myszeczka1979
04.11.07, 01:15
1. Suknia z trenem to porażka..nie warto dla godziny dobrej
prezencji męczyć się całe wesele..bo ,nie dość że non stop się
odczepiał/odrywał/był deptany, to upięty nie wygląda już tak
ładnie,a waga sukienki, a co za tym idzie mobilność w tańcu znacznie
spada....
2.Ja,zaciekła przeciwniczka kamery na weselu przyznaję się do
błędnego rozumowania...TEN DZIEŃ TRZEBA SFILMOWAĆ, bo nic nie odda
tak atmosfery,humoru gości,tańców, muzyki itp.Na szczęście moi
rodzice potajemnie wynajęli Pana Kamerkę

, film wyszedł bosko...i
to tylko za 800zl.
3.Warto pójść na kilka prywatnych lekcji tańca,szczególnie, gdy nie
tańczyło się zbyt dużo z partnerem...dla nas to był strzał w 10,
bardzo nas to ośmieliło i dawno się tak nie uśmiałam jak na tych
lekcjach.
4.Jako zupę polecamy cebulową z grzankami zamiast zwykłego, nudnego
rosołu..nawet stare ciotki były zachwycone.
5.Nie polecam butów z uchwytem za piętę.Moje chociaż śliczne, to
zsuwały mi się z nóg już w kościele,więc zaraz po przybyciu do
restauracji zamieniłam je na swoje letnie, wypróbowane złote szpilki
z paskiem trzymającym kostkę...i tak nikt ich nie zauważył.
6.Koniecznie zróbcie makijaż próbny,żeby się zorientować czego
oczekujecie, w czym wam ładnie, i na ile trwały jest dany makijaż.Bo
czasami oglądając zdjęcia koleżanek mam ochotę zamordować ich
wizażystkę...
7.Polecam rozdać gościom w kościele coś do sypania po ślubie /w
naszym przypadku były to srebrne gwiazdki/, bo zdjęcia z tego
momentu wyglądają super.Niekoniecznie trzeba pytac księdza o
zgodę...lepiej postawić ich przed faktem dokonanym niż czegoś
żałować

8.Pomyślcie zawczasu kto po weselu odwiezie was do domu..My nie
pomyśleliśmy i ja-Panna Młoda, jako ta najbardziej trzeźwa/tylko 1,5
butelki wina/ musiałam prowadzić samochód.Na szczęście o 4 nad ranem
nie ma ruchu, a do domu tylko kawałeczek.Ale wyglądało to chyba
dziwnie.
9.Przyjmijcie zasadę,że to wy macie sie dobrze bawić.Reszta zajmie
się sobą , nie warto się martwić.Trzeba wrzucić na luz.Ja wywaliłam
się jeszcze przed wejściem do kościoła,ale tylko mnie to
rozśmieszyło.To ponoć przynosi szczęście.Później tak szybko
wyszliśmy z kościoła,że wynajęci skrzypkowie nie zdążyli zagrać
marsza...usłyszeliśmy go dopiero po wyjściu.Najwiekszym jednak
przekrętem były moje 2 szalone ciotki-dewotki, które siłą chciały
wyrwać welon i bukiet od dziewczyny, która je złapała podczas
oczepin i której podarowałam te rekwizyty na pamiątkę.Ciotki
twierdziły,że zabierze ona moje szczęście..paranoja.Podobnie napadły
kolegę, któermu chciały odebrać złapany musznik..na szczęście był
twardy

10.Nie warto też przejmować się zabobonami: ja je zlekceważyłam. Z
narzeczonym wybierałam sukienkę,więc mnie w niej wielokrotnie
widział przed ślubem, nie miałam nic niebieskiego/nie cierpie tego
koloru/, nic starego i nic pożyczonego.Ale na ocenę efektu tego
zlekceważenia trzeba jeszcze trochę zaczekać:mam nadzieję,że nam sie
uda.
Życzę wszystkiego najlepszego
Sylwia