grahha
28.08.09, 13:56
Witam Was, dziewczyny!
Piszę do Was z prośbę o radę i może kilka słów pociechy.
Jestem jedynaczką, a mój N ma siostrę i brata (N jest najstarszy, a siostra średnia). Tak się jednak złożyło, że on będzie zmieniał stan cywilny jako ostatni (wpierw za mąż wyszła siostra, a potem ożenił się najmłodszy brat).
Niestety ta żona tego najmłodszego brata (i on sam) są osobami narzucającymi się. Jest ona odeń sporo starsza i przyjęła rolę bardzo liberalnej matki - ja np. nigdy nie pozwoliłabym mojemu N na flirt z pijaną dziewczyną, a ona pozwoliła na to w swojej obecności.
Niestety ten brat był długo hołubiony jako najmłodszy przez swoich rodziców, a teraz przez żonę. Zawsze było tak, że mój N i jego siostra byli osobami statecznymi (więc coś osiągnęli) a ten brat się bawił jak duże dziecko (imprezki itd.), a rodzice starali się chronić go przed konsekwencjami. Ostatnio co prawda zaczęli przejrzewać na oczy, ale...
Ja nie mam w każdym razie dobrych wspomnień związanych z bratem N, jego żoną i jej rodziną. Na ich weselu (po raz pierwszy byliśmy razem) - wesele "remizowe" (nie urażając nikogo) na około 200 osób - jej rodzina chciała pozajmować wszystkie miejsca wokół PM (winetki pozrzucali). Dopiero po kłótni łaskawie ustąpili. Potem zaś 2 czy 3 z nich osoby zostały siłą wyprowadzone (popiły i...). Z kolei na weselu brata męża siostry N młodszy brat najpierw ostro flirtował z pijaną koleżanką, a potem zaczął przystawiać się do Panny Młodej i chciał pobić protestującego PM - tu miał pecha, bo PM w 2 s. go obezwładnił i wyniesiono go. Rodzice N przyjęli strategię - "Młody chłopak, wypił za dużo, ale to nic takiego.".
Nasze wesele współfinansują obie rodziny. Chcemy mieć wesele na 60-70 osób w dworku.
Brat mego N (i pośrednio bratowa, oraz jej rodzina) stale starają się wtrącać do naszego planowanego wesela ze swoimi pomysłami.
Najpierw koniecznie chcieli być świadkami - choć ja poprosiłam swoją kuzynkę, a N szwagra. Póżniej chcieli koniecznie nam urządzać wieczór kawalerski i panieński oczywiście w swoim stylu - picie i strip-tease - podczas gdy my chcemy razem spędzić weekend tam, gdzie zaręczyliśmy się (akurat te "atrakcje" kompletnie nas nie pociągają). W obu wypadkach doszło do awantury - jechali na imprezę do rodziny bratowej N, gdzie ta kobieta go (tego brata N) podbechtywała, a on urządzał awanturę, a ona - chodząca niewinność. W obu przypadkach rodzice N stanęli po naszej stronie - wreszcie...
Teraz jednak mają 2 pomysły, przez które mam dość wszystkiego.
Po pierwsze chcą, że na nasze wesele doprosić 5-10 osób z jej rodziny. Po drugie chcą nocować w apartamencie dla nowożeńców. Przy okazji grożą (nie dosłownie, ale zrozumiale), że w przeciwnym razie brat N urządzi nam awanturę na weselu. Rodzice N mówią, że to bezczelne żądania, ale może powinniśmy trochę ustąpić, bo on musi się wyszumieć w młodości, a po co ma być awantura albo skandal (bez zapraszania ich), może jakoś to będzie. Moi rodzice trochę ich w tym popierają, ale z drugiej strony powiedzieli, że to nasza decyzja. Mój N, jego siostra i szwagier są przeciw spełnianiu ich żądań i są albo za niezapraszaniem, albo szybkim wyrzuceniem ich w razie awantury (szwagier N zaoferował, że on i jego brat na wszelki wypadek wezmą na wesele mocny gaz pieprzowy i coś do szybkiego obezwładniania).
I teraz nie wiem, co robić?
1. Chciałabym udany ślub i wesele, choć może poprzestanę na obiedzie, ale to problemu nie rozwiąże, bo albo skandal albo awantura.
2. Ja nie chcę tych osób na weselu.
3. Ale nie chcę też awantury (nawet z szybkim obezwładnianiem brata N).
4. Z kolei nie wiem, czy zepsuta atmosfera na weselu (ich niezaproszenie) jest tego warta.
Co robić?