pistacja-23
18.09.08, 14:35
Nasz ślub odbył się 16.08. A było to tak:
Sobotni dzień rozpoczęłam już o 4.00. Obudziły mnie grzmoty i nie mogłam już
dłużej spać. Miałam więc za sobą jedynie 5 godzin snu. Ostatecznie z łóżka
zwlokłam się o 7.00, wcześniej próbowałam jeszcze usnąć, a później słuchałam
muzyki. Od kiedy wstałam nie opuszczał mnie dobry humor. Pogoda za oknem
starała się mi go popsuć, ale nie udało się
Na 10.00 byłyśmy z siostrą umówione na malowanie paznokci, a później miałyśmy
pójść po drobne zakupy. Oczywiście musiała się pojawić kolejna rzecz, która z
założenia miała mi popsuć nastrój, ale i tym razem się nie udało

Malowanie
pazurów się opóźniło, bo pani zapomniała kluczy i czekała na męża, który
przywoził jej te klucze z Tuszyna. Zmieniłyśmy więc z siostrą kolejność i
najpierw poszłyśmy na zakupy, a jak wróciłyśmy, to już było otwarte. Czas na
malowaniu upłynął nam nie wiem kiedy. Czekając aż wyschnie nam lakier,
śmiałyśmy się z siebie, że wyglądamy jak takie głupiutkie ciacha
Zaraz po tym już biegłyśmy odebrać z przystanku fryzjerkę i wtedy dopiero się
zaczęło. Na pierwszy ogień poszłam ja, żeby na pewno zdążyć. W międzyczasie
pojawiła się moja kochana świadkowa, która sama 11.10 ma ślub i była szalenie
ciekawa jak to wszystko wygląda w tym dniu. Wszystkie kobiety po kolei (tzn.
świadkowa, mama i siostry) zachwycały się moją fryzurą, a ja nie miałam
pojęcia co mam na głowie. Kiedy przejrzałam się w lustrze, trochę się
zdziwiłam. Nie była to może identyczna fryzura jak ta na zdjęciu, ale ładna.
Jeszcze nie byłam do niej 100% przekonana, bo nie było makijażu i innych
dodatków, więc nie umiałam sobie wyobrazić jak to będzie ostatecznie wyglądało.
Jak tylko skończyłam oglądanie siebie w lustrze, zadzwoniła do drzwi
makijażystka. Wszystko zaczęło się dziać w zastraszającym tempie. W jednej
chwili musiałam zmienić soczewki, bo zapomniałam zrobić to wcześniej. I
zaczęło się upiększanie

Znów rozlegało się pianie

Połączenie fryzury i
makijażu zrobiło już na mnie baaaaardzo pozytywne wrażenie. Później niestety
okazało się, że zostało mi jeszcze około półtorej godziny. Nie wiedziałam co
mam z tym czasem zrobić

Kolejne kobiety w domu były czesane, mama była
malowana przez makijażystkę, a ja poszłam po prostu zjeść. W ogóle przez cały
dzień, poczynając od 5.00 byłam ciągle głodna, więc co chwila coś jadłam
O 16.30 wszyscy byli gotowi. Nadszedł wreszcie czas na ubieranie mnie. Nie
mogłam się tej chwili doczekać! Wszystko poszło sprawnie. Mój tata pojechał po
Kubę (tzn. mieli się spotkać w umówionym miejscu - Kuba i wujek z jego córką,
którzy wieźli nas później samochodem) po to, żeby odebrać moją wiązankę.
Ja stanęłam w dużym pokoju i czekałam na pierwszych gości. Po chwili dźwięk
domofonu. Nie pamiętam kto odebrał, zapytałam kto to i jak usłyszałam, że to
moi dziadkowie, to strasznie się ucieszyłam. Szkoda, że nie mam akurat przy
sobie zdjęć z aparatu siostry, bo mogłabym tematycznie wkleić. Kiedy
zobaczyłam wychylających się zza rogu przedpokoju dziadków, to się strasznie
rozkleiłam. Tak bardzo chciałam, żeby to właśnie oni przyjechali pierwsi.
Bardzo się wzruszyłam, zresztą oni też. Miałam oczy pełne łez. Na szczęście
się powstrzymałam i nie rozmazałam makijażu

Później przychodzili kolejni
goście, a ja z niecierpliwością czekałam na swojego kochanego (jeszcze)
narzeczonego. Kiedy usłyszałam, że tym razem to idzie on, serce zaczęło
szybciej bić. Kazałam się wszystkim odsunąć od drzwi, żebym mogła dobrze
widzieć jakie wrażenie na nim zrobiłam

A wyglądało to wszystko tak:
To ja ze świadkową:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10424
wchodzi mój kochany prawie, prawie mąż:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10423
pierwszy pocałunek (chociaż nie do końca, Kuba miał zakaz pocałowanie mnie w
usta, żeby mi nie zjeść błyszczyka

):
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10422
Mój bukiet:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10421
Wyżej wklejone zdjęcia są amatorskie. Później pojawi się więcej od fotografa.
Nadszedł czas na błogosławieństwo. Chyba każdy choć trochę się wzruszył, a
moja najmłodsza siostra się popłakała. Moja mama przeczytała nam piękny wiersz
o miłości i na koniec powiedziała "i takiej właśnie miłości Wam życzę". Było
pięknie. Na pewno nie mogłabym zrezygnować z tego elementu.
Nasi rodzice w czasie błogosławieństwa:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10427
I my:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10426
Nareszcie nadszedł czas wyjścia z klatki. Deszcz dudnił sobie w najlepsze i
nie zamierzał przestać. My jednak byliśmy tak szczęśliwi, że nie obchodziła
nas pogoda. Schodziliśmy pierwsi. Ja co chwila oglądałam się na Kubę, a on nie
mógł przestać powtarzać jak ślicznie wyglądam.
A to nasze czekanie w klatce

:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10425
Jeszcze parę zdjęć z domu:
W makijażu, fryzurze i welonie, ale jeszcze w domowej bluzce:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10434
Z moimi dziadkami:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10433
Podjechaliśmy pod kościół, a tam kłębiło się od gości. Część z nich to byli
nasi goście, reszta to goście poprzedniej pary. Wielu czekało jednak już w
środku. Zresztą nie ma się co dziwić. Było (podobno!) bardzo zimno. Podobno,
bo mnie było wręcz gorąco ze szczęścia i od emocji. Nie mogłam przestać się
uśmiechać. Weszliśmy do kościoła. Chwilę musieliśmy poczekać na naszą kolej. A
tak wyglądaliśmy
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10432
i zdjęcie od fotografa:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10431
Oczywiście jeszcze przed mszą musiał pojawić się problem, a jakże!
Zobaczyliśmy księdza, z którym umawialiśmy się jeszcze dzień wcześniej, że
będzie udzielał nam ślubu, ale on nie wyglądał na przebranego

Poprosiłam
więc świadkową, żeby podeszła do niego i spytała o co chodzi. Ksiądz Jacek
przyszedł do nas i przeprosił za to, że nie będzie udzielał nam ślubu.
Powiedział, że jest 5 ślubów i musieli się jakoś podzielić z księdzem
proboszczem, bo pozostali księża byli albo na urlopie, albo na pielgrzymce. I
co? Oczywiście nam miał udzielać ślubu proboszcz, najgorszy ksiądz jaki mógł
nam się przytrafić. Wszyscy się go boją. Dzień wcześniej w czasie spowiedzi
nakrzyczał na ludzi, że nie chcieli do niego przyjść, tylko ustawiali się w
długiej kolejce do księdza Jacka. Takie numery są u niego na porządku
dziennym. Poza tym z ks. Jackiem mieliśmy poustalane różne rzeczy i byłam
pewna, że proboszcz się na nie nie zgodzi. A było ostatecznie tak:
Proboszcz wyszedł po nas bardzo uśmiechnięty i od razu zaczął od żartu czy na
pewno chcemy tam iść (tzn. do ołtarza), bo jakby co, to jeszcze możemy uciec.
Odpowiedzieliśmy zgodnie, że bardzo chcemy, a on odpowiedział "to chodźcie". I
poszliśmy:
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10438
forum.wesele-lodz.pl/download.php?id=10437
Teraz parę zdjęć z kościoła:
<a href="