anya777
20.04.08, 20:37
wlasnie zaczelismy przygotowywac ze swoim N konkretna liste gosci na
nasze wesele i zaczelismy tak sie klocic, ze odechcialo mi sie
ślubu.
szykujemy wesele w lipcu na ok 200 osob z racji takiej; ze
mamy "ogromne" rodziny. Jak przyszlo co do czego, moj wspanialy N
ktory tak krzyczal ze ma przeogromna rodzine, przyszedl do mnie z
lista gosci na ktorej bylo ok 70 osob z rodziny plus drugie 70 to
jego znajomi (po częsci nasi wspólni) ktorych planuje wszystkich
zaprosic.... Pan N sugeruje się tym, ze jego olbrzymia rodzina jest
porozmieszczana po calej Polsce i trudno bedzie im przyjechac, albo
sa to ludzie biedni ktorych nie bedzie stac wiec aby zapchac
przyslowiowa luke i miec te swoje 100 pewnych osob postanowil
pozapraszac wszystkich, pierwszych lepszych znajomych. Sa to albo
ludzie w ktorych towarzystwie nie czuje sie najlepiej albo prawie ze
wogole nie znam a on ich chce zaprosić( bo np bardzo dobrze
kumplowali sie w liceum, przez 6 lat nie mieli ze soba kontaktu,
spotkali sie na ostatniej imprezie i sa znowu "zajefajni" kumple po
jednym spotkaniu). takich osob mozna naliczyc ok 40, ja sie
ograniczam ze swoimi goscmi z rodziny a on mi odprawia takie
ceregiele. po prostu rozkladam rece i nie wiem co mam zrobic;-(
pomozcie bo ja juz wychodze z siebie;-(