anusja80
23.04.07, 11:17
Dzisiaj doliczyłam się, że nie ma już nawet dwóch tygodni do ślubu. Nie
panikuję

Zaczynam się cieszyć na zabawę. Tym bardziej, że odebrałam od
krawcowej dobrze poprawioną suknię, która nadal mi się podoba. I wszystko już
mamy załatwione. W tym tygodniu idziemy jeszcze na trzy lekcje tańca, żeby
popracować nad choreografią naszego tańca z gwiazdami

, odbieramy winietki
na talerze, rysujemy plan usadzenia gości do restauracji, spotykamy się z
księdzem w cerkwi, żeby pokazał nam jak wygląda nabożeństwo. I bardzo się
cieszę, bo będziemy mieli wspaniały chór (10 os.) - w cerkwi to normalne, ale
wczoraj jeszcze usłyszałam podczas mszy, jak śpiewają i dech zaprze mojej
katolickiej rodzinie

A z innej strony, to zdecydowałam, że uczeszę się
sama, bo to co wyprawiają fryzjerki o pomstę do nieba woła. Jakoś nie mogę
sobie wyobrazić, że noc poślubną mój świeżo poślubiony mąż spędzi z totalnym
czupiradłem, w jakie się przeobrażam po rozczesaniu tapira

Poradzę sobie, w
końcu dwóch lewych nie mam. Ten tydzień dajemy sobie na załatwienie już
absolutnie wszystkiego łącznie z zamówieniem kwiatów dla mnie i do cerkwi, a
w następnym odpoczywamy na łonie natury, ciesząc się ostanimi chwilami
panieństwa+kawalerstwa=narzeczeństwa

Wracamy w czwartek przed ślubem,
zostaje tylko piątek na stres i ŚLUB!!! Napiszę po jak było. Pozrawiam