ladyblue1
15.12.06, 14:04
Jestem z moim facetem od 2 lat, mieszkamy razem, ślub planujemy w
przyszłości,bez dat i deklaracji na razie... Nie mogę ułozyć sobie relacji z
jego rodzicami, oni chyba ani mnie lubią, ani nie lubią, ot, nie zauważają.
Mieszkają 500km od nas,więc bywają rzadko,syn jest ich ukochanym oczkiem w
głowie,wszystko,co zrobi jest genialne,dzwonią do niego kilka razy
dziennie,oczywiście na komórkę.Do mnie jego mama zadzwoniła może raz, w
sprawie prezentu dla syna.
Kiedy przyjeżdżają,albo my u nich jesteśmy,rozmawiają wyłącznie z
nim,"ważne,że Tomek przyjechał","jak ci się, Tomuś, jechało","zrobiłam
kurczaczka, wiem,że lubisz".Jego mama jeszcze sobie przypomina czasami o
zasadach savoir-vivre,tata w ogole sie do mnie nie zwraca,ani do mnie,ani do
NAS.
Jak słyszę: "Tomek, jaki masz piekny regał", "Tomek, a jaki będziesz miał
kolor ścian, bo tak bym chciała, żebyś się dobrze czuł", to mi się coś skręca
w środku.
Mój chłopak wyprowadził się z domu zaraz po studiach, od lat nie mieszka
nawet w tym samym mieście. Ja się z domu rodzinnego wyprowadziłam niespełna
rok temu, to była dla mnie rewolucja, dla moich rodziców tym bardziej, a oni
jakoś potrafią mówić: "Wy" i mieć kontakt z moim facetem.
Nie chcę do moich "teściów" jechać na Święta. To nie jest mój dom, ani nie
czuję się tam dobrze. W sumie - to jak piąte koło u wozu.