razem
              odmawiała. Mój facet twierdzi, że się będzie bardzo krępowała pójśc do mnie do
              domu. Nie rozumiem tego bo przecież dorośli ludzie z nas i to nie przedszkole.
              Jakby wtedy wpadła choć na herbatkę to nie byłoby teraz problemusmile

              Nie martw się, jak się mojej chciałam wyżalić o tym ślubie i jego postawie to
              jedyne co usłyszałam to "a widzisz! on cię jednak nie chce !".
              No cóż...mam się nie wybiera wink

              Z facetami jest tak, że trudno im się zdecydować na zaręczyny bo to ważny krok
              w życiu każdego mężczyzny. Jak już się zdecydują i się oswiadczą ( co kosztuje
              ich niemało stresu, przemyśleń i odwagi) to myślą że już wszystko załatwione. W
              tym czasie, my kobiety, zdając sobie sprawę z tego ile czasu wymaga organizacja
              wesela i tego że jeśli to ma być za rok to już teraz trzeba działać - działamy.
              Więc oni wpadają w popłoch bo dla nich to wszystko za wcześnie...przecież się
              zareczyli ale o kolejnym etapie tak naprawdę jeszcze nie mieli czasu pomyśleć i
              się z nim oswoić. I tak się to wszystko kręci wink. Przynajmniej u mnie wink
              • greene3 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 04.11.06, 15:49
                u mnie było dokładnie tak samo, ale wierzcie mi - przeszło
                po zaręczynach oboje wiedzieliśmy, że ślub to powolutku
                rok po tych zaręczynach spotkaliśmy się z rodzicami i ustaliliśmy terminy i
                szczegóły
                wierzcie mi - teraz mój P zabrał się do roboty tak samo jak ja, tylko innymi
                sprawami się zajmuje - on do księdza i knajpy a ja wybieram wzory zaproszeń i
                tysiące kiecek oglądam. smile
    • foto_slubik Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 20:12
      bo po prostu przeginacie z tymi przygotowaniami i to wszystko. Tysiąc problemów
      wielkości skrawka paznokcia urasta do rangi megatrudności, którą koniecznie
      trzeba skonsultować na forum itd, itd smile
    • hanwar Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 20:45
      Głowa do góry.Nie masz innych powodów do zamartwiania?To naprawdę nie jest aż
      takie ważne.Faceci przeżywają to inaczej, wydaje im się,że jest prosto, łatwo i
      przyjemnie i wszyscy tylko czekają na niego.Z czasem przekona się,że nie
      wszystko idzie tak, jak myśli i mu się odmieni.My, mimo,że zaręczeni jesteśmy
      od ponad roku, zajęliśmy (duże słowo)się przygotowaniami ślubnymi dopiero w tym
      tygodniu...a ślub za 5 miesięcy.Dużo/mało czasu -kwestia gustu.Co prawda salę
      mamy zamówioną od września, ale cała reszta leży odłogiem i kwiczy.W tym
      tygodniu chcieliśmy zamówić kościół i...nic z tego.Terminy są, ale nie mogą nas
      przyjąć, bo my z innej parafii jesteśmy,itp.Załatwianie, zmiana meldunku,
      itp.Wszystko przed nami wink.Mimo wszystko nie stresujemy się.Po co.Stres zdrowiu
      i urodzie szkodzi.
      p.s.1.Nie wiem czy Cię to pocieszy,ale u mnie siłą napędową jest teraz mój
      facet.Mi zależało kiedyś, zaraz po zaręczynach, ale szybko mi przeszło.Były
      inne problemy i ważniejsze sprawy.Gdy zauważył,że czas goni, a nic się nie robi-
      tzn ja odmówiłam współpracy,to sam się stresuje,że nie zdąży.Załatwia
      dokumenty, biega za fotografem,itp.Jestem może nietypową panną młodą, ale nie
      bawią mnie te wszystkie "cyrki"z załatwianiem, przygotowaniami,do tego
      stopnia,że od narzeczonego dostałam dziś listę salonów ślubnych w moim mieście
      z nakazem,że mam się do nich w tym miesiącu wybrać.
      Podsumowując....pozwól mu dojrzeć do tej sytuacji.Będzie dobrze....pozdrawiam
      p.s.2 ale się rozpisałam ...wink
      • sunflower_like Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 20:58
        W chwili obecnej w moim miescie największe problemy są właśnie z salą. Nie ma
        ich wiele i jak podzwoniłam w pare miejsc to się okazalo że najfajniejsze są
        już zajęte niestety.
        Śmieję się że nie ma tego złego bo może odkryjemy jakieś nowe ciekawe miejsce ;-
        ). Byłabym spokojniejsza gdyby była ta sala przynajmniej...
        • kingusia1974 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 21:14
          ja jak chodziłam to zastanawiałam sie nad restauracja U Pollera a jak Ci na
          cenie nie zależy to widziałam fantastyczną salę ale za 350 osoby ale ze
          wszsytkim (też z alkoholem) ale cena makabra
          • sunflower_like Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 21:23
            350 to faktycznie makabra jakaś.
            My niesety musimy zakwaterować połowę gości więc cena i tak nam rośnie.
            U Pollera będę na balu za dwa tygodnie to wszystko obejrzę choć nie wiem jak z
            terminami.
            Szukałam sal pod Krakowem ( Tomaszowice, Folwark Zalesie, pole golfowe w
            Paczółtowicach, Pałac Radziwiłłów balice, Dworek Skawiński, Korzkiew itd...).
    • panna_turkus Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 03.11.06, 21:27
      zgodze się że faceci przeżywają to inaczej. według nich (a przynajmniej mojego)
      jeszcze mamy czas, jeszcze zdążymy ze wszystkim... (do ślubu 6 miesięcy) ja
      chciałabym mieć wszystko zapięte na ostatni guzik jak najszybciej - najlepiej na
      jutro wink)
    • mrowka05052007 Re: Siły i wena mi odeszły...a wy? 04.11.06, 08:51
      chyba u mnie jest podobnie.
      Na początku był istny szał na przygotowania: sale, zespoły, projekty
      zaproszeń... Teraz jakby wszystko minęło. Nawet nie mam ochoty oglądać sukien,
      a przechodząc obok salonów odwracam głowę w drugą stronę (dodam, że suknia
      jeszcze nie zamówiona).
      Przed nami jeszcze jakieś trzy-cztery miesiące jako-takiego spokoju, a później
      pewnie znów wpadniemy w wir przygotowań. Już takich bardziej konkretnych.
      • foty.foty dziewczynki u mnie to samo!!!! 04.11.06, 14:02
        zareczylismy sie w lipcu tego roku, tak jakos od wrzesnia zaczelam mowic o
        zareczynach oficjalnych ale moj facet ze to za wczesnie ze przed
        swietami..przyjaciolka powtarzala zobaczysz bedziecie mieli problem ze
        znalezieniem sali..ale jak tez troche to olalam..i pod koniec pazdziernika
        ktorego dnia zaczelam przegladac sale i jaki dolsadte lepsze zajete..mieszkamy w
        wawie - duzy wybor ale te najlpesze to z 1,5rocznym wyprzedzeniem pozajmowane...
        jego rodzicom powiedzielismy tydz temu....i ten tydz byl dla mnie koszmarny..moj
        facet stwierdzil ze tak z tym nagle wyskoczylam ze mamy czas, jego matka
        wymyslial sobie jakies miejsce za ok 300zl od osoby ktory mi sie kompletnie nie
        podoba...i jaka cena-nie wchodzi w gre!!!!!!my mzoemy dac tak do200zl
        mielismy zrobic oficjalne zareczyny ale jego matka ciagle zajeta....a chce zeby
        rodzice nwkoncu obngadali kwestie finansowe...ale jakos nie wiem kiedy to nastapi...
        jak podalalam sale ktore ja chce to tesciowa ze takie to nie moga byc i ciagle
        mi wysyla jakies swoje wymysly i juz date nam ustalila...zalamka...
        moj facet zupelnie mi nie pomaga..wszystkiego sie odechciewa..jak go pytaja to
        cisza i ze ja sie tym zajmuje i ze mna maja rozmawiac...moja mama tez jakos malo
        przejeta tym wszytskimsad
        wyobrazalm sobie to zupelnie inaczej...przerazona jestem bo jest sporo sal ale
        zadna nie jest taka jaka bym chciala...
        nie wiem czy juz nie brac takiej sredniej i problem miec z glowysad
        jeszcze tesciowa wymyslila sobie ze zrobi jekies krolewskie przyjecie...ja chce
        zwykle wesele!!!dzis jedziemy ogladac kilka sal...zobaczymy..eh dziewczyny
        jestem taka zla ze nie zajelam sie tym wczesniej...
    • jaszczurzyca za dużo myślisz! 04.11.06, 16:04
      U mnie to poszło tak naturalnie... rodzinka zebrała się, pogadała i rozjechała,
      następnym razem zobaczyli się na ślubie ... ot najlepiej wyluziwać i nie
      przejmować się aż nadto, wszystko naprawdę ułoży się swoim torem a na siłę
      naprawdę niewiele się zdziała. Głowa do góry
      • foty.foty Re: za dużo myślisz! 06.11.06, 00:36
        u mnie juz troche lepiejsmilea wy?
        • ashton Re: za dużo myślisz! 06.11.06, 09:47
          Dziewczyny! Uszy do góry, nogi do miski, a myślenie o ślubie odpuśćcie sobie na
          czas jakiś, powiedzmy do Nowego Roku.
          Między Bogiem a prawdą - co Wam da takie zamartwianie się, gdy do ślubu jeszcze
          tyle czasu, hę? Wszystkie "grubsze" sprawy macie już pozałatwiane, teraz kilka
          miesięcy SPOKOJU, a nie nakręcania się! Jeszcze trochę i faktycznie zaczniecie
          traktować "ten cały ślub" jako zło konieczne albo (podobnie jak ja swego czasu)
          jako chorobę, którą trzeba przejść i uodpornić się na całe życie.
          Nie dajcie się zwariować!!!
          Trzymam mocno kciuki i apeluję o zdrowy rozsądek.
          I optymizm smile))
    • mimi78 znowu mam dość 25.11.06, 16:55
      nic nie wychodzi, za co się nie wezmę wsyzstko na odwrót
      coś mam rpzeczucie że to wszystko jest skazane na niepowodzenie.....
Pełna wersja