tajnos.agentos
18.12.09, 12:54
"Arktyczne mrozy", ofiary śmiertelne, korki, kolizje, pociągi... No, tragedia!
Wystarczyło, że temperatura spadła poniżej minus 10 i trochę poprószyło
(normalnie, jak to u nas w zimie) i już pismaki wszystkich Mediów łączą się w
zachłystywaniu najświeższymi doniesieniami. W związku z tym, przypomina mi się
słynna "zima stulecia" przełomu lat 1978/79. Ech, pamiętam,jak popołudniem
dnia 31 grudnia wracałem sobie ze szkoły (wtedy między Bożym Narodzeniem i
Nowym Rokiem były zajęcia), padał deszcz... I nagle zauważyłem że kurtka
zaczyna mi sztywnieć: złapał mróz. Niedługo po tym, deszcz przemienił się w
śnieg, po godzinie było już biało, wieczorem natomiast zabrakło prądu, wody
(stanęły hydrofory), ostygły grzejniki (stanęły pompy w wymiennikach ciepła) a
na ulicach przez zwały śniegu już ie można było przejść ani tym bardziej
przejechać. Stanęło wszystko. Prąd wprawdzie wrócił w nocy (rybki w akwarium
nie zdążyły mi się wychłodzić na śmierć), ale następnego dnia rano wszystko
było zasypane na równo. W szkołach zrobiono wcześniejsze ferie, więc wybrałem
się pociągiem do rodziny do Chełma. Podróż trwała ponad 6 godzin, bo tory były
zasypane i nie pomogły nawet 2 lokomotywy. Domy na wsi były zasypane po dachy
i setki miejscowości całymi tygodniami były odcięte od świata, zaopatrywane
przez wojskowe śmigłowce... Na ulicach Lublina czołgi przepychały zwały
śniegu, by doraźnie udrożnić ulice, temperatury nawet w dzień poniżej minus 20
(w Suwałkach minus 30)... To były zimy i Naród się nie dał! A dziś? Ech, same
cioty i oglądacze telewizyjnych seriali...:)))