zosiaczek25
28.06.07, 09:06
Ale jestem wpieniona! Dzwonilam wlasnie do domu, zeby sie zapytac o telefony
do gosci weselnych. Okazalo sie, ze mama juz do wiekszosc dzwonila. Niestety
ze strony jednej ciotki- z ktora na marginesie najbardziej bylismy zzyci,
przyjada tylko 2 osoby. Babcia tez nie przyjezdza. Ale trudno. Nie w tym
problem. Rozmawiam wiec dalej z mama, a ona mi tak sobie wspomina, ze w to
miejsce tych kilku kolejnych brakujacych gosci, to zaprosila juz swojego brata
stryjecznego z zona i jego corke z mezem! "ze co?" pytam. No zaprosilam, bo
tamci nie przyjda. to ja jej mowie, ze skoro tamci nie przyjda, to trudno,
jakos przezyjemy. Nie musi tych dziur zapychac na sile ludzmi, z ktorymi ja
ani nie jestem spokrewniona ani w zyciu na oczy nie widzialam. (jak to wogole
teraz wyglada na miesiac przed slubem? Przeciez oni tez zdaja sobie sprawe z
tego, ze ona na sile ich zaprasza, zeby zapchac dziury). "No to poznasz i
zobaczysz" odpowiada mi. Wiec ja delikatnie probuje jej wytlumaczyc, ze tak
nie wypada ze wzgledu na gosci ale tez ze wzgledu na mnie. Bo niech sobie
uswiadomi, w jakiej mnie stawia sytuacji. Co ja powiem, gdy ci ludzie podejda
do mnie skladac mi zyczenia- mi obcej osobie? Milo mi pana poznac? Przeciez
wszyscy bedziemy sie czuli niezrecznie. A ona na to wyskakuje z argumentem, ze
ona przeciez wszystko zalatwia a ja mam do niej pretensje. No to ja znow, ze
przeciez nigdy jej nie prosilam o to, zeby cokolwiek zalatwiala, sama mi sie z
tym wkrecila. Na co mama wyskakuje z pieniedzmi. Ja oczywiscie odpowiadam, ze
jezeli argumentem sa pieniadze, to ja gdy sie spotkamy i tak jej je przeciez
zwroce, wiec chyba mam cos do powiedzenia w sprawie wlasnego wesela? Mama na
to, ze pieniedzy ode mnie nie chce. No to, jak nie chcesz pieniedzy, to czemu
mnie nimi szatazujesz? Na koniec podkreslilam jej tylko, ze to coraz bardziej
wylacznie jej impreza. Ona zamowila sale, ona chce za nia placic, w porzadku.
Ale jesli ona zaprasza sobie swoich gosci i wtraca mi sie do kazdego szczegolu
i kreci nosem, to z tego wychodzi ewidentnie tylko jej impreza. Przypomnialam
jej tez, jak dotychczas sie zawsze wobec mnie zachowywala, a ja ostatecznie i
tak musialam jej ulec, bo nie chcialam konfliktow w rodzinie. Ale skoro ona
tego do tej pory nie zauwazyla, to chyba nie warto sie w ten sposob
zachowywac. I kiedys powinna to zauwzyc, ze nie tylko jestem od dawna dorosla,
ale tez od dawna nie mieszkam w jej domu. Nie ma prawa zatem mna rzadzic. Na
koniec powiedzialam jej jeszcze o tym, ze robi sobie wlasna impreze. A ze ona
dalej swoje, to powiedzialam, ze w takim razie na tej swojej imprezie nie
bedzie im mnie chyba specjalnie brakowalo. Bo my z mezem sie na tym ich weselu
nie pojawimy. Zapraszam ich serdecznie na slub do kosciola- to jest nasze
swieto. Ale potem my wracamy do domu. "No, to w porzadku!" Mi wrzasnela. "Masz
mi jeszcze cos do powiedzenia?!" Nie, nie mialam jej nic wiecej do
powiedzenia. Pozatym, ze ma czas jeszcze przemyslec swoje zachowanie w
stosunku do mnie.
To pewnie brzmi nieprzyjemnie, co powiedzialam mamie. (a mowilam to spokojnie,
w przeciwienstwie do niej) Ale nie moge dalej jej pozwalac na takie
zachowanie. I nie slyszalyscie, jakim tonem ona do mnie mowila... Przez cale
zycie dla rodzicow bylam na ostatnim miejscu- bo i jestem ostatnim z piatki
dzieci. Nigdy nie interesowali sie mna. Zawsze robilam wszystko, zeby zdobyc
ich uwage i akceptacje. Bylam grzeczna dziewczynka, z super wynikami w szkole,
stypendiami... A oni mnie totalnie olewali. Podczas gdy moje siostry mialy
wszystko bez takich wysilkow. Zawsze na wszystko musialam sobie sama zarabiac-
nawet na ksiazki do szkoly. Nie dostalam od rodzicow i nigdy nie dostane
zlamanego grosza- bo rodzice juz swoj majatek rozpisali na siostry. Ale ja sie
przyzwyczailam i nie ma do nich za to zalu. Nie che ich kasy. Chce jedynie,
zeby mnie traktowali jak czlowieka. A oni teraz, pomimo ze mnie przez 27 lat
olewali, nagle zauwazyli mnie, bo nadarzyla sie za moja przyczyna okazja do
zrobienia zlotu rodzinnego? I moje zdanie, jak zwykle, nie ma znaczenia...
Jezeli nie ma, to znaczy ze ja im nie jestem potrzebna. Taka jest prawda.
Niech sie zatem dobrze bawia na tym swoim weselu. Mi jest teraz tylko
baaaaardzo przykro.