karolinalkr
23.08.08, 09:54
witam wszystkich, czasem pisałam posty ale bardzo dużo czytałam i wiele się tu
nauczyłam, dziękuje, a teraz moja relacja
21 sierpnia 2008 Kazimierz Dolny
więc stresu nie było z mojej strony, jako takiego wszystko na luzie, jednak w
moim przypadku ślub i przyjęcie odbywało się godzinę drogi od mojej
miejscowości, najpierw fryzjer, jestem pełna podziwu bo fryzjerka skakało koło
mnie (wszystko pod godzinę) jednak miałam opóżnienie poł godzinne, do
makijażystki, która na próbnym malowała mnie ponad godzinę tak w dniu ślubu 40
minut

)) potem zabraliśmy sie do Kazimierza, w między czasie na postoju
przystoiliśmy auto

) i co najgorsze jestem ubrana w suknie i zakladam
biżuterię a tu !!!!!! zerwało się zapięcie od branzoletki

)) ale spokojnie
nie ma to jak moja super świadkowa zaraz poradziła i się trzymał. Byłam zła na
suknie, niewiem ale 1 dzień przed mierzyłam suknie lezała idealnie tak w
dzień ślubu spadała mi i czyściłąm Kazmierskie ulice jak trzeba

) trochę
nadeptywałam ale luz, w drodze do kościoła nie obyło się od komentarzy
przechodniow typu ( ale ma brzydki bukiet, suknie ) ale nie zwracałam na to
uwagi. W kościele luż do momentu przysięgi , gdzie się tak poryczałam żę
myślałąm ze makijaż spłynie, to było takie wzruszające(chociaż właśnie nie
chciałam płakać) to chyba ten stres, którego myślałąm że nie mam puścił, i jak
tak płakałam widziałąm ze mąż też miał łzy w oczach, gdzieś w słowach
zaciełąm się przy "wierności" ale serio nie pamiętam tego, wogóle mało się
pamięta tylko przysięga, tak mi zapadłą w pamięć, mąż oczwiście chciał iść w
drugą stronę ale pociągnełam go za rękaw i to ja go przeciągnełam w moją
stronę ihihih. Organista super śpiewał po włosku i skrzypaczka też super,
potem po kościele rej statkiem po wiśle, było naprawdę idealnie pogoda super,
cieplutko, nie za duszno, i masa zdjęć na statku, kieliszki po szmpanie poszły
do Wisły. po rejsie poszliśmy do restauracji jedzenie idealne polecam z
całego serca Dwa Księżyce. p, dodam ze nie było u nas tańców tylko muzyka
leciała z płyty a na przemian grała skrzypaczka, potem była sesja, powrót na
torta, i prezent dla rodziców, bardzo mi się podobało to ze goście nie byli
skrępowani, kto chciał to jadł, spacerował po kazimierzu, był w ogrodzie, a na
koniec był grill, przyjechał pan akordeonista( prezent od restauracji) i
towarzystwo pośpiewało b yło super , ale goście się śmiali , że oprócz pogody
zamówiliśmy komary

(( słuchajcie takich gigantów to nie widziałam w życiu tak
pogryzły ze ludzie do aptek latali, nic nie dawały świece anty komarowe itp.
ale po 21:00 odpuściły, impreza super, goście zaczeli się zbierac około 22,
byli bardzo zadowoleni, że to ich pierwsze wesele inaczej, na luzie

)) hmmmm
zdjęcia dodam w następnym tygodniu, dodam ze jesteśmy prawie 6 lat razem , a
po ślubie jest super mąż czuły jak nigdy

)))