Koszty wesela

23.06.08, 12:52
Witam, planujemy z moim słońcem ślub. Oczywiście chcielibyśmy urządzić
wesele.Niekoniecznie na 150 osób, ale dla najbliższych i przyjaciół. Moje
pytanie jest może głupie, ale zastanawiam się skąd wziąć na to wszystko kasę.
Zdaję sobie sprawę, że to koszt rzędu ok. 25-20 tys. zł (wesele odbędzie się w
Krakowie, więc sami rozumiecie - minimum 140 zł/osobę). Nie mamy serca, aby
wymagać od rodziców, żeby byli naszymi sponsorami.
Narzeczony twierdzi, że coraz więcej osób bierze kredyt i po ślubie spłaca
część z pieniężnych prezentów. Może i coś w tym jest, ale nie chcę zaczynać
wspólnego życia od długów uncertain Oboje pracujemy jednak nie będziemy w stanie
odłożyć taką sumę do sierpnia przyszłego roku.

Jak myślicie? Czy istnieje rozsądny i logiczny sposób, aby do sierpnia
przyszłego roku "ustukać" 20 tys. zł? smile))
    • karolcia539 Re: Koszty wesela 23.06.08, 13:19
      Trudno powiedziec czy dacie rade odlozyc 20 tys do sierpnia 2009.
      Wszystko zalezy ile zarabiacie i ile jestescie w stanie miesiecznie
      odlozyc.
      My zareczylismy sie w lutym tego roku a slub mamy w pazdzierniku 2008
      Postanowilismy odlozyc do pazdziernika jak najwiecej aby nie
      obarczac rodzicow duzymi kosztami. Mysle ze uda sie nam odlozyc ok
      22 tys - ale jestesmy w tak komfortowej sytuacji ze ja mieszkam z
      moimi rodzicami a narzeczony z swoimi wiec odpadaja nam koszty
      utrzymania. Dogadalismy sie z rodzicami ze do wesela nie bedziemy
      sie dokladac do "zycia codziennego" a mamy odkladac tyle ile damy
      rade na swoje wymarzone wesele.
      • bunia0969 do karolcia 539 23.06.08, 14:01
        a kiedy w pazdzeirniku macie wesele??? 11 moze??
        MY mam 11.10.2008... w sumie spontanicznie to wyszło bo miało byc za rok..ale
        jest takie szalenstwo z terminami ze nie bedziemy czekac ponad rok.
        a pazdziernik tez ładny miesiac w koncu.. wink
        • karolcia539 Re: do karolcia 539 23.06.08, 14:10
          My mamy 4 pazdziernika smile takze tydzien przed wami. Tez uwazam ze
          pazdziernik jest ładnym miesiacem a z pogoda coz...roznie bywa ale
          wierze ze bedzie ladnie i najwazniejsze zeby nie padalo smile
    • nerri Re: Koszty wesela 23.06.08, 13:27
      Zawsze można urządzić uroczysty obiad(np takie pół wesele czyli
      obiad tort i zimna płyta).Albo bez poprawin.Albo zebrać część a ew.
      kredyt na to co braknie(ale ja gdybym nie miała kasy na wesele - nie
      robiłaby go a tym bardziej nie brała kredytu) Po prostu policz ile
      uda Wam się odłożyć i zrób coś na co starczy.Wesele to nie tylko
      dwudniowa impreza za 30 tyśuncertain
      • nataliaa.s Re: Koszty wesela 23.06.08, 14:02
        Dwudniowa impreza odpada. Nie zamierzamy robić poprawin. Gdybyśmy byli w stanie
        to odłożylibyśmy kasę, ale to nie jest takie proste. Gdybyśmy mieli czekać aż
        nas będzie stać to ślub wzięlibyśmy w kole emerytów big_grin

        Wesele to poważne nadszarpnięcie finansowe, zdajemy sobie z tego sprawę.
    • mike2005 Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 14:54
      nataliaa.s napisała:

      > Moje
      > pytanie jest może głupie, ale zastanawiam się skąd wziąć na to
      > wszystko kasę.
      > Zdaję sobie sprawę, że to koszt rzędu ok. 25-20 tys. zł
      > Narzeczony twierdzi, że coraz więcej osób bierze kredyt i po
      > ślubie spłaca
      > część z pieniężnych prezentów. Może i coś w tym jest, ale nie chcę
      > zaczynać
      > wspólnego życia od długów uncertain Oboje pracujemy jednak nie będziemy w
      > stanie
      > odłożyć taką sumę do sierpnia przyszłego roku.
      >
      > Jak myślicie? Czy istnieje rozsądny i logiczny sposób, aby do
      > sierpnia
      > przyszłego roku "ustukać" 20 tys. zł? smile))

      Mam dla Was receptę genialną w swojej prostocie. Macie jeszcze sporo
      czasu, więc rzućcie NAJLEPIEJ OBOJE I NAJLEPIEJ W TRYBIE
      NATYCHMIASTOWYM w cholerę kiepsko płatną pracę na rzecz bardziej
      intratnego zajęcia; możecie też wyjechać za granicę i wrócić na ślub
      z workiem pieniędzy. Pakowanie się w kredyt przy niskich zarobkach
      to pakowanie się w kabałę, potem będziecie się szczypać miesiącami,
      zamiast korzystać z życia na nowej drodze.
      A liczenie, że część długów odda się z prezentów ślubnych, to dla
      mnie buractwo. Jak kogoś nie stać, to niech nie porywa się z motyką
      na słońce.

      Jeszcze bym zrozumiał obawy, że można nie uskładać 20 tysi do
      sierpnia br., ale do przyszłego??? Naprawdę pomyślcie o zmianie
      zajęcia. Inna opcja to zmiana N na zaradniejszy model...

      karolcia539 napisała:

      > Dogadalismy sie z rodzicami ze do wesela nie bedziemy
      > sie dokladac do "zycia codziennego" a mamy odkladac tyle ile damy
      > rade na swoje wymarzone wesele.

      O tak, to jest oznaka pełnej dojrzałości, psychicznej i finansowej.
      Będziemy siedzieć u rodziców na garnuszku, ale za to koszty ślubu i
      wesela opłacimy sami i będziemy się chwalić, jacy to my dorośli i
      samodzielni.

      • nataliaa.s Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 15:07
        Zaproponowałam N. taki właśnie pomysł - praca za granicą. Nie twierdzę, że
        wrócilibyśmy z workiem pieniędzy, ale zawsze byłoby to coś. N. stwierdził, że
        nie ma gwarancji jeśli chodzi pewne miejsce w jego pracy po powrocie. Ja
        mogłabym wziąć urlop bezpłatny, ale on nie bardzo.
        Wymiana na model bardziej zaradny odpada hehe.
        Zgadzam się co do kredytu. Dla mnie to ostateczna ostateczność big_grin
        A najbardziej mnie wpienia opinia N. - "jakoś to będzie" grrrrrrrr.
        • kaamilka Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 15:13
          no wiesz, z pustego to i salomon nie naleje, czyli jeśli macie jakąś
          rozsądnie płatną pracę to nie powinien być to jakiś super wyczyn. My
          w pół roku zorganizowaliśmy wesele za 20 tys. I fajne wyjście było
          takie, że za lokal mogliśmy zapłacić kartą kredytową - brakowało nam
          4 tys. i właśnie kartę zaraz po weselu spłaciliśmy prezentami. A
          reszta - jakoś nie było specjalnych problemów z opłaceniem
          wszystkiego, więc kwestia tego jaką masz pracę.
        • mike2005 Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 16:56
          nataliaa.s napisała:

          > Zaproponowałam N. taki właśnie pomysł - praca za granicą.
          > N. stwierdził, że
          > nie ma gwarancji jeśli chodzi pewne miejsce w jego pracy po
          > powrocie.

          Czyli mamy do czynienia z tchórzem, mało ambitnym minimalistą,
          stroniącym od wyzwań, niemającym odwagi, żeby coś zmienić w swoim
          życiu.

          > Wymiana na model bardziej zaradny odpada hehe.

          A ja bym to przemyślał, bo z takim facetem niemającym tzw. jaj
          możesz męczyć się całe życie, nawet nie wiedząc, ile z niego tracisz.

          > A najbardziej mnie wpienia opinia N. - "jakoś to będzie"
          grrrrrrrr.

          Czyli potwierdzasz moje zdanie. Niech zgadnę, twój N robi w
          budżetówce? Albo w prywatnej firmie jako popychadło (inaczej
          zarabiałby konkretną kasę), ale boi się stracić pracę, bo wie, jak
          ciężko było mu ją dostać, dziesiątki wysłanych CV i LM, pukanie od
          drzwi do drzwi i bycie spławianym przez jakichś cieciów, miesiące
          upokorzeń uwieńczone znalezieniem baaardzo przeciętnej pracki.
          Zgadłem?
          • michal_powolny12 Re: Jak ja lubię takie tematy... 28.06.08, 18:29
            "Genialne" są twoje rady. Popatrz. X jest na aplikacji sądowej.
            Aplikanci robią w sądach za gońców/sekretarki czy takie tam. Zarobki
            nie wielkie. X jest na ostatnim roku aplikacji.X wyjeżdza do pracy
            za granicę. Sędziowie zarabiają średnio ale mają dość jasną ścieżkę
            awansu, X kręci bycie sędzią. Do czego wraca X po pracy za granicą?
            A może wiesz ile czasu i potu trzeba wylać aby stać się dobrym
            dziennikarzem? Czy Tomasz Lis od początku miał kasę? Nie, pracował.
            pracował, pracował aż nadszedł czas żniw. Czy w TVN24 wszyscy
            zarabiają jak Durczok? Oczywiście że nie. I według ciebie oczywiste
            jest to że powinni rzucić robotę tam bo nie dostają tyle co Durczok.
            Tak?
      • madziaq Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 15:54
        Wszystkim doradzasz zmianę zajęcia na lepiej płatne... Czy myślisz, że to jest
        naprawdę takie proste? Masz wykształcenie w jakimś kierunku i nagle jednego dnia
        rzucasz pracę, tego samego dnia znajdujesz nową W INNYM ZAWODZIE, bo zazwyczaj w
        danej dziedzinie płace są podobne? Są zawody, w których pracodawcy biją się o
        pracowników, ale nie wszędzie tak jest. A rzucenie pracy w trybie
        natychmiastowym przez obydwoje celem "poszukania lepszej" jest Twoim zdaniem
        objawem wielkiej dojrzałości?
        • kaamilka Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 16:11
          Niestety - jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. A w
          związku z tym, że ktoś nie ma pieniędzy na weselicho robi tylko
          obiad po ślubie. Proste - jak metr sznurka w kieszeni.
          • madziaq Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 16:46
            > Niestety - jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. A w
            > związku z tym, że ktoś nie ma pieniędzy na weselicho robi tylko
            > obiad po ślubie. Proste - jak metr sznurka w kieszeni.

            Ja nie mówię, że nie. Nawet mówię, że tak smile
            Ale uważam, że rada "rzućcie oboje natychmiast prace i znajdźcie lepiej płatną"
            oględnie mówiąc do najmądrzejszych nie należy.
            • mike2005 Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 17:02
              madziaq napisała:

              > Wszystkim doradzasz zmianę zajęcia na lepiej płatne... Czy
              > myślisz, że to jest
              > naprawdę takie proste? Masz wykształcenie w jakimś kierunku i
              > nagle jednego dnia
              > rzucasz pracę, tego samego dnia znajdujesz nową W INNYM ZAWODZIE,
              > bo zazwyczaj w
              > danej dziedzinie płace są podobne? Są zawody, w których pracodawcy
              > biją się o
              > pracowników, ale nie wszędzie tak jest. A rzucenie pracy w trybie
              > natychmiastowym przez obydwoje celem "poszukania lepszej" jest
              > Twoim zdaniem
              > objawem wielkiej dojrzałości?

              madziaq napisała:
              > Ale uważam, że rada "rzućcie oboje natychmiast prace i znajdźcie
              > lepiej płatną"
              > oględnie mówiąc do najmądrzejszych nie należy.

              Pewnie, lepiej nic nie zmieniać i całe życie być looserem, który
              unieszczęśliwia nie dość, że siebie, to jeszcze rodzinę.
            • kaamilka Re: Jak ja lubię takie tematy... 24.06.08, 08:40
              Wychodzę z założenia, że choć jedna osoba powinna dobrze zarabiać.
              Wiem, że to nie jest jak pstryknąć palcami, ale jakoś nie wyobrażam
              sobie dorosłego życia za 1500 zł miesięcznie... W związku z tym
              sądze, że szukanie bardziej intratnego zajęcia ma sens i to nie
              tylko w perspektywie wesele (bo bez sensu jest się wyprztykać na
              wesele), ale całego przyszłego dorosłego życia. Bo egzystencja z
              dnia na dzień, byle do pierwszego jest średnio przyjemna i na pewno
              nie roznieca małżeńskiej namiętności wink
        • politycznie Re: Jak ja lubię takie tematy... 23.06.08, 16:19
          Mike2005 to formowy troll, który specjalnie udziela się we wszystkich wątkach,
          bawi go to niesamowicie. Na chwile zniknął, chyba miał jakieś zajęcie, a teraz
          najwyraźniej znowu nie ma co robić, takie nudne życie najwyraźniej ma... Nie ma
          sensu wdawać się z nim w dyskusje.
      • maiwlys Re: Jak ja lubię takie tematy... 24.06.08, 15:42
        mike2005 napisał:

        > Mam dla Was receptę genialną w swojej prostocie. Macie jeszcze
        sporo
        > czasu, więc rzućcie NAJLEPIEJ OBOJE I NAJLEPIEJ W TRYBIE
        > NATYCHMIASTOWYM w cholerę kiepsko płatną pracę na rzecz bardziej
        > intratnego zajęcia; możecie też wyjechać za granicę i wrócić na
        ślub
        > z workiem pieniędzy. Pakowanie się w kredyt przy niskich zarobkach
        > to pakowanie się w kabałę, potem będziecie się szczypać
        miesiącami,
        > zamiast korzystać z życia na nowej drodze.
        > A liczenie, że część długów odda się z prezentów ślubnych, to dla
        > mnie buractwo. Jak kogoś nie stać, to niech nie porywa się z
        motyką
        > na słońce.
        >
        > Jeszcze bym zrozumiał obawy, że można nie uskładać 20 tysi do
        > sierpnia br., ale do przyszłego??? Naprawdę pomyślcie o zmianie
        > zajęcia. Inna opcja to zmiana N na zaradniejszy model...


        Jak ładna wypowiedź mike2005, dorastasz jak widzę do konstruktywnych
        rozmów na forum, i chyab zdałes sobie sprawę że nie wszystkie które
        tu "siedzą" to 18 bawiące się w dom.

        No i się zgodze z twoją wypowiedzią praktycznie w 100% smile
        Ale rzeczywiście autorce się trochę dziwię, że nie dadza rady
        uzbierać tych 22 tys. przez 1 rok i 2 miesiące, to naprawde sporo
        czasu. Więc albo zarabiacie marne grosze, za które już nikt nie chce
        pracować (ludzie wolą być na "bezrobociu" tongue_out ) albo żyjecie w taki
        sposób, że ważniejsza jest chwila obecna i zachcianki niż odłożenie
        paru groszy co miesiąc, ale w tym wypadku nie róbcie wesela jak was
        na nie nie stać.
    • mike2005 Jeszcze do Natalii 23.06.08, 17:15
      Skoro Ty mu zaproponowałaś wyjazd, a on nie chce jechać, to może
      zostaw go i wyjedź sama, a Twój N zobaczy, jakie fajne są związki na
      odległość. Może przejrzy na oczy. A Ty może poznasz kogoś, kto nie
      będzie bał się nowych wyzwań i podcinał Ci skrzydeł.
      Bo odnoszę wrażenie, że Twój nupturient ściąga Cię w dół.
      • nataliaa.s Re: Jeszcze do Natalii 24.06.08, 08:30
        Wow, mike chyba wybierzemy się na kawę big_grin Obiektywna opinia, bezstronnej osoby,
        na chłodno, ale strzał w 10. Nie wiem jak to zrobiłeś smile

        N. zaproponował, żebym jechała sama, a on tutaj poodkłada kasę uncertain ręce mi opadły
        bo nie uśmiecha mi się taki układ. Aha no i musisz wiedzieć, że jesteśmy w
        związku na odległość smile Dzieli nas 100 km smile Tak więc dla niego nie byłaby to
        jakaś straszna kara.
        Skąd opinia, że on ściąga mnie w dół?
        • mike2005 Re: Jeszcze do Natalii 24.06.08, 08:49
          nataliaa.s napisała:

          > Wow, mike chyba wybierzemy się na kawę big_grin Obiektywna opinia,
          > bezstronnej osoby,
          > na chłodno, ale strzał w 10. Nie wiem jak to zrobiłeś smile

          Intuicja, moja droga, intuicja. smile
          Na kawę to ja bym się chętnie wybrał, ale z Twoim narzeczonym.
          Powkładałbym mu to i owo do głowy. Jeszcze byłby mi wdzięczny.

          > N. zaproponował, żebym jechała sama, a on tutaj poodkłada kasę uncertain
          > ręce mi opadły
          > bo nie uśmiecha mi się taki układ. Aha no i musisz wiedzieć, że
          > jesteśmy w
          > związku na odległość smile Dzieli nas 100 km smile Tak więc dla niego
          > nie byłaby to
          > jakaś straszna kara.

          Wiesz co? W twej chwili to ja już bym się na Twoim miejscu naprawdę
          nie wahał.

          > Skąd opinia, że on ściąga mnie w dół?

          Tak wynika z tego, co piszesz. I założę się, że jak za parę lat
          trafi się jakaś atrakcyjna propozycja wyjazdu na placówkę itp., to
          Twój N będzie robił wszystko, żeby Cię od tego odwieść. Na pewno
          znajdzie 1000 argumentów przeciw.
          Ten typ już tak ma.
          • nataliaa.s Re: Jeszcze do Natalii 24.06.08, 13:49
            Hmmm co to znaczy ten typ? Według mnie mój N. cierpi na syndrom Piotrusia Pana.
            Wkurza się kiedy mu to zarzucam, ale tak chyba jest. No i co mam zrobić?
            Zaczęłam temat od spraw finansowych, a za chwilę zamiast szukać funduszu
            weselnego będę szukać narzeczonego big_grinbig_grinbig_grin
            • mike2005 Re: Jeszcze do Natalii 24.06.08, 14:37
              nataliaa.s napisała:

              > Hmmm co to znaczy ten typ? Według mnie mój N. cierpi na syndrom
              > Piotrusia Pana.

              Czyli taki dorosły dzieciak, a Ty mu będziesz po ślubie matkować i
              wspierać go w jego nieudacznictwie.
              Ale cóż, jak to mawiają, widziały gały, co brały. smile

              > Wkurza się kiedy mu to zarzucam, ale tak chyba jest. No i co mam
              > zrobić?

              Tu już sama musisz podjąć męską decyzję, zwłaszcza jeśli
              narzeczonego masz wybitnie niemęskiego.

              > Zaczęłam temat od spraw finansowych, a za chwilę zamiast szukać
              > funduszu
              > weselnego będę szukać narzeczonego big_grinbig_grinbig_grin

              I nawet nie wiesz, jak byś na tym dobrze wyszła...

              A najlepiej byś zrobiła, gdybyś wydrukowała cały ten wątek i mu
              podsunęła pod nos. Może przemyślałby swoje postępowanie.
              • kklekss Re: Jeszcze do Natalii 24.06.08, 14:56
                Z Twoich wypowiedzi doszłam do wniosku, że ten wybranek 'na całe
                życie ' to jednak nie ten
                • mike2005 Re: Jeszcze do Natalii 24.06.08, 15:03
                  kklekss napisała:

                  > Z Twoich wypowiedzi doszłam do wniosku, że ten wybranek 'na całe
                  > życie ' to jednak nie ten

                  Najgorsze jest to, że dziewczyna nie jest może zaślepiona, ale jest
                  jeszcze na tym etapie, kiedy "wielka miłość" przyćmiewa wszelkie
                  wady drugiej osoby, tzn. jest ich świadoma, ale łudzi się, że jakoś
                  to będzie, że ten wrodzony brak zaradności życiowej to tylko
                  drobiazg, nad którym da się przejść do porządku dziennego.
                  A potem się zacznie tzw. proza życia...
                  Jedyny plus jest taki, że dzięki takim parom adwokatom od rozwodów
                  nie grozi bezrobocie. wink
                  • nataliaa.s Re: Jeszcze do Natalii 25.06.08, 07:59
                    Nie jestem absolutnie zaślepiona. Jesteśmy ze sobą 5 lat i klapy daawno spadły smile)

                    Ja się nie łudzę, ja się właśnie boję tego wszystkiego. N. wychodzi z założenia,
                    że jakoś będzie. Mam nadzieję, że w przypadku mojego małżeństwa adwokat nie
                    będzie potrzebny.
    • kasiaaaa24 Re: Koszty wesela 24.06.08, 17:52
      Zasadniczo najłatwiej byłoby po prostu odkładać z pensji. Każde z
      Was co miesiąc 1000 zł, co da nam przez rok kwotę ponad 20 tyś –
      dobrze mieć jeszcze coś w zanadrzu, bo są wydatki których nie da się
      przewidzieć . Gorzej jeśli nie macie takiej możliwości. A może macie
      możliwość dorobić sobie innymi umiejętnościami? Kredyt to sposób
      najłatwiejszy, ale co zrobicie, jak goście dadzą Wam prezenty
      rzeczowe nawet jeśli poprosicie każdego przy wręczaniu zaproszeń o
      prezenty? Ja uważam, że możliwości dorobienia jest mnóstwo, tylko
      nie bardzo wiem w jakiej branży pracujecie i czy macie wolne
      weekendy. A sama jestem z Krakowa, więc wiem, że to miasto daje
      ogromne możliwości zarobku. Pozdrawiam i życzę powodzenia smile
    • sisigma Re: Koszty wesela 25.06.08, 19:41
      mike2005 co ty masz za robotę co w niej takie krocie zarabiasz na forum ślubnym
      siedząc?

      Tak byś wszystkich rozstawiał pewnie jesteś jakimś prezesikiem co to w stołek
      pier... i tylko się wymądrza i na sekretarki mlaska...

      A do Twojej wiadomości że ludzie rozwodzą się nie tylko dlatego że mają mało
      forsy ale też dlatego że się zarobili jak dzikie osły i po kilku latach
      stwierdzają że mieszkają jedza i śpią z obca osobą.
      Pieniądze jednak to nie wszystko.

      Trzeba jeszcze wybrać odpowiednią osobą, samemu być odpowiednią osobą i jeszcze
      cały czas nawet po latach dbać o ten związek a nie w razie pierwszych trudności
      od razu pryskać i szukać lepszego/zaradniejszego/młodszego modelu.
      • sycylia_beauty Re: Koszty wesela 29.06.08, 00:23
        a ja bym proponowala ciac koszty, zwlaszcza ze czasu jeszcze troche
        zostalo!!! odlozcie polowe tej sumy i kredytu nie bierzcie
        absolutnie! ale mozna zawsze:samochod pozyczyc od znajomych,
        poprosic kumpla zeby robil zdjecia, suknie kupic za 1000zl zamiast
        za dwukrotnosc, dekorowac sale samemu itpsmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja