Zareczyny- dokładniej- ich brak

30.10.08, 22:51
Co myślicie o takiej sytuacji- jestem z moim chłopakiem od 4,5 roku, jest
miedzy nami dobrze, kochamy się, przewidujemy ze kiedyś się pobierzemy, etc.
Narazie jesteśmy w trakcie studiów więc rozumiem ze jest to nie najlepszy
czas. Problem polega na tym, że ja będąc przekonana ze "to właśnie Ten"
chciałabym się chociaż zaręczyć, nawet jeśli narzeczeństwo miałoby trochę
potrwać. Byłoby to przypieczętowanie naszych uczuć. Ale on mówi, że nie czuje
się gotowy by być mężem, że nie ma pracy, że wszystko się może zdarzyć, itd.
Jak mówię- nie chodzi mi o szybki ślub, tylko o potwierdzenie że chcemy być ze
sobą. Po prostu nie chcę 10 lat żyć w niepokoju co do jego zamiarów i na
koniec usłyszeć, że nie chce mnie. Coraz bardziej frustruje mnie, że on nie
chce się zadeklarować i boje się, że kiedy on się wreszcie kieeedyś się
zdecyduje , ja będę już zgorzkniała i ze zszarganymi nerwami. Nie wiem co
powinnam zrobić sad
    • prismi Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 30.10.08, 23:10
      sporka, spokojnie. Twoj chlopak podchodzi do tego wbrew pozorom
      powaznie i odpowiedzialnie - oczywiscie, moge sie mylic, moze byc i
      tak ze naprawde nie jest pewny itd.
      Ale wg. mnie narzeczenstwo to czas przygotowania sie do malzenstwa i
      zastanowienia sie ostatecznie ze tak, to jest ta osoba, rozmawianie
      o konretnych juz sprawach jak ilosc dzieci itd. i ja osobiscie nie
      czulam potrzerby aby trwalo to dlugo, wrecz przeciwnie, naturalne
      bylo dla nas ze skoro juz zdecydowalismy sie na zareczyny, nie ma co
      zwlekac ze slubem kilka lat. Choc wiem ze rozne sa podejscia.

      Zareczyny nie sa zadna gwarancja ze za pol roku narzeczony nie
      prysnie, to sie moze zdarzyc. Skoro sa rozwody to zerwanie zareczyn
      jest jeszcze prostsze... wiec wydaje mi sie ze nie tędy droga..
      Moze jedna z dwóch hipotez jest wlasciwa: 1. cos nie gra miedzy Wami
      i dlatego nie czujesz sie bezpiecznie, pewna jego uczuc i
      potrzebujesz i szukasz mocniejszego potwierdzenia 2. przesadzasz i
      sama sie nakręcasz martwiac sie przyszloscia, zamiast cieszyc sie
      obecnym etapem i dbac zeby naprawde nie prysnal jak juz bedziesz
      zgorzkniala i znerwicowana - jak sama napisalas
      • maybeasia Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 30.10.08, 23:36
        Zgadzam sie z przedmowczynia. Nic dodac, nic ujac. No moze to, ze moze
        chlopak chce cie zaskoczyc zareczynami, moze np. jak oboje skonczycie
        studia. A jak bedziesz niecierpliwa (z calym szacunkiem- co ty robisz
        na SLUBNYM forum?) albo sie dopytywala, to zepsujesz mu planowanie.
        • memphis90 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 01.11.08, 10:45
          (z calym szacunkiem- co ty robisz
          > na SLUBNYM forum?)

          Ło matko, to tu wolno zaglądać tylko z pierścionkiem na palcu?
          A może dziewczyna chce już wstępnie zarezerwować salę, za 5 lat będzie jak
          znalazł...
      • slinshine Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 15.11.08, 21:41
        Piszesz,ze nie chcesz zyc w niepewnosci.Ale zareczyny tez przeciez
        mozna zerwac.
      • slinshine Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 15.11.08, 21:41
        Piszesz,ze nie chcesz zyc w niepewnosci.Ale zareczyny tez przeciez
        mozna zerwac.
    • lka1985 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 08:00
      Ohooooo hooo znam ten problem. Z moim słoneczkiem jesteśmy razem od 5 lat. 1,5 roku temu mieliśmy mały kryzysik, który według mnie mógłby zostać zażegnany właśnie zaręczynami. Wówczas moje kochanie stwierdziło, że absolutnie nie nie nie. Argumenty były podobne. Brak perspektyw (choć mnie się wydawało, że chodzi o brak chęci) i możliwości. Radzę cierpliwie czekać, nie naciskać. Może też nie dojrzał do tak poważnej decyzji (bo to jest poważna decyzja) i nie powinnaś mieć do niego o to pretensji. Czekanie i cierpliwość zostaną wynagrodzone, zaufaj mi smile
      Ja się doczekałam i patrząc wstecz muszę przyznać narzeczonemu rację - te kilkanaście miesięcy temu faktycznie zaręczyny niewiele by zmieniły.

      Nasz ślub - 22.08.2009 smile
    • kaamilka Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 08:19
      Faceci widocznie tak mają wink Mój mąż dopóki nie pracował, dopóki nie
      widział końca studiów, dopóki oboje nie zarabialiśmy jakiś
      rozsądnych pieniędzy, nawet połową słowa nie wspomniał o ślubie i
      zaręczynach.
    • maiwlys Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 08:29
      Z całym szacunkiem, ale "zmuszanie" faceta do zaręczyn i naciskanie
      na nie jest poniżające dla mnie jako kobiety. Ale oczywiście to moje
      zdania, moja koleżanka sama sie oświadczyła swojemu juz mężowi -
      poweidziała albo tak albo siak wybieraj - dla mnie to też dziwna
      sytuacja, ale rózni ludzie różne zachowania.
      Chłopak będzie gotowy to ci sie oswiadczy, co ci po
      takim "przypieczętowaniu ucczuć" kiedy on jasno mówi, że nie jest
      gotowy, może nie jest pewny czy chce z toba życie spędzić?
      Jeśli chodzi o pierścionek, ktorym mogłabys pochwalić się przed
      rodziną i koleżankami to szczerze wpółczuję.
      • sierpniowa_julka Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 14:31
        Z całym szacunkiem, ale dla mnie poniżające dla kobiet jest to, co napisałaś. Uznałaś, że tutaj chodzi tylko o faceta. On musi być gotowy, a panienka najlepiej by śliczną buźkę zamknęła na kłódkę i cierpiąc w milczeniu z rozterkami w sercu czekała 10 lat, aż się luby zdecyduje w którąś stronę.
        Niektórzy faceci rzeczywiście chcą najpierw się usamodzielnić, a dopiero potem myśleć o założeniu rodziny. Całkiem rozsądnie...
        Niektórzy boją się po prostu bliżej nieokreślonych zmian, jakie niesie małżeństwo (z tego, co opowiadał mi mój mąż wynikało, że boją się bycia "dorosłym"; że skończy się młodzieńcze, studenckie życie pełne przygód, a pojawią pieluszki i codzienne, szare problemy małżeńskie, a koniec końców zaczną przypominać swoich rodziców)
        Jeszcze inni są długo w związkach, które traktują jak poczekalnie. Jest im nieźle, ale jeżeli pojawi się okazja przeniesienia do 5* hotelu, to z niej od razu skorzystają. A jak nie (bo po studiach tych okazji coraz mniej), to ostatecznie się oświadczą swojej poczekalni. Bo źle przecież nie będzie... smile
        I jeszcze są wieczni kawalerowie z kryzysem wieku średniego już od dwudziestki. tongue_out
        Podejrzewam, że założycielka wątku obawia się tego, iż jej chłopak jest typem nr 3 lub 4 i stąd obawy. Nie dziwię się ,że chce wiedzieć na czym stoi - w końcu 4,5 roku to szmat czasu w dwudziestoparoletnim życiu.
        Z moich obserwacji wynika, że najwięcej mężczyzn kwalifikuje się do drugiej kategorii... Może tak też jest z chłopakiem założycielki wątku? Jak to rozwiązać?
        1. cichutko czekać, aż się namyśli. Obstawiam, że po 6 latach w końcu podejmie decyzję o oświadczynach (chyba, że jesteście na 1. czy 2. roku studiów... wtedy to może znacznie dłużej potrwać...) Czekanie raczej w Tobie będzie wywoływać coraz większą frustrację.
        2. zmusić go do oświadczyn: "wóz, albo przewóz". Szybko się przekonasz, czy Cię poważnie traktuje. Ale romantyzmu w tym raczej nie będzie.
        3. sama mu się oświadczyć.
        4. bardzo szczerze i długo porozmawiać o oczekiwaniach i obawach (bez pretensji i oskarżeń) i wspólnie podjąć decyzję o dalszym rozwoju związku.
        • premeda Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 12.11.08, 11:59
          To może napiszę jak jest u mnie. Gdzieś po roku znajomości, podczas
          omawiania przyszłościowych planów, powiedziałam swojemu lubemu, ze
          ja mu daję 3 lata spokoju od tematu: ślub i zaręczyny. Teraz po
          ponad dwóch latach, chłopina dalej słyszy, że ma 3 lata luzu smile. Za
          to on sam coraz częściej zaczyna wspominać o ślubie, włącznie z tym,
          że podczas rozmowy o sytuacji mojego brata, kórego dziewczyna
          naciska juz na ślub, mój zapowiedział, że nasz na pewno będzie
          szybciej smile Muszę jednak zaznaczyć, że mój luby jest po długoletnim
          przechodzonym związku, a ja mając brata, który swoją dziewczynę
          traktuje dosłownie jak poczekalnię z darmowym seksem (uczuć w tym
          nie ma żadnych) też w czekanie, aż facet się przebudzi nie wierzę.
          Dodam jeszcze, że właśnie dwa tygodnie temu rozpadł się 7-letni
          zwiazek koleżanki, pan stwierdził, że nie może z nią wytrzymać i
          przeprowadził się do mamy.
      • aiczka Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 01.11.08, 02:42
        > zdania, moja koleżanka sama sie oświadczyła swojemu juz mężowi -
        > poweidziała albo tak albo siak wybieraj - dla mnie to też dziwna
        > sytuacja, ale rózni ludzie różne zachowania.
        Dla mnie pomysl, by to kobieta sie oswiadczala dziwny nie jest - taka nowoczesna
        jestem ^_-. Natomiast smutne jest, ze sadzac z wypowiedzi rozmaitych osob na
        rozmaitych forach wyglada to najczesciej wlasnie tak, jak przedstawilas - nie
        uprzejma prosba, mila propozycja, tylko ultimatum, szantaz.
      • memphis90 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 01.11.08, 10:50
        IMO dojrzali ludzie, z pewnym stażem w związku ROZMAWIAJĄ ze sobą nt.
        przyszłości, zaręczyn, ślubu, dzieci, planów na przyszłość. Więc rozmowa na
        temat ślubu nie jest naciskaniem, zmuszaniem, nie widzę powodu, by była
        uwłaczająca. To nie powinno być tak, że przez 4 lata tylko kino, imprezki, seks-
        a potem nagle facet znienacka pada na kolana z jakimś pierścionkiem i dopiero
        zaczynamy traktować się i rozmawiać poważnie.
    • foczkaka Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 10:36
      To oczywiście może znaczyć że on nie jest pewnien swoich uczuć. Nie odpowiemy Ci
      na to nie znajac Twojego faceta.
      Ale też prawdą jest że oni inaczej patrzą na to wszystko.
      Mój też jakis czas temu nie chciał się zaręczać, mimo że rozmawialiśmy o
      przyszłości, o wspólnym domu, dzieciach itd. Ja tego nie rozumiałam, dla mnie to
      była jakaś niekonsekwencja - skoro jest pewniem to czemu nie chce zrobic tego
      kroku. A on czekał po prostu az sie wyjasnia rozne kwestie praktyczne:
      mieszkalismy wtedy w roznych miastach i trzebabyło postanowic czy ja jade do
      niego czy on do mnie, co z pracą itd. Kiedy sie te trudniejsze kwestie
      praktyczne wyjaśniły - zareczylismy sie smile
      Widze też ze ja i N inaczej przezywamy decyzje o slubie i przygotowania do tego.
      Dla niego taka przełomowa była decyzja o zareczynach, ale po niej jest juz
      spokojny i nie ma wiekszych watpliwosci. Natomiast ja na zareczyny patrzyłam
      chyba dość beztrosko, za to im blizej slubu i przysięgi bardziej sie "miotam".
      Choć oczywiście i on wtedy i ja teraz wiedzieliśmy że chcemy być razem i że to
      właściwa decyzja.
      Jeszcze inna kwestia: moj tez sie chyba kiedys bał ze jak sie oswiadczy to ja
      juz od razu bede chciała slub, najlepiej w pol roku wink a potem od razu dzieci wink
      Trzeba było wieeelu rozmów zeby zrozumiał że nie śpieszy mi sie wcale tak
      bardzo, ze dzieci to dopiero za kilka lat, a decyzji o slubie potrzebowałam z
      innych względów, bardziej uczuciowych.

      Tak więc nie martw się, broń Boże nie zadreczaj swojego chlopaka mowieniem o
      tym. Ciesz sie tym co jest teraz, a w dogodnym momencie spróbuj szczerze
      porozmawiac o wspolnych ochekiwaniach i potrzebach.
      • lka1985 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 11:54
        Hehe faceci mają jednak szalenie prosty tok rozumowania. Mój narzeczony również
        się bał, że od razu będzie ślub, wspólne mieszkanie (jesteśmy z dwóch różnych
        miast), dzieci itd. Też musiałam dłuuuuugo tłumaczyć osiołkowi, że kobiety
        podchodzą do tego inaczej. Dla niego do pewnego momentu pierścionek nie znaczył
        nic, zaręczyliśmy się 1 sierpnia tego roku i od tego momentu jesteśmy jak
        zakochani licealiści, a załatwianie formalności związanych ze ślubem to istna
        przyjemność. Nie wspominając już o tym, że najczęściej odwiedzaną przez niego
        stroną jest forum ślubne gazety.pl smile
        • freddie83 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 13:06
          A to ja miałam zupełnie na odwrót wink) to on się spieszył z tym pierścionkiem jak
          szalony, a ja odciągałam ten moment jak mogłam wink)
          Ale było po drodze wiele rozmów i to on zrozumiał mój tok myślenia (co nie
          znaczy, że porzucił swój, hehe).
          Ślub w czerwcu 2008.
        • aiczka Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 01.11.08, 02:50

          > Hehe faceci mają jednak szalenie prosty tok rozumowania. Mój narzeczony również
          > się bał, że od razu będzie ślub, wspólne mieszkanie (jesteśmy z dwóch różnych
          > miast), dzieci itd. Też musiałam dłuuuuugo tłumaczyć osiołkowi, że kobiety
          > podchodzą do tego inaczej.
          Oj, mysle ze to uogolnienie. Pojecie na temat dlugosci trwania nazeczenstwa
          chyba bardziej zalezy od indywidualnych wyobrazen, doswiadczen, nastawienia itp.
          a nie akurat od plci.
          Dla mnie np. nazeczenstwo to nie jest "przyklepanie" czegos, tylko stan
          zawieszenia i oczekiwalabym raczej krotkiego okresu miedzy zareczynami a slubem.
          Przeciagajace sie nazeczenstwo powodowaloby u mnie poczucie zagrozenia, ze tego
          slubu (najwyrazniej chcianego w chwili zareczyn) to juz chyba nigdy nie bedzie,
          a zrezygnowanie jest duzo bardziej niepokojace (w kontekscie trwalosci i
          powodzenia w zwiazku) niz niepodjecie decyzji.
    • koizumi_r Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 14:12
      hmmm, nie martw się. mam tak samo jak ty z tym, że my skończyliśmy studia,
      pracujemy i mieszkamy razem uncertain. i rzeczywiście boję się, że kiedy mója połówka
      będzie chciała włozyć mi pierścionek na rękę to ja będę zgorzkniakła. proawda
      jest też taka, że dla niektórych facetów danie dziewczynie pier.ścionka jest
      traktowane prawie jak małżeństwo.

      i sorki z góry za żale, ale ta pogoda wpędza mnie w depresję tongue_out
      • prismi Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 14:19
        I w sumie prawidłowo jest traktowane. Pierscionek to nie kolejny
        prezent, powierdzenie uczuc, ale deklaracja ze chce sie z Toba
        ozenic. Wiec jesli mfaceci uwazaja ze to onzacza od razu slub to w
        sumie dobrze rozumują wink Moze to oni dojrzalej do tego podchodzą...
        wychodzi na to...
      • lka1985 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 14:35
        Hej, a nie za dobrze Ci? big_grinbig_grinbig_grin Niektóre z nas muszą dłuuuugo czekać na wspólne mieszkanie z facetem, ja od 5 lat w związku na odległość, a Ty masz chłopa na codzień i jeszcze źle tongue_out

        • koizumi_r Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 01.11.08, 11:13
          hehe może i mam go na co dzień, ale to nadal jest stan zawiesznia uncertain... bo w
          każdej chwili może się okazać ze strony mojego chłopaka, że to nie to... a mimo
          wszystko w mojej opinii zaręczyny do czegoś obligują. i zanim facet zrobi
          głupstwo to w momencie zaręczyn pięć razy się zastanowi, czy warto. poza tym
          jednego nie rozumiem, rozmawiamy o ślubie, dzieciach większym mieszkaniu a
          zaręczyn jak nie było tak nie ma...
          ogólnie cieszę się tym co mam, ale są też chwile zwątpienia... szczególnie w
          taką pogodę jak wczoraj tongue_out

          Ila1985 uwierz mi jak zamieszkaliśmy razem to pierwsze tygodnie były straszne.
          Mało co nie zerwaliśmy sad... bo to jednak co innego inż przychodzenie do kogoś
          na weekend. ale teraz jest dobrze smile
    • kol.3 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 14:36
      Jeśli Twój chłopak przyjął postawę, że nie jest gotów do małżeństwa,
      że nie wiadomo co się jeszcze może zdarzyć - przyjmij postawę taką
      samą jak on. Przede wszystkim nie ogłaszaj mu, że "tylko on i nikt
      inny". Przyznaj mu głośno rację, że nie wiadomo, co jeszcze może się
      zdarzyć, że Ty w sumie też nie jesteś gotowa, że nie wiadomo co
      będzie.
      Nie wpatruj się w niego jak w słoneczko i nie trzymaj się jego
      spodni. W tej chwili Ty twierdzisz, że on "to właśnie ten", a więc
      on nic nie musi, nie musi się wysilać, bo jest Ciebie pewien. Sama
      się postawiaś w niekorzystnej sytuacji, w sytuacji osoby proszącej,
      zabiegającej o niego, której on stawia warunki.
      Jeśli jeszcze z nim mieszkasz, to już naprawdę fatalnie.
      Olej go trochę, świat jest pełen innych fajnych facetow, umów się z
      jakąś fajną paczką bez niego. Trochę taktyki i pomyślunku.
      • lka1985 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 14:38
        Z pierwszą częścią wypowiedzi się zgadzam, oczywiście nie należy przesadzać z tą
        miłosną powściągliwością smile
        • kol.3 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 15:00
          Jakoś nie doczytałam żeby on szalał na jej punkcie.
          • lka1985 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 15:09
            Nie znam pary która po prawie 5 latach szaleje za sobą ciągle tak samo. Wiadomo,
            bywa różnie. A taka niepewność co do przyszłości nie sprzyja szaleństwu w
            pozytywnym sensie. My mieliśmy udany związek, ze wzlotami i upadkami. Efekt jest
            taki, że po 5 latach jesteśmy szczęśliwi świadomie i bez żadnych klap na oczach.
    • odcienieszarosci Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 31.10.08, 16:39
      Tak to juz bywa, ż edziewczyny są na to wcześniej gotowe...
      Lepiej za bardzo nie naciskaj bo po co Ci takie zaręcuyny do których
      sama faceta zmusiłaś?
      Wiem że to frustrujace ale faceci juz tak maja że sami o tym
      decyduja kiedy jak i gdzie sie oswiadczaja
      Co nie znaczy że nie możesz mówić o swoich oczekiwaniach. Przeciwnie
      porozmawiajcie jak wyobrażacie sobie Wasze życie za 2,3,5lat...
      A w tzw międzyczasie zajmij się soba realizacja swoich marzeń i
      planów.
      Pozdrawiam
    • marta_s25 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 02.11.08, 12:02
      uwazam ze nie masz sie czy przejmowac. moi znajomi sa para od 5 lat,
      mieszkaja raze, maja zaplanowany slub od 1,5 roku na kwiecien 2009 a
      do dnia dzisiejszego nie sa zareczeni. kiedys zapytalam ja dlaczego
      sie nie zareczyli-spalila sie ze wstydu i odpowiedzi nie dalasmile
      • horpyna4 Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 02.11.08, 19:17
        A mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby się zaręczyć. I w moim
        otoczeniu też nie spotkałam się z tym, jakoś nikomu to nie pasowało.
        Po prostu brało się ślub, zaręczyny były uważane za mocno
        przestarzały zwyczaj. Dlatego mogę sobie wyobrazić, że jakiś facet
        nie chce się zaręczyć, bo uważa to za niepotrzebną szopkę.
        Brak zaręczyn przed ślubem to taka "bardziej wolna wola" przy
        ołtarzu.
        • aiczka Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 06.11.08, 00:50
          Oszszsz, kurcze! Ja zawsze bylam przekonana, ze zareczyny to moment decyzji o
          slubie ^_^
    • mike2005 Dziewczyny!!! 02.11.08, 12:50
      Wy się cieszcie, że złapałyście Pana Boga za nogi, czyli zdrowo
      myślących facetów. Normalny facet najpierw myśli o osiągnięciu
      pewnego pułapu finansowego, a dopiero potem o założeniu rodziny itp.
      Nie stawiajmy wozu przed końmi.
      Wyobraźmy sobie trzy scenariusze.

      1. Facet nr 1 kończy w wieku 26 lat studia (z rocznym poślizgiem),
      idzie do pracy za 4000 brutto, po dwóch latach 4000 brutto zamienia
      się na 5000 netto, ale i tak stwierdza, że praca na etacie to nie
      jest to, zwłaszcza że piątka na rękę to w dzisiejszych czasach żadna
      rewelka, i postanawia rozkręcić coś na własną rękę. Rozkręcenie
      własnego biznesu do poziomu, który by go satysfakcjonował, zajmuje
      mu trzy lata. W wieku 30 lat osiąga jaką taką stabilizację
      materialną. Zaczyna rozglądać się za partnerką na dobre i na złe,
      rzecz jasna nieco młodszą /do tego czasu bynajmniej nie próżnował,
      tylko używał życia; już się wyszumiał, tzn. tak mu się wydaje.../.
      Poznaje swoją wybrankę serca na jednym z portali internetowych po
      kilku miesiącach poszukiwań, testują się przez trzy lata, by w końcu
      dojrzeć do podjęcia wiadomej decyzji. Oczywiście pewnych spraw się
      nie przeskoczy i trzeba poczekać półtora roku na termin. W sam raz,
      żeby raz jeszcze przemyśleć pewne sprawy i się przygotować: duchowo
      i nie tylko. W wieku 35 lat gościu zostaje szczęśliwym mężem.
      Dojrzałym mężem. Mężem z k(l)asą.
      2. Facet nr 2 po ukończeniu liceum zawodowego w wieku lat 20 (też
      miał poślizg) zaciąga się do pracy na linii produkcyjnej w fabryce
      za całe 1400 brutto. W międzyczasie zaciąga na chatę pannę, którą
      udało mu się urobić w pobliskiej dyskotece. Obojgu niestrawiony
      alkohol szumi w głowie, nie myślą o zabezpieczeniu, co skutkuje tzw.
      wpadką i ślubem w trybie przyspieszonym (flacha dla proboszcza). Po
      roku naszego bohatera zwalniają z pracy i ląduje na zasiłku.
      Emigrować mu się nie uśmiecha, zwłaszcza że oprócz łamanego
      polskiego zna jedynie łacinę podwórkową. Ale głowa do góry, przecież
      w końcu jest "dorosły" i "ma rodzinę".
      3. Bujający w obłokach marzyciel nr 3 oświadcza się swojej lubej na
      trzecim roku studiów licencjackich. Nic nie wskazuje na to, żeby
      miał je ukończyć w terminie, zresztą rocznikowo powinien teraz
      bronić magisterkę, no ale się poimprezowało. Panna w chwili
      uniesienia przyjmuje oświadczyny i przez dwa tygodnie oboje są w
      transie (jak to się kiedyś zwykło mawiać, w skowronkach). Niestety
      los nie jest dla nich zbyt łaskawy i panna po dwóch latach poślubia
      innego, ustatkowanego kolesia. Nasz romantyk niezrażony poprzednią
      porażką po jakimś czasie znowu wydaje oszczędności uciułane z
      kieszonkowego i drobnych fuch na pierścionek zaręczynowy - nie
      pierwszy i nie ostatni.

      Morał dopiszcie sobie same.
      • koizumi_r Re: Dziewczyny!!! 02.11.08, 16:13
        zgadzam się z tobą mike. ale ja jestem z factem nr "1" z twojej listy. i nic z
        tego nie wynika uncertain
        • kol.3 Re: Dziewczyny!!! 02.11.08, 23:11
          Facet nr 1 dla mnie już od dawna jest starym kawalerem.
          Nie twierdzę, że trzeba się pobierać po 20-tce, ale na pewno w wieku
          26-28 lat, potem ludzie docierają się trudniej, mają swoje
          skostniałe nawyki, są nieleastyczni.
          • koizumi_r Re: Dziewczyny!!! 03.11.08, 10:51
            staro to my się nie czujemy :p... ale czekanie jest wkur... przepraszam za
            wyrażenie, ale prawda jest taka że dla takiego mężczyzny może znaleźć się powód
            by jeszcze teraz się nie oświadczyć czy żenić...

            chociaż z drugiej strony czekanie i potem niespodziewane zaręczyny są miłe smile...
          • maja_sara Re: Dziewczyny!!! 05.11.08, 02:37
            Staropanieństwo/starokawalerstwo niewiele ma wspólnego z wiekiem,
            dużo zaś z charakterem i podejściem do samego siebie i życia.
            Elastyczność, to też cecha osobowości, nie wieku. Bo nie o kości i
            ścięgna tu chodzi ;p
            • kol.3 Re: Dziewczyny!!! 05.11.08, 17:57
              Nie zgadzam się, starokawalerstwo ma dużo wspólnego z wiekiem. Jeśli
              pan zamieszkał w swoim mieszkaniu w wieku dwudziestu paru lat i
              przyzwyczaił się do ustalonego porządku rzeczy, do przedmiotów na
              stałym miejscu, to po trzedziestce źle znosi cudzą obecność a
              zwłaszcza ingerenecję w swojej siedzibie. Jeśli związek zaczyna się
              wcześniej, łatwiej się dotrzeć.
              • maja_sara Re: Dziewczyny!!! 05.11.08, 18:44
                Czyli taki ma charakter-"nie tykaj mojego i wara od mojego planu
                dnia".
            • atrament.owa Re: Dziewczyny!!! 05.11.08, 18:14
              otóż to!
        • sierpniowa_julka Re: Dziewczyny!!! 02.11.08, 23:13
          też (o dziwo) się zgadzam, choć mojego majkowy ranking nie objął. smile
    • sierpniowa_julka choć tytuł odmienny, to temat pokrewny 02.11.08, 23:16
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=619&w=86701984&v=2&s=0
      • kavainca ale bywa też inaczej:) 03.11.08, 11:29
        i my jesteśmy tego przykładem!
        Bylismy ze sobą 5 lat przed ślubem. Kiedy się poznaliśmy ja miałam
        25 lat, mąż 31. Oboje byliśmy niezalezni finansowo, każde ze swoim
        miszkaniem i nienajgorszą pracą. I co? i nic - tez czakalismysmile
        • kol.3 Re: ale bywa też inaczej:) 03.11.08, 18:10
          Na co czekaliście aż 5 lat? Wiesz ja się nie czepiam, ale uważam że
          po 2 latach to już wiadomo z kim się ma do czynienia.

          Wkurza mnie wyrozumiałość dla wiecznego niekończącego się
          dziecięctwa facetów w naszym kraju.
          • kavainca Re: ale bywa też inaczej:) 03.11.08, 20:25
            Chłop nie chciał, a ja go za bardzo kochałam, żeby stawiać ultimatum.
            Zdecydował się na ślub jak okazało się, że jego o 10 lat młodszy
            kuzyn założy rodzinę przed nimsmile A tak poważnie to poczuliśmy, że
            chcemy się rozmnorzyć.
          • maja_sara Re: ale bywa też inaczej:) 05.11.08, 02:41
            Ale co Cię wkurza? Że żaden Ci się jeszcze nie oświadczył? I to
            nazywasz "niekończącym się dziecięctwem facetów"?
            Bo co Cię obchodzą inni i ich wybory życiowe, skoro nie Ciebie
            dotyczą.
            • kol.3 Re: ale bywa też inaczej:) 05.11.08, 18:08
              Spoko,jestem mężatką z niemałym stażem. A Piotrusiowie Panowie
              cieszą się u nas wyjątkową wyrozumiałością.
              Wybory życiowe takich panów nie są interesujące dla nikogo, póki
              taki ktoś nie angażuje drugiej osoby (kobiety) i nie wykorzystuje
              jej dla swojej wygody, nie żeruje na jej uczuciach i nie krzywdzi
              jej. Trzeba mieć poczucie odpowiedzialności i wiedzieć, że człowiek
              to nie zabawka.
              Wieczne dziecięctwo polega na tym, że pan w wieku 20 lat jest
              niedojrzały, w wieku 25 lat jest nadal niedojrzały, w wieku 30 lat
              jeszcze nie dojrzał do podjęcia decyzji itd. Taki ktos w wieku 60
              lat nadal będzie niedojrzały, to jest po prostu życiowe bobo,
              którego BHP każe unikać.
              • maja_sara Re: ale bywa też inaczej:) 05.11.08, 18:51
                Małżeństwo to nie jest jakiś odgórny "prikaz". Nawet jeśli, zdaniem
                niektórych, ma się JUŻ 30 lat i jest się starym, skostniałym
                kawalerem.
                Nie żenić się i nie zaręczać z kobietą, z którą się mężczyzna
                spotyka = wykorzytywać kobietę i krzywdzić ją. /??/ Twoje skróty
                myślowe są powalające...
                • kol.3 Re: ale bywa też inaczej:) 06.11.08, 17:54
                  Dziwię się że takie rzeczy trzeba tłumaczyć jak na rozstajnych
                  drogach.
                  Spotykanie się z kimś, robienie komuś nadziei, że być może...
                  zobowiązuje drugą osobę. Jeśli ktoś nie zamierza zakładać rodziny, w
                  czym nie ma nic nagannego, powinien uprzedzić drugą stronę o tym, no
                  ale wtedy straciłby darmowe bzykanko i darmową kuchtę. I tu jest
                  pies pogrzebany, stąd biorą się przechodzone związki.
                  Inna sprawa, że jedna pani pozwala panu na kilkuletnie wodzenie za
                  nos, a druga kompletnie nie.Stąd się biorą szybkie śluby par które
                  dopiero co się poznały.
                  • kavainca Re: ale bywa też inaczej:) 06.11.08, 20:04
                    no to wygląda na to ze zmusiłam chłopa do ślubu, choć nasz związek
                    był przechodzony. Czyli rychły rozwód wink
                    • kol.3 Re: ale bywa też inaczej:) 07.11.08, 08:16
                      Ciebie to raczej nie dotyczy, bo Twój mąż szczęśliwie dojrzał do
                      ślubu, jak piszesz pod wpływem młodszego kuzynostwa. Czasem młodsze
                      kuzynostwo tak zbawiennie działa. Ponieważ czytałam to i owo z
                      Twojej historii domyślam się, że głównymi hamulcowymi byli jego
                      rodzice. Znam to, bo moja historia była podobna tylko nie zgodziłam
                      się na wieloletnie czekanie (moja teściowa wpadła na pomysł 8
                      letniego narzeczeństwa "poznacie się lepiej odłożycie trochę, on się
                      musi wyszumieć" itd.). Zwykle ci co tak doradzają sami do siebie nie
                      stosują swoich cudownych teorii i pobierają się po krótkim
                      narzeczeństwie.POzdrawiam.
                  • maja_sara Re: ale bywa też inaczej:) 06.11.08, 23:52
                    Partner autorki wątku powiedział jej wprost "ja nie jestem jeszcze
                    gotowy". Tu NICZEGO nie trzeba tłumaczyć, wszystko zostało
                    powiedziane wprost. Jedynie autorka wątku ma problem ze
                    zrozumieniem prostego zdania, a i inne forumki również.
                  • aiczka Re: ale bywa też inaczej:) 09.11.08, 04:15
                    > ale wtedy straciłby darmowe bzykanko i darmową kuchtę.
                    Bardzo wspolczuje osobom, ktore czuja sie w zwiazku jak "darmowy obiekt do
                    bzykanka i kuchta". Ale malzenstwo chyba nie rozwiaze ich problemu. Przeciez w
                    akcie slubu nie ma nic o placeniu za cokolwiek.
                    A moze sie np. okazac, ze maz straci prace i nie dosc, ze nie bedzie placil, to
                    jeszcze bedzie go trzeba utrzymywac o_O. A sa przeciez inne opcje: mozna
                    bzykac/gotowac profesjonalnie, za godziwe stawki, mozna nie robic tego w ogole,
                    skoro samemu sie tego najwyrazniej nie potrzebuje i nie chce.
                    • maja_sara Re: ale bywa też inaczej:) 09.11.08, 13:04
                      Też mnie zadziwiają teorie, które wyznaje autorka tych słow,
                      ale...już nie drążę tematu. Można, faktycznie, jedynie współczućsmile
                    • kol.3 Re: aiczka 12.11.08, 19:34
                      Małżeństwo w ogóle nie rozwiąze problemu, bo może do niego nigdy nie
                      dojśc.
                      Czytam to forum od lat i nagminnie powtarzją się wątki
                      typu "Mieszkamy razem 6/7/8 lat (niepotrzebne skreślić) on mówi, że
                      nie jest jeszcze gotowy do małżeństwa, a ja się boję naciskać bo on
                      się obraża. A przecież piorę, sprzątam, ma ugotowane i podane na
                      stół".
                      Ewentualnie wątek wzbogacony "Mieszkaliśmy razem 6/7/8 lat, on cały
                      czas mówił, że nie jest jeszcze gotowy, a ja się bałam naciskać bo
                      on się obrażał. A przecież prałam, sprzątałam, miał ugotowane i
                      podane na stól. A wczoraj oswiadczył mi, że się wyprowadza bo dwa
                      miesiące temu poznał dziewczynę z którą się wkrótce żeni".
                      Sprawa jest prosta i stara jak świat: jak się da pogrywać pan z tego
                      korzysta, jak się nie da - żeni się.
                      Pozdrawiam.
                      • aiczka Re: aiczka 12.11.08, 23:09
                        No i wlasnie osobom, ktore
                        - musza lub uwazaja ze musza "prac-gotowac-sprzatac",
                        - udczuwaja to jako poswiecenie, za ktore jedyna uczciwa zaplata jest dozywotnia
                        gwarancja utrzymania,
                        - wierza, ze taka sytuacje zapewni im po wsze czasy formalne malzenstwo,
                        - podchodza do zwiazkow jak do jakiejs gry, w ktorej trzeba zdobyc przewage (nie
                        dam SOBA pogrywac, za to pogram NIM tak, zeby sie ze mna ozenil itp.),
                        wspolczuje.

                        I nie wiem, czy wspieranie ich w obecnym podejsciu do zycia/przekonaniach to
                        najlepsze co mozna dla nich zrobic.
                        • kol.3 Re: aiczka 13.11.08, 17:41
                          Ja nie wiem czy one muszą prać-prasować itd.i czy one prowadzą
                          jakąs grę. Wątpię, i wg mnie dorabiasz ideologię.
                          Chodzi o to by w życiu nie dać się wykorzystywać.
                          A to, że kobieta chce w pewnym wieku założyć rodzinę nie jest
                          naganne.
                          • aiczka Re: aiczka 13.11.08, 21:15
                            Oczywsicie, wspolczuje osobom, ktore sa wykorzystywane/daja sie
                            wykorzystywac/czuja sie wykorzystywane. Tylko obawiam sie, ze malzenstwo nie
                            jest rozwiazaniem/zapobiezeniem ich problemow.
                            A rodzina w sensie czegos, czego sie pragnie to dla mnie bardziej stan
                            umyslu/uczuc niz stan prawny.
                      • maja_sara Re: aiczka 13.11.08, 22:08
                        I dlatego odszedł, bo on nie potrzebował praczki, sprzątaczki i
                        kucharki. On chciał partnerki do rozmowy, wspólnych podróży, seksu,
                        wspólnych hobby. A głupia myślała, że jak wrzuci skarpetki do
                        pralki i naczynia do zmywarki, to on omdleje z zachwytu. Nie róbcie
                        z facetów swoich synków, bo to nie są duże wieczne dzieci, nie! To
                        dorośli ludzie szukający partnera na życie, nie pomocy domowej.
                        Zamiast gotować, idźcie na kolejne studia, rozwijajcie się. Bo nuda
                        zabija.
    • 18_lipcowa1 buahahaa!!!! 03.11.08, 19:15
      Po prostu nie chcę 10 lat żyć w niepokoju co do jego zamiarów i na
      > koniec usłyszeć, że nie chce mnie.

      Alez to samo mozesz uslyszec po zareczynach ,ba nawet po slubie.
      Rozumiem ze chcesz sobie pana zaklepac?

      Coraz bardziej frustruje mnie, że on nie
      > chce się zadeklarować i boje się, że kiedy on się wreszcie
      kieeedyś się
      > zdecyduje , ja będę już zgorzkniała i ze zszarganymi nerwami. Nie
      wiem co
      > powinnam zrobić sad

      Przykre to ze jedynie slub moze sprawic ze nie bedziesz
      zgorzkniala,,,,,
      • mike2005 Re: buahahaa!!!! 04.11.08, 11:19
        18_lipcowa1 napisała:

        > > Po prostu nie chcę 10 lat żyć w niepokoju co do jego zamiarów i
        > > na koniec usłyszeć, że nie chce mnie.
        >
        > Alez to samo mozesz uslyszec po zareczynach ,ba nawet po slubie.
        > Rozumiem ze chcesz sobie pana zaklepac?

        Mnie też dziwi naiwność - zarówno kobiet, jak i mężczyzn! -
        dotycząca zaklepywania partnera. Bo co, myśli taki, że jak się
        wykosztuje na złoty pierścionek, to już nie będzie musiał się
        wysilać i zdobywać panny, a ta będzie zobowiązana do dozgonnej
        wierności? A panny myślą, że jak już im się facet oświadczy, to nie
        będzie skakał z gałązki na gałązkę?
        Jakby to było mało kolekcjonerów i kolekcjonerek pierścionków
        zaręczynowych. Ale cóż, przynajmniej nakręcają gospodarkę.
    • maja_sara Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 05.11.08, 02:31
      Jak bedziesz naciskac, to prędzej ucieknie niż poprosi Cię o rekę.
      Powiedział Ci już-nie jest jeszcze gotowy.
      • green_pepe Re: Zareczyny- dokładniej- ich brak 05.11.08, 09:37
        szkoda że myśli młodej dziewczyny- skoro jeszcze studjujecie tak
        wywnioskowałam kręcą się wokół " polubi czy poślubi"-takie dziwaczne
        czekanie na łaskę bądź niełaskę pierścienia zaręczynowego!(dla mnie
        troche poniżająca opcja)
        swoja drga u nas jakoś tak się utarło- kobieta czeka aż mężczyzna
        jej się oświatczy-i jest w rozterce kiedy i czy w ogóle to zrobi! a
        facet- zawsze wie ze jak juz sie oświadczy zostanie przyjety ...bo
        ma zawsze mówiamy tak(z drobnymi wyjatkami potwierdzającymi regułę)
        swoją drogą pokrętna logika!- jak mi da pierścionek to znaczy że już
        bedzie mój- zaklepane!!!!
        rada odemnie:
        1.skończcie studia- każde osobno!!
        2.zajmijcie się szukaniem pracy- każde osobno!!
        3.zaręczcie się jezli oboje- każde osobno bedziecie na to gotowi-
        mentalnie ,finansowo i honorowo
        4zacznijcie sie szykować do slubu - to już razem
        5 weźcie ślub- to też razem!!
        powodzenia i szerszego niż o pierścionku myślenia.
    • a_weasley W lewo albo w prawo 12.11.08, 18:58
      sporka napisała:

      > Co myślicie o takiej sytuacji- jestem z moim
      > chłopakiem od 4,5 roku, jest miedzy nami dobrze,
      > kochamy się, przewidujemy ze kiedyś się pobierzemy,

      To jest dobre, jakbyście byli ze sobą 4 lub 5 miesięcy, a nie lat.
      Albo jesteście zdecydowani zostać ze sobą na stałe, i w tym przypadku nie ma na
      co czekać, albo skoro przez tyle czasu się nie zdecydowaliście, to też nie ma na
      co czekać.

      > Narazie jesteśmy w trakcie studiów więc rozumiem
      > ze jest to nie najlepszy czas.

      Na ślub zapewne nie. Na to, żeby ustalić datę przynajmniej z dokładnością do
      roku, jak najbardziej.
      Najtrwalsze są prowizorki.

      > Ale on mówi, [...] że wszystko się może zdarzyć,

      I tu jest pies pogrzebany.

      > Nie wiem co powinnam zrobić sad

      Postawić sprawę, za przeproszeniem, po męsku.
      • bulikinia Re: W lewo albo w prawo 14.11.08, 10:55
        Zgodzę się z pewną osobą, która napisała, że poniżające jest prosić faceta o zaręczyny. Jesli przyjdzie ten moment-on na pewno to zrobi. A faceci to taka konstrukcja, ze im wiecej sie im gada, tym gorzej. Ja nie odezwalam sie ani slowem, roku moj "chlopak" napomknal o slubie, formalnosci zajelu 2 dni, a na zareczyny czekam, bo wiem ze beda na pewno, wiem, że mnie nie zawiedzie w tej sprawie, i nie musze wiedziec kiedy. A to zenujące zeby pytac go ciagle kiedy, kiedy, kiedy......Nie polecam! Najlepiej jeśli po prostu sprawisz zebyu uswiadomil sobie jak bardzo cie kocha i ze jestes ta jedyna. Odradzam tez warunki typu "w lewo albo w prawo", to czysta glupota, facet postawiony pod scianą w 90% wycofa sie, daje glowe. Facet musi sie poczuc mezczyzna, a przede wszystkim ze to od niego wszystko zalezy. Nie slyszalas ze facet jest głową a kobieta szyją? Naucz się umiejętnie nią kręcićsmile Mam nadzieję ze moje rady się przydadzą!!
        • literka_m Re: W lewo albo w prawo 14.11.08, 11:35
          > Zgodzę się z pewną osobą, która napisała, że poniżające jest prosić faceta o za
          > ręczyny.

          i masz ci swiat. z jednej strony chca rownouprawnienia tak zawodowego jak i w
          sferze uczuciowej. domagaja sie praw do jezdzenia spychaczem i mowia o prawie do
          orgazmu. facet ma byc dla nich mily, delikatny romantyczny i opiekunczy, ale
          zarazem meski, troche brutalny i nieokrzesany. chca miec prawa na rowni z
          facetem w decydowaniu o przyszlosci a w sprawie zareczyn i kroku na przod
          zachowuja sie jak...
          lepiej nie gadac. my faceci mamy przerabane
          • zimny_ogien Re: W lewo albo w prawo 14.11.08, 13:02
            Czytając ten wątek mozna łatwo sie przekonać jak rózni są ludzie. Jedne dziweczyny wykańczają się czekając, inne biora sprawy w swoje ręce, spokojnie czekają, albo nie czekają wcale, bo facet wyskoczy nagle z pierscionkiem.

            Każda para załatwia to w inny sposób i nie ma sensu szukac złotego środka, bo ten nie istnieje.

            Ja na przykład nie czułam potrzeby zaręczyn. Mój chłopak klękał 3 razy z pierścionkiem, ale mówiłam, że mnie to stresuje, że go kocham, ale to nie jest najlepszy moment itd. W końcu schował gdzieś ten pierścień i skończył temat - ani słowa o zaręczynach nie słyszałam przez kilka miesięcy, tak sie chłopina zaparł. W końcu ja zaczęłam chcieć, bo wydawało mi się, że on juz nie chce (ech ta przekoratongue_out). Zasugerowałam kilka razy, ze może juz planować niespodziankę, a on nic...Duma nie pozwoliła mi nalegać, więc temat się definitywnie skończył. Po roku od tych "zajść" oświadczył mi się zupełnie niespodziewanie. Myślałam, że oszaleję że szczęścia. To był ten moment, kiedy oboje chcieliśmy na razsmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja