zabciap
06.09.09, 09:01
Witam,mam pewien problem. Jestem ze swoim narzeczonym już bardzo
długo i od pewnego czasu planujemy ślub. I niestety w tym momencie
zaczynają się schody... Ja nie jestem katoliczką, nie chodze do
kościoła, nie mam komunii, bierzmowania itp. Szczerze mówiąc czuje
się z tym dobrze, do tej pory fakt że nie chodzę do kościoła w
niczym mi nie przeszkadzał. Problem zaczął się w momencie planowania
ślubu. Bardzo kocham swojego narzeczonego i chce spędzić z nim
resztę życia, ale nie chce brać ślubu kościelnego. On z kolei razem
z jego rodziną nalegają na ślub kościelny. Czuje się okropnie w tej
sytuacji. Nie chce zmuszać się do tego. Jak ten wyjątkowy dzień w
moim życiu ma mi sprawić przyjemność kiedy miałabym dostosowywać się
do innych i robić to co oni chcą a nie to co ja czuje. Sytuacja jest
o tyle beznadziejna,że cokolwiek zdecydujemy to zawsze któraś ze
stron nie będzie szczęśliwa. Bo jeśli nie zgodzę sie na kościelny
narzeczony i jego rodzina będą obrażeni, a jeśli wezmę kościelny to
tak na prawdę zrobię to wbrew sobie i sprawię też przykrość mojej
rodzinie. Nie wiem jakie wyjście znaleźć z tej sytuacji. Bardzo
chciałam tego ślubu ale zaczynam się zastanawiać czy nie lepiej dać
sobie spokój i życ razem dalej bez ślubu. Co byście zrobili na moim
miejscu?