bast3
06.09.08, 10:24
Chciałam się troszkę pożalić na temat mojego ślubu. Odbył się w tym
tygodniu. Może i nie była to wielka impreza tylko zebranie
najbliższych przyjaciół. Chcieliśmy po prostu mieć miły spokojny
dzien, i tyle, bo w końcu jesteśmy ze sobą od 8 lat.
Mój obecnie już mąż poprosil swojego brata na świadka, co wtydawało
by się normalne, bo w końcu najbliższa osoba. Miał przyjechać nieco
wcześniej aby nam pomóc w przygotowaniach, a dokłaniej w
przypilnowaniu malucha (2 letniego synka) gdy my będziemy się
szykować. Wcześniej przyjechał, ale przywiózł ze sobą jakąś nowo
poznaną kobietę. No trudno, przyjechali to ok, ale zamiast nam nieco
pomóc to obściskiwali się po kontach a mały znudzony przychodził do
nas marudzić, więc ledwo co się wyrobiliśmy.
Ceremonia bez większych rewelacji się odbyła, było miło i spokojnie,
nawet mój nadpobudliwy 2 latek był wyjątkowo grzeczny
Później przejechaliśmy wszyscy do restauracji. Moja połóweczka
bardzo się starała wybierając miejsce (aby tez synek miał co ze sobą
zrobić) i menu tak aby wszyscy byli zadowoleni. Partnerka szwagra
okazała się ta panną która nic jednak nie jada, więc wymyślała, a
aby jej raźniej było to i brak męża się to narzekania przyłączył o
tym jakie to świństwa i podłe jedzenie, i w ogóle nie wiadpomo co.
Normalnie to jest to człowiek który pochłania wszystko nie patrząc
nawet co jest n talerzu, niestety musiał się wyłamać akurat w tym
dniu. Narzekaniom nie było końca, a mnie serce ściskało jak
spoglądałam na męża, bo ona naprawdę się namęczył aby wszystko
dograć. To oczywiste, że nie wszystkim wszystko smakuje, ale wybór
był spory, a dania naprawdę smaczne, bo ja tez z tych wybrednych
jestem. Obsługa uwijała się jak mogła i byli naprawdę mili, świetnie
podawali, i zagadywali do maluszka. Jedynie ta dwójka narzekała i to
na głos. W związku z tym, że nie było nas wielu to właściwie tylko
ich narzekania słychać było, i wyśmiewania. Mąż mój osoba gadatliwa
praktycznie się nie odzywał. Do tego tuż po deserze, którego tez
praktycznie nie zjedli zwineli się i pojechali, bo szwagier musiał
odwieżć panne do domu (300 km) na noc bo się okazało, że ona jest
mężatką, więc się musi pokazać i nikt się dowiedzieć nie może, że ma
kochanka.
Panna ta wcześniej ciągle dawała nam do zrozumienia, że ślub cywilny
to w ogóle nie jest ważny, bzdura jakaś, prawdziwy to kościelny, bo
on taki brała, nie ma co, rok temu przyżekała przed bogiem a teraz
już ma kochanka.
W sumie jak pojechali to zrobiło się jakoś milej. Posiedzieliśmy
jeszcze troche, później ze względu na synka który już zaczął
przysypiać przenieśliśmy się do domu i tylko mąż który już chyba
troszkę sobie winka popił stwirdził, że teraz żałuje że brata wybrał
na świadka bo mógł kogoś z przyjaciól, gdyż oni spisywali się na
medal uprzyjemniając nam ten dzień.
Bardzo mi było przykro na to patrzeć, więc wygarnełam szwagrowi
wszystko, to się obraził, bo w końcu on takie koszty ponosił
przyjeżdzając tyle km do nas (szczegól, że wcześniej bywał u nas
przynajmniej 2 razy w miesiącu nie zwarzając na km).
Tak więc drogie przyszłe panny młode, świadków dobierzcie sobie
dobrze, bo ten niesmak pozostaje, i szkoda, aby taki dzien został
zepsuty przez czyjeś humory.
A tak w ogóle to myślicie, że dobrze zrobiłam wygarniając wszystko
co miałam na sercu szwagrowi?? Bo tu nawet o mnie ni chodzi, ale
mężowi to tak strasznie przykro było, aż mi się serce krajało.