"Inny" problem z teściami...

24.03.09, 17:07
Na forum przeważnie były wątki o zbyt "zaangażowanych" teściach w organizację
wesela. Mój problem jest zupełnie odwrotny - moi przyszli teściowe mnie nie
znoszą - tak było od początku. Odkąd dowiedzieli się o ślubie przestali się
kontaktować z moim narzeczonym - mieszkają jakieś 300 km od nas. Zaczęli
namawiać rodzinę (ślub dopiero w październiku), żeby odmawiali przyjazdu na
wesele... Moje Kochanie twierdzi, żeby się tym nie przejmować ale widzę, że w
środku go to męczy. Przyszła teściowa wpadła w furię - powiedziała, że na ślub
nie przyjedzie dopóki nie zobaczy intercyzy (czego zupełnie nie rozumiem, bo
to ja więcej "majątku" od mojego narzeczonego posiadam). Próbowałam do niej
dzwonić rozmawiać-usłyszałam, że ten temat jej w ogóle nie interesuje. Niby
wykształcona i mądra kobieta... nie wiem co robić: nie przejmować się i nie
zwracać uwagi czy lepiej odwrotnie -próbować przekonać do przyjazdu? Poradźcie
Kochane Forumki! Pozdrawiam serdecznie.
    • olcias82 Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 17:32
      hej
      współczuję...
      dla mnie to, co powinnaś zrobić to przede wszystkim porozmawiać ze
      swoim przyszłym mężem...
      niech on załatwia tą sprawę, to w końcu jego rodzice...
      jeśli on się nie przejmuje to Ty tym bardziej nie powinnaś. Nie
      zaprzyjaźniaj się z nimi na siłę. Nic z tego nie będzie.
      To on powinien matce powiedzieć, że orbi mu przykrość itd. Chyba, że
      on to zlewa. A jak nie, to niech on dzwoni po rodzinie i mówi jaki
      będzie szczęśliwy, jak przyjadą na Wasz śłub.
      TO ma być Twój dzień, a nie zniesmaczonej teściowej...
      powodzenia! trzymam kciuki! pogadaj z narzeczonym!
    • marina111 Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 18:35
      Ja bym się starała łagodzić ta sytuacje. Oni moga się zachowywać jak chca a ty
      się zachowuj jak należny żeby nikt a w szczególności mąż za kilka lat ci niczego
      nie zarzucił np. ze przez ciebie stracił rodziców (moze tak byc nawet jesli
      teraz on uwaza inaczej). jesli ty masz wiecej majątku to bym na twoim miejscu
      tym bardziej intercyzę podpisała. Trudno mi cos doradzić ale odnoś się do nich z
      szacunkiem. Mam nadzieje ze za jakis czas zrozumieją.
      • kol.3 Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 18:59
        Nie rozumiem wpisu Mariny. Czy autorka wątku ma przepraszać, że żyje?
        Teściowa jej nienawidzi, nie chce przyjechać na ślub, buntuje
        rodzinę. Histeria bo syn znalazł sobie kobietę, przestał kochać
        mamusię. Śmiechu warte.

        Oni moga się zachowywać jak chca a ty
        > się zachowuj jak należny żeby nikt a w szczególności mąż za kilka
        lat ci niczeg
        > o
        > nie zarzucił np. ze przez ciebie stracił rodziców...


        Teściowie nie mogą się zachowywać jak chcą w stosunku do synowej.
        I dlaczegóż to mąż ma jej zarzucić, że przez nią stracił rodziców?
        Rodzice sami sobie winni, że się tak głupio zachowują, bo przez to
        wcześniej czy później stracą syna, synową i przyszłe wnuki.
        Doradzałabym ignorowanie zachowania teściów, nie przyjadą na ślub
        ich strata, nieobecni nie mają racji.
        • linka.k Re: "Inny" problem z teściami... 26.04.09, 00:27
          Bo faceci czasami plotą bzdury, gdy nie mają lepszych argumentów, a ją to może
          zaboleć... I chyba lepiej gdyby byli w jako-takich stosunkach z rodzicami.
          Zresztą autorka tego wątku wyraźnie napisała, że widzi, że jej partnera męczy ta
          cała sytuacja. Jak on będzie się czuł wtedy na własnym weselu?
          • kol.3 Re: "Inny" problem z teściami... 26.04.09, 17:58
            Żeby utrzymać jakie takie stosunki - muszą się postarać obie strony.
            Jeśli starania będzie czynić tylko przyszła synowa, podczas gdy
            teściowa zachowuje się jak furiatka, z dobrych stosunków nic nie
            wyjdzie. Rolą synowej nie jest zabieganie o akecptację teściów za
            wszelką cenę. Syna nikt do ołtarza siłą nie ciągnie, skoro chce za
            wszelką cenę zadowolić mamę niech zostanie starym kawalerem. Są
            bowiem mamy dla których każda kandydatka na synową będzie zła.
    • horpyna4 Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 18:42
      Ciesz się, że nie przyjedzie. I nie próbuj nawiązywać z nią na siłę
      stosunków. To jest sprawa między nią, a jej synem. Jeżeli jest mu
      przykro z tego powodu, to go wspieraj.
      I jeszcze jedno - jak teściowie zobaczą, że ich totalnie olewasz i
      wcale Ci nie są potrzebni do szczęścia, to prawdopodobnie sami
      zaczną się do Ciebie wdzięczyć.
      Za tę gadkę o intercyzie to należało jej walnąć tekst, że oczywiście
      intercyza będzie, bo nie zamierzasz dzielić się swoim majątkiem z
      jej synem.
      • listek_a Re: "Inny" problem z teściami... 29.04.09, 13:52
        zgadzam sie w stu procentach!!!!
    • szampanna Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 19:00
      zaprosić serdecznie i z uśmiechem na ślub, a potem dać sobie na
      wstrzymanie. Będziesz miała świadomość, że dopełniłaś obowiązków
      przyszłej synowej bez fochów, a reszta powinna Ci zwisać. wiem, że
      łatwo napisać, ale postaraj się nie dać sobie zatruć życia i
      zrujnować tak ważnego dnia. Bądź uprzejma, ale się nie płaszcz. A
      intercyza nie obejmuje majątku, który wnosicie do malżeństwa -
      dopiero to, co kupicie, zarobicie, wygracie wink od dnia ślubu.
      Powodzenia.
    • chauntea Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 19:27
      Witaj!
      Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem. U mnie sytuacja jest bardzo,bardzo podobna. O ile na początku,na etapie chodzenia ze sobą, byłam wymarzoną synową,rozmawiałyśmy o wszystkim:o pracy, wspólnych zainteresowaniach, nowych przepisach kulinarnych,nawet nowo odkrytymi środkami czystości się zawsze dzieliła. Niedoszły teść był dumny, bo miałam być lekarzem,a to przecież brzmi dumnie. Babcia też zachwycona, bo wybrałam radiologię,dokładnie tak jak ona.Nam z kolei było ze sobą jak w niebie-stwierdziliśmy-pobieramy się!Mówimy mamie,a mama na to że że fajnie, że data taka sama jak jej;ogólnie brak przeciwwskazań.Miesiąc później udało mi się zajść w ciążę, więc biegniemy z nowiną,a tu....szok.Grobowa mina, cisza, i od tej pory.....równia pochyła. Stało się, jeden dzień,a właściwie sekunda, zmieniła wszystko. Mama, że to nie rozważne, tata,żeby najlepiej mnie spłacić i mnie zostawić, babcia, w ogóle się przestała odzywać. Raptem, jestem za wysoka, za gruba, inteligentna też za mało, i najważniejsze, pochodzę ze zbyt bogatego domu,przez co mąż,co cytuję,wdepnął w wielkie bagno". Ja idąc jej tokiem myślenia, weszłam zatem w perfumerię, która wygląda tak, że: babcia w ogóle się nie odzywa,ojciec raz na miesiąc-dwa kontaktuje się z mężem )ode mnie telefonów nie odbiera, mama ciągle niezadowolona. Jak szykuję obiad urodzinowy-zawsze słyszę, że za dużo, że na co tyle wszystkiego, jak kupię czasem koszulę mężowi, to dlaczego w takie paski, a czemu w tym odcieniu itp itd. Wpadłam w słowotok, więc wracam do tematu. Jesteśmy już 10 miesięcy po ślubie cywilnym(dziadkowie się nie zjawili, ojciec wyszedł w trakcie bez słowa do widzenia, mama po kilku głębszych po raz pierwszy się uśmiechnęła. W urzędzie wyglądała bardziej jakby czekała na wyniesienie czyjejś trumny, a nie na wejście swojego syna w nowy etap życia. W sierpniu bierzemy z kolei ślub kościelny i muszę Ci powiedzieć, że zmienił mi się ostatnio tok myślenia. Co prawda jeszcze kilka tygodni temu,gdy czytałam o tych wszystkich wtrącających się teściach, popłakiwałam, czemu my nie możemy tak mieć.Bo u nas:mama mówi,że nie przyjdzie,ojciec owszem, ale w formie gościa, żadnej podpowiedzi,żadnego zainteresowania, ogólnie każdy moment na zabawę trzeba wykorzystać. Widzę jak mąż się gryzie, gada,że mu będzie przykro, że będzie czuł się jak sierota, a oni ciągle to samo. Ale czego od nich oczekiwać,jak oni nawet za własną wnuczką nie tęsknią, dziadek małej,a mój teść widział ją 2 razy, choć mała ma 9 miesięcy. Babcia przyjeżdża raz na tydzień, bo "bo musi, bo w końcu się zadeklarowała",ale jak najszybciej trzeba ją zwolnić.Boli mnie też, że chociażby gdy leżałam na patologii ciąży (groził mi poród w 24hbd z masą dziecka 600g) i mąż przyjeżdżał do mnie, choćby mnie uczesać, podmyć,nakarmić (nbie mogłam nawet swobodnie ruszyć się na łóżku bo już miałam skurcze)wydzwaniała do męża, by przyjeżdżał jak najszybciej, bo jest ważna sprawa-(np.mycie podłogi u niej w kuchni).Boli też, że po porodzie (de facto w 26 tyg,gdzie mała walczyła o życie) wydzwaniała by jechał do niej bo do obiadu potrzebuje pieczarek,a jej się nie chce iść do sklepu(200m od domu),a "przecież Ania(czyli ja) sobie poradzi".
      Co chyba ważne, to kobieta jest młoda(47lat),w pełni sprawna, wykształcona, teoretycznie obyta, ale w tej kwestii się nie dogadasz. Rozmawiałam, moja mama mówiła, że one powinny się tylko cieszyć, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi, mąż przy każdej okazji mówi jej,że mnie kocha i że nawet nie spodziewał się, że ślub,dziecko może dawać tyle radości. Ale co....napotykamy mur. Nie słucha nas w ogóle. I to dosłownie, bo jak się wspomni cokolwiek na temat ślubu,zapada cisza.Nie było tematu. Przestałam się martwić,jak to będzie, jak ja się będę czuć, jak mnie nie przywitają chlebem i solą.Żal mi jedynie męża-bo wiem jak mu ciężko. Jedyne co mogłam zrobić, to przestać mu gderać, a przez to musiałam przestać się nakręcać i ciągle rozmyślać.
      Konkludując, uwierz nie problem tkwi w tym jednym dniu, to jest problem na resztę życia.Potem będą święta ( i czekaj,aż zaproponuje Ci tak jak moja,byście oddzielnie ją spędzili) czy inne okazje.Może będziecie mieć dzieci, i też, wasze relacje mogą przekładać się na relacje babcia-wnuki.Nie powiem Ci, jak nieraz tu czytałam, zostaw faceta i szukaj takiego z normalną rodziną, ale myślę,że warto to wszystko przemyśleć i znaleźć jakieś rozwiązanie-nam się niestety nie udało.
      • chauntea Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 19:36
        Na koniec chciałam przeprosić, za moją epopeję, ale musiałam to z siebie
        wyrzucić.Padło na Was,dziewczyny! Sorki
        • jezykkic Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 22:08
          Po przeczytaniu tych kilku postów, sorry, ale zrobiło mi się jakoś lżej na
          sercu, że ja też nie jestem jedyną w podobnej sytuacji.
          Ponieważ moi teście są po rozwodzie i mają swoje rodziny, a męża wychowywała
          matka ojca, to możecie sobie tylko wyobrazić, jakie to piekiełko urządziła nam
          "kochana babunia" włącznie z nastawianiem rodziny, żeby nie przyjeżdżała na
          nasze wesele, jak będzie matka męża na nim.
          Gdy rozdawaliśmy zaproszenia to jej pierwsze pytanie było, czy mama męża
          będzie?, gdy powiedzieliśmy, że tak, to ona na to, że chyba nie przyjedzie,
          takie tam srele, morele. W końcu przyjechała z wielką łaską, cała naburmuszona i
          jeszcze zawracała głowę mojemu M., że jakiś tam wujek pokłócił się z ojcem M. A
          ja na to, że za przeproszeniem hu....mnie to teraz obchodzi, to jest nasz dzień
          i w tym dniu to my jesteśmy najważniejsi, a nie jakiś tam Wiesiek i Zdzisiek. To
          była dla "babuni" obraza majestatu, że "ona" czy ja tak się odzywam do niej, a
          nie jestem zaje... wdzięczna, że z wielką łaską przyjechała na nasze wesele. Ale
          to już stare dzieje.
          Rok po ślubie okazało się, że będziemy mieli dziecko. Mąż zadzwonił do matki,
          ojca i babci z nowiną i...........jak makiem zasiał. Od ok.6 miesięcy nikt z
          nich nie zadzwoni, żeby zapytać się jak się czuję(nie zależy mi), ale przy
          pierwszej lepszej okazji wypomną nam czemu nie dzwoniliśmy. Jak była okazja, to
          zadzwonił, a oni nigdy się o nic nie pytają, tylko później od osób trzecich
          dowiadujemy się, jacy to my źli, że nie dzwonimy, że nie pomagamy.
          Ojciec męża chciałby, żeby pomagać babci (mieszka z dorosłym synem pantoflarzem,
          który super zarabia i na wszystko ją stać, kupuje jakieś pierdoły za grubą kasę
          z Mango, sama maa wysoką emeryturę)oczywiście finansowo. Mimo, że dobrze oboje
          zarabiamy i stać nas na samochód i wakacje, nie czujemy się w żaden sposób
          zobligowani, żeby łożyć na babcię i wujka darmozjada(babcia zabiera mu kasę,
          wydziela pieniądze na papierosy, utrzymuje, opiera, gotuje). Najbardziej
          rozwalają mnie teścia teksty "nie stać was, żeby babci dać?" Ręce po prostu opadają.
        • kol.3 Re: "Inny" problem z teściami... 25.03.09, 19:07
          Współczuję Ci Chauntea, ale sama przeszłam przez niemal identyczną
          historę.
    • komette Re: "Inny" problem z teściami... 24.03.09, 22:01
      Dziewczyny!!!
      Ogromne dzięki, za tak szybkie odpowiedzi i wsparcie. Chyba rzeczywiście będę
      trzymać się na chłodny dystans bez afer i cyrków.
      Bardzo dziękuję Ci Chauntea, za Twojego posta - opisując swoje stosunku z
      teściami - opisałaś dokładnie moją sytuację. Wszystko robię nie tak: moje
      wykształcenie za wysokie, ze zbyt "dobrej" rodziny pochodzę, schudnę to mam
      anoreksję, przytyję to jestem trzydrzwiową szafą i tak w kółko. Mój narzeczony w
      końcu dobitnie powiedział, że nie życzy sobie takich komentarzy na mój temat.
      Wiem, że to nie jest problem tylko ślubu - to problem kontaktów na całe życie.
      Trudno sobie z tym radzić. Intercyzę i tak podpiszemy - bo chcemy, pewnie za
      chwilę odwrócą kota ogonem. Życzę wszystkim z takimi problemami cierpliwości i
      zdrowia, a Tobie Chauntea pociechy z Twojego maleństwa. Obyśmy my nigdy nie
      stały się takimi teściowymi. Pozdrawiam serdecznie.
      • sisetka26 Re: "Inny" problem z teściami... 25.03.09, 08:12
        czesc dziewczyny
        aż trudno uwierzyć że inni mają tak samo...
        też myslalam że tylko ja tak mam
        sytuacja wrecz identyczna
        we wrzesniu sie pobieramy, od 3 lat jestesmy razem, od 2 lat
        mieszkamy razem
        nienawiść jego mamy do mnie jest tak ogromna a jednoczesnie tak
        bezpodstawna
        zabrałam jej syna i nim manipuluje i trzymam go na smyczy - to mi
        zarzuca
        dodam ze oboje mamy prawie po 30 lat wiec kazde z nas świadome dosyc
        z racji wieku smile
        oboje pracujemy na dobrych stanowiskach, radzimy sobie bez niczyjej
        pomocy, jedyne czego od niej oczekiwalismy to akceptacja
        długo staralismy się przekonać ją do nas, do tego związku,
        nadskakiwaliśmy, pajacowaliśmy, robiliśmy z siebie durni byle tylko
        sie przypodobać, ale to wszystko na nic, dopóki taki człowiek sam
        nie bedzie chciał zgody, to na siłe niczego sie nie osiągnie mimo
        najszczerszych chęci
        doprowadziła do tego ze nie utrzymujemy z nią kontaktów i zupełnie
        jej to chyba nie przeszkadza
        na ślubie też nie bedzie, nie jest zaproszona, moj narzeczony
        powiedział jej ze owszem, chcialby zeby byla ale dopiero jak
        udowodni mu ze zamierza sie zmienic i chce byc na tym slubie
        z tego co zdążyłam ją poznac to chyba nie nastąpi..
        szkoda, ale z drugiej strony nikt nie bedzie na nas wymuszał zebysmy
        spedzali osobno świeta, zeby on przychodzil do niej sam spuszczony
        ze smyczy.. co innego gdyby on mial na to ochote, a co innego jak to
        jest warunek mamy...
        o intercyzie tez uslyszalam i wiele wiele innych przykrych rzeczy,
        ktore nawet trudno sobie wyobrazic ze mozna mowic ludziom takie
        slowa..
        dziekuje założycielce postu - dobrze wiedziec ze nie jest sie
        jedynym czlowiekiem z takim problemem...
        pozdrawiam
        • horpyna4 Re: "Inny" problem z teściami... 25.03.09, 11:02
          Jeżeli w takich sytuacjach facet potrafi trzymać stronę żony, to
          bardzo dobrze. Znałam takie małżeństwo, że żona co jakiś czas
          przypominała mężowi, żeby odwiedził swoją matkę i siostrę (mieszkały
          w innej miejscowości). Jak wracał od nich do domu, to mówił żonie:
          "jak ja tu odpoczywam, jak tu jest dobrze..."
          Bo te dwie kretynki cały czas tylko dziamały coś pod adresem jego
          żony, a jego szlag na nie trafiał.
          • stworzenje Re: "Inny" problem z teściami... 25.03.09, 11:12
            przykre sad.A już z tą intercyzą to mocno przegięli,kurcze to Ty z przyszłym
            mężem masz przede wszystkim o Was decydować. Przecież Wy razem mieszkać
            będziecie...Ehh życzę,aby się sytuacja jakoś ustabilizowała...
          • stokrotka29 Re: "Inny" problem z teściami... 23.06.09, 12:58
            Ja mam podobnie.Niestetycrying Ale rzeczywiście wsparcie faceta pomaga. Matka mojego
            narzeczonego do dziś nie zaakceptowała tego ,że jesteśmy razem.Mamy oboje po 33
            lata a więc wiek już dość poważny. Mieszkamy razem od roku a razem jesteśmy od
            trzech i pół.Ta kobieta nie ma własnego życia więć notorycznie wtrąca się w
            nasze.Jest schorowanym człowiekiem na rencie więc dnie ma aż za długie a do tego
            bogata wyobraźnię.Ta wielbicielka papierosów,seriali i plotek,żyjąca z mężem jak
            pies z kotem stara się jak może żeby uprzyjemniać nam życie a zwłaszcza
            mi.Niestety oboje jesteśmy na dorobku i na państwowych,w
            połowie/ja/nauczycielskich pensjach i mieszkamy w mieszkaniu kupionym przez
            przyszłego teścia i to drzwi obok teściów.Stąd codziennym punktem dnia są wizyty
            teściowej o różnych porach i jej telefony wyprowadzające z równowagi nawet
            mojego narzeczonego.Wymysla niestworzone historie.Mnie nazwała
            rozwódką/bzdura/,babą która zasadziła się na mieszkanie/40m./jej synka aplikanta
            i odciąga go od rodziny/a to ja gonię go ciągle do kontaktów z nimi bo sama rok
            temu straciłam ostatnie z rodziców i wiem jak ważna jest rodzina nawet taka/ czy
            jej najlepszy wymysł że powinnam u niej sprzątać bo ona nie ma siły ale ja
            jestem leniem .A najgorsze są ostatnie miesiące gdy dowiedziała się o naszym
            ślubie w lipcu. Zaprasza i odmawia gości i rozsiewa nieprawdziwe informacje i to
            w naszym imieniu mimo że sama jest tylko gościem bo połowa pieniędzy na ślub i
            wesele pochodzi z mojej kieszeni.Narzeczony jest chory a poza tym zdaje egzaminy
            a ona potrafi go wyprowadzać z równowagi telefonami w których albo mnie obgaduje
            albo obraża jego/zawsze będziesz dziadem to chyba najłagodniejsze/albo że
            wyrzucą go z pracy albo że nie powinien się ze mna żenić bo prawie mnie nie
            zna/zignorowała nasze trzy lata do tego stopnia że gdy byłam jeszcze w
            rodzinnym koszalinie próbowała go swatać z sąsiadką/Gdy całkiem przegięła
            narzeczony wyrzucił ją z naszego domu i powiedział że nie życzy sobie takiego
            traktowania mnie ale widze że też jest mu ciężko tak między młotem a
            kowadłem.Najgorsze jest to, że męczy nas to coraz bardziej i zatruwa
            przygotowania do ślubu 11.lipca i obraża naszych niektórych gości którzy przez
            nią nie przyjadą a ona nie widzi niczego złego w swoim zachowaniu i dziwi się że
            jej nie otwieramy albo nie przychodzimy bo zapomniałam dodać ,że w twarz to ona
            jest słodsza niż miód a ja jestem wtedy najlepszą synową. Uf wygadałam się i
            może krew mnie nie zaleje. Sorki za ten elaborat ale musiałam się jakoś
            wygadaćwinki za ortografię i gramatykę też bo w stresie robię błędy

            MICHAŁ MNIE KOCHAsmile))11.07.2009R.
    • nerri Re: "Inny" problem z teściami... 26.04.09, 22:48
      Moi też mnie nie znosilismile Zwłaszcza teściowa...

      Po ślubie im przeszłosmile

      A teściowa jest teraz taka miła dla mnie,że aż czasami podejrzliwie
      i z niedowierzaniem na nia patrzęsmile


      Tesciową olej bo i tak nic nie zrobiszsmile
      Albo jej przejdzie albo niesmile
    • deczko Re: "Inny" problem z teściami... 27.04.09, 14:10
      Czy Wasi mezowie, narzeczeni, to jedynacy, badz jedyni synowie w rodzinie?

      A co do tej opowiesci, ze syn mial zamiast siedziec przy zonie w szpitalu, po
      pieczarki leciec. Mam nadzieje, ze jednak tego nie zrobil i dobitnie powiedzial
      swojej matce co o niej mysli. W zyciu bym o takich ludziach nie powiedziala
      mama, tata, babcia.
      • stokrotka29 Re: "Inny" problem z teściami... 23.06.09, 13:02
        MÓJ NARZECZONY MA SIOSTRĘ ,KTÓRA PRZESZŁA COS PODOBNEGO LE MIESZKA NA DRUGIM
        KOŃCU MIASTA I MA SPOKÓJ
    • listek_a Re: "Inny" problem z teściami... 29.04.09, 13:51
      Ja z doswiadczenia wiem, ze nigdy nie nalezy wchodzic na sile w d...
      rodzinie. Sama mialam problem z bratowa, staralam sie, przepraszalam
      za to ze zyje, bylam obrazana i poniewierana, ale zawsze wybaczajaca
      i bylo coraz gorzej zamiast coraz lepiej.
      A to co jedna z pierwszych pan napisala, ze maz jej moze wypomniec
      ze stracil przez nia rodzicow to jakas bzdura. Jak jest madry to sam
      juz chyba dzisiaj rozumie, ze to mamusia jest wredna a nie
      narzeczona!

      Zycze powodzeniasmile Trzymam kciuki, zeby Wam sie udalo!
    • slaskows Re: "Inny" problem z teściami... 06.06.09, 23:11
      Myślę, że ślubu i wesele "uratować" się już nie da. Sytuacja wydaje się być zbyt
      napięta, a czasu dużo nie ma. Ważniejsze byłoby więc "uratowanie" przyszłego
      życia. Dobrze przeżyty czas wesela z Twojej strony (w życzliwości, ale bez
      narzucania się) mógłby owej przyszłości pomóc.

      Osobiście, wysunąłbym życzliwe zaproszenie, a potem... robił swoje. Próbując nie
      prowokować i nie wytwarzać bardziej napiętej sytuacji, postarałbym się, by
      wesele było jak najbardziej udane.
Pełna wersja