k_linka
23.08.07, 21:35
Bedzie opowiesc z moralem. Tytul jest zartem ale wnioski z mej opowiesci
rzeczywiscie raczej niewesole.
Sasiadka ostatnio relacjonowala wesele swojej krewnej, wyprawiane bodajze w
Tomaszowicach pod Krakowem, i dowiedzialam sie ze bylo tam tragicznie. Tylko
szwedzki stol, nie bylo gdzie usiasc zeby zjesc, z cieplych dan tylko grill,
gdzie trzeba bylo brnac w blocie po kolana (osobiscie z talerzem), panna mloda
miala fatalna - chyba zapomniala wyciadnac papilotow - nieudana fryzure i mini
zaraz za tylek ("jak tak mozna?"), muzyka byla zupelnie "nie do tanca"...
A potem obejrzalam zdjecia weselne w necie, jakos kilka dni pozniej.
I tu zdziwienie! Fryzurka panny mlodej oryginalna ale piekna, sukienka krotka
ale tylko z przodu i nieprzesadnie, stoliki byly, a jakze i to okragle i wcale
nie puste, wrecz przeciwnie - wygladalo na to ze sporo jedzenia, wiekszosc
zdjec to ujecia parkietu, gdzie bawil sie tlum mlodziezy...
Moral pierwszy - nie da sie wszystkim dogodzic, zawsze bedzie ktos narzekajacy....
Moral drugi (mniej oczywisty dla niektorych, wazniejszy dla tych co zgodza sie
ze stwierdzeniem ze wesele jest dla gosci) - warto jednak pomyslec o starszych
i tradycjonalistach i czasem pojsc na ustepstwa w kwestii menu lub repertuaru
muzycznego: dopuscic rosol na stol i przeboje Maryli Rodowicz na parkiet.