Ślubne refleksje - część pierwsza (bardzo dlugie)

30.07.07, 22:54
Czesc Dziewczynki smilesmile

Zdażyłam ochłonąć już po moim ślubie i chciałam podzielic sie z Wami
refeksjami na temat tego dnia i przygotowan do niego. Minely juz przeszlo trzy
tygodnie i dopiero teraz zaczynam na "chlodno" oceniac to świetosmile
Faktem jest, ze jako przyszla panna mloda mialam zupelnie "wypaczoną" wizję
mojego wielkiego dnia. Chcialam, zeby wszytsko bylo naj, naj, naj.
Od razu po ustaleniu daty zaczelam przegladac strony internetowe w
poszukiwaniu sukni, obraczek, sali, winietek i tym podobnych pierdółek. Tak,
tak, pierdólek, bo zapewniam Was, ze akurat tego dnia, to czy goscie zobacza
na stole winietki bordowe czy zlote jest najmniej waznesmile
Moj narzeczony wykazywal sie anielska cierpliwoscia, wtedy gdy pochlonieta
emocjami po pierszej przymiarce sukni nie moglam spac. Kiedy mu mowilam o tym,
ze trzeba wymyslic wystroj kosciola smial sie i mocno mnie przytulal. Jak pol
roku przed`slubem zasypywalam go zdjeciami obraczek grzecznie je ogladal a
potem wyrzucal do komputerowego smietnika. Podchodzil do wszytskiego ze
stoickim spokojem i dystansem. A wtedy gdy ja sie wsciekalam, ze nie mamy
jeszcze list gosci, ani pomyslu na impreze, mowil ze zeni sie ze mna nie dla
oprawy tylko dlatego ze kocha mnie do szalenstwasmile
Pomijam tez fakt, ze przez 3 miesiace przed slubem chodzilam po bozym swiecie
nakrecona jak bomba zegarowa. Wystarczyl drobiazg, a ja wybuchalam. Nie
wspomne rowniez, ze przez te bzdurki wykrzyczalam kilka razy, ze slubu nie
bedzie i ze trzeba wszytsko odwolac. Nawet w sobote rano nie obylo sie bez
awantury. Poklocilam sie z moim N o kolejnosc usadzania gosci przy stole.
Wrzeszczalam, tupalam nozka, w koncu poplaklam sie w ramionach mojego
anielskiego narzeczonego (nawiasem mowiac On odpokutowal niezle nasz okres
przedslubny z taka zlosnica jak ja)
Anyway, idac, za Waszymi radami, Drogie Forumowiczki, skladalam wszytsko na
karb stresu przedslubnego. Teraz widze jakie to bylo bezsensowne. Z drugiej
strony ten stres jest raczej nie do unikniecia. Sadzac po ilosci watkow tego
dotyczacych bylam jedna z wielu......smilesmile
Dzien naszego slubu:
Wstajemy luzacko o 10 rano. Wygladam przez okno - srodek lata a na termometrze
18 stopni, wieje, pada, slonca brak. Pomyslam...ladnie sie zaczyna. Suknie mam
iscie letnia, cala jestem niemal gola, niechybnie zamarzne. Na oslode mialam
tylko cieniutki szal, ktory udalo mi sie kupic dwa dni przed.Zupelnie
niepotrzebnie - emocje tak grzeja, ze obylabym sie bez niegosmile
Sniadanie zaczynam od kieliszka czerwonego wina- tak aby dzien przeszedl
gladkosmile Lece do fryzjerki. Bylysmy umowione na 1,5 godziny, ale oczywiscie
nic z tego nie wyszlo. Moja biedna E. chyba sie troche zestresowala, ze czesze
swoja kolezanke na slub, wiec czas zaczal sie rozciagacsmile W nieskonczonoscsmile
Po dwoch godzinach dzwoni moj N, kiedy wracam. A ja na to, ze nie wracam, bo
mi kwiatki z wlosow wypadajasmilesmilesmile Po drugiej stronie sluchawki cisza....
Koniec koncow o 15 bylam w domu. Na glowie z przepiekna fryzura, bardzo
wygodna i wytrzymala. Bez zarzutu wygladala do rana.
Pod drzwiami mojego domu czeka juz na mnie Anetka z 20 kg kosmetykow.
Wyrzucilam wiec z domu narzeconego z jego rodzicami - wszak mial mnie zobaczyc
dopiero przed`oltarzem (tak, aby nie zdazyl juz uciec - he he he)
Zasiadamy z Aneta w kuchni- ja oczywiscie czestuje ja winem. Dla mnie byl to
kolejny kieliszek tego dnia (tylko prosze Was, nie zlinczujcie mnie zaraz za
pijanstwo w dniu slubu - to byly tylko dwa kieliszki na dodanie sobie
animuszusmilesmilesmile
Aneta uwinela sie w 40 minut. Efekt piekny, podpatrzylam pare sekretow, teraz
mocniej maluje sie do pracy.
15.45 - siedze sama, moi rodzice nawalaja. Dzwonia, ze chwile sie spoznia, bo
im sie wstazki do samochodu nie chca doczepic ( mala dygresja - na ta okazje
nie wynajelismy samochodu. Dla mojego ojca nie bylo wiekszej radosci jak
zawiesc osobiscie swoja jedynaczke do kosciola i zaprowadzic pod oltarz).
Siedze wiec zestresowana w domu - rodzicow nie ma, sukienki nie ma, slub za
godzine. Ech - pomyslalam- trzeba cos zjesc. Zanurkowalam w lodowce po male co
nieco. Dzwonek do drzwi - idzie suknia, za nia mama, a za nimi tata.
Ach- zapomnialam - trzeba jeszcze upiac bukiecik. Ja postawilam na prostote:
dzien wczesniej kupione pomaranczowe Cantedeskie, przewiazane zlota wstazka.
Efekt cudny: moja zagraniczna kolezanka, ktora zlapala bukiet na oczepinach
nie chciala mi go juz oddac i zabrala do swojego krajusmile NIe wspomne o
aspekcie ekonomicznym - za identyczna wiazanke, pani w kwiaciarni "zaspiewala"
mi 470PLN. MOja kosztowala piec razy mniej (ale ze mnie sknera - hehhehe)
Zaczynam wciskac sie w suknie, staje przed lustrem. Hm......super, podobam sie
sama sobiesmilesmile A uwierzcie mi - w moim wydaniu zdarza sie to rzadko, mam chyba
wygorowane wymaganiasmilesmile
Wsiadamy w samochod, tata wiezie mnie do kosciola......
Przed kosciolem czekaja znajomi i rodzina. Dostajemy oklaski. My czekamy az
goscie wejda i zasiada w lawkach. I wyobrazcie sobie Kochane, ze to byl
dopiero pierwszy moment, kiedy opuscil mnie stres. Poczulam sie po prostu
błogo i nie moglam sie doczekac, kiedy stane pod oltarzem obok mojego
przyszlego męza.
Zrobilo sie pozno. Ide do lozka, wszak teraz mam juz obowiazki malzenskiesmile i
migrenowa wymowka nie jest juz na miejscusmilesmilesmile
Jutro opowiem Wam, co bylo dalej....
(jesli oczywiscie znajdzie sie jeszcze ktos, kto bedzie chcial to czytac)


www.dwukropek.pl/2,74376,3100469,22838321,Warszawa_Slub_i_wesele___Suknie_slubne,4-33.html
    • gioseppe Re: Ślubne refleksje - część pierwsza (bardzo dlu 30.07.07, 22:55
      ojojoj
      lec do watku OT!
      zaraz Ci caly watek skasuja za ogloszenie smile
      • koka32 Re: Ślubne refleksje - część pierwsza (bardzo dlu 30.07.07, 23:01
        No wlasnie czytalam. Ale myslisz, ze juz powinnam zaczac sie "kajac" przed nowa
        moderatorka, za to, ze mam ten link przyczepiony na stale?smile



        gioseppe napisała:

        > ojojoj
        > lec do watku OT!
        > zaraz Ci caly watek skasuja za ogloszenie smile
        • gioseppe Re: Ślubne refleksje - część pierwsza (bardzo dlu 31.07.07, 07:24
          nie wiem smile
          dotychczas mozna bylo miec SPRZEDAM w stopce i nikt nie krzyczal, uwazam ze to
          bylo sprawiedliwe, sama nawet tak mialam

          jesli ogloszenie bylo jednak w tresci to zawsze predzej czy pozniej ten mail znikal.
    • mrowka05052007 Re: Ślubne refleksje - część pierwsza (bardzo dlu 31.07.07, 07:36
      Bardzo fajny opis - chętnie przeczytam dalszą część.

      "Faktem jest, ze jako przyszla panna mloda mialam zupelnie "wypaczoną" wizję
      mojego wielkiego dnia. Chcialam, zeby wszytsko bylo naj, naj, naj." - jak myślę
      teraz o swoim ślubie to chyba miałam podobnie. Miało byc NAJ - a było: hmmm
      jakoś tak zbyt normalnie sad ale oczywiście pięknie!
Pełna wersja