Ślub mieszany - możecie mi pomóc?

16.01.07, 15:28
Szukam w sieci wszystkich mozliwych informacji o ślubie mieszanym. Chodzi o
małżeństwo katolika i ateisty. O dziwo, zbyt duzo informacji nie udało mi się
znaleźć.
Pierwsze i najważniejsze pytanie - czy ateista musi oficjalnie wystąpić z
kościoła katolickiego?
I po drugie - czy możliwa jest msza święta, czy tylko nabożeństwo?
Jak wygląda przysięga? Co kto mówi?
Bardzo prosze o nformacje, jeśli ktoś coś wie.

    • anek45 [...] 16.01.07, 15:37
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • krolik_w_koronkach Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 15:43
        Już wpisałam. Dwie strony wątków, nic o występowaniu z kościoła.
    • wilvo Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 15:41
      Zaleca się ślub bez mszy ale jak ksiądz jest spoko to nie robi przeszkód.
      Po drugie z tego co piszesz to nie chodzi o ateistę tylko osobę, która odstapiła od wiary. W tym wypadku potrzeba chyba dyspensy i osoba ta musi przejść rozmowę z księdzem.
      A ślub wygląda normalnie tylko w przysiędze pomija się odniesienia do Boga.
      • mimi78 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 15:47
        to znalazłam

        www.racjonalista.pl/forum.php/s,35019
        www.ekumenizm.pl/content/article/20060126195320728.htm
        www.wizaz.pl/forum/showthread.php?t=29599
        forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=6684&sid=54e39cb8676bfbc9f90fe7f1264c2484
    • krolik_w_koronkach No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 15:57
      No to napiszę wam, o co chodzi. Może mi coś poradziciesad

      Mój N jest katolikiem, ale z klerem jest na bakier. Ma wszystkie sakramenty,
      ale nie chodzi do kościoła i źle mówi o klerze. Ja już w podstawówce uznałam
      się za osobę niewierzącą. Nie mam bierzmowania. Nie chodziłam na religię od V
      klasy SP.

      Mój N nie wyobraża sobie ślubu nie-kościelnego ze względu na rodzinę. Ma ojca -
      tyrana, górala z pochodzenia. A na Podhalu wygląda to niestety tak, że możesz
      być złodziejem, mordercą itd, ale jak chodzisz co niedziele do kościoła, to
      jesteś dobrym człowiekiem.... Hipokryzja pełną gebą, ale tak żyje zarówno mój
      przyszły teśc, jak i reszta rodziny z jego strony, czyli około 20 osób...

      Póki co, próbuję udawać katolika. Raz nawet (w święta) wybrałam się z nimi do
      kościoła, bo bardzo zależało na tym mojemu N i jego matce. To jest bez sensu,
      nie wierzę i tyle, kropka. Nie chcę składać mojemu N wyssanych z palca
      przysiąg, przyrzekać na Boga, w którego nie wierzę. Boję się mu o tym
      powiedzieć. Nie wiem, jak zareaguje na moją propozycję ślubu mieszanego. On
      zyje w strachu przed ojcem, który w dodatku ma sfinansować wesele ze strony
      mojego N (z mojej strony płaci mama i ja). Obawiam się, że ojciec może się na
      wieść o ślubie mieszanym wypiąć na nas, odwołać zaproszenia dla rodziny ze
      swojej strony... Może być masakra...

      Co ja mam zrobić? Nie wychodzić za mąż? Mój N nie zrozumie mnie. On uważa, że
      mogę spokojnie "nadrobić" braki, przyjąć bierzmowanie i odstawić razem z nim tę
      szopkę. A ja tak chyba nie chcę... To ma być mój dzień, chcę być szczera,
      niczego nie udawać... Obawiam się, że on woli miec szopkę i spokój w rodzinie,
      niż szczerą żonę... Moją propozycję uzna za lenistwo z mojej strony (że mi się
      nie chce odbębniać bierzmowania, zaległych lekcji religii, nauk itd).

      Wywnętrzyłam się straszliwie, ale jestem z tym zupełnie sama. Nie wiem, co
      robić. Kłamac i mieć normalny ślub, udane wesele bez fochów i przytyków, czy
      być uczciwym wobec siebie i partnera i być może mieć zniszczony cały ten dzień
      przez jego rodzinę (a być może też przez niego...)
      Poratujcie mnie radą...I nie wrzeszczcie na mnie, proszę.
      • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:03
        Ja nie będę wrzeszczećsmile

        Może trzeba znaleść porpostu miłego księdza? Co?
        To by było dobrze dla was i dla twojego ukochanego - może by wtedy się
        przekonał że cały kler nie jest złysmile


        A może weźcie ślub zagranicą? Takie wakacje? Wiesz, bo skoro Tato bardzo bardzo
        chce ślubu kościelnego, to może trzeba go postawić w roli takiej, żeby on to
        załątwił, nie tylko salę ale i sprawy kościelne, z wami razem? Dać mu taką rolę
        przywódcy skoro ją lubismile


        Wiesz króliku - dziwi mnie to że ty zbierasz wszystkie baty. Masz prawo być nie
        wierzącą ale wiem jak to jest z rodziną (mi powiedziała kiedyś siostra N, że
        moja rodzina to bagno, bo rodziców mam po rozwodzie!).
        Ale przecież twój facet do kleru nie jest przekonany, to rodzina nie widzi że
        on do kościoła nie chodzi czy jak??? Obydwoje nie jesteście związani z
        kościołem z różnych powodów to chyba widać?

        A może trzeba usiąść i z Tatą porozmawiać, mimo że jest tyranem, otwarta
        książka - doceni to, może po czasie, ale będzie miał szacunek za szczerość a za
        ściemy ze ślubem?smile))
        • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:10
          > A może trzeba usiąść i z Tatą porozmawiać, mimo że jest tyranem, otwarta
          > książka - doceni to, może po czasie, ale będzie miał szacunek za szczerość a
          > za ściemy ze ślubem?smile))

          Gdyby to było takie proste, byłabym bardzo, bardzo szczęsliwa. Ale nie jest. Z
          jego ojcem się nie rozmawia, tylko wykonuje jego polecenia. Albo z nim, albo
          przeciw niemu. Jeżeli jego własna rodzina tak żyje od 25 lat, to ja na pewno w
          ciągu kilku miesięcy do ślubu go nie zmienię.
          Najbardziej chciałabym uciec z moim N gdzieś daleko i wziąć cichy ślub w
          obecności najbliższych, czyli tych, którzy pozwoliliby mi być sobą. Gdyby tylko
          mój N potrafił się wyzwolić spod jarzma rodziny... Ale to raczej mission
          impossible... sad
          • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:13
            krolik_w_koronkach napisała:

            > > A może trzeba usiąść i z Tatą porozmawiać, mimo że jest tyranem, otwarta
            > > książka - doceni to, może po czasie, ale będzie miał szacunek za szczeroś
            > ć a
            > > za ściemy ze ślubem?smile))
            >
            > Gdyby to było takie proste, byłabym bardzo, bardzo szczęsliwa. Ale nie jest.
            Z
            > jego ojcem się nie rozmawia, tylko wykonuje jego polecenia. Albo z nim, albo
            > przeciw niemu. Jeżeli jego własna rodzina tak żyje od 25 lat, to ja na pewno
            w
            > ciągu kilku miesięcy do ślubu go nie zmienię.
            > Najbardziej chciałabym uciec z moim N gdzieś daleko i wziąć cichy ślub w
            > obecności najbliższych, czyli tych, którzy pozwoliliby mi być sobą. Gdyby
            tylko
            >
            > mój N potrafił się wyzwolić spod jarzma rodziny... Ale to raczej mission
            > impossible... sad


            Wiesz, pewnie wiele osób ci to już mówiło. Ale zastanów się... bo to będzie też
            twoja rodzina. Z tego co piszesz już widać zarys zachowań teścia u synasmile
            (Zrób nauki, komunię itp. Przecież on sam nie uczestniczy w mszach, dlaczego
            cię zmusza?)

            Powiem tylko tak, że jeżeli teraz się poddasz - w imię 'miłości' to będziesz
            miała pretensje do siebie do końca życia.

            Może właśnie, powinnaś być tą która przełamie ze widzimisię po 25 latach?
            Zastanów się jak bardzo Ci zależy... smile
          • kajak75 Re: No to powiem wam o co chodzi... 20.01.07, 10:45
            kroliczku, zastanow sie powaznie nad tym malzenstwem. Twoj N jest calkowicie
            poddany ojcu. Teraz, zeby zaspokoic tyrana, macie wziac taki, a nie inny slub. A
            co potem? Mieszkanie kupicie takie, jakie sie tesciowi spodoba?. I tak bedzie z
            kazda zyciowa decyzja?
            Miedzy bajki wloz historie o tym, ze zmienisz te relacje. Jezeli N. teraz sie
            ugnie, to nie licz na to, ze kiedykolwiek sie zmieni -brutalnie mowiac, poki
            ojciec zyje.
            Piszesz, ze gdybyscie nie wzieli slubu koscielnego, rodzina N by si enie
            pojawila. Chcesz wejsc do rodziny, ktora na dzien dobry demonstruje brak
            szacunku dla waszych wyborow?
            Rodzinnej sielanki to ja nie wroze...
      • anek45 [...] 16.01.07, 16:06
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:11
          No i jeszcze mszą...
          Na wszystkich stronach piszą, że na ślubie mieszanym jest tylko krótkie
          nabożeństwo.
          I komunii nie przyjmę, a to już zagraża trzęsieniem ziemi.
          • anek45 [...] 16.01.07, 16:14
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:21
              Masz rację we wszystkim co mówisz. Ale to mój nieszczęsny N został wychowany
              przez tego tyrana, to on od wielu lat udaje, że chodzi do kościoła (kłamie gdy
              ojciec pyta), to on równiez udaje, że ja czasem chodzę... On mógłby stać się
              niezależny i dorosły jedynie z daleka od rodziny, gdzieś za granicą na
              przykład... Porozmawiam z nim dzisiaj, zobaczę, jak to przyjmie. Obawiam się,
              że strzeli focha, że mam gdzieś jego relacje z rodziną... Jak dziecko, co tu
              kryć.
              Cięzko mi z nim dyskutować bo wiem, że on myśli może i podobnie jak ja, ale
              został wychowany na układnego syna, który nie umie się przeciwstawić
              apodyktycznemu ojcu.
              Wiem, że jeśli postawię na swoim i ślub będzie mieszany, ale połowy rodziny
              mojego N na nim nie będzie (w tym jego ojca) to będzie to dla niego bardzo
              nieszczęsliwy dzień. I moja szczerość i uczciwość pójda na marne, bo na pewno
              ich nie doceni...
              • anek45 [...] 16.01.07, 16:24
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:27
                  Tak właśnie sobi epo cichu kombinuję, żeby nikomu nie mówić co i jak. Ale z
                  drugiej strony przez całą ceremonię będę drżeć, że oni się połapią. I wyjda
                  albo zrobią burdę (nie zdziwiłyby mnie pytania na cały kościół: a panna młoda
                  kiedy przyjmie komunię?) Połapią się na bank, nawet jeśli odbyłaby się
                  regularna msza.
                  A jeśli wyjdą w połowie, lub jeśli zepsują nam wesele gadaniem - będzie jeszcze
                  gorzej. Może lepiej dać im czas na przetrawienie sytuacji i decyzję: idziemy
                  albo nei idziemy, akceptujemy lub mnie...
                  • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:30
                    krolik_w_koronkach napisała:

                    > Tak właśnie sobi epo cichu kombinuję, żeby nikomu nie mówić co i jak. Ale z
                    > drugiej strony przez całą ceremonię będę drżeć, że oni się połapią. I wyjda
                    > albo zrobią burdę (nie zdziwiłyby mnie pytania na cały kościół: a panna młoda
                    > kiedy przyjmie komunię?) Połapią się na bank, nawet jeśli odbyłaby się
                    > regularna msza.
                    > A jeśli wyjdą w połowie, lub jeśli zepsują nam wesele gadaniem - będzie
                    jeszcze
                    >
                    > gorzej. Może lepiej dać im czas na przetrawienie sytuacji i decyzję: idziemy
                    > albo nei idziemy, akceptujemy lub mnie...
                    >


                    Nie kombinuj. Bo potem całe małżeństwo takie będzie....

                    Nie obawiaj się rodziny (nikt nie jest święty - "kto pierwszy kamień rzuci..")

                    I wiesz, to chyba dobry test i dobry moment żebyś zobaczyła jak bardzo i czy
                    wogóle N zależy. Jego zachowanie powinno mówić samo za siebie....
                  • mary_popins Re: No to powiem wam o co chodzi... 17.01.07, 10:15
                    Po pierwsze, jak niekatolik moze przyjac slub koscielny udajac katolika???
                    Zamierzasz pojsc do spowiedzi czy sama sobie karteczke zamiast ksiedza
                    podpiszesz? A potem w imie Boga, ktorego imie dla Ciebie nie znaczy "Bog",
                    przysiegac mezowi? Takie zaklamanie w dniu slubu chyba nie przyniesie niczego
                    dobrego! Powiedz wiec jasno swojemu przyszlemu mezowi i tesciowi ( glupio by mi
                    bylo, gdyby przyszla synowa mowila o mnie "tyran"), ze jestes osoba niewierzacą
                    i bedziesz jedynie z pozycji niewierzacej w tym slubie uczestniczyla. No bo co
                    to za pomysl, zeby ktos, kto nie wierzy odwalal takie szpoki z Sakramentu?
                    Jesli Twoj przyszly maz chce miec za zone Ciebie to chyba nie porzuci Cie z
                    powodu braku wiary??
              • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:24
                krolik_w_koronkach napisała:

                > Masz rację we wszystkim co mówisz. Ale to mój nieszczęsny N został wychowany
                > przez tego tyrana, to on od wielu lat udaje, że chodzi do kościoła (kłamie
                gdy
                > ojciec pyta), to on równiez udaje, że ja czasem chodzę... On mógłby stać się
                > niezależny i dorosły jedynie z daleka od rodziny, gdzieś za granicą na
                > przykład... Porozmawiam z nim dzisiaj, zobaczę, jak to przyjmie. Obawiam się,
                > że strzeli focha, że mam gdzieś jego relacje z rodziną... Jak dziecko, co tu
                > kryć.
                > Cięzko mi z nim dyskutować bo wiem, że on myśli może i podobnie jak ja, ale
                > został wychowany na układnego syna, który nie umie się przeciwstawić
                > apodyktycznemu ojcu.
                > Wiem, że jeśli postawię na swoim i ślub będzie mieszany, ale połowy rodziny
                > mojego N na nim nie będzie (w tym jego ojca) to będzie to dla niego bardzo
                > nieszczęsliwy dzień. I moja szczerość i uczciwość pójda na marne, bo na pewno
                > ich nie doceni...


                Króliku.....wiesz jak się zgodzisz na to wszystko, na tą cała hipokryzję i to
                kręcenie to za chwilę będziesz miała dwóch tyranów nad sobą...


                I wiesz co? Porozmawiaj, ale z tego co piszesz, twój N nie jest gotowy ani na
                ślub ani na dorosłe życie..... uncertain
                • anek45 [...] 16.01.07, 16:26
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:29
                    Po prostu - chcemy założyć rodzinę, wybudować dom, postarać się o dzieci. Tak
                    po prostu. Ślubu chcemy oboje nie ze względu na wiarę, ale przekonania.
                    • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:32
                      krolik_w_koronkach napisała:

                      > Po prostu - chcemy założyć rodzinę, wybudować dom, postarać się o dzieci. Tak
                      > po prostu. Ślubu chcemy oboje nie ze względu na wiarę, ale przekonania.

                      Przperaszam króliku a możesz mi napisać różnicę??? smile)
                      • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:36
                        Róznica jest zasadnicza. Chcemy być rodziną, gdyż się kochamy, a nie tylko ze
                        względu na strach przed życiem w grzechu. To nas nie dotyczy.
                        • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:40
                          Jeżeli chcecie być rodziną, nie potrzebny jest do tego ślub, ani ślub
                          kościelnysmile

                          Strach przed życiem w grzechu Ciebie nie dotyczy - bo przecież nie wierzyszsmile
                          • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:42
                            I to jest własnie to nasze przekonanie - uważamy, że rodziną będziemy tylko po
                            ślubie (jakimkolwiek). smile
                            Póki co od prawie 2 lat mieszkamy razem. Rodziną nie jesteśmy na pewno. A
                            chcemy być, ot cosmile
                            • epox123 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:44
                              najpierw pogadaj z N. ale powiedz wszystko to co nam,a potem bierz
                              jednostronny,albo cywilny,no chyba,że zmusisz siebie do normalnej ceremoni i
                              przyjecia sakramentów..
                            • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:45
                              krolik_w_koronkach napisała:

                              > I to jest własnie to nasze przekonanie - uważamy, że rodziną będziemy tylko
                              po
                              > ślubie (jakimkolwiek). smile

                              No to cywilny winien wystarczyć.

                              > Póki co od prawie 2 lat mieszkamy razem. Rodziną nie jesteśmy na pewno. A
                              > chcemy być, ot cosmile

                              Mieszkacie 2 lata razem, a rodzina wierzy że nie w grzechu i w oddzielnych
                              pokojach?

                              Eh - to jest właśnie ta hipokryzja. Możecie razem mieszkać, ale już wiary/braku
                              wiary nie możesz mieć, ani ślubu jakiego chcesz...
                              Czyli jesteś (dla nich) dorosła na niby ???


                              Pełno tu sprzeczności...
                  • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:31
                    anek45 napisał:

                    > > I wiesz co? Porozmawiaj, ale z tego co piszesz, twój N nie jest gotowy an
                    > i na
                    > > ślub ani na dorosłe życie..... uncertain

                    > Jak nie przepadam za mimi i jej poglądami, to tutaj mogę się jedynie podpisac
                    > wszystkimi konczynami.
                    >
                    > A własciwie po co wam slub teraz?

                    A ja często się z tobą zgadzam, jedynie mnie wkurza twój sposób wyrażania
                    poglądów/pisanie i atakowanie przedmówcy a nie jego opiniismile

                    Właśnie, po co teraz ten ślub??
                    • anek45 [...] 16.01.07, 18:19
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • malinakalina Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:19
            Kurczę mimo wszystko ,powinnaś być szczera sama ze sobą....Chociaż jest to
            nieliche wyzwanie....Mieszkałam jakiś czas w Zakopanym i co nieco o góralach
            wiem......Eeechh ciężkie to życie ,ale decyzje moze byc chyba tylko jedna...
            Trzymam kciuki za dobry dla Ciebie i Twojego N. wybór...
            Żeby to chociaż Twojemu N. zależało na tej ceremoni no to dla niego jakoś moze
            byłoby łatwiej skłamać...Chociaż .....
            Przepraszam ,chyba namieszałam Ci w głowie ,zle jak tak zaczynam mysleć o tym
            to sama mam mętlik w głowie....No łatwa decyzja to nie jest.....
      • nelly181 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:07
        Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji. Mój narzeczony, chociaż żarliwie wierzący
        nie jest, upaierał się przy ślubie kościelnym, ale ja postawiłam na swoim no i
        będzie ślub mieszany. Reakcje rodziny nie są wymarzone, ale trudno.. Po prostu
        nie potrafiłabym kłamać i cieszyć się tym dniem...
        Trzymam kciuki za ciebie kroliku!
        • krolik_w_koronkach Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:13
          Gratuluję Ci siły przebicia. Ja się bardzo boję tak gwałtownie wkroczyć między
          mojego N a jego rodzinę. Nie chcę go przeciągać na swoją stronę. A on to
          zapewne tak odbierze... Nie mówiąc już o rodzinie.
          • mimi78 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:16
            krolik_w_koronkach napisała:

            > Gratuluję Ci siły przebicia. Ja się bardzo boję tak gwałtownie wkroczyć
            między
            > mojego N a jego rodzinę.


            I tu jest błąd nr1.
            Dlaczego w tym kraju, panna młoda i jej pomysł czy styl to
            'wkraczanie między'????

            Przecież jesteście dorośli, zaczynacie nowe, wasze życie...
            Chyba że koniecznie chcesz być pochłonięta przez tą rodzinę a narzeczony być
            pod ich dyktandem (co wynika z tego co piszesz....)

            Króliku, jak teraz nie odetniecie pępowiny, to będziesz żałować na zawsze.


            Sorry że tak wprost to mówię - ale musisz chyba stanąc twarzą w twarz z
            realiami... smile



            Nie chcę go przeciągać na swoją stronę. A on to
            > zapewne tak odbierze... Nie mówiąc już o rodzinie.
          • anek45 [...] 16.01.07, 16:17
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • wilvo Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:17
            Ja bym się na mieszany zdecydowała. Dla mnie to żaden wstyd. Mój narzeczony też bierze jako niewierzący choć niektórzy z mojej rodziny się oburzyli. Warto iść do ślubu w zgodzie z własnym sumieniem.
            • epox123 Re: No to powiem wam o co chodzi... 16.01.07, 16:21
              wiesz co myśle,powinniscie oboje usiaść i porozmawiac o tym na spokojnie,wywal
              to z siebie co lezy na twoim sercu,facetowi mówi sie wprost,bo jak kluczysz
              drogami to nie zrozumie,powiedz o tym wszystkim co nam tutaj
              powiedziałaś,znajdzcie wyjscie z tej sytuacji,bo potem moze być za późno
      • nna Re: No to powiem wam o co chodzi... 17.01.07, 09:34
        Witam
        Jakbym przeczytała historie mojego ślubu...z tym, że u mnie jest sytuacja
        odwrotna- to mój przyszły mąż nie chce kościelnego.W końcu ustąpił i
        zdecydowaliśmy się na kościelny ze względu na moją rodzinę. Wierz mi, że była to
        trudna sytuacja, a moim narzeczonym kierowały te same przesłanki co Tobą. To, że
        wszyscy robią szopkę- nie oznacza, że ty też musisz...
        SLub w kościele będzie- moja rodzina miałaby żal do końca życia... mama by tego
        nie zrozumiała-próbowalismy pertraktować skończyło sie płaczem...Wiem, że z
        poglądami mojego narzeczonego trudno jest iść i tak po prostu stanąć przed
        księdzem, tym bardziej, że sama je podzielam w większości.Wstyd przed znajomymi,
        którzy nas znają i zobaczą nas przed ołtarzem...porażka...
        Ale wytłumaczyliśmy sobie to tak..to znaczy ja to powtarzam mojemu narzeczonemu-
        że to TRADYCJA. I tak do tego podeszliśmy.Oczywiście najgorsze są formalności
        kościelne, spowiedź... ale wydaje mi się, że to kościół powinien się wstydzić za
        tę obłudę która praktykuję od lat- nie my. Pamiętaj przysięgasz Jemu ! To Wy
        Jesteście najważniejsi! Ksiądz jest urzędnikiem kościoła tak jak urzędnik
        miasta.Jest tylko świadkiem.Nie jemu przysięgam tylko przed Bogiem, w którego
        oboje wierzymy.

        Nauki przedmałżeńskie,spowiedź,zaświadczenia...w takim kraju jednak żyjemy...i
        co zrobić. Pójdziemy odprawimy tę szopkę...jeśli zapyta się nam czy razem
        mieszkamy, czy razem sypiamy- nie będziemy kłamać.

        Mam nadzieje, że nikt nie poczuł się urażony.
      • paola_23 Re: No to powiem wam o co chodzi... 17.01.07, 09:43
        Według mnie postępujesz dobrze, bo chcesz być szczera i uczciwa. Jak dla mnie
        ślub to bardzo ważna sprawa. Ślub kościelny powinny brać osoby, które wierzą w
        Boga a nie takie co uważają że tak trzeba dla innych. Znam wiele osób, które nie
        chodziły do kościoła ani nie wierzyły w Boga, ale ślub brały w kościele.
        Później miały dzieci, które ochrzcili ale ani razu same a tymbardziej z dziećmi
        nie były w kościele. Porozmawiaj z narzeczonym i jeżeli cię kocha to zrozumie i
        będzie dumny z przyszłej żony, która nie zbędnej hipokryzji.
      • malina007 Re: No to powiem wam o co chodzi... 22.01.07, 15:14
        Doskonale Cię rozumiem- ja też biorę ślub jako ateista a mój Narzeczony jest
        katolikiem- sprawa wygląda tam że ksiądz występuje o tzw Dyspense do Biskupa-
        ten udziela zgody i bierzecie ślub który nie różni się zasadniczo niczym od
        zwykłego śłubu kościelnego- jedynie T
    • juliam1 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:34
      Badz szczera i porozmawiaj, powiedz wszystko co Ci lezy na sercu. Jak mu zalzey
      na Tobie to zrozumie a przynajmniej sprobuje. Pamietaj, ze chcesz z nim zyc,
      byc wiec musicie jakos dojsc do jakiegos kompromisu, porozumienia. Wiem, ze
      sprawa nie jest latwa ale wierz mi, ze warto porozmawiac przed niz po slubie.
      Zastanow sie na czym najbardziej Ci zalezy, co dla Ciebie jest najwazniejsze,
      co daje Ci radosc. Nie warto rezygnowac z wlasnego szczescia. Badz dzielna!
    • mynia0 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:34
      Króliku drogi, ja uważam, że powinnas postępować tak, jak czujesz. jaki sens ma
      ślub kościelny, skoro Ty jestes niewierząca? jak Twój N sobie to wyobraża?
      kilka miesiecy i co? nagle masz zacząć wierzyć? przecież nie chodzi tylko o sam
      katechizm. dla mnie to profanacja nie tylko ślubu, ale i własnych przekonań, do
      któych przecież masz prawo.

      bardzo mnie denerwują ludzie, którzy coś robią pod dyktando, bo co ludzie
      powiedzą... Twój facet się nie popisuje, niestety.sad(( jest dorosły, a boi sie
      tatusia - to dziwne conajmniej.

      byłam dwa razy na mieszanym ślubie - obaj panowie młodzi byli obcokrajowcami,
      jeden muzułmanin, drugi ateista. ślub był z pełną mszą, mężczyźni w niej nie
      uczestniczyli, nic nie mówili, a składając przysięgę nie wypowiadali słów z
      odniesieniem do Boga. i to wszystko. oczywiście, nie przystępowali do komunii
      św. także - jest mozliwy ślub mieszany z pełna mszą.

      zaglądnij jeszcze na stonę Opoki, tam może coś znajdziesz.

      i koniecznie porozmawiaj z narzeczonym, nie mozna odstawiac szopki, bo tatuś
      tak chce. nawiasem mówiąc, taki ślub z przymusu i pod dyktando jest
      nieważny. / na pewno pod względem kościelnym, nie wiem, jak jest ze skutkami
      prawnymi/. więc po co zawierać ślub, o którym z góry będzie wiadomo, że jest
      nieważny?
      • mimi78 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:39
        No właśnie... a co potem ze chrzcinami np. albo komunią dziecka?
        Albo np. pogrzebem??

        Tak do końca życia udawać że wierzysz?
        Przecież twoja Mama wtedy tez będzie musiała kłamać...

        Chyba że jest jakieś przekonanie w Tobie że jednak może warto i komunie i
        chrzest.


        Czuję jednak króliku że ten ślub to pod dyktando Tatusia - pewnie zauważył że
        ileś już tam jesteście razem, za rączkę nie chodzicie to i ślub by wypadało
        synowi zrobić....
        • krolik_w_koronkach Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:40
          To akurat nie. Jego ojciec za mną nie przepada.
          • mimi78 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:43
            Hmmm skoro już za tobą nie przepada to po co go uszczęśliwiać na siłę?smile

            Wiesz, z tego co piszesz - dla mnie tatuś to mały pikuś, problem masz i będzie
            największy z odcięciem pępowiny u narzeczonego...
            Skoro już tak nie jest - to szykuj się na odwieczną batalię z nim i jego
            rodziną...
    • ursus_arctos Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:44
      kroliku, tez sie wypowiem: mysle, ze duzo dojrzalsza decyzja bylby slub
      jednostronny. nie podoba mi sie (takie odczucie tylko), ze Twoj narzeczony
      probuje cos na Tobie wymoc. to jedna rzecz.
      druga- z tego co slysze to slub mieszany trudno osobie postronnej odroznic od
      standardowego. jesli wczesniej nie bedziecie mowic na prawo i lewo, ze
      jednostronny to pewnie nawet nie zauwaza. chociaz- i tu jest sedno sprawy- tak
      naprawde wcale nie ma sie czego wstydzic i co ukrywac.
      nie wiem, nie jestem pewna na 100%, ale ja bym chyba szla w zaparte i chciala
      koniecznie jednostronny. a jesli narzeczony by zmuszal- coz, przepraszam, ale
      chyba zastanowilabym sie nad narzeczonym. wiara i nasze wybory w tej kwestii to
      jedna z rzeczy fundamentalnych w zyciu i baaardzo bym nie chciala, zeby
      ktokolwiek mi cos w tym obszarze narzucal. bo jesli tu sie ugne- to wlasciwie
      wszystkie inne rzeczy to bedzie maly pikus. pamietaj- wybralas jakis
      swiatopoglad, to byl twoj swiadomy wybor i nie daj sobie wejsc na glowe. i nie
      wstydz sie tego swiatopogladu- to jest najwazniejsze!
      pozdrawiam
    • krolik_w_koronkach Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:52
      Dziękuję za wszystkie opinie. Porozmawiam z N, może pokażę mu ten wątek, niech
      przeczyta, że inni myślą podobnie jak ja...
      Dziękuję. Zyczcie mi powodzeniasmile
      • mimi78 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 16:56
        Będzie dobrze.
        Zycie polega na kompromisach a nie zmuszania kogoś do czegoś.
        W twoim przypadku kompromisem jest ślub jednostronnysmile)
      • malinakalina Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 19:42
        Kroliku_w_koronkach Bardzo mocno trzymam kciuki i zycze z calego serca wspolnej
        i madrej decyzji - nie daj sie...!!!!I napisz jak poszlo smile
    • piotr19724 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 17:09
      pros BOGA o dobra decyzje z calego serca a da CI odpowiedz
      • anek45 [...] 16.01.07, 18:27
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • krolik_w_koronkach Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 21:24
      Witajcie. Porozmawiałam z N i okazuje się, że go nie doceniałam. Powiedział, że
      sam o tym myślał, ale miał nadzieję, że zdecyduję się na normalny ślub. Mówi,
      że powinnam robić, jak uważam, ale muszę sobie zdawac sprawę, że jego rodzina
      nam nie odpuści i może bardzo zatruć nam przyszłe życie (nie mówiąc o ślubie i
      weselu). Oboje musimy się nad tym wszystkim głeboko zastanowić, przemyślec
      wszystkie za i przeciw.
      Obawiam się, że to jedna z najtrudniejszych decyzji mojego dotychczasowego
      życia. Ale jakoś to będzie.
      Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za wpisy.
      • malinakalina Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 21:49
        własciwie to nawet miło jak się okazuje ,że nie doceniałaś tego swojego N. to
        jest ta optymistyczna wiadomość smile
        Ta mniej optymistyczna jest taka ,że chyba masz rację i to będzie trudna
        decyzja a najtrudniejsza będzie konsekwencja w wytrwaniu w tej decyzji - tak na
        całe zycie....Bo nie tylko o ślub chodzi jak sama napisałaś.

        Naprawdę myslę o Tobie o Was żebyście mogli podjąc dla was obojga dobra decyzję
        i trzymam kciuki za pozytywne roziązanie ( moze sie okaże ,ze rodziny N. też
        nie doceniacie i was zaskoczą....)
        • ddu Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 16.01.07, 23:34
          przede mną też ślub mieszany. babcia modli się o nwrócenie S. Dziadek-mam
          nadzieję- się nie zorientuje. jeśli-będzie awantura, ale taka decyzja to jeszcze
          nic...zaczynają się schody dopiero. co z naukami małżeńskimi? osoba wierząca
          musi mieć je zaliczone. a na nauki można chodzić tylko we dwoje...udało mi się
          znaleźć parafię, gdzie przyjmą ateistę. i mam nadzieję, że będzie to dla niego
          mądre i pozyteczne. ale pewności brak. podejrzewam, że to dopiero początek
          schodów...czasem myślę, łatwiej byłoby to jakoś "załatwić - papiery,
          podpisy....ale po co. oj, czasem opadają ręce
          • anek45 [...] 16.01.07, 23:56
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • nna Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 09:39
      Witam
      Jakbym przeczytała historie mojego ślubu...z tym, że u mnie jest sytuacja
      odwrotna- to mój przyszły mąż nie chce kościelnego.W końcu ustąpił i
      zdecydowaliśmy się na kościelny ze względu na moją rodzinę. Wierz mi, że była to
      trudna sytuacja, a moim narzeczonym kierowały te same przesłanki co Tobą. To, że
      wszyscy robią szopkę- nie oznacza, że ty też musisz...
      SLub w kościele będzie- moja rodzina miałaby żal do końca życia... mama by tego
      nie zrozumiała-próbowalismy pertraktować skończyło sie płaczem...Wiem, że z
      poglądami mojego narzeczonego trudno jest iść i tak po prostu stanąć przed
      księdzem, tym bardziej, że sama je podzielam w większości.Wstyd przed znajomymi,
      którzy nas znają i zobaczą nas przed ołtarzem...porażka...
      Ale wytłumaczyliśmy sobie to tak..to znaczy ja to powtarzam mojemu narzeczonemu-
      że to TRADYCJA. I tak do tego podeszliśmy.Oczywiście najgorsze są formalności
      kościelne, spowiedź... ale wydaje mi się, że to kościół powinien się wstydzić za
      tę obłudę która praktykuję od lat- nie my. Pamiętaj przysięgasz Jemu ! To Wy
      Jesteście najważniejsi! Ksiądz jest urzędnikiem kościoła tak jak urzędnik
      miasta.Jest tylko świadkiem.Nie jemu przysięgam tylko przed Bogiem, w którego
      oboje wierzymy.

      Nauki przedmałżeńskie,spowiedź,zaświadczenia...w takim kraju jednak żyjemy...i
      co zrobić. Pójdziemy odprawimy tę szopkę...jeśli zapyta się nam czy razem
      mieszkamy, czy razem sypiamy- nie będziemy kłamać.

      Mam nadzieje, że nikt nie poczuł się urażony.
      • paola_23 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 09:55
        Nie zgadzam się, że ślub kościelny to tradycja. Dla mnie to wiara, nadzieja i
        miłość w Boga. Jest on świadkiem ślubu dwóch kochających się osób, a jak ktoś w
        niego nie wierzy to po co ślub w kościele?! Przepraszam, ale dla mnie jest to
        nieszczere a nawet fałszywe. Rozpoczynanie wspólnego życia tak nie byłoby dla
        mnie obiecujące. A jak później chcesz wychować dzieci?! Chcesz by przyjmowały
        sakramenty, ale Ty nie będziesz z nimi do kościoła chodzić itd?!
        Współczuje, bo ja nie wiem co bym zrobiła... jednakże ślubu w kościele bym nie
        wzięła.
      • mynia0 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 11:32
        a ja myślę, że to nie kosciół powinien się wstydzić za obłudę, tylko Wy. bo to
        Wy odstawiacie szopkę w kościele.

        ślub kościelny to nie tradycja, to nie folklor. nie rozumiem, jak można tak
        mówić.ślub kościelny powinni zawierać ludzie wierzący. a osoby niewierzące
        powinny wziąc ślub jednostronny. to jest zwyczajnie uczciwe. nie rozumiem, jak
        można zmuszac kogoś do zawierania ślubu wbrew jego poglądom - bo co, bo
        rodzina? daj spokój, to dziecinne i śmieszne.

        i dla Twojej informacji - w każdym kraju obowiazują te same reguły, jak chodzi
        o zawieranie ślubu koscielnego. to nie jest kwestia kraju, ale wyznania.
        • paola_23 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 12:17
          Zgadzam się z Tobą w 100%!
          No i gratuluje przyszła mamusiu!!!
          Ja jakoś nie mogę... sad(((
      • mary_popins Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 13:26
        "kościół powinien się wstydzić za
        tę obłudę która praktykuję od lat- nie my."

        A kosciol za co ma sie wstydzic?, bo czegos nie zalapalam. Chyba nie tego, ze
        sa ludzie, ktorzy udaja katolikow na potrzeby zaspokojenia pragnien rodziny?
        Jak ktos nie jest katolikiem moze brac slub w USC, albo w innym kosciele jesli
        jest innego wyznania. I tyle.
    • nna Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 11:28
      Mówisz tak bo nie płakała przed Tobą mama, nie widziałaś jak cierpi i jakie to
      dla niej ważne.A uważasz, że panne młode z brzuchami są "mniej grzeszne"? Ja też
      uważam że to szopka i gdyby nie moja rodzina...to nie brałabym w niej udział.
      Slub w kościele niczego nie zamyka. Dzieci będą miały wybór. Ochrzczę je.Nię
      będe im kazała wierzyć w to..ani zakazywała wierzyć w tamto.Religia to nie jest
      świadomy wybór w 100 % .Urodziliśmy się w POlsce więc większość z nas wychowana
      w wierze katolickiej brnie dalej w tej wierze niezastanawiąjąc się nad jej
      sensem. Nie zrozum mnie źle- ja nie jestem przeciwko Bogu. Jestem przeciw
      kościołowi-urzędniczemu tworowi.Szczerze podziwiam i szanuje prawdziwych
      katolików. Tych co na prawdę przestrzegają wszystkich przykazań, wierzę w to co
      słyszą, modła sie z potrzeby serca, chodzą do kościoła po ukojenie, pomoc,
      podzielić się szczęściem podziekować. I taka jest moja mama. I za to ją szanuję
      i dlatego idę do kościoła- z miłosci do niej.. Gdyby była kataliczką na pokaz-
      nie poszłabym.

      Ostatnio usłyszałam tekst, który mnie rozbroił. Moja koleżanka stwierdziła, że
      jest niepraktykującą katoliczką ( co to w ogóle jest??? czy słyszeliście kiedyś
      o niepraktykujących świadkach jehowy? niepraktykujących wyznawcach islamu..itd).
      Powiedziała, że weźmie ślub dla białej sukienki i ceremoni...to wierz mi że
      wydaje mi się że mój powód jest lepszy. Bo dla rodziców. Z miłości.

      Jeżeli jesteś wierzącą osobą i śłub kościelny jest dla ciebie przezyciem
      duchowym( od strony religii) to gratuluję.

      Dla mnie to będzie przeżycie duchowe w sensie przysięgi przed moim narzeczonym i
      przysięgi przed Bogiem -jakkolwiek o nazywają w różnych szerokościach
      geograficznych.
      • anek45 [...] 17.01.07, 11:58
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • mynia0 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 12:32
        z Twojej wypowiedzi zrozumiałam, że to Twój narzeczony jest niewierzący, a
        wpływ rodziny niejako zmusił Was do tego, żeby on wziął ślub kościelny, jako
        osoba wierząca. może źle zrozumiałam, to popraw.

        z tego, co zrozumiałam, Ty jestes osoba wierzącą, więc bez problemów możesz
        wziąć ślub kościelny - nie musisz zmuszać narzeczonego do ślubu wbrew jego
        poglądom, możecie wziąć ślub jednostronny. też będzie w kościele, też z pełna
        mszą św. i to byłoby najlepsze rozwiązanie wg. mnie oczywiście- bo w ten sposób
        każde z Was będzie postępować w zgodzie ze sobą.

        jak sobie wyobrażasz spowiedź i komunię św. narzeczonego, skoro on jest
        niewierzący? bo jaj sobie nie wyobrazam, to jest dla mnie hipokryzja i
        postępowanie wbrew własnym przekonaniom.

        i zastanawiam się, co nazywasz szopką? bo jeśli wierzysz, to nie powinnas tak
        mówić. ślub w kościele dla wierzącej osoby to nie jest szopka.

        ale jeśli sama masz watpliwości co do ślubu kościelnego - to uwazam, że nie
        powinnać go brać. argument - bo mama płacze - no cóż, to przykre, ale to Twoje
        życie i Twoje wybory. potem będziesz chrzcić dzieci, poślesz do komunii - bo
        mama płakac nie przestanie. daj spokój, branie ślubu dla mamy to dziecinada.

        nie jest tak do końca, że ktoś narzuca nam religię. owszem, może sam chrzest
        tak, bo z reguły chrzci się małe dzieci. ale potem masz wybór - możesz zostać,
        możesz odejść. Twój wybór.

        a jeśli chodzi o urzędniczość kościoła - przyznaję, sporo tego. ale cóż,
        kościół ma swoje powody -ślub kościelny jest bowiem deyzją na całe życie, jest
        wazny az do śmierci. dlatego kościól dokładnie bada to i tamto, takie sa
        procedury. sa bowiem warunki, które muszą być spełnone formalnie - tak samo
        jest w urzędach. poza tym - dobre rozeznanie w sytuacji powoduje, że ślub jest
        zawarty w ważny spsób - bo jak pewnie wiesz, nie ma rozwodu kościelnego, ale
        jest unieważnienie małżeństwa / jest kilka przyczyn/. do stwierdzenia wazności
        lub nieważności małzeństwa dokumenty są niezbędne.

        nie potepiam panien w ciązy, ale potępiam głupotę i śluby pod przymusem. na
        przykład: powód prosty - jest ciąża, to musi być ślub. i zwykle rok później
        jest już rozwód. tyle, że zwiazek koscielny jest wciąz ważny. dlatego nie
        zmuszałabym nikogo to tak ważnej decyzji. potem sie za to płaci przez całe
        życie.

        uważam, że powinnaś się zastanowić, co chcesz zrobić i w jaki sposób... i to
        wszystko. bo ślub to nie tradycja, i nie przekonasz mnie, żebyś nie wiem, jak
        chciała.
      • paola_23 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 17.01.07, 12:42
        ...i dlatego idę do kościoła- z miłosci do niej.. Gdyby była kataliczką na pokaz-
        > nie poszłabym.
        Nie zrozum mnie źle, ale jak pójdziesz brać ślub w kościele to sama zrobisz
        pokaz... Dla mnie ślub kościelny był bardzo ważny i starałam się do niego
        przygotować duchowo. nie ważna była suknia czy inne duperele a nawet to w jakim
        kościele bierzemy ślub. Oboje jesteśmy z tej samej parafii i mieliśmy w niej
        ślub. Po ceremonii kilka osób pytało wprost- dlaczego w tak brzydkim kościele? a
        ja na to, że czy to ważne?! tak samo ważnym nie jest to by brać ślub w kościele,
        bo tak ładnie i tak wypada przed rodziną. Mimo, iż rozumiem ból twojej mamy -
        wolałabym będąc matką gorzką prawdę niż słodkie kłamstwo...
        Co do dzieci to od małego będziesz zobowiązana pilnować i rozwijać ich wiarę.
        Tymsamym będziesz zmuszona sama chodzić z nimi też do kościoła. Nie wiem jak
        wyobrażasz sobie wychowanie jeżeli jesteś nastawiona anty i dzieci będą to
        czuły. Ja tylko pytam, nie atakuje cię.
        • nna Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 18.01.07, 14:20
          wiem że bedzie to pokaz, szopka w pewnej mierze-wstyd mi.Ja też wolałabym prawdę
          będąc matką- ale moja mama zna prawdę- i tak nie może jej przyjąc. Ja jej
          powiedziałam, że inaczej będę swoje dzieci wychowywać.Znaczy nie będe ich uczyć
          złego nastawienia do kościoła, niech same sie przekoanją jak będą dorosłe czego
          szukają we wierze- i czy kosciół im to oferuje.nie wiem jak z chodzeniem do
          kościoła- babcia będzie z nimi chodzić chyba ( moja mama).
          daecyzje o slubie koscielnym podjelismy tez ze wzgledu na ochrzczenie naszego
          przyszłego dziecko-bo planujemy. a wiem, ze w moje miejscowosci bez koscielnego
          slubu jest to niemalze niemozliwe. niechce zeby moje dziecko bylo szykanowane w
          szkole za to ze na religie nie chodzi.a niestety czesto sie tak zdarza,
          szczegolnie w malych miastczkach.
          trudne sa dla mnie takie rozmyslanai o przyszlosci.
          bardzo podobala mi sie poza tym Twoja wypowiedź paola-23. Wydaje mi się że
          jesteś swiadoma tego co chcesz w zyciu, i tego co jest dla Ciebie ważne. DLa
          Ciebie ślub kościelny na pewno był ważny.
          • paola_23 Re: Ślub mieszany - możecie mi pomóc? 19.01.07, 16:43
            Dzięki za miłe słowa, ale to co piszesz o szykanowaniu to niestety prawda... Jak
            dla mnie niektórym księżom coś się pomieszało i wolą by młodzi niewierzący brali
            śluby kościelne a zmuszają ich do tego różnymi sposobami. Jednakże czy ma to
            sens? Czy takie śluby powinny zachować swoją ważność? Myślę, że nie. Nie można
            nikogo do niczego zmuszać i szantażować. Tacy księża robią tylko i wyłącznie złą
            opinię kościołowi i doprowadzają do odchodzenia ludzi od wiary. Jak dla mnie nie
            powinnaś się sugerować takim podejściem, a wierz mi chrzest itd. może zostać
            udzielony twojemu dziecku gdziekolwiek. Wiem jedno, że obecnie żaden ksiądz nie
            może odmówić tobie ochrzczenia twojego dziecka! Ja mieszkam w mały miasteczku i
            aż roi się od takich ludzi co żyją na kocią łapę i bez problemu chrzczą im
            dzieci, a znowu są i tacy co mają ślub kościelny ale za to do kościoła nie
            chodzą i mieli problemy. Nie ma reguły. Problemy i plotki są też i w miastach
            ale tam rzadko kto ma czas by się wtrącać w innych sprawy. Na wsi też powoli
            zaczyna tak być. Ludzi ogarnęła znieczulica i nie obchodzi ich druga osoba.
            Jednakże plotki były, są i na zawsze pozostaną!
            Mimo wszystko potrafię Ciebie zrozumieć i współczuję Ci bardzo, bo w takiej
            sytuacji bardziej przejmujesz się tą sprawą niż cieszysz się przyszłym
            zamążpójściem. A twoja mama powinna Ciebie zrozumieć i kochać Cię taką jaką
            jesteś!!!
Pełna wersja