croolewna
02.06.07, 15:23
Nie rozumiem idei narzucania świadkom przez parę młodą jakichś rodzajów
strojów. Ostatnio kuzyn mojego chłopaka, który niedługo się żeni powiedział
mojemu chłopakowi, żeby na jego ślub mój chłopak ubrał się w ciemny garnitur
bo on sam będzie miał jasny. Staram się zrozumieć ale sama nie wiem...
Moja przyszła bratowa natomiast zapowiedziała mi, że mam się ubrać w długą
sukienkę do ziemi, z elementami zieleni bo ona będzie miała cośtam zielonego
na welonie. Ja mam być świadkową i pasować do jej sukni. Kategorycznie
zakazała mi ubierania się w różowy kolor bo jej zdaniem jest on bardzo
kiczowaty. Moim zdaniem różowy też jest kiczowaty ale trochę mnie teraz korci
żeby właśnie się w coś różowego odstroić. Dlaczego ktoś ma mi mówić jak mam
sie ubrać na ślub mojego brata? Poza tym akurat przyszła moda na krótsze
sukienki, coś a'la lata 60. i bardzo mi się one podobają.
Może i jeszcze zniosłabym te wyznaczniki gdyby nie ostatnia zachcianka
bratowej. POnieważ świadków ma być czterech - dwie pary, bratowa wymyśliła,
że dwie druhny mają ubrać sie tak samo i zrobić sobie jednakowe fryzury. Tego
to już chyba nie zniosę.
Czy powinnam ulec przyszłej bratowej? Co o tym sądzicie i dlaczego świadkowie
mają się dostosowywać strojem do młodych? Czy to taka amerykańska moda?