la.mi.la
09.02.07, 08:40
Rozmawialiśmy z narzeczonym o naszych planach. Chcemy wziąć ślub kościelny,
tutaj jesteśmy zgodni. Natomiast narzeczony kategorycznie nie chce słyszeć o
weselu , ani nawet przyjęciu ślubnym. Zapytany, jak sobie wyobraża ten dzień
i ceremonię, mówi do kościoła, ślub, lampka szampana - ewentualnie obiad dla
bliskiej rodziny iii... do domu! Max 2, 3 godziny.
Przykro mi. Nie chcę hucznego weselicha na 100 osób. Myślałam raczej o
skromnym przyjęciu w restauracji dla najbliższych i przyjacio, ale dłużej (
np. do północy) no i z mozliwością tańców ( kto chce, oczywiście)
Powiedziałam mu, ze chciałabym w ten dzień zatańczyć z moim mezem i z moim
tatą, no i oczywiście z teściem, jeśli zechce

Chciałabym, aby ten dzień był szczególny, bo jedyny w życiu. Nie chcę, aby
tak szybko się skonczył. Nie chcę takiego pośpiechu - ślub, obiadek i do domu.
Rodzina przyjedzie ponad 200 km.
Jak go przekonać?
Narzeczony nie lubi typowych imprez weselnych, stąd mój pomysł na przyjecie,
gdzie będzie mozna porozmawiać, ale i potańczyć ( ja bardzo lubię, on - nie)
Może to prożne, ale chciałabym być najważniejszą osobą dłużej, cieszyć się z
bliskimi no i pochodzic w tej sukience

Tym torem myśląc - to moze nie potrzeba sukienki, garnituru i niczego
takiego - pojdziemy ubrani np. tak, jak do pracy.
Nie zrozumcie mnie źle, nie zależy mi na strojach, pompie, itp , ale nie chcę
też, aby to było takie naprędce, tak mimochodem, ot rano wzieliśmy sobie
slub, a wieczorem on odkurza, a ja lepię pierogi.