beata2802
09.02.07, 09:20
Piękna Kamienica Pod Gigantami w Warszawie zawdzięczająca swą nazwę dwóm
wsaniałym atlantom dłuta Leandra Marconi kryje wewnątrz wspaniale urządzoną i
nadzwyczaj drogą restaurację o tej samej nazwie. Wydawało się nam, że to
doskonałe miejsce na obiad poślubny.
Daliśmy się nabrac, bo rozmawiała z Wami na pierwszy rzut oka elegancka i
godna zaufania Pani. Okazała się zupełnie pozbawiona klasy.
Zarezerwowaliśmy termin, zostaliśmy wpisani do grafiku, podaliśmy swoje
numery telefonów. Po jakimś czasie narzeczony zadzwonił tam aby ustalić
szczegóły - jakież było jego zdziwienie, że nie próbując się nawet z nami
skontaktowac wynajęli się już komuś innemu.
Na pytanie, czy nie mogli do nas zadzwonić pani odpowiedziała "Och, bardzo
przepraszam, my mamy dwa zeszyty do robienia rezerwacji, i pan był zapisany w
tym drugim".
(co za żenująca wymówka)
Na kolejne pytanie odpowiedziała "Wie pan, tyle razy klienci wystawiali nas
do wiatru, że my już nie dzwonimy w takich sytuacjach".
(żenada nie do opisania)
A niby to taka droga restauracja z klasą, jak to pozory czasem mylą!