grajka25
19.06.07, 08:46
Ślubujemy w październiku. Nasze przygotowania (a w zasadzie moje) rozpoczęły
się już w zeszłym roku, z racji zarezerwowania sali, zespołu i fotografa
(wiadomo, że takie sprawy najlepiej załatwić wcześniej) i o ile te rzeczy
załatwiliśmy wspólnie z Narzeczonym to cała reszta jest na mojej głowie. O
wszystko się muszę martwić, to ja decyduję kiedy mamy zadzwonić i umówić się
na wybór menu, kiedy mamy iść do księdza, kiedy wybrać obrączki itp., nie
wspomnę już o tym, że muszę pilnować kiedy mój N ma iść do księdza i kiedy u
niego w miejscowości jest czynna kancelaria parafialna. Nawet jak mu
przypominam to marudzi, że zapomniał i że cały czas gadam o tym, a on już ma
dosyć i że nie ma ochoty przeżywać wszystkiego pół roku wcześniej. Dochodzę do
wniosku, że jemu chyba nie zależy na naszym ślubie, weselu i że dla niego to
jakaś przykra konieczność, skoro wszystko zostawia na ostatnią chwilę i tylko
słyszę, że mamy jeszcze czas. Miałam całkiem inne wyobrażenie na ten temat,
myślałam że wspólnie będziemy wszystko planować, przygotowywać, a tu takie
rozczarowanie. Ale teraz jak widzę tą całą sytuację to zaczyna mi się
odechciewać tego wszystkiego i zastanawiam się nawet czy nie odpuścić sobie.
Nie chce później usłyszeć "chciałaś ślubu to go masz", mimo że on cały czas
twierdzi, że chce się ze mną pobrać ale ma na wszystkie formalności dużo
czasu, ech szkoda gadać