wybredna-1
08.07.08, 13:17
Pisałam o swoich perypetiach ślubnych w wątku
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=80814298&a=80814298
Dla mnie i mojego partnera perspektywa ślubu była wspaniałym
sprawdzianem,w którym nienajlepiej wypadliśmy.On pełen dylematów a
ja zmęczona jego wahaniami.Na 6 miesięcy przed ślubem pojawiły sie
wątpliwości z jego strony,usprawiedliwiał się głupimi
wymówkami,wiedziałam i powiedziałąm mu wprost że jego argumenty nie
są uzasadnione.Zostawiłam ten temat na jakiś czas,udawałam,że
kwestia ślubu nie istnieje,przez kilka tygodni było wspaniale między
nami,aż do dnia,w którym pokazałam jaka suknia ślubna mi się
podoba.Wściekł się,a póżniej gdy wypił kilka piw wstąpił w niego
diabel!Usłyszałam od niego słowa,których nie spodziewałąbym się
nawet od wroga!Wykrzyczał mi,że"zmuszam go na swój sposób do ślubu"
(i to zabolałao mnie najbardziej)i że koniec z nami!To co mnie
zastanawia i nie daje spokoju to powód naszego rozstania,czy on
faktycznie boi się ślubu i zobowiązań aż do takiego stopnia,czy nie
kocha mnie?Nigdy się tego nie dowiem,bo bez sensu pytać wiedząc,że
nie usłyszy się odpowiedzi.Bo on nie umie rozmawiać,język mu się
odwiązuje dopiero gdy wypije pare piw,a zdarza się to
rzadko.Zresztą,taki temat nie jest na rozmowe przy czy po
piwie...Mniejsza z tym,i tak go o to nie zapytam.Chciałąm tylko
napisać zakończenie do historii z mojego pierwszego wątku.Zycze
wszystkiego najlepszego potencjalnym pannom młodym!