anusiaczek87
07.06.07, 23:14
12 maja2007

To był piękny dzień. Najpiękniejszy w naszym życiu

Gdyby
nie obrączka na palcu i te zdjęcia myślałabym, że to sen.. najpiękniejszy sen
w życiu..
Obudził nas telefon świadkowej, która już wjeżdzała do miasta, a my mieliśmy
ją odebrać z dworca. Popędziliśmy na dworzec, potem zjedliśmy małe śniadanko
i ruszyłyśmy w drogę- najpierw do fryzjera, potem do kosmetyczki. Świadkowa
usiadła na fotelu pierwsza, a mnie dopadł stres i.. mały głód (rano jakoś nie
miałam apetytu

). Kojący głos zrobił swoje, odprężyłam się troche, a potem
w drodze do domu znów się troche podstresowałam, bo doszły mnie sluchy, że
dom jest pełen ludzi. Weszłam do domu i nim się obejrzałam wybiła 14, w
drzwiach stał fotograf, który robił zdjęcia również na przygotowaniach.
Najpierw ubrała się świadkowa, potem pomagałam ubrać się mężowi, a potem..
potem inni pomagali mi się ubierać. Nie patrzyłam na zegarek, a czas pędził
jak szalony. Mąż odebrał kwiaty o 15, jednocześnie strojony był nasz
samochód, a jego właściciele przebierali się w domu właściciela kwiaciarni.
Do 16 było tak mało czasu.. O 15.40 otrzymaliśmy błogosławieńtwo od rodziców
i wyruszyliśmy do Kościoła. Przed samą Mszą, jak się później dowiedziałam
(mąż oszczędził mi nerwów w tym dniu) miała miejsce żenująca sytuacja. Nie
będę tu się rozpisywać o co chodzi, ale.. na szczęście w moim mieście bywam
rzadko i są w nim dwa kościoły. Podczas Mszy św. też mieliśmy "przeboje", mąż
przeczytał nie to czytanie, ja musiałam improwizować czytając modlitwę
powszechną i staliśmy dłuższą chwilę przewiązani stułą, bo.. wyczerpały się
baterie w mikrofonie. Z uśmiechem patrzyliśmy jak zakonnica nieporadnie
rozrywa opakowanie z bateriami

Podczas przysięgi nie było wpadki
patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i przyrzekaliśmy..miłość.. wierność i
uczciwość małżeńską.. moment tak niezwykły, że trudo opisać go słowami.
Nasze wesele nie było duże- ok 50 osób. I wiecie co? Doszliśmy do wniosku, że
to dobra "integracyjna" liczba. Z radością patrzyliśmy na roszady między
stolikami, na bawiących się ludzi. Zespół spisał się znakomicie. Z jednej
strony profesjonaliści- przyjechali dzień wcześniej, bo mieli do pokonania
pół Polski, z drugiej mogę o nich mówić artyści- śpiewali fantastycznie i
widać było, że kochają to co robią. Jedzenia było mnóstwo, ale głodna tak
naprawdę poczułam się dopiero po północy. Adrenalina i szczęście sprawiły, że
zapomniałam o tym, że trzeba jeść. Zresztą, o innych "przyziemnych" rzeczach
też nie myślałam. Makijaz? Fryzura? Bylo mi juz wszystko jedno. Chcialam sie
bawic, cieszyc i tak tez robilam. W zyciu nie wytanczylam sie tak jak na
swoim weselu.
W niedziele mielismy male poprawiny w gronie najblizszych znajomych, a
poniedzialek trwajaca prawie 4 godziny sesje. W srode zlozylam wniosek o nowy
dowod i wyruszylismy na mini podroz poslubna, bo w poniedzialek trzeba bylo
wracac do rzeczywistosci..
Ach gdyby zycie daloby sie przewijac jak kasete...
Oto kilka zdjec od fotografa, cierpliwi niech skasuja tekst az do 12maja2007
picasaweb.google.com/12maja2007/Lub/photo#5073306971056274418
picasaweb.google.com/12maja2007/Lub/photo#5073309041230511266
picasaweb.google.com/12maja2007/Wesele/photo#5073313692680093282
picasaweb.google.com/12maja2007/Wesele/photo#5073314173716430482
picasaweb.google.com/12maja2007/Mini_Plener/photo#5073397869744133922
picasaweb.google.com/12maja2007/Mini_Plener/photo#5073398608478509010
picasaweb.google.com/12maja2007/Plener/photo#5073339054461980082
picasaweb.google.com/12maja2007/Plener/photo#5073341884845428434
picasaweb.google.com/12maja2007/Plener/photo#5073336808194083778
picasaweb.google.com/12maja2007/Plener/photo#5073349186289833010
picasaweb.google.com/12maja2007/Plener/photo#5073350144067540226