vickydt
20.08.07, 09:59
Koleżanka lat 34, jej facet 11 lat starszy. Oboje po rozwodach, z
tego co wiem - niezbyt traumatycznych. Ona bezdzietna, on
ma "kawalerskie" dziecko. Oboje nie chcą dzieci (choć ona coś
zaczęła przebąkiwać, że może by chciała, ale on kategorycznie nie
chce, nawet jej powiedział, że jeśliby jej się zachciało, to w tej
samej chwili by sie pakowała). Osobne konta, mają mieszkania (oboje)
i samochody. Są ze sobą od 2 lat. Ona chce ślubu, on "nie chce
popełnić drugi raz tego samego błędu". Dla mnie to wesołek unikający
zobowiązań (wiele razy mówił jej, że małżeństwo bez intercyzy nie ma
sensu, buntuje się, gdy ona robi jakieś drobne remonty, nota bene
własnoręcznie), ona się zadużyła i jest w kropce mimo, że facet nie
traktuje jej poważnie, nie ma planów, nie okazuje jej miłości. Ja
jej mówię, że taki związek nie ma sensu, ona niby chce zerwać, a nie
umie. Nie potrafię już jej przemówić do rozumu a widzę, jak się
dziewcze męczy (w sumie co dzień rozmawiamy i ona mi płacze, że nie
jest szczęśliwa). Chętnie poczytam Wasze spostrzeżenia.