kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie?

25.11.09, 12:20
pomóźcie moi mili, bede w sob w lublinie, musze przeczekac gdzies do
godz 10 ej, zajezdzam busem o 8.30 do lublina gdzie w okolicy ul
Ruskiej wypije kawe. Może jest jakiś mcdonald od 9 ej? pozdrawiam
    • folkatka Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 25.11.09, 13:13
      Jak będziesz na Ruskiej, to niedaleko bedziesz mieć całodobowy Statoil z całkiem
      dobrą kawą. Wystarczy przejść na rondo Mohyły. Rzut beretem. TYlko usiąść tam
      nie ma gdzie.
      • megimach Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 25.11.09, 21:47
        no tak;) ale jednak musze usiąść bede potrzebowała przeczekac
        godzine aż. Do mc Donaldów daleko? wiem że sa czynne od 8 ej. dzieki
        z góry za podpowiedzi
        • Gość: folkatka Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.09, 22:00
          Niestety, daleko. Nawet jakbys chciała dojechac autobusem, to - zanim on
          dojedzie, i zawiezie Cię do centrum, minie tyle czasu że na owa kawe zostanie
          Ci pięć minut:(
          Okolice lubelskiego dworca gł. PKS, i on sam - to prawdziwe nieszczęście. Syf i
          malaria. Nie będziesz miała gdzie usiąść. Proponuję kupic kawę na Statoilu,
          przy okazji cos do czytania - i siąść na poczekalni. Innego wyjścia nie widzę.
    • Gość: as Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? IP: 83.238.139.* 25.11.09, 22:08
      Na dworcu PKS-u namnożyło się budek gastronomicznych. Może i kawę mają.
      Jeszcze parę lat temu (w dawnych dobrych czasach) w Lublinie piło się z rana
      piwo pod sklepem. Do kawy nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni...
      • Gość: folkatka Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.09, 22:11
        Kawę mają, tylko że taką toporną, zalewaną. Na Statoilu przynajmniej
        mozna wypic coś z ekspresu.
        • megimach Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 26.11.09, 10:41
          wow nie zabrzmiało optymistycznie;( a mnie się wydawało że to takie
          duże miasto...dobra to bedzie i statoil;)
          • empi Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 26.11.09, 10:47
            jeśli jesteś przejazdem to przypadkiem nie oceniaj Lublina wg
            wyglądu dworca PKS. Im dalej od niego to jest lepiej.:)
            pzdr.
          • tajnos.agentos Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 26.11.09, 10:56
            Wow! A cóż to za indywiduum ocenia miasto na podstawie łatwości dostępu do
            kaczora McDonalda??? Ja ten szajs zawsze omijam z daleka - nawet w Paryżu...:P
            • qqbek Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 26.11.09, 16:14
              tajnos.agentos napisał:

              > Wow! A cóż to za indywiduum ocenia miasto na podstawie łatwości dostępu do
              > kaczora McDonalda??? Ja ten szajs zawsze omijam z daleka - nawet w Paryżu...:P

              Takie indywiduum, którego nie stać na podróż autobusem lub pociągiem, które
              miast tego wybiera pchanie kasy w ręce kreatur aronopodobnych.

              A McDonald-y są dwa wygodnie zlokalizowane (przy DK17 po obu stronach miasta) i
              jeden do "lansowania" się młodzieży szkolnej przy Krakowskim. Kawę lepszą niż u
              wielkiego brata ma zaś każda duża stacja benzynowa (w ostatnim tygodniu było mi
              dane testować kafejki Orlenu, BP i Statoil [dłuższa trasa za kółkiem mi się
              trafiła] i ten ostatni wychodzi najgorzej w porównaniu).

              Ostatni raz w McDonald's byłem w Warszawie, jakieś 15 lat temu i ponownej wizyty
              w tej sieci nie planuję (przynajmniej do momentu, gdy dzieci mnie do takowej nie
              zmuszą).
              • wampir-wampir Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 26.11.09, 16:22
                qqbek napisał:

                >
                > Ostatni raz w McDonald's byłem w Warszawie, jakieś 15 lat temu i
                ponownej wizyt
                > y
                > w tej sieci nie planuję (przynajmniej do momentu, gdy dzieci mnie
                do takowej ni
                > e
                > zmuszą).

                Nie zmuszą, jak się postarasz. Ja się nauczyłem robić hamburgery i
                progenitura nawet nie myśli o miejskich fast foodach. Miłego
                kucharzenia :)
                • Gość: bosman wampiurku...... IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 09:48
                  hamburgery? w domu? a zrób im pyyyyyyszny rumsztyczek wołowy, z cebulką,
                  buraczkami. W życiu nie wrócą do tego G z Mc`D.
                  • Gość: as Re: wampiurku...... IP: 83.238.139.* 27.11.09, 11:19
                    Wobec powyższego proponuję zaprosić do swojego domu tego zbłąkanego podróżnego.
                    Nie ma innych szans na zaspokojenie swoich potrzeb.
                    • tajnos.agentos Re: wampiurku...... 27.11.09, 11:37
                      Chętnie, ale ja pijam głównie herbatę, a także piwo - ale tylko wieczorem, po
                      szychcie.:)
                  • Gość: folkatka Re: wampiurku...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.09, 12:26
                    Żaby to jeszcze tym G moznaby sie było najeść! Ale ja zawsze wychodziłam stamtąd
                    jeszcze bardziej głodna niz przyszłam (to było w czasach kiedy jeszcze czasem
                    tam jadłam).
                    Drogie i badziewne. Najbardziej glebią mnie rodzice uczacy tam jeść swoje
                    maleńkie dzieciaki.
                    • tajnos.agentos Re: wampiurku...... 27.11.09, 12:31
                      Marketing w czystej postaci...
                      nonsensopedia.wikia.com/wiki/McDonald%27s
                      • Gość: bosman tajnosie :-( IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 12:48
                        siedzę w chacie bom przeziębion nieco a bojam się prosięcej francy więc
                        zapobiegawczo mam szabas od wczoraj. I rzeźbię obiadek, więc nie psuj mi smaka i
                        apetytu takim relacjami. ok? Chociaż z drugiej strony - pokażę tę stronkę mojej
                        połowicy, ona czasem lubi wpaść na, jak to ona nazywa - paskudztwo - do Mc`D.
                        Może teraz jej obrzydnie. Pozdrawiam.
                        • tajnos.agentos Re: tajnosie :-( 27.11.09, 13:02
                          Nie bój się grypy:
                          www.obw-wihe.pulawy.pl/wiecej.php?id=38
                          • Gość: bosman jednakowoż...... IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 13:09
                            "przezorny zawsze ubezpieczony, rzekła zakonnica naciągając prezerwatywę na
                            gromnicę".
                            A`propos prezerwatywy: widziałeś kiedyś kod kreskowy na prezerwatywie?
                            • tajnos.agentos Re: jednakowoż...... 27.11.09, 13:13
                              ??? Nigdy...
                              • Gość: bosman Re: jednakowoż...... IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 14:09
                                Bo nie rozwijasz do końca ;-)
                                • tajnos.agentos Re: jednakowoż...... 28.11.09, 11:06
                                  Gość portalu: bosman napisał(a):

                                  > Bo nie rozwijasz do końca ;-)

                                  ...Tematu?:P
                                  • Gość: bosman Re: jednakowoż...... IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 16:51
                                    prezerwatywy...
                        • Gość: folkatka Re: tajnosie :-( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.09, 15:16
                          Bosman
                          spróbuj przemówić jej do rozumu.
                          Na przykład tak:
                          www.insidesocal.com/tomhoffarth/mcdonalds.jpg
                          • Gość: bosman fajne myszki ;-) IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 15:36
                            łatwiej je przeskoczyć niż obejść :-)))))
                            Komu niby mam przemówić......
                  • wampir-wampir Re: wampiurku...... 27.11.09, 15:09
                    Gość portalu: bosman napisał(a):

                    > hamburgery? w domu? a zrób im pyyyyyyszny rumsztyczek wołowy, z
                    cebulką,
                    > buraczkami. W życiu nie wrócą do tego G z Mc`D.

                    Ja codziennie kucharzę, odkąd zacząłem w domu pracować, ale
                    rumsztyka jeszcze nie robiłem. Podaj przepis Bosmanku. Zgotuję, ale
                    na dzieciaki to niestety żaden sposób. Byłyby nieszcęśliwe nie żrąc
                    od czasu do czasu pizzy i hamburgerów. Nowa kultura, co zrobić....
                    • Gość: bosman można tak..... IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 15:33
                      www.przepisy.rzeszow.pl/content/rumsztyk-wo%C5%82owy
                      albo tak - przepis przedwojenny:
                      www.kucharz1935.republika.pl/wolowinacd.html#330
                      Mięso na rumsztyki musi być koniecznie z polędwicy -dzisiaj cholernie
                      droga; rumsztyki kroi się w równe podłużne kwadraty, na dwa palce grubości,
                      soli, pieprzy i smaży na gorącem maśle, uważając, aby nie za bardzo wysmażyć,
                      gdyż rumsztyk, aby był dobry, powinien być na pół surowy. Podaje go się z
                      cebulką przesmażoną lub bez, zależnie od upodobania. Jako dodatek: jarzynka,
                      makaron lub kartofelki całe, może być masło szczypiorkowe


                      Najważniejsze jest smażenie - ja to nazywam "na ostro". Mam specjalną
                      cięęęęężką, grubą, żeliwną patelnię i na niej smażę. Co to daje? Ano to, że
                      rozgrzewasz bardzo mocno tę patelnię i po rozpuszczeniu tłuszczu (ja smażę na
                      gęsim tłuszczu - pycha bo nie ma smaku i daje wysoką temperaturę) gdy ułożysz
                      "padlinkę" na patelni, zmniejszasz gaz do minimum, a smaży się na cieple
                      oddawanym przez patelnię a nie na ogniu przez to nie przypala się i patelnia nie
                      stygnie co jest warunkiem dobrego usmażenia. Jak Ci pisałem, podaję ( he he -
                      nie osobiście tylko moja lepsza połówka :-) ) z uduszoną do miękkości cebulką i
                      z buraczkami zasmażanymi,tłuczonymi ziemniakami . Oczywiście do tego
                      "integrujące 3/4 l i..... cholera! zgłodniałem!. Idę do kuchni - dzisiaj
                      szczawiowa z jajem i odsmażanymi ziemniaczkami. Mniam mniam... Podaję sobie sam
                      bo kobita w arbeitcie a ja "na chorobie". Smacznego. Pozdrawiam.
                    • _aaa_ Re: wampiurku...... 27.11.09, 15:36
                      Oświadczam, że jako "stara kutlura kulinarna" rumsztyki kojarzą mi się tylko i wyłącznie źle. Naczelne danie kurna stołówkowe, fuj. Żyłki, chrząstki i ogórek kiszony z dziurą w środku plus zdębiałe ziemniaki. Poza tym tak podsmażana cebula jest niezdrowa i wywołuje wzdęcia.

                      Rumsztykom mówię stanowcze NIE!
                      • Gość: bosman chyba mylisz...... IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 15:56
                        ze stekami wołowymi. To było koronne stołówkowe żarełko. Ale dobrze zrobione też
                        są pycha. Tym się różnią od rumsztyków, że to jest mięso siekane ( nie mylić z
                        mielonym!) a przyrządzane podobnie.
                        • _aaa_ Re: chyba mylisz...... 27.11.09, 16:15
                          Gość portalu: bosman napisał(a):

                          > ze stekami wołowymi. To było koronne stołówkowe żarełko. Ale dobrze zrobione te
                          > ż
                          > są pycha. Tym się różnią od rumsztyków, że to jest mięso siekane ( nie mylić z
                          > mielonym!) a przyrządzane podobnie.

                          Nie wiem, może też z bryzolem to mieszam, wszystko jedno.
                          Stosuję kulinarną odpowiedzialność zborową i mięsa po prostu nie jem. Przecież wszędzie może trafić sie jakaś żyłka, której przed jedzeniem nie namierzyłam.

                          Taka profilaktyka:)))

                          • Gość: bosman najwięcej żył.... IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 16:26
                            jest na cmentarzu.
                            • _aaa_ Re: najwięcej żył.... 27.11.09, 16:30
                              stary dofffcip
                      • Gość: bosman a że cebulka smażona wzdyma? IP: *.lublin.mm.pl 27.11.09, 15:58
                        No to co? Żona człeka doprowadza czasem do szału ale ze względu na inne zalety
                        "konsumujemy" ją nadal.
                      • wampir-wampir Re: wampiurku...... 27.11.09, 20:06


                        _aaa_ napisała:

                        > Oświadczam, że jako "stara kutlura kulinarna" rumsztyki kojarzą mi
                        się tylko i
                        > wyłącznie źle. Naczelne danie kurna stołówkowe, fuj. Żyłki,
                        chrząstki i ogórek
                        > kiszony z dziurą w środku plus zdębiałe ziemniaki. Poza tym tak
                        podsmażana cebu
                        > la jest niezdrowa i wywołuje wzdęcia.
                        >
                        > Rumsztykom mówię stanowcze NIE!

                        Bo w stołówkach jadałaś. Zagoń swojego domowego mężczyznę do garów,
                        to polubisz mięsko. Ja na codzień serwuję pasty z jarzynami,
                        naleśniki ze szpinakiem i takie tam, ale jak czasem zrobię stek z
                        szynki wieprzowej przyprawiony czosnkiem, ziołami prowansalskimi i
                        morską solą, to kobieta się nachwalić nie może. Z gulaszem oraz
                        schabem pieczonym na maśle i doprawianym kminkiem takoż. Goń chłopa
                        do kuchni, my w genach mamy dobre kucharzenie.
                        • _aaa_ Re: wampiurku...... 27.11.09, 21:12
                          To nie tak wampirze:)
                          To, że nie jadam mięsa nie ma nic wspólnego z tym co kto w kuchni robi.
                          Chłopa ganiać nie muszę, bo czasem sam tam się zaplącze.
                          Na szczęście lubię z tm osobnikiem tam przebywać, bo inaczej to krew by sie nad garami lała - kuchnia to szczególne terytorium i nie przepadam tam za tłokiem:)
                          Sama osobiście gotuję bo: lubię to raz, bo lubie karmić tych których lubię to dwa. Mieso też przyprawiam na sposoby rozmaite i chyba robie to nieźle (wiwat autolans!!!:P).
                          I jeszcze raz, to że nie jadam mięsa nie czyni mnie ortodoksem w tej materii. Innym nie odmawiam a kiedy je robię to próbuję by mieć pojecie co im na talerze trafia...a że w tym próbowaniu bliżej mi do kipera, to inna sprawa:)

                          To pochwalę sie jeszcze, bardzo lubie jak to jedzenie ładnie wygląda i np specjalizuje się w mięsnych roladach. Pieprzenia (sic!) z tym jest co niemiara, ale jaki efekt.
                          Obecnie marynuje mi sie jakis kawałek krowy na niedzielę, co by go po wyjeciu z tej mieszanki octu winnego, korzeni, lisci laurowych, cebuli, gorczycy i marchewki, podsmarzyć, udusić i wetknąc w sos z tego co z marynaty zostanie po odcedzeniu plus żurawiny.
                          Powinna byc rodzina zadowolona.
                          Jak nie to do baru won!:)

                          ps. nie jadałam w stołówkach. Ups, kłamię. Czasem na Chopina pod bankiem się stołowałam, ale tam podobno była dobra kuchnia jak na ówczesne standardy. Doświadczenia bryzolowe były przypadkowe, ale wystarczyły. Nalesniki zawsze były o niebo lepsze niz schabowy, nawet taki bez "odrostów":)
                          • wampir-wampir Re: wampiurku...... 27.11.09, 21:58
                            O, ja też bardzo polubiłem gotowanie. Ale podać ładnie nie potrafię,
                            żona mnie wyręcza.
                            A w stołówce jadałem w ogólniaku. W Domu Nauczyciela. I nawet sobie
                            chwaliłem, choć muszę się zgodzić, że bezmięsne dania smakowały tam
                            lepiej od trupków.
                            • _aaa_ Re: wampiurku...... 27.11.09, 22:30
                              Na okolicznośc stołówkowa przypomniał mi sie mój kolega J.
                              Przemieszczaliśmy sie kiedyś w szerszym gronie przez dziedziniec kulowski. W pewnym momencie zawiało kulinarnie. Zapach towarzystwo przystopował.
                              - Jezu, znowu zupa z płucek. Kiedyś kogoś tym otrują - prychnęła z obrzydzeniem koleżanka.
                              J. z lubością wciągną podrobową woń.
                              - mmmmmmmm, zupka.
                              - J. chory jesteś? Jaka zupka. To pomyje na tłusto.
                              - mmmmmmmm, zupka. Pyszna zupka - J. nie przestawał z lubością węszyć - Wy się nie znacie. Wy nie znacie kuchni mojej mamy...

                              I to się nazywa prawdziwa trauma:)))
                              • wampir-wampir Re: wampiurku...... 27.11.09, 22:45
                                _aaa_ napisała:

                                > I to się nazywa prawdziwa trauma:)))

                                O nie! To są ulubione domowe smaki z dzieciństwa. Choćby to było
                                świństwo, to trza ich bronić do krwi ostatniej. Moja przemyska
                                babcia na przykład gotowała bardzo popularną w Galicji zupę kminkową
                                i smażyła zgliwiały ser. Smród zabija. Nikt z innych części Polski
                                nie jest w stanie tego wąchać, a co dopiero przełknąć. A ja
                                uwielbiam, choć w domu nie robię, bo potem trzeba wietrzyć kilka
                                godzin.

                                A trauma to barszcz ukraiński, który jadałem w przedszkolu. Naprawdę
                                to wypluwałem do talerza. Obrzydlistwo, brrrrrrrrrr...
                                • Gość: folkatka Re: wampiurku...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.09, 23:43
                                  zgliwiały ser.
                                  ==========
                                  Dawaj przepis!!! Zobacze czy jestem na tyle twarda by to zjeść
                                  • wampir-wampir Re: wampiurku...... 28.11.09, 00:37
                                    Gość portalu: folkatka napisał(a):

                                    > zgliwiały ser.
                                    > ==========
                                    > Dawaj przepis!!! Zobacze czy jestem na tyle twarda by to zjeść

                                    Voila:

                                    kup tłusty biały ser, odstaw, żeby zgliwiał na ok 7-9 dni (najlepiej
                                    na balkonie, bo śmierdzi), usmaż przyprawiony kminkiem i solą.
                                    Poczekaj aż wystygnie i wcinaj. Najlepiej smakuje z grzankami albo
                                    plackami z takigo ciasta jak na pizzę.

                                    Smacznego! Tylko mnie nie zabij za ten odór ;-)))
                                    • Gość: folkatka Re: wampiurku...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.09, 11:08
                                      Zgliwieć - jak rozumiem - to stwardnieć? Bo to jakis regionalizm.
                                      Wiesz - troche sie rozmażyłam.
                                      Z piwkiem musi byc fajne:))
                                      • Gość: hm... Re: wampiurku...... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.09, 11:17
                                        Zgliwialy ser folkatko, to taki, ktory pod wplywem dzialania
                                        powietrza (bakterie) pokrywa sie glebokim nalotem zoltej (czasami
                                        nawet zielonkawej) mazi. Dzisiaj to moze byc proces bardziej
                                        dlugotrwaly (te wszystkie ulepszacze, pateryzacje mleka itp.), ale
                                        jak go pokroisz w plastry szybciej bedzie gliwial. Najlepszy do tego
                                        celu bedzie ser od 'baby', bo z naturalnego mleka i z duza kultura
                                        bakterii ;-P. Piwa nie pijam, ale jako przegryzka do niego... i
                                        owszem, nadaje sie...
                                        • Gość: hm... Re: wampiurku...... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.09, 11:23
                                          A tak przy okazji - podobnej 'obrobce' poddaje sie i ser owczy, zeby
                                          uzyskac bryndze, tylko celem nie jest zgliwienie, a skwasnienie
                                          (bunz jest bardziej slodki niz ser krowi) i sfermentowanie, az
                                          pojawia sie wewnatrz bryly sera pecherzyki powietrza. Wtedy bunz sie
                                          miele, wyrabia ze spora iloscia soli i uzyskuje ten niepowtarzalny
                                          smak bryndzy. To, co czasami mozna kupic w naszych sklepach to
                                          podrobka krowio-owcza. I ta prawdziwa bryndza to dopiero jest
                                          zakaska do piwa!
                                          • tajnos.agentos Re: wampiurku...... 28.11.09, 11:36
                                            Tak się robi tylko niektóre sery. W większości - szczególnie serów
                                            twardych ścięcie mleka uzyskuje się dodając podpuszczki (enzym
                                            produkowany w żołądkach cieląt, rozpoczynający trawienie białka
                                            mleka). Fermentację bakteryjną prowadzi się później, dodając
                                            odpowiednich szczepów bakterii. To się nazywa "dojrzewanie sera".:)
                                            • Gość: hm... Re: wampiurku...... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.09, 11:44
                                              Zeby z mleka owczego uzyskac ser tez sie dodaje podpuszczki i sa to
                                              biale grudki w skopku mleka, ktore szanujacy sie baca wybiera z
                                              mleka, odcedzajac je gaciami. Tak powstaly ser - bunz - jest serem
                                              bialym i miekkim, nie wymagajacym dojrzewania... Natomiast
                                              wyrabianie bryndzy niewiele ma wspolnego z dojrzewaniem, o ktorym
                                              piszesz...
                                              • tajnos.agentos Re: wampiurku...... 28.11.09, 11:55
                                                Oczywiście. Chodziło mi o twaróg oraz sery twarde, półtwarde i
                                                dojrzewające.:)
                                        • tajnos.agentos Re: wampiurku...... 28.11.09, 11:31
                                          Dziś ze sklepowego albo nawet surowego, ale spełniającego
                                          współczesne normy sanitarne mleka niewiele da się zrobić, gdyż jest
                                          po prostu za czyste z punktu widzenia mikrobiologii... Jedynym
                                          sposobem jest zaszczepić "dobre" bakterie dodając nieco kefiru albo
                                          jogurtu. Inaczej, rozwiną się w nim pochodzące z otoczenia bakterie
                                          gnilne. Mleko "od baby" poza tym, że często bywa pozyskane w
                                          warunkach urągających higienie, że może zawierać bakterie
                                          chorobotwórcze i ogrommne ilości komórek z nabłonków (pochodzące na
                                          przykład z podklinicznych stanów zapalnych wymienia) a nawet
                                          substancje zupełnie obce (antybiotyki, pozostałości środków myjących
                                          itd.) zawiera przede wszystkim naturalne bakterie kwasu mlekowego.
                                          Odpowiadają one za procesy zsiadania się mleka a różnorodność
                                          występujących szczepów jest odpowiedzialna za wielką różnorodność
                                          regionalnych smaków i aromatów.
                                      • tajnos.agentos Re: wampiurku...... 28.11.09, 11:20
                                        E tam. Kiedyś poczęstowano mnie którymś z oryginalnych serów
                                        korsykańskich. Nie pamiętam jak toto się nazywało, ale to był
                                        prawdziwy ser "masowego rażenia". Same żabojady mówią, że produkcja
                                        tego wynalazku w zasadzie powinna być zabroniona, no ale
                                        tradycja...:)
                                        • wampir-wampir Re: wampiurku...... 28.11.09, 12:22
                                          tajnos.agentos napisał:

                                          > E tam. Kiedyś poczęstowano mnie którymś z oryginalnych serów
                                          > korsykańskich. Nie pamiętam jak toto się nazywało, ale to był
                                          > prawdziwy ser "masowego rażenia". Same żabojady mówią, że
                                          produkcja
                                          > tego wynalazku w zasadzie powinna być zabroniona, no ale
                                          > tradycja...:)

                                          To może był Vieux- Boulogne?
                                          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,2414291.html
                                          • tajnos.agentos Re: wampiurku...... 28.11.09, 12:24
                                            Nieee, to był jakiś tradycyjny regionalny wynalazek z Korsyki. Nie
                                            pamiętam nazwy...:)
                                      • wampir-wampir Re: wampiurku...... 28.11.09, 12:15
                                        Gość portalu: folkatka napisał(a):

                                        > Zgliwieć - jak rozumiem - to stwardnieć? Bo to jakis regionalizm.
                                        > Wiesz - troche sie rozmażyłam.
                                        > Z piwkiem musi byc fajne:))

                                        Nie stwardnieć. Zgliwieć znaczy zgnić. Dlatego tak śmierdzi. Taka
                                        breja się z tego zrobi i kolor zmieni. Trzeba obserwować, bo jak za
                                        długo stoi to może spleśnieć i wtedy już tylko do wc się nadaje.

                                        A z piwkiem rzeczywiście super :-)))
                                      • Gość: bosman sorki folkatko!! IP: *.lublin.mm.pl 28.11.09, 18:53
                                        rozmaŻyłam??? - marzyć - od mara a nie od mazać.
                                • _aaa_ Re: wampiurku...... 27.11.09, 23:49
                                  Smaki przedszkolne...nieodmiennie jest to klops z buraczkami lub kotlecik mielony przynoszony w kieszeni fartuszka do domu.
                                  Racuszki z jabłkiem konsumowałam na miejscu.
                                  To było bardzo fajne przedszkole na ul. Zielonej.
                                  Chyba nawet lubiłam tam chodzić. Zawsze ładnie pachniało pastą do parkietów.
                                  Zapach pasty z Żabką i pomarańcze...ok, błogo mi sie robi, mozna iść spać zatem:)

                                  A jutro może będzie o rżnięciu skoro znowu mamy weekend.
                                  elan zatam niech szykuje paczkę chusteczek higienicznych...:)))
                                  • Gość: folkatka Re: wampiurku...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.09, 00:06
                                    Smaki zerówkowe(bo do przedszkola nie chodziłam, pozsatjac pod czujna opieką
                                    babć i dziadka) - niesmaczna zupa mleczna z kluchami serwowana co rano.
                                    I jedna dziewczynka, która była wyjątkowym niejadkiem - konczyła jakieś pół
                                    godziny po nas wszystkich. Dlatego zapamietałam jak sie nazywałam.
                                  • wampir-wampir Re: wampiurku...... 28.11.09, 12:36
                                    _aaa_ napisała:

                                    > A jutro może będzie o rżnięciu skoro znowu mamy weekend.
                                    > elan zatam niech szykuje paczkę chusteczek higienicznych...:)))

                                    Nie wiem, czy się odważy. Wystraszyłem go chyba:
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,62,100863478,103523448,Re_Brawo_Helweci_.html
                                • Gość: as Zigliwiały tatarski ser spod Janowa IP: 83.238.139.* 28.11.09, 14:40
                                  Czasami dostaję w prezencie jest super.
                                  Biały twardy ser należy zmielić, dodać jajka i uformować krążki, które trzeba
                                  zapiec. Po upieczeniu ser może sobie schnąć nawet kilka tygodni.
                                  Zastanawiam się czy nie jest to pozostałość po Tatarach, gdyż oni właśnie
                                  praktykowali podobna potrawę.
                                  • folkatka Re: Zigliwiały tatarski ser spod Janowa 29.11.09, 15:40
                                    Tatarski, powiadacie...?
                                    Lepszej rekomendacji nie trzeba. Wszak mam tatarskich przodków.
                                    • Gość: bosman tatarski to jest ..... IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 17:00
                                      befsztyk! i nie mieszać mi tu proszę, no.
                                      Co to się porobiło, cholera jasna?! Co siekane, z jajem to zaraz "tatarski".
                                      Nawet już "tatara" z łososia wymyślili. A Urban (tak, tak - Jerzy, ten z NIE, a
                                      ściślej jego żona) wymyślił śledzia a`la "tatar". Nawet mi przepis przysłał.
                                      Przyznam, smaczne. Ale to nie TATAR tylko TATARSKI.
                                      • Gość: folkatka Re: tatarski to jest ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.09, 17:16
                                        MOżesz zamieścić ten przepis? Ciekawa jestem.
                                        Chyba, że jest on objety prawami autorskimi:)
                                        • Gość: bosman na tego śledzia? proszę bardzo IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 17:35
                                          Śledzie solone (matiasy) odsączyć, pokroić w niewielką kostkę ,cebulę obrać,
                                          pokroić w kostkę, włożyć na sito, przelać wrzątkiem, dokładnie osączyć ,śledzia
                                          wymieszać z cebulą, przyprawić do smaku sokiem z cytryny i pieprzem, połączyć z
                                          olejem (ja daję słonecznikowy), dobrze schłodzić, porcje rozłożyć na talerze
                                          każdą porcję ozdobić wokół cząstkami cytryny i pokrojonymi w drobną kostkę
                                          oliwkami, cebulą i ogórkiem całość ozdobić gałązką koperku,
                                          • _aaa_ Re: na tego śledzia? proszę bardzo 29.11.09, 17:50
                                            Ten tatar Małgośki, to wariacja na temt czegoś, co nazywa się ceviche i pochodzi z ameryki południowej.
                                            W oryginale jest to ryba - najczęściej surowy dorsz (np. w Peru) pokrojony w drobne kawałki zamrożony (mrożenie nadaje rybie kruchość) a następnie zamarynowany w soku z limonki (można i w cytrynie, ale to juz nie to samo).
                                            Miesz sie to pożniej z cebulą, papryczką chili drobno pokrojoną w paseczki i np. z czerwoną fasolą.
                                            Pod to moze być np. peruwianski drink czyli 1/2 zmrożonej wódki, 1/2 bardzo zimnej wody. Wlewa się to do szklanki i kładzie po wierzchu ubitą słodką painę z białek. Posypac sobie mozna kakałkiem lub tarta gałką muszkatułową, co kto lubi.
                                            Napój jest potwornie zdradliwy, bo po przeleceniu przez pianę, alkohol jest prawie niewyczuwalny, wiec pije sie to jak wodę.
                                            Efekty moga być ciekawe - "Panie Pawełku, tak Pan nam nagle zgasł":)))
                                            • Gość: bosman no, Panie dziejku...... IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 21:21
                                              eksperymentalna zakąska hehehe...
                                              W tym roku, gdy byłem na urlopie, na Helu i nałowiłem sobie dorszy, zrobiłem sobie coś takiego:
                                              świeżutkiego,surowego dorsza posiekałem drobniutko, posypałem posiekaną cebulką, posoliłem, obficie skropiłem sokiem z cytryny, to na chlebek z masełkiem i.......mniam mniam. Pod gorzałeczke - cudo! Doskonały jest też świeży - prosto z morza, surowy śledź. Też z cebulką ale pokropiony oliwą i cytrynką. Smacznego.
                                              • wampir-wampir Re: no, Panie dziejku...... 29.11.09, 21:28
                                                A ja się wtrącę a propos trunków. Mój ojciec zrobił kiedyś bimber z
                                                palonym cukrem. Destylował to 6 razy, więc był mocny jak piorun.
                                                Oczy piekły od zapachu, ale przez gardziołko przechodził gładziutko.
                                                Miał smak czekolady z orzechami. Wytrąbiliśmy z koleżanką 0,7 litra
                                                i wstać nie mogliśmy, ale na drugi dzień ani śladu kaca.
                                                • Gość: bosman wygonił tatko fuzle....... IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 21:32
                                                  poprzez wielokrotna destylację to i "zespołu dnia drugiego" nie było. Spirytus
                                                  rektyfikowany z wodą mineralną, dobrze "przegryziony" też nie wywołuje kacunia.
                                                • empi Re: no, Panie dziejku...... 29.11.09, 21:35
                                                  Ech...wampirze, a gibazol z landrynek? Też pychotka, wcale nie taki
                                                  słodki, miętowe landrynki się też nadawały. Kiedyś zdobyłem 10 kg
                                                  takowych, producentowi się pozlepiały. Wtedy jeszcze sprzedawano je
                                                  luzem na wagę.
                                                  pzdr.
                                                  • wampir-wampir Re: no, Panie dziejku...... 29.11.09, 21:38
                                                    A herbacianka? Na czyściutkim spirytusie... To były czasy :-)))
                                                  • Gość: bosman a z mandarynek pędzili wy? IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 21:41
                                                    to dopiero bimberek ;-)
                                              • _aaa_ Re: no, Panie dziejku...... 29.11.09, 21:41
                                                Gość portalu: bosman napisał(a):

                                                > eksperymentalna zakąska hehehe...

                                                żadne tam eksperymenty, cała ameryka południowa tym sie karmi
                                                • Gość: bosman eksperymentalna..... IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 21:47
                                                  jak na nasze "stosunki".....
                                                  • _aaa_ Re: eksperymentalna..... 29.11.09, 21:55
                                                    Gość portalu: bosman napisał(a):

                                                    > jak na nasze "stosunki".....

                                                    ale błyskawicznie się przyjęła w warszawskim towarzystwie.
                                                    Puchnę z dumy, że w dużej mierze za moją przyczyną:)
                                                  • Gość: bosman tam nie bywam.... IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 22:00
                                                    ale kto wie, może zaryzykuję i posmakuję...
                                                  • Gość: bosman mówię o gorzałce..... IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 22:02
                                                    z tymi białkami i całą resztą.
                                                  • _aaa_ Re: mówię o gorzałce..... 29.11.09, 22:17
                                                    foto.moon.pl/zdjecie/93117
                                                    sante!:)))
            • Gość: kaczo i sucho Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? IP: 132.170.18.* 01.12.09, 21:04
              Kawy z McDonald's nie polecam nikomu... bo w koncu chodzilo o kawe,
              czy tak?

              P.S. Lublin to, niestety, wciaz m.in. "teatr co wiecznie w budowie",
              zniszczony i zaniedbany Park Ludowy, a takze okropne okolice dworca
              glownego PKS!
    • ryza_malpa1 Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 27.11.09, 19:45
      Nescafe na deptaku na Krakowskim jest od 7 albo 8.
      15 minut szybkim krokiem przez Stare Miasto.
      Chyba ze ktos ma dupe przyrosnieta to dla niego to kawalek.
      • megimach Re: kawa o 8.30 w lublinie w sobotę-gdzie? 27.11.09, 23:17
        bywam w lublinie od ok roku raz-dwa razy w miesiącu zawsze jest to
        sobota - prowadze tam treningi znaczy szkolę ludzi. I podoba mi sie
        samo miasto, zwykle w okolicach dworców nie ma fajnych knajpek,
        dziekuje za namiar na nescafe.może induwiduum jestem, czasem frytki
        w mcdonaldzie tez zjem, a o mieście najlepiej świadczą jego
        mieszkańcy;) niezły kulinarny wątek powstał;)
        • Gość: hm... A cebularzy probowales? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.09, 12:01
          bo tez i taka powinna byc kolej rzeczy... McDonaldsowi trzeba sie
          przeciwstawiac silom i godnosciom osobistom ;-)
        • Gość: bosman a`propos cebularzy IP: *.lublin.mm.pl 28.11.09, 19:03
          jesli przyjeżdżasz tak rano do Lublina to 200m od dworca PKS na ul. Furmańskiej
          (każdy przechodzień Ci wskaże) jest piekarnia Kuźmiuka, rano (w sobotę też) 7-9
          mają CIEPLUTKIE! ŚWIEŻUTKIE cebularze, prosto z pieca! Tylko (jak na mój gust)
          proś o cienkie, wypieczone. Niebo w gębie. Smacznego.
          PS: i pyyyyyyyyszszszne rogale maślane - do kawusi porannej czacza! Pozdrawiam.
          • Gość: hm... Re: a`propos cebularzy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.09, 15:51
            bosmanie! dlaczego korzystasz z pie...ika, zamiast z á (alt +
            0225)?
            • Gość: hm... Re: á propos cebularzy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.09, 15:53
              bleeee... wykropkowali...
            • Gość: bosman Re: a`propos cebularzy IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 17:02
              ???????
            • Gość: hm... Re: á propos cebularzy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.09, 17:11
              nie wiesz o co chodzi, czy nie wiesz co wykropkowali? i tak do
              jednego sie sprowadza - a ma byc z apostrofem, a nie z tym tam,
              no... tym co wykropkowali ;-) empi wie dobrze, jak to sie tu na
              forum nazywalo onegdaj...
            • Gość: bosman już się "naumiałem" IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 17:25
              w Wordzie wchodzi, tu nie chce :-(
              • Gość: hm... Re: już się "naumiałem" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.09, 17:34
                grzeczny bosman ;)
                wchodzi i tu, bo tu sie pisze w Times New Roman CE

                • Gość: bosman Re: już się "naumiałem" IP: *.lublin.mm.pl 29.11.09, 21:24
                  może i grzeczny, ale że grzeszny to fakt.
                  no kurna - nie wchodzi! Może dlatego że "jestem" w Mozilli?
                  • Gość: hm... Re: już się "naumiałem" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.09, 22:28
                    i o to chodzi, i o to chodzi ;-)))))
                    • malpiarnia wieczorowa kawusia 29.11.09, 22:53
                      a ja, jak sie napilem kawusi wieczorem na Starym Miescie ,to juz nie
                      musialem rano
                      calutka noc nie spalem i rano nie szukalem
Inne wątki na temat:
Pełna wersja