Slub Zyje (wlasnym zyciem)

05.08.08, 14:35
pamietam malkontentki i oburzenie ze jak to tata moze prowadzic
corke do slubu!
Moj tata nic z ameryki nie ma, a sam sobie wymyslil ze bedzie mnie
prowadzil do oltarza przy ktorym bedzie czekal mlody.

a na taki teraz artykulik wpadlam
www.we-dwoje.pl/z;tata;do;oltarza,artykul,1018.html
    • zamyslona4 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 14:57
      mpthomas napisał:

      > pamietam malkontentki i oburzenie ze jak to tata moze prowadzic
      > corke do slubu!
      > Moj tata nic z ameryki nie ma, a sam sobie wymyslil ze bedzie mnie
      > prowadzil do oltarza przy ktorym bedzie czekal mlody.
      >


      serio ktos tu to krytykowal?? dlaczego?? raz uczestniczylam w takim
      slubie i to bylo piekne. podobnie zrobilam na swoim. pomimo ze
      cywilny, to tata mnie doprowadzil do mlodego. choc pozniej z nerwow
      za pomnialam go ucalowac smile co w tym zlego? dla ojca to szczegolny
      moment i ja pomimo ze z moim rewelacyjnych stosunkow nie mam,
      chcialam zaznaczyc ten moment "przekazania" mnie glownie ze wzgledu
      na niego- tak aby poczul sie wazny tego dnia rowniez. i on, tzw.
      zimna ryba, bardzo sie wzruszyl...
      • 18_lipcowa1 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 19:19
        zaznaczyc ten moment "przekazania" mnie glownie ze wzgledu
        > na niego- tak aby poczul sie wazny tego dnia rowniez. i on, tzw.
        > zimna ryba, bardzo sie wzruszyl...
        >
        >
        nie kazda kobieta chce byc 'przekazywana' , niekotre znaja swoja
        wartosc bez tego.
        Tacie mozna okazac szacunek w inny sposob.
    • magdafil Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 15:39
      moim zdaniem pomysl rewelacyjny.
    • nana2222 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 15:41
      Mnie też będzie prowadził Tata - i uważam, ze to będzie piękne. To nie jest
      amerykański zwyczaj tylko staropolski. Moje obie babcie i starsze ciotki były
      tak prowadzone i to nie jest nowość z USA tylko zwyczaj, który u nas umarł. W
      starych czasach jak Ojciec nie żył panna młoda prowadzona była przez brata albo
      ojca chrzestnego. To jest symboliczne oddanie dziecka - dlatego uważam to za
      piękny zwyczaj, który na pewno przysporzy mnóstwo wzruszeń i będzie czymś ważnym
      dla mojego taty, który jest przeszczęśliwy, bo zawsze marzył o tym by swoją
      córeczkę prowadzić do ołtarza.

      Poza tym - chciałabym, żeby N zobaczył mnie dopiero w Kościele - dlatego
      przyjadę tam z rodzicami - a on będzie w środku. Znajomi byli na takim ślubie i
      zgodnie twierdzili, ze było to cudowne piękne i wzruszające. Młody mało nie padł
      jak zobaczył swoją ukochaną w Kościele a szok z miłością jaka malowała mu się na
      twarzy było widokiem niesamowitym. Ja też chcę mojego N zobaczyć przy Ołtarzu,
      nie rozmawiać z nim wcześniej, nie zastanawiać się co powiemy, jak to wyjdzie.
      Spotykamy się dopiero w Kościele i tak rozpoczynamy dzień. Dla mnie to jest
      piękny zwyczaj i na pewno zdania nie zmienie smile)
      • 18_lipcowa1 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 19:21
        To jest symboliczne oddanie dziecka - dlatego uważam to za
        > piękny zwyczaj, który na pewno przysporzy mnóstwo wzruszeń i
        będzie czymś ważny


        dlaczego w takim razie dziecka plci meskiej sie nie przekazuje jak
        przedmiot? Tylko kobiete?


        > m
        > dla mojego taty, który jest przeszczęśliwy, bo zawsze marzył o tym
        by swoją
        > córeczkę prowadzić do ołtarza.



        No przeciez, cala rodzina bedzie paczyla!!!i somsiedzi!!!


        > Poza tym - chciałabym, żeby N zobaczył mnie dopiero w Kościele -
        dlatego
        > przyjadę tam z rodzicami - a on będzie w środku. Znajomi byli na
        takim ślubie i
        > zgodnie twierdzili, ze było to cudowne piękne i wzruszające. Młody
        mało nie pad
        > ł
        > jak zobaczył swoją ukochaną w Kościele a szok z miłością jaka
        malowała mu się n
        > a
        > twarzy było widokiem niesamowitym.

        buahahaha! dziecko w co Ty wierzysz?
        Harlekiny robia wode z mozgu?


        Ja też chcę mojego N zobaczyć przy Ołtarzu,
        > nie rozmawiać z nim wcześniej, nie zastanawiać się co powiemy, jak
        to wyjdzie.
        > Spotykamy się dopiero w Kościele i tak rozpoczynamy dzień. Dla
        mnie to jest
        > piękny zwyczaj i na pewno zdania nie zmienie smile)

        A co bedzie jak w jego oczach nie zobaczysz milosci i tego zachwytu?
        hehe
      • zamyslona4 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 20:08
        nana222 - dokladnie cie rozumiem!! kierowalam sie tym samym i to
        bylo naprawde super

        powiem ci ze moj maz mial wlasnie taka mine o jakiej mowisz- i
        pomimo opinii lipcowej nic mi sie nie wydawalo, to byla zgodna
        opinia gosci. piewszy raz zobaczyl mnie w sukni i doslownie go
        zatkalo smile mielismy cywilny to naprawde dodalo u uroczysosci.
        pusc mimo uszu ten feministyczny bełkot - prawdziwa kobieta pewna
        siebie nie boi sie realizowac swoich marzen!! wink
        • nana2222 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 11:26
          lipcowej pozostaje współczuć - ze ma takie nieciekawe, pozbawione romantyzmu
          życie. Miłość w rodzinie na pokaz a faceta, który nie ma takiej miny jak ją
          widzi - cóż, przykre.

          Tyle jadu może wylać tylko osoba, której takiego życia brakuje. Zapraszasz na
          swój ślub sąsiadow? Cóz powodzenia - ja w kościele sąsiadów mieć nie będę, żeby
          patrzyli jak się tata cieszy. Mając nawet największą wartość - jesteś dzieckiem
          swoich rodziców a przekazanie jest symbolem. Ale nie będę ci teog tłumaczyć -
          jedynie pozostaje współczuć, ze twoja miłość z harlekinem nie ma nic wspólnego.
          Niektórym się to zdarza jak widać- i ślub jak z filmu też.
          • 18_lipcowa1 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 19:51
            nana2222 napisała:

            > lipcowej pozostaje współczuć - ze ma takie nieciekawe, pozbawione
            romantyzmu
            > życie. Miłość w rodzinie na pokaz a faceta, który nie ma takiej
            miny jak ją
            > widzi - cóż, przykre.
            >

            harlekiny czytalam okolo 15go roku zycia,
            szkoda ze ty tak pozno zaczelas.


            > Tyle jadu może wylać tylko osoba, której takiego życia brakuje.


            No zapewne, zwlaszcza mega slubu.


            Zapraszasz na
            > swój ślub sąsiadow? Cóz powodzenia - ja w kościele sąsiadów mieć
            nie będę, żeby
            > patrzyli jak się tata cieszy. Mając nawet największą wartość -
            jesteś dzieckiem
            > swoich rodziców a przekazanie jest symbolem.


            Przekazanie? Jak przedmiot?

            Ale nie będę ci teog tłumaczyć -
            > jedynie pozostaje współczuć, ze twoja miłość z harlekinem nie ma
            nic wspólnego.
            > Niektórym się to zdarza jak widać- i ślub jak z filmu też.


            Bo kochana moja naiwna dziewczynko zycie ma w ogole niewiele z
            harlekinem wspolnego.


            • nana2222 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 22:09
              1. Skończ z tą "dziewczynką". Kompleksy masz na punkcie wieku, czy
              co? Wszyscy się cieszymy, że już jesteś dorosła, hurrraaa. Wyobraź
              sobie, że inni też.
              2. Nie czytam tego typu literatury, nigdy - nawet do 15 roku życia
              nie czytywałam uncertain. Jeśli nawet mam życie pełne romantyzmu, nie
              musisz tego oscentacyjnie krytykować.
              3. Już pisałam - jak twoje życie jest inne, nie mierz wszystkich
              swoją miarą - albo zmień faceta. Najlepiej na rycerza na białym
              koniu - tylko uważaj - bo oni zazwyczaj nie zostają przy wstrętnych,
              zgryźliwych i niesympatycznych babach, które wylewają jad na innych
              z powodu zwykłej zazdrości, bo ich życie nie jest takie jak
              oczekiwały.
              • 18_lipcowa1 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 23:49
                nana2222 napisała:

                > 1. Skończ z tą "dziewczynką". Kompleksy masz na punkcie wieku, czy
                > co? Wszyscy się cieszymy, że już jesteś dorosła, hurrraaa. Wyobraź
                > sobie, że inni też.



                To nie chodzi o wiek a o taka naiwnosc dziewczeca.


                bo oni zazwyczaj nie zostają przy wstrętnych,
                > zgryźliwych i niesympatycznych babach, które wylewają jad na
                innych
                > z powodu zwykłej zazdrości, bo ich życie nie jest takie jak
                > oczekiwały.



                ale za to jestem dobra w lozku, dobrze gotuje i sprzatam - wystarczy
                by niejeden zniosl zolze,w przeciwienstwie do naiwych romantyczek
                ktore marza o kochaniu sie w platkach roz a mezulek pedzi do burdelu
                bo ma dosc ochow i achow romantycznej ksiezniczki.
                Nie moja droga, mylisz sie i wysuwasz banalny argument. Wysli sie na
                wiecej- jestem zadowolona, od niedawna zamezna, zyje sobie
                spokojnie, jestem dosc praktyczna i na tyle juz w zyciu widzialam i
                slyszalam by pekac ze smiechu jak slysze o rozszerzonych zrenicach
                meza u oltarza jak zobaczy zone. Po prostu.
                • zamyslona4 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 07.08.08, 09:02
                  1. przykro mi dziewczynko, ale moj maz mial rozszerzone zrenice, bo
                  po prostu pieknie wygladalam.
                  2. wlasnie strescilam mu twoja opinie i komentarz byl krotki - "moze
                  ma ojca alkoholika albo cos i po prostu zazdrosci innym normalnych
                  relacji z nim?"
                  3. co do watku romantyz,m- praktycyzm- co ma piernik do wiatraka????
                  ja tez organizuje czasem romantyczne wieczory przy swiecacg, daje
                  duzo czulosci mezowi, ojciec mnie prowadzil, slub byl romantyczny,
                  co nie zmienia faktu ze elna babka, swietnie gotuje , w lozku
                  lepszej nie mial... chyba ze po prostu chcialas sie pochwalic??
                  zastanow sie dziewczyno zanim powrzucach innym i innych do
                  stworzonych przez ciebie szufladek.

                  i odnosnie feministek- obracam sie w takim kregu i prosze nie brac
                  lipcowej jako wzoru; wiekszosc z nich to madre babki ktoe feminizm
                  postrzegaja jako prawo wyboru dla kobiety; w tym przypadku: chce byc
                  prowadzona do lubu czy nie chce- obie wersje dobre o ile sa jej
                  decyzja. i tyle.
                • nana2222 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 07.08.08, 09:08
                  I czujesz się dumna z tego, że jesteś żoną do gotowania i łóżka? Dla mnie to nie
                  jest powód do dumy, gorzej, czułabym się bardzo nieszczęśliwa gdyby tak ktoś
                  mnie postrzegał.

                  I ty, taka feministyczna dusza - sprowadzasz swoją egyzystencję do bycia kurą
                  domowo - łóżkową? Mnie gotuje facet - bo nie dość, że lubi to robić, to jeszcze
                  uważa, że to mi się należy. Nie mam zamiaru odmawiać forumowej pokuty za to, ze
                  mój mężczyzna szaleje na moim punkcie i troszczy się o mnie. Można być
                  szczęśliwym i w domu i w łóżku - tak jak my, bo nie wszystko jest albo czarne
                  albo białe. Ja mam od niego wszystko - i tyle samo daje od siebie.

                  Poza tym nie przesadzaj z romantyzmem - można być zakochanym i jednocześnie
                  praktycznym. Mnie mój N bierze na mecze piłki nożnej, uprawiamy sport i mamy
                  wiele innych "męskich" zajęć - i to we mnie ceni, bo ma kobietę do tańca i
                  różańca. A że w normalnym facecie kryje się romantyk - to tylko daje nam
                  szczęście. Tą oprawę ślubu właśnie mój facet wymyślił, on pierwszy namawiał mnie
                  na dziecko i to on zajmuje się tym aby nasz ślub był piękny. Romantyzm mam wiec
                  nabyty - dzięki niemu. Trzeba jedynie poszukać prawdziwych facetów a nie
                  prostaków, którzy jak nie zjedzą dobrego obiadu i nie poru... w domu żony lecą
                  do burdelu, bo dla mnie to jest żałosne.
    • maiwlys Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 15:46
      Jakiś czas temu zakazano w jakimś Państwie (nie pamiętam juz gdzie)
      bądź zaprzestano praktykować ten zwyczaj ze względu na jego
      seksistowski wymiar.
    • 18_lipcowa1 jak miecho przerzucane od pana do pana. 05.08.08, 19:16
      nie jestem oburzona, tylko po prostu nie podoba mie traktowanie
      kobiety jak przedmiot przekazywany od wlasciela(ojciec) do
      wlasciciela (maz)
      • zamyslona4 Re: jak miecho przerzucane od pana do pana. 05.08.08, 19:57
        lipcowa- co do wszyttskich powyzszych postow- masz jakis problem ze
        soba czy co?

        zwlaszcza post obrazajacy panne opisujaco to jako cos pieknego byl
        chamski. ja bylam prowadzona na MOJE zyczenie, nie mam kompleksow co
        do moje kobicosci, jestem kobieta calkowicie niezalezna, wlacznie z
        dzialaniami w organizacjach kobiecych ALE wlasnie osoby takie jak ty
        powoduja ze feministkom przyprawia sie gebe

        skoro mam wolny wybor, to mam prawo deycodwac jak wyglada moj slub.
        ani moj ojciec, ani narzecozny nie narzucali mi tego. wyobraz sobie
        ze niektore kobiety nie czuja sie jak mieso przerzucane od pana do
        pana, ale kieruja sie... napisalabym miloscia, ale skoro dla
        ciebie = to romansidlo to nie zakladam ze zrozumiesz
        • 18_lipcowa1 Re: jak miecho przerzucane od pana do pana. 05.08.08, 21:02

          > zwlaszcza post obrazajacy panne opisujaco to jako cos pieknego byl
          > chamski.


          bo to smieszne bylo. jak z harlekina.

        • madziaq Re: jak miecho przerzucane od pana do pana. 06.08.08, 13:39
          Popieram w 100% smile Zawsze twierdziłam, że tzw "wojujące" feministki, które na
          każdym kroku krzyczą, że kobiety traktuje się przedmiotowo i w każdym
          najdrobniejszym geście widzą dyskryminację, mają jakiś kompleks na tym punkcie.
          Jeśli to JA zdecyduję, że chcę aby np ojciec prowadził mnie do ołtarza (nie
          zdecyduję już, bo jestem po ślubie, ale to inna sprawa wink) bo tak mi się podoba,
          to jest dyskryminacja??? To, że spełnia się moje życzenie??? Lipcowa, rozumiem,
          że jak mężczyzna otwiera przed tobą drzwi i puszcza przodem, to najchętniej
          dałabyś mu w twarz, bo jak on tak śmie??? Myśli, że sama nie dałabyś rady
          otworzyć sobie drzwi, cham jeden tongue_out
          • 18_lipcowa1 Re: jak miecho przerzucane od pana do pana. 06.08.08, 19:53
            madziaq napisała:

            > Popieram w 100% smile Zawsze twierdziłam, że tzw "wojujące"
            feministki, które na
            > każdym kroku krzyczą, że kobiety traktuje się przedmiotowo i w
            każdym
            > najdrobniejszym geście widzą dyskryminację, mają jakiś kompleks na
            tym punkcie.
            > Jeśli to JA zdecyduję, że chcę aby np ojciec prowadził mnie do
            ołtarza (nie
            > zdecyduję już, bo jestem po ślubie, ale to inna sprawa wink) bo tak
            mi się podoba
            > ,
            > to jest dyskryminacja??? To, że spełnia się moje życzenie???
            Lipcowa, rozumiem,
            > że jak mężczyzna otwiera przed tobą drzwi i puszcza przodem, to
            najchętniej
            > dałabyś mu w twarz, bo jak on tak śmie??? Myśli, że sama nie
            dałabyś rady
            > otworzyć sobie drzwi, cham jeden tongue_out



            Nie zrozumialas.
    • mpthomas Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 20:47
      no takie dwa watki ktore pamietam, naokolo tego tematu to
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=619&w=81433578&a=81996902
      i ten
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=619&w=78283832&a=78470519

      Ja tam akurat dosc niezaleznosci w zyciu mam, i akurat bardzo mi odpowiada ze
      ktos szarmancko wreszcie sie mna zajmie, ot tak jak lubie jak faceci drzwi mi
      odbieraja
      precz z feminizmemwink
    • ollasja Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 21:22

      A ja najpierw nie chciałam, aby tata odprowadzał mnie do ołtarza, bo bałam sie,
      że za bardzo mnie to wzruszy (mój tata jest naprawdę fantastycznym człowiekiem i
      ma szczególne miejsce w moim życiu).
      Z narzeczonym mieliśmy spotkac sie przed kościołem.
      Jednak jakiś czas temu byłam na ślubie mojego kolegi i tam właśnie panna młoda
      spotykała się z panem młodym dopiero pod ołtarzem, a odprowadzał ją ojciec.
      Wyglądało to naprawdę ślicznie, ale rzeczą którą najbardziej zapamiętałam był
      wyraz twarzy mojego kolegi, kiedy pierwszy raz zobaczył swoją przyszłą żonę.
      Niesamowite!
      Naprawdę chciałabym zobaczyć coś takiego w oczach mojego N i mam nadzieję, że to
      się uda...
      Co do amerykanizacji. Moja babcia, która brała ślub z dziadkiem 62 (!) lata
      temu, była odprowadzana do ołtarza przez swojego ojca i wspomina to jako coś
      zupełnie normalnego i tradycyjnego. W tamtych czasach o amerykanizacji chyba nie
      było mowy smile
      pozdrawiam
      • zamyslona4 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 22:54
        pomimo tego co pisala lipcowa - ja tez chcialam ta mine zobaczyc i
        uwierz mi- bylo warto. oczy mial wielkie, zrenice tez wink , nie mogl
        przestac sie gapic hihiiih zachwyt totalny go opanowal . milosc,
        pozadanie i zachwyt wypisany na twarzy. jedyne w swoim rodzaju
        uczucie smile
        • patti16 Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 05.08.08, 23:14
          Znaczy się, im wcześniej kawaler pannę zobaczy tym zachwyt mniejszy i odwrotnie.
          • kumkus Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 09:09
            a u nas będzie troszkę inaczej. Ponieważ mamy błogosławieństwo, to
            pierwszy raz zobaczymy się u moich rodziców. Potem do kościoła ,
            przed ołtarz wejdą świadkowie, mojego N poprowadzi jego mama, i
            dopiero wtedy, gdy on będzie an mnie czekał, wejdę ja z moim tatą.
            Nie czuję, żeby to miało być jakieś uwąłczające mojej kobiecości, a
            jedynie symbolizować nowy etap mojego życia. Jeden mężczyzna, który
            się mną opiekował, oddaje mnie w "dobre ręce", mojemu mężowi. I nie
            ma się co oszukiwać, każda kobieta potrzebuje czasami silnego
            męskiego ramienia, i to jest dla mnie właśnie ważne, a nie to, że
            ktoś sobie mnie przekazuje jak przedmiot.
            • kaamilka Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 09:38
              I nie
              > ma się co oszukiwać, każda kobieta potrzebuje czasami silnego
              > męskiego ramienia
              No co Ty powiesz...? A te co wybrały życie w pojedynkę to są
              poszkodowane, będą cierpiały okrutnie...? A nawet jeśli miałabym się
              z Tobą zgodzić, to tak samo śmiem twierdzić, że mężczyzna potrzebuje
              czasem kobiety! Co za herezje głosisz! Olga Tokarczuk napisała, że
              jak mówimy "wszyscy", "każdy" to myślimy o sobie, więc spokojnie
              możesz napisać: "I nie ma się co oszukiwać, JA potrzebuje czasami
              silnego męskiego ramienia".
              • kumkus Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 09:47
                kaamilka, życzę Ci, żebyś i Ty czasami tak jak JA potrzebowała
                męskiego ramienia, bo to pomaga w wielu życiowych sprawach. Co do
                tych co wybrały życie w pojedynkę: myslę, że bedą szczęśliwe, ale to
                nie znaczy, że zawsze samotnie, indywidualnie silne. W związku z tym
                że piszemy na forum slubnym, wychodzę z założenia, że każda z Was
                potrzebuje swojego mężczyzny, mylę się? i chyba nietylko do tego
                żeby przynosił do domu kasę? pozdrawiam
                • kaamilka Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 09:50
                  ale czy i mężczyzna nie potrzebuje kobiety? to działa tylko w jedną
                  stronę?
                  • kumkus Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 09:51
                    Nie, to działa w dwie stroy, ale nie chciałabym, aby moj maz
                    powiedział, że czasami potrzebuje mojego silnego ramienia;P
                    • gold-fish Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 10:18
                      Mam do was pytanie. Czy do ołtarza może prowadzić ojciec chrzestny?
                      Ponieważ prawdopodobnie nie zaproszę taty na ślub (względy osobiste)
                      a mój ojciec chrzestny traktował mnie całe życie niemal jak swoją
                      córkę, i podoba mi się prowadzenie panny młodej do ołtarza, więc
                      pomyslałam że to on mógły mnie odprowadzić. Ewentualnie mama. Co o
                      tym myślicie?
                      • madziaq Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 13:34
                        Przepisów żadnych nie ma, może cię i sąsiad prowadzić wink To zależy tylko od
                        tego, jak sobie zaplanujesz. Jeśli chrzestny jest dla Ciebie bliski i chcesz go
                        w ten sposób wyróżnić w dniu swojego ślubu, to czemu nie smile
            • emka_waw Re: Slub Zyje (wlasnym zyciem) 06.08.08, 10:37
              To, co opisujesz, to jest akurat nasz swoisty, staropolski orszak
              ślubny (może nie cały), czyli: Pan Młody z Matką, Panna Młoda z
              Ojcem, potem idą w parze pozostali Rodzice. Potem jest już dowolnie:
              mogą iść chrześni rodzice, dziadkowie...

              Tylko Młoda z Ojcem do ołtarza rzeczywiście wygląda jak wydanie
              towaru w sklepie i w tradycji anglosaskiej oznaczało "przejęcie"
              przez męża kosztów utrzymania tej kobiety. I wszelkich praw do niej.
              A małżonkowie są równi sobie w małżeństwie i jeśli już nie chcą
              obecnej polskiej tradycji (para idzie razem do ołtarza, lub
              wprowadza ją z procesją ksiądz), to chyba lepiej potraktować
              małżonków równorzędnie i zgodnie z tradycją staropolską.
Pełna wersja