kobiety....dosc dlugie...

01.01.07, 20:07
jesli przesledzicie moje posty ...kilka razy juz pisałam o swojej najlepszej
przyjaciolce i o jej juz bylym narzeczonym..facet zrywal kilka razy
zareczyny...po swietach tak na powaznie sie rozstali ,bo przyznal sie do
zdrady,nastepnego dnia przyszedl przeprosic,ta wybaczyla ,w drodze do
kochanki narzeczonego ze tak nazwe pokłocili sie ,on stanął w jej obronie
(dzietata,męzatka) i powiedzial ze nie chce zeby mu wybaczyla.nastepnego dnia
uslyszalam jego wywod skierowany do bylej narzeczonej,ze kocha za slabo, nie
chce powrotu,oszukiwał i ja i siebie ,bronil kochanki,grozil wojna jesli ta
bedzie chcial rozm z męzem kochanki.
nastepnego dnia przeprosil ,chce powrotu,ma focha na ex narzeczona ze ta nie
chce go tak od razu przyjac.
a ja mysle ze ten facet to zlamany fi.... a jej powinny zejsc klapy z
oczu,oswiadczyl sie w maju,w maju mial byc slub ,zrywal juz kilka razy od
oswiadczyn mowiąc ze nie czuje sie szczesliwy .jak to jest? co pchnęlo go w
ramiona innej?miesiac temu wzieli kredyt na remont mieszkania i slub-to niby
była jego ostateczna decyzja i deklarcja milosci az po grob....
a ona ...ona twierdzi ze koch i chce z nim byc...co ja mam jej poradzic?
czego jej nie powiem bedzie zle ....ja wiem ze bedzie płakac jescze nie jeden
raz ....facet sie nie zmnieni ...a ona sie daje...daje sie wykorzystywac i
czego sie boi? ze nie bedzie mial nia kto pomiatac??? bo tak to
wyglada...niedowartosciowany facet znalzal pocieszenie u innej a narzeczona
po kolanach powinna isc do niego i stopu mau calowac ...byle z nią byl.....
co wy na to?
    • anek45 Re: kobiety....dosc dlugie... 01.01.07, 20:14
      Czesto spotykany na tym forum zarzut: "Na pewno jestes starą panną,
      nieszczęsliwą, nie masz męza" itd. itp.
      otóz twoja przyjaciółka nalezy do grona kobiet, które za swoje życiowe
      osiągnięcie uwzają wyjście za mąż - powszechne na tym forum zjawisko.

      Wyjścia masz dwa:
      1. Mozesz ją przekonywać, ze facet to złamany ch..., ale i tak ci nie uwierzy,
      zerwie znajomośc, kto wie, czy nie pod wplywem ukochanego. Nalezy po prostu do
      kobiet, ktore az się proszą, żeby nimi pomiatac. Nieszczęsliwa jest, kiedy nie
      moze się opleśc wokol faceta, bo nie stać jej na nic innego niż być zoną.
      Przykry, ale powszechny przypadek. Moze kiedys podziękuje ci za wskazanie, kim
      był jej ukochany, ale nie liczyłabym na to. raczej nie przyzna się do pomyłki.
      2. Pozwolić jej wyjść za ch... Tylko ze wtedy moze miec pretensje, ze jej nie
      pomogłas.

      a narzeczona
      > po kolanach powinna isc do niego i stopu mau calowac ...byle z nią byl.....
      > co wy na to?
      Przykre jest tzlko to, że narzeczona uwaza tak samo.
    • julka3006 Re: kobiety....dosc dlugie... 01.01.07, 20:58
      widzisz...sama sie prosi o to ...ja juz jej swoje powiedzialam ale sądzac przez
      ostatnie kilka godzin jak sie zachowuje...chyba sie znowu mu dała...chociaz
      dziwie sie jej ,jest wyksztalcona-dwa ierunki,ma dobra prace,ciekawe,dochodowe
      pasje,jest dosc atrakcyjna....moze to ze pochodzi z rozbitej rodziny ma wplyw
      na jej zachowanie?
      • ciamajda10 Re: kobiety....dosc dlugie... 02.01.07, 10:40
        Jezeli ci na niej zalezy powinnas jej pomoc i nie pozwolic jej wyjsc za niego.Ta
        sytuacja bedzie sie tylko pogarszala narazie zdradza a co pozniej??? W mojej
        rodzine tez jest taka sytuacja,dziewczyna pochodzi z patologicznej rodziny
        wyrwala sie myslala ze jej sie udalo,kochala go.A on co na poczatku zdradzal
        pozniej przepraszal a teraz bije i poniza.Najgorsze w tym,ze ona Lamie jak tylko
        on zaczyna przepraszac a radzila sobie sama jak juz od niej odszedl. Wiec jak
        widac bardzo podobna sytuacja.Wiadomo moze ci powiedzec zebys sie nie wtracala i
        moze urwac specjalnie kontakat, ale moze uda ci sie uswiadomic jej na czym
        polega prawdziwa milosc,szacunek,zaufanie, bo malzenstwo to nie wszystko.Swoja
        polowke mozna znalesc w kazdym wieku.Tymbardzej ze jest atrakacyjna i
        pelnowartosciowa kobieta.Jak to zrozumie to bedzie ci jeszcze po recach calowac
        kiedy znajdzie pozadnego faceta,ktory ja szanuje.
    • romar72 Re: kobiety....dosc dlugie... 02.01.07, 14:28
      No i mamy typową mentalność. Żelazna zasada brzmi - nie wtykać nosa w nieswoje
      sprawy. Swoją drogą, trzeba mieć tupet, żeby upubliczniać w taki sposób
      problemy osób trzecich. Życie pełne jest przykładów, kiedy "najlepsi
      przyjaciele" i rodzina chcąc dobrze doprowadzili do prawdziwych tragedii.
      Przedmówcom - doradcom gratuluję pomysłów i ferowania wyroków na podstawie
      jednostronnego przekazu osoby, której problem nie dotyczy. PRZESTAŃCIE SIĘ
      TAPLAĆ W CUDZYCH BRUDACH!
      • olera24 Re: kobiety....dosc dlugie... 02.01.07, 14:45
        dane osobowe tu nie padły, tak? więc nie ma mowy o upublicznianiu czegokolwiek.
        pełno jest też takich "prawdziwych przyjaciół" co to z pomocą w ogóle się nie
        kwapią wedle zasady 'nie wtykać nosa w nieswoje sprawy". życie pełne jest
        przykładó kiedy brak interwencji pozwolił na tragedię. PRZESTAN BYC ŚLEPY NA
        CUDZE PROBLEMY!
        • romar72 Re: kobiety....dosc dlugie... 02.01.07, 15:03
          Jasne...I gwarantem rozwiązania problemów osobistych jest forum weselne. Takie
          sprawy załatwia się między sobą lub z pomocą specjalisty. Problemy ocierające
          się o sferę emocji dotyczące dwojga ludzi to sprawa nad wyraz delikatna.
          • olera24 Re: kobiety....dosc dlugie... 02.01.07, 15:19
            forum gwarantem nie jest, to oczywiste, ale zamiast radzic "nie wtrącaj się"
            poradź "bądź delikatna bo chodzi tu o sfere emocji".
    • greene3 Re: kobiety....dosc dlugie... 02.01.07, 15:17
      to nie jest problem, który dasz radę rozwiązać
      weź koleżankę na piwo wino czy co tam jeszcze i porozmawiaj - nie o jej
      facecie - tak po prostu o niej i jej poczuciu własnej wartości - pewnie okaże
      się, że Twoja przyjaciółka uważa się za gorszą za taką, która sama nie da sobie
      rady
      Budowanie poczucia własnej wartości u siebie - jeśli nie zostało ono zbudowane
      w dzieciństwie - to proces długi i żmudny - jeśli najblizsi nie biorą w nim
      udziału (a narzeczony jest najlbliższym i tutaj nie tylko nie bierze udziału
      ale wręcz przeciwnie - podkopuje jej wiarę w siebie) potrzebna może okazać się
      rozmowa z psychologiem - z kimś kto to potrafi - potrafi budować w kimś wiarę
      we własne możliwości i pewność siebie
      Tylko wierząc, że potrafi żyć samemu może odrzucić kogoś kto chociaż chwilowo
      chce z nią być - jeśli ten złamas choć na chwilę uśmiecha się i mówi, że będzie
      przy niej ona w to wierzy bo boi sie co będzie jak zostanie sama
Pełna wersja