Moja historia nie kończy sie happyendem...

08.07.08, 13:17
Pisałam o swoich perypetiach ślubnych w wątku
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=80814298&a=80814298
Dla mnie i mojego partnera perspektywa ślubu była wspaniałym
sprawdzianem,w którym nienajlepiej wypadliśmy.On pełen dylematów a
ja zmęczona jego wahaniami.Na 6 miesięcy przed ślubem pojawiły sie
wątpliwości z jego strony,usprawiedliwiał się głupimi
wymówkami,wiedziałam i powiedziałąm mu wprost że jego argumenty nie
są uzasadnione.Zostawiłam ten temat na jakiś czas,udawałam,że
kwestia ślubu nie istnieje,przez kilka tygodni było wspaniale między
nami,aż do dnia,w którym pokazałam jaka suknia ślubna mi się
podoba.Wściekł się,a póżniej gdy wypił kilka piw wstąpił w niego
diabel!Usłyszałam od niego słowa,których nie spodziewałąbym się
nawet od wroga!Wykrzyczał mi,że"zmuszam go na swój sposób do ślubu"
(i to zabolałao mnie najbardziej)i że koniec z nami!To co mnie
zastanawia i nie daje spokoju to powód naszego rozstania,czy on
faktycznie boi się ślubu i zobowiązań aż do takiego stopnia,czy nie
kocha mnie?Nigdy się tego nie dowiem,bo bez sensu pytać wiedząc,że
nie usłyszy się odpowiedzi.Bo on nie umie rozmawiać,język mu się
odwiązuje dopiero gdy wypije pare piw,a zdarza się to
rzadko.Zresztą,taki temat nie jest na rozmowe przy czy po
piwie...Mniejsza z tym,i tak go o to nie zapytam.Chciałąm tylko
napisać zakończenie do historii z mojego pierwszego wątku.Zycze
wszystkiego najlepszego potencjalnym pannom młodym!
    • kavainca Trzymaj się Dziewczyno, jestem z Tobą myślami:)n/t 08.07.08, 13:24

    • maiwlys Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:25
      Przykro mi. Trzymaj się ciepło, na pewno trafisz na dojrzałego
      mężczyznę, anie 30 letnie dziecko w portkach udające tego mężczyznę.
      Penwie teraz bardzo boli, ale poboli i przestanie. Takie
      życie...głupie trochę.
    • kavainca Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:26
      Tak sobie jeszcze pomyslałam, że może to własnie jest TWÓJ HAPPY END
      tej znajomości!!!! smile
      • maiwlys Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:28
        I tak do tego podchodź.
    • marta_415 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:29
      Kochana, nie wyobrażam sobie jak bardzo jest Ci teraz ciężko. Współczuję Ci
      bardzo. Nawet czytając ten tekst miałam łzy w oczach. Jednak uważam, że Twój
      narzeczony nie zasługuje na Ciebie. Nie wiem co mam Ci poradzić, bo nie jestem
      psychologiem. Myślę, że zasłużyłaś na szczęście i jeśli nie teraz to kiedyś
      przyjdzie, w najmniej oczekiwanym momencie smile Bądź silna. Życzę Ci wszystkiego
      dobrego!
    • pospolitka Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:30
      Przyznam że się troche pogubiłam w tej historii,ale co sie dziwić
      facet bardzo komplikuje Ci życie.A na pocieszenie pamiętaj,że "nie
      ma tego złego co na dobre nie wyjdzie" Trzymaj sie!smile
    • kamelia04.08.2007 to jest happy end, no chyba ze sukienka wazniejsza 08.07.08, 13:34
      niz siniaki, wyzwiska i wybite zęby po slubie

      wybredna-1 napisała:

      > a póżniej gdy wypił kilka piw wstąpił w niego
      > diabel!Usłyszałam od niego słowa,których nie spodziewałąbym się
      > nawet od wroga!Wykrzyczał mi,że"zmuszam go na swój sposób do
      ślubu"
      > (i to zabolałao mnie najbardziej)i że koniec z nami!(...) Bo on
      nie umie rozmawiać,język mu się
      > odwiązuje dopiero gdy wypije pare piw,a zdarza się to
      > rzadko.

      co, nie jest taki zły, bo upija sie tylko raz w miesiacu, a nie
      codziennie?

      Typ kolesia, który zbiera w sobie, memła, a potem wypluwa cos co z
      rzeczywistościa nie ma nic wspólnego. Potem by ci wmawiał, ze go
      okradasz, zdradzasz, a dzieci to są nie jego.
      • maiwlys Re: to jest happy end, no chyba ze sukienka wazni 08.07.08, 13:36
        Kamelia strasznie czarną wizję przedstawiłaś, ale niestety prawdziwą
        i często spotykaną.
      • sierpniowa_julka Kamelia już wszystko napisała 08.07.08, 13:43
        i ja się pod tym podpisuję. Zobaczysz, jeszcze odetchniesz z ulgą, że to się tak
        skończyło. smile
      • wybredna-1 Re: to jest happy end, no chyba ze sukienka wazni 08.07.08, 13:44
        Chodziło mi o to,że aby mój już "były" zdobył się na szczerą rozmowe
        to musiał sobie pomagać,i bez względu na to czy temat był przyjemny
        czy nie.Jest małomówny,zamknięty w sobie,czasami musiałam go
        prowokować aby usłyszeć jego zdanie na dany temat.Nauczyłam się to
        akceptować,bo kocham go i wierzyłam że to uczucie jest
        odwzajemnione.Okazywał mi to na swój sposób,a ślub nie miał być
        dowodem miłości raczej dowodem dojrzałosci i odpowiedzialności.
    • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:40
      Bardzo Ci współczuję tego co teraz czujesz, ale... 3 lata temu
      słuchałam zwierzeń mojej kuzynki, której narzeczony najpierw
      urządził piekło na ziemi z byle powodu, a potem stwierdził, że
      jednak ze ślubu nici, że on nie chce się wiązać itd. Bardzo to wtedy
      przeżywała, wypłakiwała się w moje ramię, a facet był na tyle
      wstrętny, że zdręczał ją telefonami, przychodził do jej pracy i
      robił kolejne awantury... To był bardzo ciężki czas dla niej, poszła
      na psychoterapię i powolutku stawała na nogi, bardzo powolutku...
      Bała się mężczyzn,nienawidziła ich wszystkich za to co on jej
      zrobił... Dziś minęło trzy lata, ona przeszła bardzo długą drogę na
      końcu której był facet, który jest kompletnym zaprzeczeniem tego
      wcześniejszego, poznałam go jeszcze jako jej kolegę i w zasadzie od
      zera obserwowałam rodzące się uczucie (u nigo narodziło się bardzo
      szybko, u niej rodziło się w wielkich bólach), a teraz w sierpniu
      biorą ślub i on nie ma żadnych wątpliwości co do tego kroku, kocha
      ją, bardzo szanuje, jest po prostu dobrym, cierpliwym i bardzo
      ciepłym człowiekiem. Takiego męża Ci życzę, tak jak napisała tu
      którś dziewczyna: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło smile
      Bedzie dobrze, będę pamiętała o Tobie smile
      • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:51
        Dziękuje Tobie i wszystkim dziewczynom.Mnie zostało tylko forum,nie
        mam nikogo komu mogłabym się zwierzyć.Kiedyś gdy już wylecze się z
        tego bólu to chciałabym znać jego wersje wydarzeń,męczy mnie jego
        oskarżenie że naciskałam na ten ślub.Może nieświadomoie zachowywałam
        sie tak zrażając go do siebie?I znowu wyrzuty sumienia,i dołek,że
        moja wina...
        • kavainca Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:53
          Rany, Dziewczyno, nie zadręczaj się!!!!!
          • mell24 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:57
            Całe szczęście, że wyrwałaś się z tego chorego układu. Zaangażowałam
            się w Twój poprzedni wątek, teraz myślę, że z biegiem czasu twoje
            rany się zagoją - daj sobie spokój z takim facetem, nie zasługiwał
            na Ciebie. Co nie zabije, to wzmocni...
        • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 13:56
          wybredna-1 napisała:

          > Kiedyś gdy już wylecze się z
          > tego bólu to chciałabym znać jego wersje wydarzeń,męczy mnie jego
          > oskarżenie że naciskałam na ten ślub.Może nieświadomoie
          zachowywałam
          > sie tak zrażając go do siebie?

          po cholere ci ta wiedza?
          Qźwa, dziewczyno, masz szczeście, ze poznalas buca i paranoika
          jeszcze przed slubem, a ty bys jeszcze leciała i go przepraszała z
          nadzieja, że zmieni zdanie i sie moze z toba ożeni.
        • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 14:03
          Są na świecie ludzie,którzy za wszelką cenę muszą znaleźć winnego
          całej sytuacji gdzie indziej niż w sobie. Najwyraźniej Twój były
          właśnie do tego grona należy. Oczywistym jest, że jeśli facet się
          oświadczył, jeśli zostały poczynione przygotownia do ślubu, to
          będziesz o nim myślała,rozmawiała na ten temat, to jest zupełnie
          normalne i nie jest to naleganie na ślub, wymuszanie. On tak to chce
          widzieć, bo w ten sposób znajduje bardzo prosty sposób na ucieczkę.
          A dlaczego ucieka? Z pewnością się boi, może u niego w domu jest
          jakiś chory układ małżeński, może ma jakieś rodzinne złe
          doświadczenia i podświadomie się ich boi, a może nie został nauczony
          odpowiedzialności i to jej się boi? A cholera wie... Ty go nie
          wyleczysz, on musi sam temat przepracować i przemyśleć, inna sprawa
          czy to zrobi, czy całe życie będzie uciekał. Zostaw to, to nie jest
          Twoja wina i im dłużej będziesz tę ranę rozdrapywała tym większa
          blizna będzie się tworzyć i dłużej będzie bolało. Jeśli nie masz się
          przed kim wygadać to pisz do mnie na priv, możemy porozmawiać,
          opłakać razem ten związek i potem powolutku staniesz na nogi i
          zaczniesz dostrzegać swoje pozytywne cechy smile)
          • mell24 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 14:08
            Popieram przedmówczynię - im szybciej się wyleczysz z tego związku
            tym lepiej dla Ciebie. Nie zadręczaj się pytaniami "dlaczego". On po
            prostu jest NIEDOJRZALY!!!
            • trapani Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 08.07.08, 14:23
              dokładnie, obawa przed slubem w wieku 30 lat to niedojrzałość
              emocjonalna, tak sądzę
          • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 12:50
            Dziękuje za pomoc jaką mi ofiarujesz,za wszystkie ciepłe słowa i
            propozycje "rozmowy".Staram się być silna i sama radzić z tym
            cierpieniem i musi mi się udać!Wracając do jego osoby to masz
            racje.W związku jego rodziców domunuje matka,ojciec jest troche
            podporządkowany i zdaje sobie sprawe,że to wpłynąło na jego
            charakter i wizje małżeństwa.Poza tym podejrzewam,że jeśli czuł
            się 'zmuszany" do tego ślubu to nie przeze mnie lecz przez swoją
            matke,która widziała we mnie idealną żone.Jest jedynakiem otoczony
            zawsze opieką mamy,ciotek i babć,nigdy nie brał odpowiedzialności za
            swoje czyny,gdy popełniał błędy nikt ich nie dostrzegał,wszyscy
            udawali że nic sie nie stało.Nie zrzucam winy na niego,nie wyszło
            nam,bo ja nie umiałam nauczyć się roli jaką grały wszystkie osoby w
            jego rodzinie,bo ja nie chce męża na siłe,ani niezdecydowanego i
            nieodpowiedzialnego.Wciąż rozmyślam i analizuje,boli i płacze
            godzinami,ale oczami wyobraźni zobaczyłam jak na wiadomośc o mojej
            ciąży mówi "wrobiłaś mnie w dziecko!"Skoro zmuszam go do ślubu to w
            ciąże też mogłam "wrobić"..prawda?
            • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 12:56
              wybredna-1 napisała:

              > oczami wyobraźni zobaczyłam jak na wiadomośc o mojej
              > ciąży mówi "wrobiłaś mnie w dziecko!"Skoro zmuszam go do ślubu to
              w
              > ciąże też mogłam "wrobić"..prawda?


              masz racje, tak by na 100% było. Potrzebny ci taki facet?

              Mój mąz się cieszy, że bedzie ojcem, a na usg chodziłby co tydzien,
              żeby ogladać.

              Są jeszcze tacy faceci jak mój maż.
              • mell24 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:07
                kamelia04.08.2007 napisała:

                >
                >
                >
                > Mój mąz się cieszy, że bedzie ojcem, a na usg chodziłby co
                tydzien,
                > żeby ogladać.
                >
                > Są jeszcze tacy faceci jak mój maż.

                Gratuluję męża no i ciążywink Znacie już płeć? kiedy rodzisz?smile
                Pozdrawiam
                • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:11
                  teoretycznie ok. 28.12.08, ale jak znam zycie, to bedzie na poczatku
                  nastepnego roku.

                  Na razie wychodzi płec meska, ale moze sie jeszcze zmieni.
                  • nati.82 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:12
                    kamelia grudniowe dzieci są najlepszejszewink))
                  • mell24 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:16
                    kamelia04.08.2007 napisała:


                    >
                    > Na razie wychodzi płec meska, ale moze sie jeszcze zmieni.

                    smile)) ale jak się zmieni?smilebig_grin
                  • bacha1979 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:19
                    No to gratuluję.smile
                    A to, że sie urodzi na poczatku roku (tzn., tak przewiduesz) to
                    chyba dobrze, co??


                    Dodam, że w 17 tygodniu tez miał byc syn, a potem okazało sie, że to
                    baba.smile
                    W którym tygodniu jesteś?
                    • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:27
                      teraz 15 tc, tego chłopaka to juz mi przepowiadali na usg w 10 tc.

                      Nie chodzi o to, ze widac meski element, tylko, ze zarodek meski to
                      czesciej TAk wyglada, ale dziewczyni tez sie zdarzają. tak mniej
                      wiecej to mi tłumaczyli.

                      Przy usg w 12 tc nic sie nie zmieniło w kwestii płci, zreszta, to i
                      tak jest troche wczesnie.

                      Wolałabym nie ciagnąc sie z ta ciaża nie wiadomo ile po terminie,
                      wiec lepiej tak jak mi wyliczyli orientacyjnie, niz kiedys tam w
                      styczniu.
              • bacha1979 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:17
                kamelia04.08.2007 napisała:

                > wybredna-1 napisała:
                >
                > > oczami wyobraźni zobaczyłam jak na wiadomośc o mojej
                > > ciąży mówi "wrobiłaś mnie w dziecko!"Skoro zmuszam go do ślubu
                to
                > w
                > > ciąże też mogłam "wrobić"..prawda?


                O, wyjatkowo się zgadzam z kamelią.
                Nie żałuj de...a nie warto.


                >
                >
                > masz racje, tak by na 100% było. Potrzebny ci taki facet?
                >
                > Mój mąz się cieszy, że bedzie ojcem, a na usg chodziłby co
                tydzien,
                > żeby ogladać.
                >
                > Są jeszcze tacy faceci jak mój maż.
            • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:17
              Nie zrzucam winy na niego,nie wyszło
              > nam,bo ja nie umiałam nauczyć się roli jaką grały wszystkie osoby
              w
              > jego rodzinie
              to jest zasadniczy błąd rozumowania. Kiedy decydujemy się na ślub z
              kimś to bierzemy go takiego jakim jest, a nie staramy się go udeptać
              na swoją modłę. Ty jesteś jedynym i niepowtarzalnym człowiekiem i
              nie możesz starać się grać jakiejś roli, wchodzić w czyjeś buty.
              Jesteś jaka jesteś i masz znaleźć faceta, któremu będziesz
              odpowiadała Ty jako Ty, a nie Ty w roli mamusi, babci, czy kogo tam
              jeszcze facet sobie zażyczy.
              Jest tak jak napisałaś, mamusia go molestowała o ślub, a on
              przyzwyczajony do niekrytykowania mamusi musiał znaleźć sobie kogoś
              kogo obwini za odwołanie ślubu i to właśnie Ty stałaś się doskonałym
              celem do oskarżenia.A jak to jest jedynak otoczony wianuszkiem
              kobiet gotowych na każde skinienie nieba przychylić, to Ty wiej z
              tego interesu gdzie pieprz rośnie. Sama mam takiego rozkoszniaczka
              za męża i powiem tak: teraz, czyli po 12 latach małżeństwa, jest
              nieźle, ale pierwsze 7 lat był to koszmar, którego nikomu nie życzę.
              • mell24 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:26
                .A jak to jest jedynak otoczony wianuszkiem
                > kobiet gotowych na każde skinienie nieba przychylić, to Ty wiej z
                > tego interesu gdzie pieprz rośnie.

                A propos - widziłyście "Czego pragną kobiety"??? Tam mamy dokładnie
                taki właśnie przykład w osobie Mela Gibsonawink Facet rozpieszczony
                przez kobitkiwink
                • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:28
                  Nie widziałam sad, a to jest w kinach czy na płycie? Jakoś jestem na
                  bakier i z jednym i drugim sad
                  • mell24 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 10.07.08, 08:16
                    smile
                    Oj, Kochana, faktycznie jesteś na bakierwink Ten filmik spokojnie
                    można znaleźć na płytce. Polecam! Pokazuje jk to faceta kształtuje
                    wychowanie w gronie samych kobietwink rewelacyjna rola Gibsona +
                    muzyka też super (Sinatra + Gibson = superfajna scena)wink
                    • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 10.07.08, 09:06
                      A to poszukam i chętnie obejrzę... tylko kiedy? Ech, teraz mam kupę
                      wolnego czasu, bo siedze na dyżurze w sklepie, a sezon ogórkowy, nic
                      się nie dzieje, ale sklepu zamknąć nie mogę sadDobrze, że mam chociaż
                      Was i mogę pogadać smile, ale jak tylko znajdę chwilę to z pewnością
                      zobaczę ten film smile Dzięki
    • zimny_ogien Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 12:28
      Twoje zachowanie jest typowe w takich sytuacjach, to "syndrom
      ofiary". Próbujesz go usprawiedliwać, bronić przed krytyką osób
      trzecich, szukasz winy w sobie, a facet po prostu nadszarpną Twoją
      psychikę.
      Znam takich manipulatorów, którzy dopiero po "dodaniu sobie odwagi"
      alkoholem stają sie kozakami.
      JAK NAJDALEJ OD TAKICH TYPÓW. Uwierz, w perspektywie nic dobrego Cie
      przy takim nie spotka.

      Życzę Ci jak najlepiej, chociaż wiem, że i tak zrobisz po
      swojemu.Obyś wybrała opcję, która nie uwzględni tego faceta w Twoim
      życiu.
      • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:00
        Tak,usprawiedliwiam go,bo nie chce nakreślić obrazu człowieka
        złego.On jest cudownym człowiekiem,wspaniałym synem,lojalnym
        przyjacielem,rzetelnym pracownikiem.Niezaprzeczalnie ma więcej zalet
        niż wad.Dziękuje za rade i życzliwe słowa.Może wyda się to
        dziwne,ale mimo tego że go kocham to już nie uwzględniam w moim
        życiu...nie chciałabym kiedyś go znienawidzieć,wole zakończyć ten
        związek już teraz aby mieć dobre wspomnienia.
        • kavainca Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:15
          WIem że teraz jesteś na etapie wybielania swojego ex.
          Pewnie czujesz, że gdybyś przyznała się do tego ze facet był nie-
          halo, to tak jakbyś przyznała sie do porażki, tak jakbyś w jakiś
          sposób przekreśliła sens tych wszystkich wspólnych lat. A to
          przecież nie tak...
          Jedno jest pewne, z boku widać wyrażnie ze jeszcze sie bronisz przed
          tym co się stało, ale to minie.
          Trzymaj się
          • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:33
            kavainca napisała:

            > Pewnie czujesz, że gdybyś przyznała się do tego ze facet był nie-
            > halo, to tak jakbyś przyznała sie do porażki, tak jakbyś w jakiś
            > sposób przekreśliła sens tych wszystkich wspólnych lat.

            zawsze mozna, zgodnie z prawda powiedziec, ze człowiek był młody,
            głupi i naiwnie wierzył, że ludzie sie SAMI pod wpływem milosci moga
            zmienic.

            Każdy ma prawo popełnic bład, ale uparte trwanie w błedzie,
            mówienie, że białe jest czarne i na odwrót - to juz jest głupota.
        • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:21
          wybredna-1 napisała:

          > On jest cudownym człowiekiem,wspaniałym synem,lojalnym
          > przyjacielem,rzetelnym pracownikiem.Niezaprzeczalnie ma więcej
          zalet
          > niż wad.


          Nic z tych rzeczy, jest niedpowiedzialnym facetem na którym nie
          mozna polegac, człowiekiem, który przy drobnych kłopotach daje nogę,
          albo zrzuca wine na innych.

          To nie jest człowiek na dobre i na złe, to jest czlowiek tylko tylko
          na dobre.

          Nie chciałabym miec takiego kolegi w pracy, przy drobnych problemach
          poleci na skarge do szefa i powie, to nie ja, to ona.

          Na pewno przyjacielem lojanym tez nie jest. Stare przyslowie mówi
          kiedy poznajemy prawdziwych przyjaciół. Twój były by zostawil
          przyjaciela samemu sobie,a jak by razem sie w cos wplatali, to by
          usiłował sie zenujaco bronić, że to nie jego wina. Sad but true.


          Moze i ma duzo zalet, ale ma takie wady, które eliminuja go jako
          partnera na wspólne zycie.

          Koles jest zamkniety w sobie, nieufny, agresywny po alkoholu. W
          głowie potrafią mu sie urodzic rózne głupoty, chore podejrzenia.
          Tacy kolesie sa sprawcami zbrodni domowych: typu zastrzelił czy
          zadźgał nozem żonę i dzieci, a potem sam popełnił samobójstwo.
          • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:48
            Kamelio,niezupełnie...Ludzie faktycznie postrzegają go jako dobrego
            przyjaciela,fajnego znajomego,wspaniałego syna...On stara się
            wywrzeć na ludziach jak najlepsze wrażenie,robi to o co go
            proszą,niegdy nie odmawia,dosłownie nigdy nie słyszałam żeby
            powiedział komuś "nie",zawsze ma czas dla innych a swoje potrzeby
            odkłada na bok.I tak rośnie w nim zmęczenie,frustracja i stres az
            przychodzi okazja do wypicia piwa czy drinka i wtedy wszystko z
            niego "wychodzi" i wyładowywuje się na mnie.
            • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 14:00
              wybredna-1 napisała:

              > I tak rośnie w nim zmęczenie,frustracja i stres az
              > przychodzi okazja do wypicia piwa czy drinka i wtedy wszystko z
              > niego "wychodzi" i wyładowywuje się na mnie.


              Na tym polega ten problem, że wyladowuje to na tobie, ze ty jesetes
              (a raczej byłas na szczeście) workiem na wyladowanie złych emocji.

              To nie jest nic nadzwzyczajnego w tym, ze w ludziach rosnie
              frustracja, ze sa niezadowoleni z pracy, ze maja problemy itd. takie
              jest zycie. jedni sobie z tym radza nie krzywdzac innych, a drudzy
              krzywdzą.

              Problem jest w tym,że nie wszyscy boksuja emocjonalnie, czy tez
              wyladowuja sie na rodzinie.
              Zawsze mozna przyjsć i porozmawiać, że ma sie problemy w
              pracy/szkole, a nie wstawaic teksty typu: wrobilas mnie w slub czy
              wrobiłas mnie w ciażę. To są wymysły chorej wyobraźni i od takich
              ludzi trzeba sie trzymac z dala.
              • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 14:31
                Dokładnie.
            • grania12 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 14:03
              No właśnie.Miły na zewnątrz dla ludzi a dla najbliższej osoby tyran
              i despota.Od takich facetów należy uciekać gdzie pieprz rośnie.
              Kobieto trochę więcej egoizmu.Ty też jesteś ważna a dla niego
              powinnaś być bardzo ważna.Nie możesz rezygnować ze swoich potrzeb bo
              będziesz nieszczęśliwa przez całe swoje dalsze życie.
        • grania12 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 09.07.08, 13:57
          Jak napisła jedna z forumek Twoja historia skończyła się happyendem.
          Nie związałaś się z nieodpowiedzialnym egoistą.Tylko nie obwiniaj
          siebie za to co się stało ( poczucie winy dręczy niestety większość
          kobiet).Jesteś mądrą kobietą i na pewno spotkasz na swej drodze
          odpowiedniego partnera.
          Głowa do góry.Życzę powodzenia!
        • marina111 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 10.07.08, 00:38
          A czy on choć teroche się stara? Załuje tego co powiedział czy się
          nie odzywa i cieszy wolościa?
          • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 10:34
            Rozstaliśmy się i nie rozmawiamy,nie wiem co czuje i czy
            żałuje.Przyznam,że odczuwam potrzebe rozmowy z nim,choć duma mi nie
            pozwala zrobić pierwszego kroku w tym kierunku.A szkoda,bo
            chciałabym zakończyć ten związek inaczej,spokojną rozmową i życzyć
            mu wszystkiego najlepszego.To okropne,że po tylu latach związku
            ludzie którzy się kochali rozstają się jak wrogowie..sad
            • kamelia04.08.2007 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 10:46
              wybredna-1 napisała:

              > Rozstaliśmy się i nie rozmawiamy,nie wiem co czuje i czy
              > żałuje.Przyznam,że odczuwam potrzebe rozmowy z nim (...) A
              szkoda,bo
              > chciałabym zakończyć ten związek inaczej,spokojną rozmową i życzyć
              > mu wszystkiego najlepszego.

              daj spokój kobieto. To nie jest potrzebne, a i on sie obejdzie bez
              twoich zyczeń. Kwiaty mu wyslij w podziekowaniu. Skonczona historia.


              > po tylu latach związku
              > ludzie którzy się kochali rozstają się jak wrogowie..sad

              troche przesadzasz z ta miłoscią i kochaniem. Jakby to była miłosc i
              szacune, to by nie było problemu.
              • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 11:19
                Własnie to mnie dręczy...pytanie czy z jego strony to była miłośc?
                Próbuje sama sobie na nie odpowiedzieć,że przecież gdyby mnie kochał
                nasz związek nie skończyłby się tak jak się skończył.Jednak
                chciałąbym usłyszeć to od niego,słowa "nie kocham cie" pomogły by mi
                się pozbierać..bo żeby się podnieśc trzeba dotknąć dna żeby się od
                niego odbić.
                • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 11:25
                  On może zwyczajnie nie mieć odwagi powiedzieć takie słowa. Są ludzie
                  tak tchórzliwi, że nawet jeśli naplujesz takiem w twarz to on powie,
                  że deszcz pada. Nie zadręczaj się, facet ma niepoukładane życie, nie
                  dojrzał psychicznie do bycia mężczyzną, nadal jest ukochanym
                  synusiem mamusi i pępowina przyrosla już mu niczym liana w buszu,
                  więc nie ma co się dreczyć. Powoli zacznij się cieszyć, że uniknęłaś
                  naprawdę bardzo ciężkiego życia z nim. Jesteś wolna i ciesz się tą
                  wolnością, bo ona otwiera Ci furtkę do znalezienia kogoś, kto
                  pokocha Cię taką jak jesteś naprawdę, a nie kopię mamusi, czy cioci.
                  • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 11:31
                    Napisalam do Ciebie maila z prosba o rozmowe
                    • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 12:04
                      Nic nie doszło jeszcze sad Mam nadzieję, że dojdzie zaraz, a jak nie,
                      to ja do Ciebie skrobnę, może w tę stronę się odetka smile Na
                      gazetowego do Ciebie pisać?
                      • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 12:18
                        Tak,na gazetowego.Dziekuje.
                        • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 12:37
                          Poszło i mam nadzieję, że dojdzie smile))
                • marina111 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 19.07.08, 23:08
                  Uwazam ze gdyby kochał to by zrobił wszystko zeby wynagrodzic ci to
                  co powiedział nawet jesli rzeczywiście nie czuł sie gotowy na ślub.
                  Skoro jednak milczy to znaczy ze osiągnoł swój cel. Jedno mnie
                  ciągle zastanawia... jak on ci sie oświadczył skoro nie chciał slubu?
                  • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 20.07.08, 13:18
                    Przyznam szczerze,że jeszcze mnie to wszystko gryzie.Chciałabym aby
                    zdobył się na odwage i przyznał dlaczego ze mna był,dlaczego się
                    oświadczył i dlaczego dwa razy zdecydował się na ślub?Byliśmy ze
                    sobą cztery lata...a nasz związek zakończył się bez słowa
                    wyjaśnienia z jego strony...
                    • marina111 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 20.07.08, 13:28
                      Takie nie wyjasnione sprawy najbardziej męcza bo nie ma zakończenia
                      które ułatwia zamykanie rozdziałow w zyciu. Albo karzesz mu wyjąsnić
                      albo dasz sobie skokuj i pomezysz sie jeszce troche. Jedno jest
                      pewne: masz teraz kolejną szanse na poznanie miłości swojego zycia i
                      nie marnując czasu z tamtym. Mysle ze jestes juz coraz blizej kogos
                      kto gdzie sna ciebie czeka (i moze właśnie przezywa to samo bo nie
                      wie ze ty go szukasz). Los płata takie dziwne figle. Jestem
                      przekonana ze będzie dobrze
    • mike2005 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 12:26
      Nie pozostawiłyście na facecie suchej nitki, nie zapoznawszy się z
      racjami obu stron.

      Tylko jedno ale (przeczytałem wątek na tamtym forum): gdyby nasz
      bohater dobrze zarabiał, zakup wymarzonej fury nie kolidowałby z
      wyprawieniem hucznego wesela. I tu jest chyba pies pogrzebany.
      • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 12:30
        Starałam się obiektywnie przedstawić sytuacje.Właśnie problem w
        tym,że on ze mną nigdy nie rozmawiał a zachęcałam go nie raz,właśnie
        po to by dowiedzieć się jak to wygląda jego oczyma.
        • mike2005 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 12:38
          Może ściągnij go na forum?
          Wtedy łatwiej byłoby o obiektywizm w dyskusji.
          • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 12:45
            A jak Ty sobie to praktycznie wyobrazasz? Postaw się w sytuacji tego
            kolesia. Zrywasz z dziewczyną, bo według Ciebie ona naciska na ślub
            a potem ona przychodzi i mówi Ci, że masz się zalogować na forum o
            jakże nic nie mówiącej nazwie "Ślub i wesele" i jeszcze życzy sobie,
            żebyś się tam publicznie wytłumaczył, dlaczego tego ślubu nie
            chcesz. No i co? Tak radośnie i z przytupem spełniasz to życzenie?
            Już to widzę. W życiu się na to nie zgodzisz, więc po cholerę
            proponujesz takie rozwiązanie komuś innemu?
          • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 13:06
            Nie wiem czy mam się doszukiwac ironi w Twoich słowach czy brać na
            poważnie?Facet nie umie przyznać się przed samą sobą,że istniał
            jakiś problem a przyzna się do tego na forum?Poza tym gdyby
            dowiedział się o tym,że rozkładam nasz związek na czynniki pierwsze
            na forum,które mimo wszystko zapewnia anonimowośc to mogłoby się źle
            skończyć.Chociaż...gorzej już być nie może...
            • kavainca Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 11.07.08, 14:38
              ...gorzej już być nie może...
              ???
              może - mozesz np.do niego wrócić!!!!
              • wybredna-1 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 19.07.08, 18:12
                Moge...ale nie chce!!!
                • kavainca Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 19.07.08, 21:56
                  i tego się trzymaj
    • kasia-9151 Re: Moja historia nie kończy sie happyendem... 24.07.08, 11:42
      I patrząc na to z boku, uważam że bardzo dobrze się stało. Taki ktoś
      nie jest Ciebie wcale wart. Dziewczyno co Ty byś miała za życie! I
      tylko nie myśl, że nikogo już nie spotkasz. Ja mam 33 lata i 2-go
      sierpnia wychodzę za mąż i tylko jedno mogę powiedzieć: warto było
      czekać na Niego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja