janostrzyca
13.04.10, 19:31
Po tragicznej śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego odzywają się
tacy, którzy chcieliby widzieć go tylko jako portret w złoconych
ramach lub w wawelskiej krypcie. Próbują narzucić opinii publicznej
swoje uwielbienie dla zmarłego, odsądzają od czci i wiary dawnych
krytyków prezydenta. Nie mają racji. Lech Kaczyński był osobą z krwi
i kości, pełnił z woli narodu najwyższy urząd w państwie i dlatego
był, jest i będzie obiektem osądów, pochwał, krytyki. Jego wierni
pretorianie chcą go widzieć w roli zacnego nieboszczyka, którego
będą wołać na pomoc jeśli będzie taka potrzeba.
Uważam, że Lech Kaczyński nie był wybitnym prezydentem, nie miał
sukcesów wewnętrznych i zagranicznych, wyraźnie męczył się na
urzędzie, był chimeryczny, podsycał raczej lęki i kompleksy niż
odwagę i dumę. Nie łączył a dzielił Polaków.
Dla mnie miał jednak kilka zalet. W sprawach pracowniczych, roli
państwa, służby zdrowia, potrzeby obrony publicznych mediów był
lewicowy. Dlatego planowałem zagłosować na niego w II turze
wyborów, gdyby kandydował przeciw Komorowskiemu.
Prezydenturę i osobę Lecha Kaczyńskiego trzeba oceniać. Należy
recenzować, surowo lub nawet niesprawiedliwie, w imię dobrze
pojętej pamięci i prawdy historycznej. W przeciwnym razie Polacy
będą mieli drugiego Lenina (wiecznie żywego), obiekt kultu i ludzką
wydmuszkę, pustą w środku, pomalowaną we wzory, które wymyślił ktoś
zupełnie inny. Te wzorki już wymyślają. Aż strach pomysleć co zrobią
z prawdą o Lechu Kaczyńskim jako człowieku...