dociek
10.02.04, 01:04
Wyszedłem z pewnego zebrania grup członkowskich spółdzielni mieszkaniowej
załamany i jednocześnie wściekły. Przecież wiem, kto zasiedlał najstarsze
osiedle tej dzielnicy. Byli to ludzie zaliczani nie tylko do tzw. wolnych
zawodów i inteligencji pracującej lat 60-tych, ale także ludzie młodzi i
odważni. Odważni, bo podjęli się stworzenia czegoś zupełnie nowego w
Lublinie, również i w Polsce - spółdzielczości mieszkaniowej. Postanowili
wspólnie jako społeczność zbudować nową dzielnicę... i się udało. Do dziś
jeszcze widać jakie piękne osiedla powstały. Wspólne domy, skwery i place, o
które dbało się z własnej woli i razem upiększało. Pilnowali tu porządku
wszyscy mieszkańcy - starzy i młodzi. Miałem wrażenie, że ten
osiedlowy "raj" i wzajemne sąsiedzkie porozumienie przetrwają do mojej
starości.
Niestety, nawiedzeni burzyciele starego ładu uznali, że właśnie to, co się
udało poprzednikom, należy zniszczyć szczególnie, ponieważ tzw. "komuna", wg
dogmatów nowego polskiego ładu, nigdy nie potrafiła czegoś stworzyć, a
tylko "gnębiła i niszczyła". Jakże więc można zachować dowody ewidentnie
zaprzeczające tym dogmatom i "nowej" propagandzie. Rzucono na początek
kolejne kłamliwe hasełko, że spółdzielczość jest wymysłem komunistów, co jest
oczywiście bałamutną bzdurą. Taka nagonka w stylu stalinowskim bardzo
przypasowała narodowo-katolickim "bolszewikom" z LPR-u, którzy podjęli
nasilniej akcję sączenia jadu i niszczenia spółdzielczej społeczności oraz
wspólnego dobra. Radiomaryjni "liderzy" typu Biela, czy Masłowska, walczący o
rzekome dobro swoich wyznawców - mieszkańców, pod hasłem "uwłaszczenia", pod
parasolem kościoła i przy wsparciu proboszczów przeprowadzają masowe
wymóżdżanie wśród ludzi, którzy kiedyś, dawno temu mogli zostać nawet nazwani
społeczną "awangardą". Niestety, ówczesna gorliwość i młodzieńczy zapał z lat
60-tych, przy pomocy zatruwania umysłów kościelną i przykościelną propagandą
zostały bardzo sprytnie przemienione w nawiedzenie, dewocję, nienawiść i
amnezję. Powiem brutalniej, odniosłem wrażenie, że mózgi te chyba wyschły,
skruczyły się i zanikły. Wyszedłem z zebrania przerażony, bo było to zebranie
pełne jadowitych i bezmózgich zombi, którzy kiedyś byli normalni, przyjaźni i
serdeczni.