croolewna
10.06.08, 15:50
Witam,
może któraś z Was miała podobny problem i będzie mogła mi doradzić.
Z moim niedoszłym mężem jestm już ponad 4,5 roku. Ja mam 25 lat, on 26. Od
dwóch lat mieszkamy razem w naszym wspólnym mieszkaniu. Mamy też wspólny
samochód, działkę i plany na przyszłość. Oboje pracujemy i jesteśmy niezalezni
finansowo. Nie mozemy bez siebie żyć. Oboje bardzo się kochamy. Znamy swoje
rodziny na wylot i gdyby nie fakt, że nie mamy ślubu to nie miałabym żadnych
oporów, żeby mówić na jego rodziców "mamo, tato". Wiem, że on chce spędzić ze
mną resztę życia, nie raz mi to wyznawał ale jakoś się do tej pory nie
oświadczył. W tym cały problem.
Kwestię wyznaczenia konkretnej daty ślubu odkłada na "potem". Dobrze wie, że
ja już bym chciała mieć to za sobą a on niby dla żartu zgrywa się i nie chce
mnie o tą rękę poprosić. Śmieje się ze mnie i ciągle żartuje ale to już dawno
przestało być śmieszne.
Nie potrafie go przyprzeć do muru i kazać się oświadczyć bo to bez sensu. Sama
też mu sie nie oświadczę bo... same wiecie

Obie rodziny i znajomi nam "kibicują" i zachęcają do ślubu. Nie możemy opędzić
się od głupich pytań "kiedy ślub?".
W sumie to mogę tak jeszcze parę lat pociągnąć bez tego ślubu ale po co? Skoro
prędzej czy później i tak do niego dojdzie to wolę prędzej. Nie chcę mieć
garba, zmarszczek i gromadki dzieci przed ołtarzem
Macie jakieś pomysły?