problem z gatunku beznadziejnych :(

15.07.09, 00:51
hej, witam wszystkich, czytam forum już od dawna, ale piszę pierwszy raz. Właściwie to pod wpływem impulsu, żeby się wygadać... Ślub już w sierpiniu, ale ja zamiast się cieszyć to chodzę cała w nerwach sad Mój problem jest dosyć nietypowy, bo z przyszłą szwagierką... Teściową mam ok., nie mogę na nią złego słowa powiedzieć, ale siostra n. to jakiś koszmar. Długo by pisać, co mi zrobiła przez kilka ostatnich lat, w skrócie to wszystko żeby doprowadzić do naszego rozstania. Nie udało jej się, ale wiem, że zawsze będzie próbowała zaszkodzić mi. Nie wiem, jak poradzić sobie z tym, a w szczególności jak ścierpieć jej obecność na naszym ślubie sad Eh, no to się trochę wygadałam.
    • monikapers Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 00:56
      a czemu ja zapraszasz? skoro Ci szkodzi, jak piszesz?
      pozatym nie musisz po slubie z nia utrzymywac kontaktow przeciez?
      enigmatycznie napisalas wiec nie wiadomo wlasciwie o co chodzi, ja natomiast
      nigdy nie zaprosilabym na slub kogos, kto nie jest mi zyczliwy
      nawet gdyby byl siostra czy bratem...
      • marina111 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:03
        No ale jej narzeczony tez ma prawo zapraszac i moze on swoja siostre chce zaproscic.
      • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:09
        Trudno nie utrzymywać kontaktów z tak bliską rodziną, żeby jej nie oglądać
        musiałabym w ogóle nie pojawiać u rodziny n. A tego nie chcę robić mojemu n. i
        tak jest mu przykro, że ma taką siostrę. Ja nie utrzymuję z nią kontaktów, ale
        jak pojawiam się u przyszłych teściów, to przecież nie powiem im, że ona ma
        wyjść... Co do ślubu - nie chcę jej, ale z drugiej strony demonstracyjne
        niezapraszanie wydaje mi się takie małostkowe, w jakiś sposób szkoda mi też teściów.
        • monikapers Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:12
          tak, to prawda, przykro mi i tyle
          ale wycisnij radosci ile sie da-wkrotce Twoj/Wasz slub!
          i to sie liczy
    • marina111 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 00:57
      Jaki to jest problem? NIetypowy? Az mi się nie chce mojej historii opisywac.
      Wiekszosc moich kolezanek ma problemy z siostrami chłopaków/narzeczonych. Te
      kawały to nie o tesciowych powinny powstawac tylko o zołzowatych i fałszywych
      siostrach
      • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:16
        Może i typowy, ale ja akurat nie spotkałam się wcześniej z taką sytuacją, nie
        wiem, jak radzić sobie z tym. Obecnie traktuję ją jak powietrze, żeby nie mogła
        dotknąć mnie i staram się nie zniżać się do jej poziomu, ale męczy mnie cała
        sytuacja potwornie.
        • marina111 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:37
          Rozumiem. Wszystko zalezy od tego jak reaguje Twoj N. Ignorowanie jej to dobry
          pomysł. Jak odsuniesz się od niej Ty i jej brat to moze zmadrzeje.
          Mozna by jej troche dopiec (to przynosi ulgę) smile
          • monikapers Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:42
            nie nie nie, nic z tych rzeczy
            ignorancja jest najlepszym sposobem, pozatym, sprobuje nie dawac sie 'dotykac'
            konsekwentnie usmiechaj sie, usmiechaj sie za kazdym razem, zglupieje w koncu....
          • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:51
            Mój n. - jest mu strasznie przykro, ma zupełnie innych charakter, jest ugodowy,
            spokojny, chciałby żeby relacje w rodzinie były pozytywne, ale w tej sytuacji
            jest to praktycznie niemożliwe. My odsuneliśmy się dawno temu, dla własnego
            zdrowia psychicznego. Dla niej to tylko powód do satysfakcji... Dopiec - nie
            chcę i chyba nie potrafię zachowywać się jak ona. Pare przykładów różnego
            kalibru: próbuje nastawiać rodzinę przeciwko mnie, parzy na mnie wyłącznie jakby
            chciała utopić mnie w łyżce wody, dzbanek który trzymałam chwyta przez
            ścierkę..., przy tym jest tchórzem i nigdy nie przyzna się do tego przy innych,
            potrafi świetnie kłamać, manipulować... I jak na takie coś reagować?
            • marina111 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 01:57
              wow z tym dzbakiem chwytanym przez scierke to pojechała. Troche to smieszne smile
              ale rozumiem ze ciebie to nie smieszy. Moja wredna natura podpowiada mi odwet bo
              z drugiej strony to dlaczego masz ustepowac i dawac jej satysfakcje. Mozna by
              robic dokładnie to co ona (no moze bez tego dzbanka). A co na to twoja
              tesciowa?? Ja bym zrobiła z siebie biedna porzywdzona sierotke zeby się na nia
              wkurzyli. Twoj N z nia rozmawiał?? Ona chce waszego rozstania z jakiegos powodu
              czy tak poprostu dla sportu rujnuje ludziom zycie?
              • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 02:06
                moja teściowa - raz próbowaliśmy z nią o tym rozmwiać, ale 1. jak pisałam
                siostra n. stara się obrzydzić mi życie wtedy, kiedy nikt tego nie widzi, przy
                innych robi z siebie biedne niewinątko, 2. to jest ich córka, ja - przyszła
                synowa, wiadomo czyją stronę będą trzymać. Jak usłyszałam, że to MY się kłócimy,
                MY nie możemy się dogadać, to się we mnie zagotowało i stwierdziłam, że dyskusja
                nie ma sensu. Poza tym co mam im powiedzieć: macie podłą, kłamliwą, egoistyczną
                i zachłanną córeczkę?
              • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 02:13
                N. - rozmawiał z siostrą wiele razy, tzn. próbował, bo ona jest albo: a.
                agresywna, b. zgrywa niewinątko, c. próbuje odwracać kota ogonem, d. poprostu
                nie odzywa się i nie odpowiada na pytania. Próbował po dobroci - zero efektu,
                jak się wkurzał, to z kolei, było że to ja jestem ta zła, co nastawia go przeciwko.
                • may_flower Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 06:53
                  Najważniejsze że on jest po Twojej stronie i widzi co się dzieje. Może Cię wesprzeć i nie jesteś sama.
                  Nie dawaj się sprowokować najlepiej postaraj się ją olać. To strasznie trudne, wiem, ale daje chyba najlepszy efekt. Pomyśl sobie że jesteś gdzieś poza i uszczypliwości takiej zołzy nie mogą Ci zaszkodzić w końcu masz kochającego N, który jest przy Tobie.
                  • monikapers Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 09:40
                    nie sluchaj mariny i nie probuj sie odgryzac, zostaw to calkowicie, zajmijcie
                    sie swoim zyciem, nie kazdy czlowiek na ziemi musi nas kochac!
                    nie ma sie czym martwic, wymiksuj ja ze swojego swiata i nie rozdrapuj bo to
                    najbardziej bedzie bolec N, to w koncu jego siostra i jakies tam miejsce w sercu
                    ma....
                • marina111 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 11:07
                  Ja swojej zołzie powiedziałam kilka słow gorzkiej prawdy. A teraz
                  przy tesciach sie do niej usmiecham. Niech sobie mysla ze ja sie
                  staram ja pokochac. Generalnie i tak super zycia jej nie wróże wiec
                  mnie to pociesza ze sprawiedliwosc jest na swiecie wink
    • a_nick.pl Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 10:00
      Unikaj spotkań jak zarazy. Na pytania innych dlaczego tak się dzieje
      spokojnie odpowiadaj, że nie czujesz się dobrze w jej towarzystwie i
      chociaż bardzo się starałaś siostra Twojego N nie lubi Cię i daje Ci
      to odczuć.
      • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 10:31
        Unikam spotkań już od kilku lat... Ale te sytuacja przekłada się też na relacje
        z rodzicami n. Trudno mi to odseparować, mam do nich żal, że nie chcą widzieć,
        co ona robi, wybielają ją, faworyzują, dają sobą manipulować.
        • lapwing123 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 10:46
          bardzo Ci współczuję.
          zastanawiam się co możesz zrobić w tej sytuacji. no i chyba niewiele. ja jestem
          z gatunku wredowatych, ale w tej sytuacji bym odpuściła ze względu na teściów.
          jej słowo zawsze dla nich będzie ważniejsze niż Twoje czy Twojego N. musisz
          traktować ją jak powietrze. tak jak do tej pory. najważniejsze, że Twój N to widzi.
          acha, a czy ona ma jakiś cel?
          gdzie będziecie mieszkać po ślubie?
          • monikapers Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 11:01
            to wszystko jest bez znaczenia, licza sie fakty, a sa takie, ze nie jest dobrze
            miedzy Wami, zeby to zmienic potzrebna jest jednak wola obu stron.
            Ty, jak piszesz, slabo radzisz sobie z zalem, musisz mimo wszystko sprobowac sie
            od tego odciac, jesli chcesz wlasnie miec dobre relacje z tesciami i swoim mezem.
            ona moze robic co chce, Ciebie nie musi to dotyczyc
            oceny innych tez nie beda wazne, rob swoje
    • beznogi Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 15:37
      Hmmm widzisz a ja mam całkiem odwrotny problem... i odwrotne mniemanie o mojej
      ewentualnie przyszłej bratowej...
      To ja za dwa miesiące wychodzę za mąż, mój brat ma być świadkiem na ślubie, a
      dziś usłyszałam, że on nie chce być świadkiem i wiem ze to jest z powodu jego
      "niuni" sad

      dziewczyna z którą jest, dopiero po 3 miesiącach bycia razem w związku
      powiedziała mu że jest rozwódką... mój brat doskonale wie jakie podejście do
      rozwodów ma nasza cała rodzina i wini teraz wszystkich że jej nie akceptujemy,
      no może to za duże słowo, nie my a nasi rodzice nie chcą by on z nią był. Ja
      rozumiem rózne sytuacje w życiu, rozwody bywaja z różnych powodów i ja tego nie
      piętnuje, ale dlaczego go oszukiwała przez 3 miesiace, tak się nie robi, to
      ważna sprawa, moim zdaniem powinna mu to powiedzieć na początku znajomości, a
      ona broni sie tym że on by jej nie chciał uncertain gdyby mu to na początku
      powiedziała, no weźcie mnie trzymajcie, dlaczego nie szukała partnera wśród
      rozwodników?
      sytuacja jest teraz taka że rodzice, a właściwie ojciec nie chce gadac z moim
      bratem, mama rozmawia ale ona też nie popiera tego zwiazku... stąd też mój brat
      powiedział że jego "niunia" źle sie będzie czuła podczas wesela i on też i nie
      chce być świadkiem...
      powiedziałam mu więc by przyjechał sam, skoro ona sie będzie xle czuła, mamy
      duzą rodzinę duzo kuzynostwa w naszym wieku, bedzie z kim się bawic, nie wszyscy
      przyjada z partnerami, ale on mi tylko powiedział "no wiesz, jak mozesz cos
      takiego proponowac"
      powiedziałam mu że skoro nie chce, to ja nie będe nalegać, chociaż nie mam
      żadnego mężczyzny który mógby być moim świadkiem, pewnie skończy sie także
      swiadkiem będzie moja siostra i u mojego N też siostra, wiec będą dwie kobiety,
      wiem ze to nie problem, ale bardziej mi chodzi o to ze mojego brata nie bedzie
      na weselu, co moim zdaniem tylko pogorszy i tak już napiete stosunki rodzinne...


      także sama widzisz maja_78 nie tylko siostry bywaja straszne
      • inka323f Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 15:50

        Rozumiem, ze mieliscie okazje poznac dziewczyne brata?
      • smallcloud Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 15:50
        przepraszam ze co?

        Brat miał "nie brać" sie za rozwodki bo rodzina sobie nie zyczy?
        Jak dla mnie powod z doopy wziety.
        Dorosły chłop a ma sie tlumaczyc ze swoich wyborow.
        • beznogi Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 16:09
          smallcloud - uważam że nie napisałam nic co by mogło kogoś obrazić więc nie
          musisz mnie obrażać ani mojej rodziny, mamy takie poglądy związane z religią i
          wcale ich nie ukrywamy, ani sie ich nie wstydzimy, mam prawo do nich gdyż jestem
          praktykującą katoliczką, moja rodzina też
          mój brat o tym doskonale wie
          oczywiście tego ze dziewczyna go przez 3 miesiące okłamywała to nie zauważyłaś i
          nie skomentowałaś, ale ok..
          moja rodzina próbwała wspierać ten związek, próbowała rozmawiać o rozpatrzeniu
          rozwodu koscielnego, bo podobno są ku temu przesłanki, ale z jej strony były
          tylko obiecanki ze tak, ze na pewno, ze to ważne i że sie tym zajmie, ale nic w
          tym kierunku nie zrobiła i zapewne nie ma zamiaru...

          ktos wcześniej pytał czy sie znamy, tak znamy się, rozmawiałyśmy ze sobą, nie
          pomyślałam ze tak nastawi mojego brata...
          • inka323f Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 16:49
            beznogi napisała:

            > smallcloud - uważam że nie napisałam nic co by mogło kogoś obrazić więc nie
            > musisz mnie obrażać ani mojej rodziny, mamy takie poglądy związane z religią i
            > wcale ich nie ukrywamy, ani sie ich nie wstydzimy, mam prawo do nich gdyż jeste
            > m
            > praktykującą katoliczką, moja rodzina też
            > mój brat o tym doskonale wie
            > oczywiście tego ze dziewczyna go przez 3 miesiące okłamywała to nie zauważyłaś
            > i
            > nie skomentowałaś, ale ok..
            > moja rodzina próbwała wspierać ten związek, próbowała rozmawiać o rozpatrzeniu
            > rozwodu koscielnego, bo podobno są ku temu przesłanki, ale z jej strony były
            > tylko obiecanki ze tak, ze na pewno, ze to ważne i że sie tym zajmie, ale nic w
            > tym kierunku nie zrobiła i zapewne nie ma zamiaru...
            >
            > ktos wcześniej pytał czy sie znamy, tak znamy się, rozmawiałyśmy ze sobą, nie
            > pomyślałam ze tak nastawi mojego brata...

            Nie napisalas tez nic, co by wskazywalo na to, ze wiecie cos wiecej o
            dziewczynie, niz to ze jest rozwiedziona.

            Rozumiem, ze przez 3 mi3siace mowila mu, ze jest stanu wolnego?
          • smallcloud Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 17:34
            Nie uwazam ze tekst "argument z doopy wziety" obraza twoja rodzine.
            Nic na temat wiary, religii nie pisalam, tym bardziej nie
            krytykowałam.
            Po prostu uwazam ze tak nachalne ingerowanie w sprawy osobiste
            dorosłego człowieka jest irracjonalne.
            To sa jego wybory, jego decyzje a jak widac sa osoby ktory ułozylyby
            mu najchetniej zycie.

            Nie wspominajac juz o sugerowaniu uniewaznienia malzenstwa, bo
            rozwod nie starczy. Brat jest z dziewczyna 3 m-ce a juz sie sugeruje
            aby wziela za uniewaznienie, po co? slub juz biora?

            Moge tylko domyslac sie ze dziewczyna czula sie zaszczuta.
      • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 15:56
        sorry, ale to co piszesz to dla mnie zupełny kosmos... nie potrafię wyobrazić
        sobie rodzica, który nie rozmawia z synem, bo jest w związku z osobą
        rozwiedzioną. Zawsze myślałam, że rodzice są po to, żeby wspierać dzieci a nie
        naginać do jedynie słusznej wizji rodziny i niszczyć ich związki.
        • beznogi Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 16:17
          uwierz mi ze rozmawiali i to dużo, nigdy nie powiedzieli złego słowa na tę
          dziewczynę i nikt nie niszczy ich związku, to jest jego wybór i ja ten wybór
          szanuję, ale rozumiem też moich rodziców, którzy go wychowali właśnie tak ...
          ale mój brat nie przyjmuje żadnych argumentów, tylko doprowadza do kłótni,
          trzaska drzwiami i wychodzi... tylko jego "prawda" się liczy...

          no ale ok, ja tez rozumiem że nie można mówić głośno o swoich przekonaniach
          religijnych, bo to jest bleee
    • smallcloud Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 15:52
      ja mam troche sytuacje na odwrot, bo to moja siostra bywa okrutna i
      wredna do mojego przyszlego meza.
      Ma taki charakter i ja jej nie zmienie, natomiast jesli tylko
      zaczyna zle mowic o moim narzeczonym to ja koncze spotkanie.

      na szczescie moj przyszly ma do tego obojetny stosunek, tzn nie
      stresuje sie nia za bardzo.
      • maja_78 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 16:01
        o widzisz, a możesz powiedzieć jak się czujesz z tą sytuacją? co na to Twoi
        rodzice? Bo mój n. kiepsko to znosi, on jest z takich, co chcą spokoju i
        pozytywnych relacji w rodzinie, a tu nijak to nie wychodzi, myślę, że czasami
        wstydzi się za nią i nie wie, jak zareagować na jej beszczelność.
        • smallcloud Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 15.07.09, 17:43
          Maju ja tez sie wstydze za swoja siostre.
          Stawiam granice siostrze na zasadzie dotad ci wolno dalej juz nie.
          Jesli w mojej obecnosci a bez mojego przyszlego siostra go
          krytykuje, komentuje w sposob zlosliwy to mowie jej wprost ze sobie
          tego nei zycze.
          I ona w kolko ze to dla mojego dobra ze jestem zaslepiona ze cos
          tam. Wowczas mowie jej po raz drugi ze jesli nei przestanie, rozmowe
          skoncze tu i teraz. Najczesciej ona dalej swoje - wiec ja robie to
          co mowilam. Wstaje i wychodze.

          To jest metoda "trzy razy nie" ktora sie nauczylam na szkoleniach.
          Ja nie oceniam siostry, jej zycia, wyborow, staram sie wspierac,
          drazni mnie ze ona kombinuje kreci i generalnie nagina prawde.
          Niemniej jednak ja jakis silnych wiezi z siostra nie mam, a z
          przyszlym malzonkiem chce, wiec bardziej mi zalezy na dobrych
          relacjach z nim, czuje sie osobiscie dotknieta jej uwagami na jego
          temat, nie musze chyba pisac ze wziete sa z kosmosu.

          A wszystko tak naprawde wzielo sie od tego ze moja siostra lubi jak
          jej ludzie nadskakuja, moj przyszly tego nie robi i nie robil wiec
          uznala ze taki jakis dziwny jest a dalej juz sie posypalo.

          Pomimo jej zachowania - ona nie przestanie byc moja siostra, ale:
          a) nigdy nie bede zmuszac mojego do kontaktow z nia (mama, ja i
          siostra mieszkamy kazda na swoim)
          b) nigdy nie bede tolerowac jej uszczypliwosci, zlosliwych
          komentarzy na jego temat i za kazdym razem bede glosno zwracala jej
          na to uwage


          Tak jak wspomnialam, na szczescie moj przyszly maz jakos mocno tego
          nei przezywa, uznaje po prostu ze i tacy ludzie sa w przyrodzie smile

          A tak na marginesie - narzeczony tez ma siostre - jest aniołem smile
          Szalenie sympatyczna, wesola i bardzo otwarta dziewczyna.



      • habibi83 Re: problem z gatunku beznadziejnych :( 16.07.09, 17:06
        hehe u mnie też siostra potrafi dogryźć mojemu N.
        młodsza jest, więc jeszcze można jej takie zachowania wybaczyć

        wiecie to nie są jeszcze takie straszne sytuacje, gorzej jak na ślub nie
        przychodzi mama pana młodego bo....nie akceptuje synowejuncertain
        znam taką sytuacje i nie umiem tego pojac, ponoc na weselu nie bylo za wesolo,
        pewnei i po tez nie
Pełna wersja