Według NFZ onkologia nie ratuje życia

23.04.10, 22:06
Nie można jakoś tego kurw...szona zarazić jakoś rakiem ?
    • kain_brat_abla Re: Według NFZ onkologia nie ratuje życia 23.04.10, 22:24
      Tej z nfz.
    • bosman_maly Według NFZ onkologia nie ratuje życia 24.04.10, 13:43
      Żeby dać onkologii to komuś trzeba zabrać. Jakieś propozycje? Wcześniaki, zawałowcy.

      Na odebranie kasy urzędasom nie ma co liczyć. Polacy co wyboru głosują na socjalistów-etatystów: raz pobożnych, raz bezbożnych.
      • gandzia4 Re: Według NFZ onkologia nie ratuje życia 24.04.10, 22:37
        Tak mam propozycję, zlikwidować NFZ, sprzedać ich biurowce i tak oszczędzone
        pieniądze przekazać na faktyczne leczenie.
    • stiw60 Według NFZ onkologia nie ratuje życia 24.04.10, 16:32
      Nie jestem pierwszy, który twierdzi, że NFZ należy zlikwidować! Te darmozjady
      mają w głowie chyba siano.?by nie powiedzieć gów..?
      • Gość: Ice Re: Według NFZ onkologia nie ratuje życia IP: *.unreg.tvk.wroc.pl 25.04.10, 13:39
        NFZ pozera 1% budzetu na swoje funkcjonowanie. Jesli uwazacie ze
        likwidacja jednostki zarzadzajacej jednym z najbardziej lakomych
        konsków jakim jest budzet ponad 50 mld zl pomoze to nie ma sprawy -
        tylko ze wtedy pienizaki wyciekna gdzies tak w ... no nie wiem marcu
        kwietniu ? pozniej zamykamy szpitale bo juz nie bedzie w ogole kasy.
        Co to za ekonomisci z psiej wolki sie wypowiadaja w kwestii
        zarzadzania ta kasa? jak sie zlikwiduje NFZ to bedzie i tak musialo
        cos powstac co bedzie te pieniadze rozdysponowywac - jaki dla nas
        polakow zysk? cofniecie sie znow kilka lat wstecz i ponowne
        przechodzenie przez bledy przez ktore juz przeszedl NFZ - chcecie
        powtorki sytuacji z kasami chorych? to byl dobry pomysl -
        zlikwidowano powstal NFZ i znow musial sie uczyc tego co juz kasy sie
        nauczyly - takie niemieckie kasy chorych maja juz prawie 60 lat
        doswiadczenia polacy chca co 5 lat zaczynac od zera - powodzenia zle
        to widze

        Oby nikt z nas nie musial korzystac z pieniedzy skladkowych i obysmy
        wszyscy zdrowi byli
        • Gość: j2 Re: Według NFZ onkologia nie ratuje życia IP: *.lublin.mm.pl 29.04.10, 22:40
          1% to bardzo mało.
    • Gość: twoj listonosz Re: Według NFZ onkologia nie ratuje życia IP: *.236.72-86.rev.gaoland.net 25.04.10, 16:56
      tanie panstwo TUSKA jest tylko dla zrowych i bogatych
    • Gość: bosman kilka słów o NFZ - przydługie ale cudne! IP: 178.56.55.* 26.04.10, 13:13
      ubliczna Służba Zdrowia

      Dziewczyna chciała wiedzieć, czy w ogóle będę mógł być ojcem, a ja
      teraz czuję się nieswojo, może nawet trochę mi wstyd, na szczęście
      kolejka do recepcji nie jest długa, przede mną tylko dwie osoby,
      poza tym mam nadzieję, że takie badania przeprowadza się dyskretnie.
      Chociaż mina mi nieco rzednie, gdy recepcjonistka pyta o dokładny
      adres pacjentkę, która stoi przede mną.

      - Bobrza dwa przez jeden, czy przez dwa? Bo mam tu niewyraźnie.

      - Przez jeden.

      - Telefon sześć, pięć, sześć, cztery, dwa, zero, zero, jeden?

      - Tak.

      - Czy jak wynik będzie pozytywny, to możemy zadzwonić z rana?

      - Nie, rano będę w pracy, wolałabym po południu.

      - To może zostawić wiadomość komuś z rodziny, żeby przekazał.

      - Nie wolałabym nie, poza tym jutro rano w domu nikogo nie będzie.

      No nieźle, myślę sobie, pełen zakres informacji dla włamywacza. Nie
      dość, że dokładny adres, to jeszcze cynk, że mieszkanie od rana
      będzie puste.

      Teraz ja.

      - Pan do kogo?

      - Ja mam ubezpieczenie w Signal Iduna. Miałem się zgłosić na
      czternastą.

      - Adres?

      - Parkowa 12.

      - Pana pesel?

      Od pewnego czasu źle znoszę takie bezpośrednie pytania o swój wiek.
      Zwłaszcza, że za mną staje w kolejce młoda dziewczyna i miło się
      uśmiecha.
      Piszę swój pesel na kartce i podaję przez okienko.

      - Ta pierwsza cyfra to 68 czy 66? Bo niewyraźnie pan napisał…

      - Liczba.

      - Co, liczba?

      - Liczba. Nie cyfra, tylko liczba.

      - Cyfra to nie jest tylko, proszę pana, taki kanał telewizyjny, a ja
      pytam pana o rok urodzenia.

      - …ściedziesiąt osiem – syczę przez zęby.

      - I pan do kogo?

      - Do pani doktor Klepaczyńskiej.

      - Na badanie spermy?

      W kolejce za mną już trzy osoby. Doszła pani w fioletowym kapelusiku
      z kilkunastoletnią córeczką. Oczywiście natychmiast przestały
      rozmawiać i patrzą się na mnie.

      - Tak.

      - Chwileczkę, muszę zadzwonić do ubezpieczyciela i sprawdzić, czy
      panu na kartę przysługuje, czy za dopłatą – sięga po telefon i
      powoli wykręca numer, a ja czuję, że koszulę mam już mokrą od potu.

      - Halo, halo! – krzyczy w słuchawkę, jakby wołała przez okno. – Tu
      mam pacjenta, nazywa się Piotr Yours i przyszedł na badanie spermy,
      czy to odpłatnie ma być, czy jest ubezpieczony?

      Mam wrażenie, że słychać tę cholerną babę w całej przychodni. W
      każdym razie na pewno słychać ją po gabinet stomatologiczny, bo cała
      kolejka podnosi głowy jak na komendę i patrzy się na mnie z
      zainteresowaniem, siedem par oczu na jednym rzędzie krzeseł,
      zupełnie jak siedmiogłowy smok, a ja się czuję jak dziewica
      wystawiona mu na pożarcie.

      - Ma ubezpieczenie, tak? A konkretnie?

      -…

      - Ach, tak. Dobrze, to zrobimy kompleksową analizę nasienia. I przy
      okazji na bakterie, tak? Beztlenowce?

      - Nie, nie trzeba – wtrącam czerwony ze wstydu.

      - Ale ma pan w pakiecie, można przy okazji na bakterie zrobić –
      surowym głosem upomina mnie recepcjonistka. – To robimy te
      beztlenowce, tak?

      - Może same tlenowce wystarczą – negocjuję słabym głosem.

      Stojąca za mną dziewczyna słucha tej wymiany zdań z powagą, więc
      próbuję to jakoś obrócić w żart.

      – Wie pani, jak słyszę o beztlenowcach to się empatycznie duszę.

      Ale ona nadal jest poważna, a ja się czuję jak kretyn. W dodatku
      kretyn roznoszący bakterie drogą płciową.

      Recepcjonistka postanawia doprowadzić mnie do samobójstwa. Bierze
      jakąś instrukcję obsługi i czyta: „Ze względu na to, że intensywne
      życie płciowe lub samogwałty (masturbacje) mogą prowadzić do
      okresowego obniżenia ilości dojrzałych plemników w nasieniu, zaleca
      się wstrzemięźliwość płciową na 3-5 dni przed badaniem. Jeśli w dniu
      badania jest pobierana krew w celu wykonania innych badań, nasienie
      należy zawsze oddać po pobraniu krwi”.

      - Czy ubezpieczyciel uprzedzał pana o wstrzemięźliwości? – pyta, a w
      jej głosie słyszę prawdziwe zainteresowanie pacjentem.

      - Tak…

      W przychodni cisza. Nie ma ani jednej osoby, która by na mnie nie
      patrzyła.
      We wzroku stojącej za mną dziewczyny dostrzegam litość. Matka
      nastolatki udaje obojętność, jej córka obgryza paznokcie i dostaje
      wypieków na twarzy.

      - Czy będzie pan też badać dzisiaj krew? – dopytuje recepcjonistka,
      łypiąc na mnie spod okularów o szkłach grubych jak denka słoików.

      - Nie, nie trzeba – szepczę, przekonany, że właśnie wydałem ostatnie
      tchnienie.

      Ale nie doceniam naszej służby zdrowia. Oprawca w białym kitlu
      poprawia okulary i czyta dalej:

      „Wytrysk niezbędnego do badania nasienia uzyskuje się poprzez
      samogwałt (ręczne drażnienie zewnętrznych narządów płciowych, w
      wyniku którego dochodzi do wytrysku). Należy uprzednio starannie
      umyć prącie wodą z mydłem. Nasienie (ejakulat) do badania musi
      pochodzić z jednego wytrysku -
      (pierwszego!) po okresie 3-5 dniowej wstrzemięźliwości płciowej.
      Oddaje się go bezpośrednio przed badaniem do czystego, suchego i
      jałowego szklanego naczynia (otrzymanego z laboratorium, gdzie
      wykonywana jest analiza nasienia). Naczynie, przed uzyskaniem
      nasienia, powinno być ogrzane do temperatury ciała człowieka, tj.
      36,6°C (np. w dłoniach). Ważne jest, aby do naczynia pobrać całą
      objętość nasienia i natychmiast dostarczyć do laboratorium. W
      sytuacjach wyjątkowych dopuszcza się możliwość uzyskania nasienia po
      odbyciu z partnerką stosunku płciowego przerywanego. Nie zaleca się
      pobierania nasienia z prezerwatywy ze względu na substancje
      chemiczne działające plemnikobójczo. W przypadku spornego ojcostwa
      nasienie oddawane jest w laboratorium pod kontrolą lekarza biegłego
      sądowego.”

      Cisza jest już taka, że aż boję się oddychać. Boję się, że jak będę
      oddychał, to wszyscy usłyszą moje pospieszne tętno, pewnie już teraz
      słychać jak wali w moich skroniach i echem odbija się od ścian
      korytarzy.

      Matka nastolatki patrzy na mnie z chęcią mordu w oczach. Nastolatka
      z wyrzutem, zupełnie jakbym to jej się wypierał.

      - Czy wyniki będą stanowić dowód w sprawie o ustalenie ojcostwa? –
      pyta lodowatym głosem recepcjonistka, a ja już czuję, jak ława
      przysięgłych pod gabinetem stomatologa wydaje wyrok skazujący.

      - Nie, proszę panią – niemal już łkam do recepcjonistki, pewien, że
      właśnie popełniłem błąd, bo przecież powinienem do niej
      mówić „wysoki sądzie”. – To nie są badania o ustalenie ojcostwa,
      tylko o to, czy w ogóle mogę być ojcem, lekarz mówił, że chodzi
      tylko o zbadanie żywotności plemników.

      Słyszę jak wielkie kamienie winy z łoskotem wypadają na podłogę z
      rąk gotowej do ukamieniowania mnie kolejki. A więc może jakoś to
      przeżyję!

      - To dobrze – recepcjonistka wydaje wyrok w zawieszeniu. – Bo
      inaczej trzeba byłoby umawiać biegłego, a tak zrobi sobie pan to
      intymnie w pokoju numer dwadzieścia pięć.

      Intymnie, to bardzo trafne słowo. Skoro na całym piętrze nie ma ani
      jednej osoby, które by nie wiedziała, jak się nazywam, ile mam lat,
      gdzie mieszkam. Skoro na całym piętrze nie ma ani jednej osoby,
      która by nie wiedziała, że zaraz udam się do pokoju dwadzieścia pięć
      i wyposażony w jałowe naczynie oddam się aktowi masturbacji,
      oczywiście po uprzednim ogrzaniu jałowego naczynia w dłoniach.

      cdn
      • Gość: bosman Re: kilka słów o NFZ - ciąg dalszy IP: 178.56.55.* 26.04.10, 13:14
        Ze wzrokiem wbitym w podłogę idę do laboratorium, czując na swoich
        plecach wzrok kilkunastu par oczu i wiem, że gdy zamykam za sobą
        drzwi, oczy wyobraźni tych kilkunastu osób nadal są przy mnie,
        obserwują mnie, każdy mój ruch, bo przecież jakie to dziwne i
        niespotykane, gdy w zwykłej kolejce do lekarza trafi się nagle
        pacjent, który przyszedł tu po to, żeby wytrzepać sobie konia.
        Ciekawe, jak mu to pójdzie? Czy tak od razu będzie miał erekcję? Czy
        może raczej wyciągnie z kieszeni jakieś pisemko porno?
        Tak, on chyba rzeczywiście miał ze sobą jakąś gazetę i to chyba nie
        była „Rzeczpospolita”. A jak mu się nie uda? To wróci z partnerką? I
        będą tam, jak głosił instruktaż z recepcji, robić to, co aż wstyd
        powiedzieć przy dzieciach? O rety, ale jakże to tak? Tylu tu ludzi
        za drzwiami, jedni chorzy, drudzy już tylko do kontroli, jedni z
        grypą, inni do leczenia zębów, tamten pan w rogu z zaćmą, a tamta
        pani z rwą kulszową, każdy z jakimś cierpieniem refundowanym przez
        Narodowy Fundusz Zdrowia, zaś tylko jeden człowiek, tylko ja, jestem
        tu po to, żeby za publiczne pieniądze zrobić sobie ręką dobrze, a
        jak się nie uda, to wrócę tu z partnerką i tuż obok gabinetu
        dentystycznego będziemy odbywać stosunek przerywany.

        Ale czy to tak wypada? I czy w ogóle można? To przecież wyraźnie
        sprzeczne z nauką kościoła katolickiego. Nie tylko masturbacja jest
        religijnie zabroniona, wytrysk poza partnerkę chyba jeszcze
        bardziej. Grzech, grzech w miejscu publicznym, w społecznym ośrodku
        zdrowia, a przecież nad recepcją krzyż wisi.

        I jakże ja mam teraz wyjść z tego pokoju dwadzieścia pięć, jak to
        miejsce opuścić bez wyrzutów sumienia, wstydu i niepokoju, jak
        przejść między rzędami krzeseł z kroczem na wysokości udręczonych
        moim grzechem oczu?

        Naciskam klamkę delikatnie i bardzo powoli, trwa to chyba
        kilkanaście sekund, bo mam nadzieję, że się wymknę niepostrzeżenie,
        jak będę się ruszał wolno, to nikt mnie nie dostrzeże, więc otwieram
        drzwi najciszej jak mogę i krok po kroku skradam się w kierunku
        wyjścia, gdy nagle słyszę za sobą goniący mnie z recepcji okrzyk.

        - Nie zgasił pan za sobą światła!

        Tego już dość. Widzę przed sobą drzwi z napisem „Kierownik
        przychodni”.
        Wpadam bez pukania i siedzącej za biurkiem kobiecie skarżę się
        niemal do bezdechu na tę całą publiczną torturę, kobieta kiwa głową
        ze zrozumieniem, po czym bierze mnie pod rękę i prowadzi do recepcji.

        - Pani Irenko – zwraca się łagodnym głosem – tyle razy prosiłam
        panią, żeby dyskretnie pacjentów załatwiać.

        - A wie pani doktor, co? – unosi się recepcjonistka. – Wie pani, co
        ten pan zrobił w pokoju dwadzieścia pięć? Ten pan za sobą światła
        nie zgasił!
        • Gość: Ice Re: kilka słów o NFZ - ciąg dalszy IP: *.unreg.tvk.wroc.pl 28.04.10, 17:43
          hhmmm zenada rozumiem ze chcesz swoje zale gdzies wylac ale co ma
          piernik do wiatraka? temat jest o NFZ a piszesz jak cie w przychodni
          potraktowano ...
          • Gość: bosman oooooo! czyżby sie odezwała IP: *.centertel.pl 29.04.10, 15:35
            biurwa z NFZ za marne 5000/miesiac?
    • Gość: j2 Re: Według NFZ onkologia nie ratuje życia IP: *.lublin.mm.pl 29.04.10, 22:39
      sam się zaraź.
      W większości przypadków rak jest nieuleczalny. Wg wielu onkologów leczenie
      obecnie dostępnymi lekami nic nie daje, niszczy organizm a przedłuża życie o
      miesiąc lub tydzień.
      A kurw.szonem jest zapewne twoja matka, skoro tak łatwo o innych kobietach się
      wypowiadasz
      • Gość: bosman nigdy tego nie robię ale tym razem... IP: *.centertel.pl 30.04.10, 09:00
        złamię zasady: życzę ci j2 raka. I zdychaj bez leczenia.
        • Gość: j2 Re: nigdy tego nie robię ale tym razem... IP: *.lublin.mm.pl 30.04.10, 15:27
          miałem nowotwór, NFZ odmówił leczenia bo nie było pieniędzy. Dwa razy.
          Nie przejmuj się że łamiesz zasady, ty też masz raka ale jeśli jeszcze nie
          pokazał się, to znaczy że twój organizm go wciąż zwalcza.
          Pomyśl za to sobie, że jak twoi będą rządzić, to nie tylko będziesz komuś mógł
          życzyć śmierci, ale będziesz mógł rozstrzeliwać za poglądy, tak jak ci których
          wielbisz
        • Gość: twoj listonosz Re: nigdy tego nie robię ale tym razem... IP: *.104.69-86.rev.gaoland.net 30.04.10, 21:54
          bosmanku ainnym co proponujesz
          ps gdzie sie POdziala ormowska czujnosc i regulaminy
          • Gość: twoj listonosz Re: nigdy tego nie robię ale tym razem... IP: *.104.69-86.rev.gaoland.net 30.04.10, 21:55
            ps czujnosc byla dla empi
          • Gość: j2 Re: nigdy tego nie robię ale tym razem... IP: *.lublin.mm.pl 05.05.10, 22:51
            biorąc pod uwagę tylko fakt że ja jestem lekarzem a bosman debilem można
            spokojnie olać jego wywody. Skąd ten półgłówek może wiedzieć co jest grane w
            onkologii?
            Oczywiście należałoby się spytać co by było gdyby ktoś napisał życzę ci
            Michniku(Tusku, papieżu, etc) byś dostał raka?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja