Ślubu nie będzie!

18.05.07, 08:17
Niestety, nie mozemy się dogadac w kwesti wesela/ obiadu.
On nie chce nic ( dosłownie), nie chce nawet obiadu dla garstki przyjaciół i
rodziny. Przyjadą 200 km i do domu??
łaskawie może zgodzić się na kilku godzinny obiad, ale bez tańców.
W zasadzie termin też mu jest obojetny - czy to jesień, zima, wiosna...
Gdy pytałam o sukienkę/ garnitur - odpowiedział, obojętne jaką sukienkę,
wybierz sama jaką chcesz.
No to stwierdziłam, że tak to ja nie chcę. To dla mnie wazny dzień, początek
nowej drogi, a on do tego podchodzi jak do niechcianej wizyty u cioci.
No to ja nie chce ślubu. Nie chcę ryczeć na swoim ślubie, bo on będzie się
zapierał, że to nie, to nie.
Nie chcę slubu, a on jakoś tak łatwo na to przystał.
Smutno mi.
Dlaczego jest takim upartym egoistą??
    • warszawianka_slubna Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 08:22
      chyba troszkę się rozmijacie.Jeżeli teraz sa problemy to pewnie potem takze
      beda.oze wiec warto wstrzymac sie na jakis czas ze slubem? Dajcie sobie troche
      czasu
    • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 08:28
      Najgorsze, ze on nawet nie chce rozmawiac o tym.
      Nie i już!
      Albo będzie tak jak on postanowił (obiad i do domu) albo wcale.
      Tłumaczę mu, ze nalezy wypracować jakiś kompromis... a on no przecież zgodziłem
      się na obiad ( dosłownie obiad, jak w barze szybkiej obsługi - kto zjadł do
      domu)
      Jest mi tak cholernie żle, nie mogę zrozumieć jedo postawy.... wie jak ja
      bardzo lubię tańczyć, wie jak ja bardzo chciałabym spędzić ten wieczór również
      z moimi bliskimi... a mimo to jest taki zacięty.
      A potem obwinia mnie, że to ja nie chcę ślubu. Nie chcę ślubu - na jego
      warunkach nie.
    • lubna Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 08:35
      Może to nie najlepszy kandydat na męża...
      • kotek.filemon Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:22
        lubna napisała:

        > Może to nie najlepszy kandydat na męża...

        A może to nienajlepsza kandydatka na żonę?? Przerabiałem ten model już kilka
        razy: tupnąć nóżką, buzia w podkówkę i ma być tak jak księżniczka chce... Na
        szczęście nie miałem wtedy planów matrymonialnych.
        • lubna Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:27
          kotek.filemon napisał:

          > A może to nienajlepsza kandydatka na żonę?? Przerabiałem ten model już kilka
          > razy: tupnąć nóżką, buzia w podkówkę i ma być tak jak księżniczka chce...

          Tu chyba nie chodzi o to, by wszystko szło po jej myśli, ale o brak ochoty do rozmowy czy kompromisu ze strony jej partnera..
        • vobi Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:28
          Kotek, to chyba nie calkiem tak... Z jednej strony rozumiem faceta, ktory nie
          chce imprezy, bo sama tez najchetniej zaproposilabym najblizsza rodzine na
          kilkugodzinny obiad i tyle. Zawsze (tzn. najczesciej, o ile uda sie wspolnie
          murem stanac przeciwko tesciowej wink))) mozna znalezc jakis kompromis, ale
          trzeba rozmawiac. A jesli facetowi wszystko jest obojetne, to troche trudno
          znalezc jakikolwiek kompromis?
          • koala1212 Re: Ślubu nie będzie! 19.05.07, 23:41
            A jesli facetowi wszystko jest obojetne, to troche trudno
            > znalezc jakikolwiek kompromis?
            Przeciez zgodzil sie na obiad. To juz jest kompromis. Moze gdyby zastosowal
            jakis myk, w stylu przez dwa miesiace kategorycznie twierdzil, ze nie bedzie
            nic, a potem zgodzil sie na obiad, to by to wszyscy zauwazyli. A tak od razu
            dal za duzo i teraz wychodzi, ze zeby byl kompromis musi dac wiecej.
            • ewik_75 Re: Ślubu nie będzie! 20.05.07, 22:19
              koala1212 napisała:

              > Przeciez zgodzil sie na obiad. To juz jest kompromis.

              ale jaki? zjesc wszyscy i do siebie! I TO MA BYC TO USTEPSTWO?

              Moze gdyby zastosowal
              > jakis myk, w stylu przez dwa miesiace kategorycznie twierdzil, ze nie bedzie
              > nic, a potem zgodzil sie na obiad, to by to wszyscy zauwazyli.

              Watpie, zeby jakakolwiek narzeczona kacptowala to przez dwa miesiace. To by
              moglo zaowocowac porzadnym konfliktem, a moze i odwolaniem slubu. Chyba, ze o
              to wlasnie chodzi...

              A tak od razu
              > dal za duzo i teraz wychodzi, ze zeby byl kompromis musi dac wiecej.

              za duzo?
              to jest tak: Ona chce w skali od 1 do 100
    • liste_k Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 08:41
      Przedmówczynie mają rację. Zastanów się 5 razy czy chcesz być z tym człowiekiem
      na całe życie. Czy podołasz...

      Jak ktoś powiedział - tego kwiatu to pół światu smile
    • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 08:57
      Właśnie się zastanawiam.
      Niestety, a moze "stety" poza sprawami związanymi ze ślubem facet do rany
      przyłóż, więc nie wiem dlaczego w kwestii slubu taki zacięty!
      • lubna Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:06
        Mimo wszystko w kwestii dosyć istotnej - przynajmniej dla ukochanego
        człowieka (Ciebie) - osoba kochająca (on) powinna wg mnie spuścić z tonu
        i dostrzec to, że ma oto szansę uszczęśliwienia kogoś, kogo kocha.
        Niekoniecznie od razu robić wszystko po Twojemu, ale wypracować RAZEM
        rozwiązanie, które obojgu Wam da radość. Jeśli się nie da, to chyba
        faktycznie się mijacie sad A żal robić ślub i przyjęcie, na którego myśl
        będziesz płakać albo żałować jedynie.
      • liste_k Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:19
        Wiesz, nie wiem czy natknęłaś się na mój wątek, jak niestety musiałam odwołać
        wesele z bliżej mi określonych powodów.
        Nie wiedziałam wtedy czy wogóle chcę tego ślubu, jego...
        Ale dałam sobie czas na ochłonięcie i przemyślenie paru najważniejszych spraw.
        Czy kocham Go na tyle, aby moja dume i pychę i chęć bawienia się na weselu 100
        osobowym z wszystkimi wujkami i ciotkami, niekoniecznie znanymi smile zamienić na
        kameralne przyjęcie.

        Długo romzyślałam, rozmawiałam z moim przyszłym... I dał się namówić na skromne
        przyjęcie tylko dla najbiższej rodziny.
        Po moim płaczu, szczerej rozmowie i pytaniach czy wogóle chce tego slubu
        zgodził się na zorganizowanie tegoż przyjęcia.
        I nawet zaangażował się.
        Jestem teraz szczęśliwa, nasze stosunki się poprawiły... A do wielkiego dnia
        pozostał tylko miesiąc smile

        Dajcie sobie czas, ochłońcię, jedno i drugie, porozmawiajcie jeszcze raz.
        odwoływanie wszystkiego, łącznie z odejściem, to nie jest wyjście smile

        Jestem dobrej myśli
        • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:30
          No tak, ale tu nie chodzi o wielkie wesele. On nawet nie chce obiadu dla
          najbliższych. Nie wiem jak sobie to wyobraża - babcie, chrzestnych jadących 200
          km na godzinę?
          Moi rodzice zawsze marzyli o tym dniu, nie chodzi o wesele, zabawę. Nawet te
          nieszczęsne tańce przełknę, bo zazwyczaj tak bywa, że goście i tak rozkręcą
          zabawę, a tanczyć im nie zabronie.
          Chodzi o totalną ignorancję spraw z tym związanych. Poczynając od daty ślubu -
          do tej pory nie określona, bo jemu to wszystko jedno kiedy.
          Zaczynam podejrzewać, że on celowo tak sie zachowuje, abym ja się denerwowała i
          płakała, aby się posprzeczać i nie wracać do tematu.
          Ja unosze się honoremi mówię, ze nie chce slubu i w to mu graj.
          Wczoraj powiedział, że chciałby dziecko i abym przestała brać tabletki. Ja na
          to, ze po ślubie, bo nieslubnego dziecka nie chcę.
          A on - przecież ty ślubu nie chcesz?
          No i ręce opadają.
          • librea Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:32
            dziwne zachowanie, sparwdza Twoją odporność czy celowo Cię denerwuje? dziwne
            zachowanie jak na osobę, która za chwilę maiałby być Mężem, Ojcem, czyli
            odpowiedzialnym facetem. pogadajcie na ten temat
            • titta Re: Ślubu nie będzie! 19.05.07, 23:02
              Nie dziwne tylko typowy facet tj. totalne i programowe wylaczanie sie na
              wszystko co wymaga choc troche wysilku i poswiecenia (a nie jest interesujace).
              Moze pomoc szczera rozmowa zaczynajaca sie: a jak ty sobie wyobrazasz? (to
              znaczy on), Czego chce? Jaka wersja jest idealan dla niego? O czym marzy? O
              swietym spokoju? a potem wytlumaczenie na czym ci zalezy, jaka TY masz wizje.
              Mala sznsa zeby poskytkowalo za pierwszym razem...
              Wazne, bo potem z dzieckiem jest duzo rzeczy, ktore sa niewygodne. I
              taki "wycofany" facet moze byc meczacy. Musisz sie z tym liczyc...
          • liste_k Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:46
            uuuu kochana, coś mi się wydaję, że ten facet nie dorósł poprostu do śłubu. Boi
            sie tego "TAK" - zaobrączkowania i tyle. I teraz robi ci nazłośc.
            Porozmawiajcie ze sobą na spokojnie. ZApytaj się, czy chce żyć na kocią łapę -
            bo Ty, z tego co wywnioskowałaś, masz inne spojrzenie na to.
            • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:54
              liste_k napisała:

              > uuuu kochana, coś mi się wydaję, że ten facet nie dorósł poprostu do śłubu.
              Boi
              >
              > sie tego "TAK" - zaobrączkowania i tyle. I teraz robi ci nazłośc.
              > Porozmawiajcie ze sobą na spokojnie. ZApytaj się, czy chce żyć na kocią łapę -

              > bo Ty, z tego co wywnioskowałaś, masz inne spojrzenie na to.

              Tak, on to wie. Gdy się poznaliśmy i gdy chcieliśmy zamieszkać razem,
              ustaliliśmy oboje, że opcja życia na kocią łapę nie wchodzi w grę.
              Rok temu sie zaręczyliśmy, z myślą o ślubie.
              Więc poglądy na te sprawy mamy zbieżne, choć możliwe, że jemu sie zmieniły...
    • konwalia-82 Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:25
      Może poczekajcie. Nic na szybko... Ślub nie zając, a może z czasem jemu będzie
      bardziej zależeć?
      Może jeszcze nie dojrzał? I przemyśl czy to na pewno człowiek "na całe życie".
      Ps. Przecież w tym całym zamieszaniu i tak najważniejsza jest Wasza przysięga-
      tak ogólnie patrząc. Może zrobicie jakieś małe przyjęcie? Coś dla Ciebie i dla
      Niego?!
      • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:40
        konwalia-82 napisała:

        > Może poczekajcie. Nic na szybko... Ślub nie zając, a może z czasem jemu będzie
        > bardziej zależeć?
        > Może jeszcze nie dojrzał? I przemyśl czy to na pewno człowiek "na całe życie".
        > Ps. Przecież w tym całym zamieszaniu i tak najważniejsza jest Wasza przysięga-
        > tak ogólnie patrząc. Może zrobicie jakieś małe przyjęcie? Coś dla Ciebie i dla
        > Niego?!

        No tak, tylko jak już pisałam - ON żadnego przyjęcia ani obiadu nie chce!
        Żadnego dosłownie rosołu czy kotleta! Ślub i do domu!
        Wiem, ze najważniejsza jest nasza przysiega i wiem nawet, że gdybyśmy
        porozmawiali szczerze i on wysunąłby logiczne argumenty przeciw, to ja pewnie
        dałabym spokój z tym przyjęciem/tancami/sukienką itp, bo najważniejsza jest
        przysięga.
        Ale tutaj trzeba porozmawiac, wysłuchac, a nie tupnąć nogą - slub tak, ale
        tylko na moich warunkach.
        Nie chodzi o to, że mi jakos tam strasznie zalezy na tej sukience - przezyje, z
        bólem serca, ale przeżyję. Chodzi o to zacięcie, o brak kompromisu.
        Jesli teraz postawi na swoim - ot tak, bo ma taki kaprys, to później co?
        Jak małe rozkapryszone dziecko, które chce tak i już.
    • golinda Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:31
      mężczyźni myślą, że kobieta po ślubie się nie zmieni, kobiety myślą: "a może po
      ślubie się zmieni?"
      a dlaczego niby miałby się nagle zmienić?
      ja bym się zastanowiła nad ślubem z kimś, kto tak do tego podchodzi...
      • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 09:46
        Zastanawiam sie, zaczynam się zastanawiać...
        Narzeczony jest jedynakiem, a do tego teraz okazuje sie, że strasznym egoistą.
        Zawsze wszystko miał, zazwyczaj wszystko było, tak jak chciał i co chciał (
        brak rodzeństwa=brak konkurencji)
        Zachowuje sie jak rozkapryszone dziecko.
        Mówi, jak to wspaniale, ze jestem, co to by było, gdyby mnie nie było, ze nie
        wyobraża sobie, jakby mnie nie było, itp...
        a w kwesti ślubu...(patrz wyżej)
        • titta Re: Ślubu nie będzie! 19.05.07, 23:05
          A co bedzie jek dziecko "zabierze" czesc ciebie?
          Zapytaj sie go...
    • kasia-k pytanie 18.05.07, 09:42
      • kasia-k Re: pytanie 18.05.07, 09:51
        za szybko poszło


        tak się zastanawiam czy on wogóle chce ślubu

        Bo z tego co wyczytałam to odnoszę wrażenie że to ty naciskasz na ślub i całą
        resztę.
        Znam jeden przypadek gdy dziewczyna ma takie parcie na pierścionek i ślub że
        tera na SIŁĘ zaciąga swojego chłopaka do jubilera. Śmiać mi się chce jak to
        widzę smile

        czy Twój narzeczony sam zdecydował się na zareczyny i czy wspólnie
        podejmowaliście decyzje o ślubie?
        jak to wyglądało?
        • ewelita Re: pytanie 18.05.07, 10:00
          kasia-k napisała:

          > za szybko poszło
          >
          >
          > tak się zastanawiam czy on wogóle chce ślubu
          >
          > Bo z tego co wyczytałam to odnoszę wrażenie że to ty naciskasz na ślub i całą
          > resztę.
          > Znam jeden przypadek gdy dziewczyna ma takie parcie na pierścionek i ślub że
          > tera na SIŁĘ zaciąga swojego chłopaka do jubilera. Śmiać mi się chce jak to
          > widzę smile
          >
          > czy Twój narzeczony sam zdecydował się na zareczyny i czy wspólnie
          > podejmowaliście decyzje o ślubie?
          > jak to wyglądało?

          Narzeczony sam zdecydował sie dać mi pierścionek zaręczynowy. Kupił go w
          wielkiej tajemnicy i wręczył w pięknym miejscu, zaskoczył mnie totalnie, bo nic
          nie przeczuwałam. Więc nie jest tak, że naciskałam.
          Ze ślube również - ustaliliśmy, że jeszcze poczekamy trochę.
          Niedawno sprawa odżyła, kupujemy większe mieszkanie, w którym planujemy pokój
          dla dziecka.Rozmawiamy o ślubie - raczej to on temat zaczyna, bo ja nie chcę
          naciskać, ani stresować się.
          Tylko nie możemy się dogadać w kwestii przyjęcia no i sprawa się zamyka.
          • kasia-k Re: pytanie 18.05.07, 10:04
            hmmmmmmmmm

            cóż można doradzić

            chyba tylko spokojną rozmowę
            postaraj sie dotrzeć do wszystkich powodów niechęci do organizowania
            czegokolwiek
            może w tej chwili ma jakieś zmartwienie lub coś innego skutecznie zaprząta mu
            głowę?

            mojemu też jeszcze jakiś czas temu było wszystko jedno a teraz coraz bardziej
            się angażuje - praktycznie tak sama jak ja smile
    • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 10:10
      Dziękuje za wszystkie odpowiedzi. Już mi trochę lepiej, choć łzy mam w oczach.

      Postanowiłam z nim porozmawiać. Zapytam, czy coś się u niego zmieniło w kwestii
      ślubu, czy też woli żyć bez niego.
      Zapytam też, jak on sobie wyobraża ten dzień (oczywiście jesli potwierdzi, że
      chce ślubu)
      postaram się wysłuchać go spokojniesmile
      Przedstawię mu swoją wizję i poproszę, aby przemyślał obie ( jego i mją)
      Powrócimy do tematu, gdy sie zastanowi.

      Co jeszcze mogę zrobić??
      • dafni Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 10:18
        Chyba więcej już nic. Poważna rozmowa to najlepszy pomysł. Bądź szczera, powiedz
        wszystko to co nam. O tym, że martwi Cię jego obojętność, jak chciałabyś żeby
        ten dzień wyglądał. Skoro na co dzień dobrze się dogadujecie, to musi być jakiś
        powód, dla którego Twój narzeczony ma taką awersję do ślubnego przyjęcia. W
        spokojnej rozmowie musi to wyjść. I postaraj się żeby ta rozmowa odbywała się w
        atmosferze spokoju i ciepła, a nie wzajemnej wrogości.
    • aruana Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 10:13
      Jak byłam nieco młodsza, to planowałam ślub, po którym w ogrodzie obok Kościoła
      miał się odbyć poczęstunek (szampan plus tort) i koniec imprezy. Całe wesela,
      przyjęcia były dla mnie bez sensu. Z wiekiem smile zrozumiałam, iż rodzinie należy
      się szacunek - to często osoby już w jesieni swojego życia, którym często
      trudno jest pojawić się na takiej uroczystości, nie mówiąc już o przejechaniu x
      kilometrów. Nie jest istotne, czy coś wypada, albo nie - najważniejszy jest
      szacunek - dla rodziny, znajomych oraz samych siebie.
      Może taki argument przemówi do Twojego Narzeczonego - jeśli nie, to zastanów
      się, czy chcesz być kimś, kto nie szanuje Twojej rodziny, znajomych oraz Ciebie.
      • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 10:23
        aruana napisała:

        > Jak byłam nieco młodsza, to planowałam ślub, po którym w ogrodzie obok
        Kościoła
        >
        > miał się odbyć poczęstunek (szampan plus tort) i koniec imprezy. Całe wesela,
        > przyjęcia były dla mnie bez sensu. Z wiekiem smile zrozumiałam, iż rodzinie
        należy
        >
        > się szacunek - to często osoby już w jesieni swojego życia, którym często
        > trudno jest pojawić się na takiej uroczystości, nie mówiąc już o przejechaniu
        x
        >
        > kilometrów. Nie jest istotne, czy coś wypada, albo nie - najważniejszy jest
        > szacunek - dla rodziny, znajomych oraz samych siebie.
        > Może taki argument przemówi do Twojego Narzeczonego - jeśli nie, to zastanów
        > się, czy chcesz być kimś, kto nie szanuje Twojej rodziny, znajomych oraz
        Ciebie
        > .
        Dziekuję ci. Właśnie to jest to.
        szacunek dla osób, które beda chciały dzielić w tym dniu ze mną radość.
        Chciałbym podziekować moim rodzicom, którym bardzo dużo zawdzięczam i którzy
        pomogli mi tak bardzo w trudnych dla mnie chwilach.
        Chciałabym sprawić radość jego mamie, która jest chora i bardzo chciałby mieć
        synową i wnuki.
        Chciałbym też jak najdłużej cieszyć sie tą chwilą z mężem, bo to raz w życiu.

        Ot i moje powody - tak trudne do pojęcia przez niego.
    • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 10:39
      A może taka opcja.
      Zgodzić sie, ustalić datę, kościół iii liczyć na to, ze narzeczony się przekona?
      Tak jak pisały dziewczyny, wciągnie go??
      Tylko z drugiej strony, czy to uczciwe? I czy nie powie potem, przeciez sie
      zgodzilaś na moje warunki??
      • kasia-k Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 10:41
        ewelita napisała:

        > Tylko z drugiej strony, czy to uczciwe?

        no właśnie

        i co to za przyjemność z planowania, knucia za plecami narzeczonego


        jestem za szczerą rozmową smile
      • remifa26 Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 10:42
        Jest takie powiedzenie "Nic na siłę", bardzo mądre zresztąsmile
        I jest jeszcze jedno, nawet mądrzejsze "Najlepszym sposobem aby facet się
        zmienił jest zaprzestanie wszelkich prób nakłaniania go do tego"smile))
        Powodzenia i pozdrawiam!!!!!!!!!!!!!!!1
    • ela.buu Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 17:41
      Slub nie oznacza tylko imprezy ale tak naprawde dalsza wspolna droge przez
      kompromisy jesli nie mozecie sie dogadac a tak naprawde
      on nie chce znalesc kompromisu miedzy swoimi oczekiwaniami i twoimi marzeniami
      to musisz sobie odpowiedziec na pytanie CZY CHCESZ ZYC BEZ MARZEN
      czy z marzeniami bez niego niestty wybor tak wlasnie wyglada
      tu juz nie chodzi czy bedzie slub czy nie
      Chodzi o to czy chcesz zrezygnowac z marzen bo jesli nie chcesz to powinnas
      odejsc (a nie tylko odwolac slub)
    • pure_poison Re: Ślubu nie będzie! 18.05.07, 17:51
      To chyba ty jestes egoistką. Nie zmuszaj go do ślubu, którego nie chce!
    • koala1212 Re: Ślubu nie będzie! 19.05.07, 23:37
      Ja tez nie chcialam wesela. nie chcialam bardzo ale to bardzo i dobrze
      wiedzialam ze ani maz ani moja rodzina sie nie zgodza na to zeby go nie bylo.
      No i nie bylam uparta egoistka i zrobilam to dla nich i czulam beznadziejnie.

      Ja powiem tak. Dlaczego jestes taka uparta egoistka i zmuszasz swojego
      narzeczonego do imprezy, ktorej on nie chce? Postaw sie na jego miejscu i
      pomysl jak on sie czuje. I nie zachowuj sie jak mala dziewczynka. Faceta nie
      cignie do organizowania przedstawienia jakim jest wesele, to Ty obracasz sie na
      piecie i mowisz, ze nie chcesz slubu. On chce zebys zostala jego zona, ale nie
      chce tej calej parady i ja go bdb rozumiem! Za to Ty chyba nie za bardzo,
      prawda?
      Zastanow sie nad tym.
    • pelissa81 Re: Ślubu nie będzie! 20.05.07, 00:27
      Heh, mialam podobnie: slub i wesele, nuda, po co, kasa, bez sensu - przeciez
      cie kocham, nie mozemy wziac cywilnego i do domu? A poniewaz przyjelam troche
      inny model partnerstwa, to tak: wyobraz sobie ze sa rzeczy, ktore tylko jego
      kreca, na ktorych mu bardzo zalezy, ktore robisz chociaz nie masz ochoty. Ja
      powiedzialam jak nastolatka, ze skoro mu wszystko jedno a dla mnie to wazne to
      czy jeden wieczor z 365 w roku moze po prostu nie robic fochow i scen? I tyle.
      Wiec zalatwiac mam zamiar sama itd. Po prostu mowie, skoro dla ciebie wszystko
      jedno a dla mnie wazne, to po zsumowaniu i tak przechyla sie na moja strone.

    • minia07 Re: Ślubu nie będzie! 20.05.07, 11:52


      dziewczyno!!!!!!!! kopa w dupe jemu!!!! ii wonnnn z nim gdzie pieprz
      rosnie!!!!!!!!!!!! on ciebie nie tylko ze nie kocha ale i ewidetnie nie
      chce!!!!!!!!!!!!!! jest poprostu toba znudzony!!!!!!!!!!facet ktory kocha to
      klaqqdzie caly swiat do stup swej ukochanej!!!!!!!!!!!!!!czy to maz czy to
      kochanek czy ktos poprostu bardzo zakochany!!!!!!!!!!! a ten niby twoj to troki
      od kaleson i ogromny fiut!!!!!!!!!!!!!nie becz tylko bo nie jest tego ZADEN
      facet wart!!!!!!!!!!!!!!!ZRESZTA INNE MATKI TEZ MAJA SLICZNYCH
      SYNOW!!!!!!!!!!!!!!!! tem nie jest dla ciebie!!!! bol szybko minie a ty napewno
      znajdziesz swoja prawdziwa druga polowe!!!!!!!!!!!BOG cie
      pokieruje!!!!!!!!!!!!!!nie patrz na ludzi co powiedza !!!!!TO TWOJE
      ZYCIE!!!!!!!!!!!! i ty z twoim wybrankiem masz spedzic reszte swego
      zycia!!!!!!!!!!!!!!!wiec glowa do gory!!!!!!!!!! powiedz koniec
      bezpowrotnie!!!!!!!!!!!!!!niech spada i bedzie sam ze soba
      szczesliwy!!!!!!!!!!!!!!!TY SZUKAJ SIEBIE!!!!!!!!!!! i odnajdziesz siebie i swe
      szczescie!!!!!!!!!!!!dziecko!!! to rada od mamy ktora za 2 tygodnie oddaje
      najwiekszy swoj skarb w rece mezczyzny (czyli swoja corenke)!!!!!!!!!!! zycze
      tobie dziecko duzo sily i szczescia!!!!pomodle sie!!!!! pamietaj!!!!!!jestes
      najwazniejsza bno jestes kims CZYLI CZLOWIEKIEM KOBIETA IIIII SOBA!!!!!!!!!!!!!!
      swiat nalezy do ciebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Pozdrawiam,
      Mama mini07
    • xvqqvx Chyba trochę rozumiem delikwenta. :-) 20.05.07, 16:30
      Ja mam wrażenie, że ten facet czuje się jak dodatek do sukni ślubnej i
      planowanej imprezy autorki wątku, żeby mogła się pochwalić otoczeniu, że
      wychodzi za mąż.
      • izazdo od mediatora 21.05.07, 10:15
        Wklejam moja wypowiedz z innego forum matrymonialnego (jestem mediatorem, takze
        do wynajecia, jakby ktos chcial)


        Wyobrazmy sobie, ze osoba, ktora na mysl o weselu dostaje wysypki spotyka sie
        osoba, ktora bez niego nie wyobraza sobie zycia. Z roznych przyczyn.

        Pierwsza mysl: "Pierwszy zgrzyt. Niezle sie zaczyna."

        Moze z tego wyniknac nie tylko brak wesela, ale i brak slubu. Albo strona
        slabsza ustapi i bedzie nieszczesliwa, co pewnie predzej lub pozniej wypomni.

        Jak z tego wybrnac?

        1. Ustalic interesy, czyli gleboko zakorzenione przyczyny wyznawanych pogladow.
        Mozna do nich dotrzec, zadajac pytanie: "dlaczego"?

        Dlaczego X nie chce miec wesela?

        Bo na przklad:
        - boi sie dlugow
        - boi sie, ze goscie sie upija
        - uwaza to za marnowanie pieniedzy, ktore mozna wydac lepiej
        - wesele kojarzy jej sie z prostacka popijawa, a zle sie w takim klimacie czuje
        - boi sie, ze w tlumie nie bedzie sie dobrze bawic
        - boi sie, ze tlumie nowych twarzy zupelnie sie pogubi, kto jest kim i strzeli
        jakas gafe

        Dlaczego Y chce wesele?
        - bo w rodzinie byla taka tradycja i ciotki/wujki smiertelnie sie obraza
        - bo chce to pamietac do konca zycia
        - bo lubi zabawe w sporym gronie

        (uwaga: nie ma odpowiedzi: bo tak, i juz)


        Krok drugi: zastanawiamy sie, jak mozna zrealizowac interesy jednej i drugiej
        strony za pomoca innych sposobow niz organizowanie lub nieorganizowanie wesela.
        Na przyklad: jesli X uwaza, ze pieniadze lepiej przeznaczyc na cel
        charytatywny, mozna zrobic wesele, ale na zaproszeniach zaznaczyc, ze zamiast
        kupowac kwiaty prosze zrobic przelew na konto xxxxxxxxxxx (konto konkretnej
        organizacji charytatywnej). Nie piszemy ogolnie: "na cel charytatywny", bo
        praie nikt tego nie zrobi.

        No dobrze, ale nie wszystkie interesy moga byc w ten sposob zaspokojone.
        Pokolenie rodzicow moze byc tradycjonalistami i chciec wesela po trupach.
        Zdarza sie. Zadajemy wiec sobie pytanie: co musialoby sie stac, zeby X zgodzilo
        sie na wesele?

        I na przyklad:

        - boi sie dlugow? to zrobimy wesele dopiero wtedy, jak na nie odlozymy,
        przynajmniej w wiekszej czesci

        - boi sie, ze goscie sie upija? To nie stawiamy alkoholu na stole, tylko
        zatrudniamy kelnerow, ktorzy beda "czestowac" napojami alkoholowymi i
        dyskretnie znikna, gdy sie zrobi zbyt goraco, albo kazda kolejna dolewke
        (wodka, wino, drink) beda coraz bardziej rozcienczac, zwlaszcza
        bardziej "zaawansowanym"

        - wesele kojarzy mu sie z prostacka popijawa, a zle sie w takim klimacie czuje?
        Patrz wyzej. Poza tym mozna zatrudnic wodzireja, ktory zadba o to, by goscie
        nie mieli nawet czasu siegnac po kieliczek. W dodatku organizujemy szwedzki
        stol, zeby goscie nie "okopali sie" na swoich pozycjach - wodzirejowi latwiej
        ich bedzie wyrwac

        - boi sie, ze w tlumie nie bedzie sie dobrze bawic?
        To przed slubem idzie z Y na kurs tanca dla narzeczonych

        - boi sie, ze tlumie nowych twarzy zupelnie sie pogubi, kto jest kim i strzeli
        jakas gafe? To przygotujemy plakietki dla wszystkich gosci (przydaje sie na
        weselach na 100-200 osob), na ktorej podajemy imie, nazwisko i funkcje (np. Jan
        Kowalski, dziadek panny mlodej) i numerek. A na scianie wieszamy dwa drzewa
        genealogiczne, na ktorych podajemy jeszcze raz imiona, nazwiska i numerki (a
        jak sie da to jeszcze zdjecia co wazniejszych) zeby kazdy mogl w kazdje chwili
        dyskretnie sprawdzic, kto to jest "ta malpa w czerwonym" Duzo roboty? Pewnie.
        Ale jeszcze wiecej frajdy i niesamowiete zaskoczenie dla gosci, ktorzy z
        pewnoscia docenia nasz wysilek i szybko zapamietaja powiekszona rodzinke.
        (pomysl autorski)


        Po co to pisze? Wydaje sie byc takie oczywiste... ale z konfliktami tak jest,
        ze poki nas nie dotycza, wydaja sie byc banalne. Jazda zaczyna sie dopiero
        wtedy, gdy ktos dotknie czulego punktu.
    • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 21.05.07, 10:19
      Ok. Dostało mi się!
      Za to, ze mam swoja wizję i nie podążam ślepo za facetem, za to, ze mam
      odmienne zdanie.
      Dlaczego zawsze trzeba facetowi ustępować, dlaczego godzić się na to, co facet
      wymyśli? Bo co? Bo mam być wdzięczna za to, ze w ogole chce się ożenić?
      Przepraszam, ale napisałam wyrażnie, że nie zależy mi na weselichu, sukni,
      pompie itp - chcę, abyśmy porozmawiali i wypracowali kompromis.
      On nie chce tańców? Dlaczego? Dlaczego nie powie - bo: nie lubię tńczyć, bo
      krępuje mnie to, bo nie czuję się dobry w tancu, bo wszyscy beda patrzeć itp...
      To zrozumiem. Ale na moje pytanie - dlaczego nie chcesz jest jedna odpowiedz -
      nie, bo nie!
      I to nie ja mówię, że ślubu nie bedzie - to ma być ślub jednej strony, czyli
      tylko według jego wizji, bez dyskusji.

      Dostało mi się. Bo zmuszam faceta, on będzie nieszczęśliwy, będzie źle się czuł
      na imprezie...
      A ja??? A czy ja będę dobrze się czuła?? Czy ja będę szczęśliwa??
      Gdyby pisał to facet, odpowiedz byłaby podobna, czyli zawsze ta strona, która
      coś chce zorganizować jest beee, a ta, która nie chce jest uciskana.
      • xvqqvx Re: Ślubu nie będzie! 21.05.07, 12:59
        Po przeczytaniu tego co powyżej, dochodzę do wniosku, że słusznie się dostało. smile
        Po prostu chcesz zorganizować wszystko i głęboko jesteś przekonana o własnej racji.
        Podejrzewam nawet, że rozumiem niechęć faceta do rozmowy - prawdopodobnie rozmowa ze strony ewelity sprowadzała się do udowadniania mu, dlaczego powody jego niechęci do hucznego wesela są głupie.
        Aha i ów kompromis - facet zaczął ustępować (ta zgoda na obiad), a czy Ty wyszłaś mu naprzeciw i np. zaproponowałaś wesele z mniejszą liczbą gości?
        • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 21.05.07, 14:07
          xvqqvx napisał:

          > Po przeczytaniu tego co powyżej, dochodzę do wniosku, że słusznie się
          dostało.
          > smile
          > Po prostu chcesz zorganizować wszystko i głęboko jesteś przekonana o własnej
          ra
          > cji.
          > Podejrzewam nawet, że rozumiem niechęć faceta do rozmowy - prawdopodobnie
          rozmo
          > wa ze strony ewelity sprowadzała się do udowadniania mu, dlaczego powody jego
          n
          > iechęci do hucznego wesela są głupie.
          > Aha i ów kompromis - facet zaczął ustępować (ta zgoda na obiad), a czy Ty
          wyszł
          > aś mu naprzeciw i np. zaproponowałaś wesele z mniejszą liczbą gości?



          Mylisz sie. Nigdzie nie pisałam, że chciałabym HUCZNEGO wesela! Chyba że obiad
          na kilkanaście osób w przytulnej knajpce z MOŻLIWOŚCIĄ zatańczenia (jeśli ktoś
          ma ochotę) nazywa się hucznym weselem.

          Powody mojego męzczyzny nie sa według mnie głupie, nie mogę tak powiedzieć,
          bo... ich nie znam. Nie podał powodow - jedyny to NIE BO NIE.

          Nie jestem głęboko przekonana o swojej racji, prawde mówiąc już zaczyna mi to
          wszystko zwisać i chyba przystane na "uścisk dłoni" pod kościołem, bo szkoda mi
          sił na przekonywanie, że chociażby moim rodzicom, którzy bedą jechali 200 km
          wypada poczęstować obiadem...

          > Aha i ów kompromis - facet zaczął ustępować (ta zgoda na obiad), a czy Ty
          wyszł
          > aś mu naprzeciw i np. zaproponowałaś wesele z mniejszą liczbą gości?

          Tego nie rozumiem - nigdy nie pisałam o dużej ilości gości - rodzice,
          rodzeństwo i świadkowie - od początku tylko taka opcja była omawiana. Nie
          bardzo wyobrażam sobie zmniejszanie liczby gości - bo co, jego rodziców
          zaprosimy, a moich nie?
          • izazdo Re: Ślubu nie będzie! 21.05.07, 14:24
            A jak sie dogadujecie w innych drazliwych kwestiach (gdzie bedziecie mieszkac,
            ile dzieci, kiedy, jak bedziecie odpoczywac, relacje z tesciami, przyjaciolmi,
            itp.). Jak on reaguje w ogole w sytuacjach, gdy macie rozbiezne zdania? Czy w
            ogole umie rozmawiac? Jesli nie, to FATALNIE rokuje. Malzenstwo bez
            umiejetnosci dialogu nie ma szansy przetrwac (chyba ze jedno dominuje, a drugie
            jest stlamszone). Ale to nie sa zdrowe zasady.

            Jesli normalnie umie rozmawiac, a tu sie zacial, to zastanow sie, dlaczego?
            Porozmawiaj z nim o jego niecheci do rozmowy. Polecam jednak poczytac najpierw
            troche o zasadach komunikacji, a w razie niemoznosci porozumienia skorzystac z
            pomocy mediatora. To nie kosztuje duzo, a moze pomoc.
            • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 21.05.07, 14:39
              izazdo napisała:

              > A jak sie dogadujecie w innych drazliwych kwestiach (gdzie bedziecie
              mieszkac,
              > ile dzieci, kiedy, jak bedziecie odpoczywac, relacje z tesciami,
              przyjaciolmi,


              W innych kwestiach dogadujemy się wyśmienicie. Mieszkać bedziemy w mieszkaniu,
              które się buduje, dzieci - jedno,płeć obojetna smile oboje lubimy aktywnie
              spędzać czas - rower, wędrówki górskie,narty, itp, relacje z teściami bdb, mamy
              wspólne grono przyjacioł.


              > itp.). Jak on reaguje w ogole w sytuacjach, gdy macie rozbiezne zdania? Czy w
              > ogole umie rozmawiac? Jesli nie, to FATALNIE rokuje. Malzenstwo bez
              > umiejetnosci dialogu nie ma szansy przetrwac (chyba ze jedno dominuje, a
              drugie
              >
              > jest stlamszone). Ale to nie sa zdrowe zasady.
              >
              > Jesli normalnie umie rozmawiac, a tu sie zacial, to zastanow sie, dlaczego?
              > Porozmawiaj z nim o jego niecheci do rozmowy. Polecam jednak poczytac
              najpierw
              > troche o zasadach komunikacji, a w razie niemoznosci porozumienia skorzystac
              z
              > pomocy mediatora. To nie kosztuje duzo, a moze pomoc.


              My w zasadzie większych rozbieżności zdań nie mamy, jesteśmy na ogół zgodni,
              dlatego bardzo dziwi mnie jego zaciętość. Myśle, że może miec jakieś urazy do
              wesel, może nie bawił się dobrze? Narzeczony raczej nie pije, nie jest
              super "rozrywkowym" kompanem, więc może dlatego nie lubi wesel, bo tam
              zazwyczaj jest dużo alkoholu ( moze na takich bywał)

              Nie jestem osoba przekonaną o świetości moich racji, pewnie ustąpie dla
              świętego spokoju, zrobimy ślub według jego pomysłu i ok.
              Może na dobre wyjdzie, bo zaoszczędzimy troche kasy smile
          • mna Re: Ślubu nie będzie! 21.05.07, 15:17
            Nie wiem ile sie znacie i w olu konfliktowych sytaucjach konfrontowaliscie się
            ale naprawdę jego zachowanie NIE ROKUJE DOBRZE. Chodzi mi tu głownie
            niemożliwosc prowadzenia rozmowy na ważny dla Ciebie temat. Jeśli nie chce
            podac Ci nawet powodów niechęci abyś mogła podjać jakąś mediację zastanowic sie
            nad komromisem. Moze ma tak niskie mniemanie o Tobie czy o kobietach w ogóle że
            nawet nie warto z nimi romawiać. Czy on w ogóle traktuje Cię jak partnera? Co
            będzie w przypadku kolejnych "punktów spornych" w waszym wspólnym życiu? Wydaje
            mi sie ze jeśli kocha sie kogos to chce mu sie sprawic przyjemnosc
            uszczęscliwić i człowiek nawet zgodzi sie na pewne niedogodnoci ustępstwa. Ale
            też nie chodzi o to zeby dla tej jednej osoby całkiem rezysgnować ze
            wszystkiego czego sie pragnie bo czm jest taki niesymentryczny zwiazek. Wydaje
            mi sie że rodzi sie zgorzknienie "0" satysfakcji. Ile tak można?
            Powiem ci żw mój mąż też nic nie chciał w "pierwszej odsłonie". Jedna potm
            zgodził sie że nieładnie byłoby nie zaprosić najbliższej rodziny która
            przyjedzie na .slub nawetna obiad. Po kilku miesiacach negocacji stanęło na
            przyjeciu na małym przyjeciu do 22,00 obiad deser kolacja tort z obecnościa DJ.
            Teraz mnie jednak strasznie to męczy że mąż nic nie potrzebuje i, ze z każdym
            tematem jest to samo. Całymi miesiacami trzeba próbowac jakis
            temat "wypracować", a i tak czest sie nie udaje bo maż ucina dyskusje jak Twój
            narzeczony. Wierz mi że nie raz mam tak tego dosc. Przez to jego podejscie i
            moje zniechecenie do wiercenia mu dziury w brzuchu itd. sporo stracilismy.
            • ewelita Re: Ślubu nie będzie! 21.05.07, 15:30
              mna napisała:

              Moze ma tak niskie mniemanie o Tobie czy o kobietach w ogóle że
              >
              > nawet nie warto z nimi romawiać. Czy on w ogóle traktuje Cię jak partnera? Co
              > będzie w przypadku kolejnych "punktów spornych" w waszym wspólnym życiu?


              Nie sądzę. Bardzo dużo rozmawiamy, na różne tematy. Mamy wspolny język, czesto
              radzi sie mnie w rożnych sprawach.
              Jest tylko trochę obrażalski - na zasadzie, jak nie to nie - "na złość mamie
              odmrożę sobie uszy"


              Wydaje
              >
              > mi sie ze jeśli kocha sie kogos to chce mu sie sprawic przyjemnosc
              > uszczęscliwić i człowiek nawet zgodzi sie na pewne niedogodnoci ustępstwa.
              Ale
              > też nie chodzi o to zeby dla tej jednej osoby całkiem rezysgnować ze
              > wszystkiego czego sie pragnie bo czm jest taki niesymentryczny zwiazek.


              No i widzisz, tutaj zależy czyje ustepstwa i czyje uszczęśliwienie ma się na
              myśli. Jeśli ja ustąpię, uszczęśliwię jego, jeśli on ustąpi uszczęśliwi mnie.

              Ale ja już nie mam siły, wiec uszczesliwię jego...


Inne wątki na temat:
Pełna wersja