wybredna-1
12.06.08, 18:05
Nie chce nakreślić szkicu nieszczęsliwej i wykorzystanej
dziewczyny...Postaram się opisać sytuacje obiektywnie:
Jesteśmy parą 4 lata,od samego początku mieszkamy razem,wspólnymi
siłami i finansami utrzymujemy mieszkanie płacąc za wszystko równo
po połowie.Po roku czasu okazało się,że jestem w ciąży,mój facet
stanął na wysokości zadania,oświadczył się w obecności naszych
rodzin.Niestety ciąża trwała krótko,nie zostaliśmy rodzicami tak
samo jak nie zostaliśmy małżeństwem.Odwołaliśmy ślub,ale była to
nasza wspólna decyzja.Wtedy usprawiedliwoialiśmy się różnymi głupimi
wymówkami,ale tak naprawde baliśmy się....czego nie wiem.Minęły
kolejne dwa lata a my dojrzeliśmy do wspolnej decyzji aby
zalegalizować nasz związek.Ślub i wesele ma być za pół roku a mój
wybranek znowu zaczyna mieć wątpliwości.Na początku się
załamałam,starałam się tego nie okazać aby nie wywierać na nim
żadnej presji,cierpliwie tłumaczyłam mu co czuje,przedstawiłam
wszystkie atuty legalnego związku,ale to nic nie pomogło.Pewnie
zapytacie o jego powody?Otórz na swoje usprawiedliwienie ma różne
wymówki...że wesele to duży koszt,że przecież można bez,że nie
będziemy ani pierwszą ani ostatnią parą w konkubinacie.
Nigdy nie marzyło mi się wystąpić w roli panny młodej,dla mnie ślub
mógłby być w przydrożnej kapliczce w obecności świadków.Jestem
gotowa na każdy kompromis.Pomijam fakt,że odwołując ślub po raz
drugi ośmieszę się i strace szacunek...chyba nawet do samej siebie. :
(.Smiesznie zabrzmi jak napisze,że wierze w jego miłośc do mnie?Ale
tak jest,nie wątpie w jego uczucia,ufam gdy mówi,że możemy być
rodziną i mieć dzieci bez ślubu...Ale,może jestem głupia i naiwna???