mrozonka82
13.04.07, 13:10
Witajcie,
To mój pierwszy wątek na forum, do tej pory byłam tylko stałą czytelniczką..
dziś zdecydowałam się napisać bo jestem w dosyć impasowej sytuacji.
Ślub zaplanowaliśmy wstępnie na 14 czerwca przyszłego roku, niemniej ze
względu na sytuację rodzinna mojego Lubego, wygląda na to że będziemy
zmuszani do jej przyspieszenia.
Pozwólcie,że w sposób przydługi nakreślę sytuację a następnie poproszę Was o
opinie i ewentualne rozwiązania impasowej sytuacji

Rodzina mojego TŻ (Towarzysza Życia) jest bardzo wierząca i
totalnie "zmoherowana"

Ojciec chrzestny TŻta jest księdzem a ciotka-
(jedna z sióstr mamy TŻta ) jest siostrą zakonną- najwyżej postawioną w
hierarchii kościelnej w jakimśtam zakonie. Ciotki słuchają "Radia Maryja" i
są wielkimi fankami wygłąszanych w nim opinii. I nie miałabym nic przeciw
temu gdyby mi i mojemu TŻtowi ich nie narzucały. Rodzina TŻta jest bardzo
liczna i żżyta ze sobą, na każdej imprezie (typu urodziny) jest komplet, całe
drzewo genealogiczne

I jak sie spotkają to nakręcają się we wzajemnej
indoktrynacji katolickim fundamentalizmem... No może troche przesadzam, ale
rzeczywiście nie panuje w tej rodzinie atmosfera chrześcijańskiego
wybaczenia, wyrozumiałości i miłości a raczej krytycyzm i uprzedzenia.
Problem tkwi w tym, że rodzina chciałaby bardzo ingerować i układać nam życie
w każdym aspekcie. Nie przyjmują do wiadomości tego,że będziemy razem
mieszkać przed ślubem (za 2tyg wprowadzamy się do nowego mieszkanka

), nie
godzą sie na taki styl życia i podkreślają to w bardzo bezpośredni sposób.
Jest to ich zdaniem hańba i piętno na rodzinie.
Obserwowaliśmy takie komentarze na weselu kuzynki TŻta, która zmuszona
sytuacją życiową- ciąża- wpadka wzieła ślub w wieku 18lat z chłopakiem ze
swojej klasy

Zgadzam się że sytuacja dla rodziny smutna i bardzo
problematyczna, ale jeśli już się stało to chyba trzeba fakt zaakceptować i
pomóc młodym. Natomiast wójek ksiądz powiedział,że ich nie pobłogosławi, nie
pojawił się na uroczystościach weselnych i generalnie młodych napiętnował.
Podobnie jak ciotka zakonnica. Słyszymy już opinie, że podobnie będzie z
nami. Że rodzina nie zaakceptuje faktu wspólnego mieszkania przed ślubem,
trują TŻtowi że nie w takich wartościach został wychowany etc.
Zrodziły się w nas obawy, że rodzina zepsuje nam wesele, że ciągłe komentarze
zepsują i tak kruche relacje z jego rodzicami co w efekcie tak czy inaczej
wpłynie na nasze małżeństwo.
Wybaczcie,że tak skaczę po watkach, w każdym razie nasz dylemat dotyczy tego
jak zorganizować ślub i wesele. Czy zrobić ślub najbliższej jesieni, poddać
się ich presji czy może zrobić po swojemu, na spokojnie czyli za rok latem?..
Czy zrobić total imprezę, na którą przyjadą z wszyscy członkowie rodziny
TŻta. I zrobić ją po to by nikt nie poczuł się wielce obrażony, że nie dostał
zaproszenia.. Czy może skusić się na ślub tylko we dwoje gdzieś na plaży za
granicą? Ewentualnie tylko my plus rodzice?
Jesteśmy w ogromnej kropce- bo jak nie zdecydujemy będzie źle. Postawiono nas
w sytuacji, w której nie ma kompromisu- albo zrobimy tak jak oni chcą albo
zostaniemy "wyklęci".
Myślałam o alternatywnych wyjściach: kameralny ślub dla najbliższej rodziny-
maksymalnie 20 os. ale wtedy to dopiero bęzie policzek dla "moherów".
Stoimy na stanowisku że ślub jest dla nas, dla młodych.. ale jak miałabym się
cieszyć Tym Pięknym Dniem, mając świadomość że po cichu źle nam życzą.. że
nam docinają i obgadują? Że zatruje to relacje między nami?
Oczywiście dochodzą do tego kwestie finansowe, kwestie tego czy robić ślub w
stolicy czy w moim mieście rodzinnym, blisko moich rodziców..
Całę szczęście,że moja mama i tata mają liberalne i rozsądne podejście do
tematu. Twierdzą,że jakkolwiek wybierzemy- oni nie będą kontra..
Takie to mam dylematy..