Papieros - wróg mojego małżeństwa

28.05.10, 11:01
Witam! Drodzy forumowicze - od dwóch lat jestem mężatką. Mój mąż
jest nałogowym palaczem - pali od 15 lat :( kiedyś palił mniej, a
teraz z wiekiem pali coraz więcej!!! rozmawiałam z nim,
przedstawiałam mu niekofrzyści płynące z tego nałogu i nic...żadnego
rezultatu - kończy się na niespełnionych obietnicach. Teraz nawet
już wpada w złość jak tylko poruszę ten temat. Mamy 7miesięcznego
synka... mieszkamy u rodziców a mąż znaczną częśc swojej i tak
niepozornej pensji poprostu przepala... niby jest odpowiedzialny,m
troszczy się o nas...ale fajki kocha i już :(:(:((Ostatnio zaczął go
nawet męczyć uporczywy kaszel, któym budzi w nocy i dziecko i
mnie... Nie wiem juz jak mam do niego mówić...Istnieją jakies
sposoby? pomóżcie!
    • Gość: bosman widziały gały co brały n/t IP: *.centertel.pl 28.05.10, 11:04
      • sothink Re: widziały gały co brały n/t 28.05.10, 11:45
        hehe dokładnie:) a później pretensje, ech te baby
        • Gość: bosman pewnie bedzie przez jakiś czas nosiła okulary.... IP: *.centertel.pl 28.05.10, 12:32
          gdy jej facet tego posta przeczyta. Albo pójdzie w siną dal. Ja to drugie bym
          zrobił, bo na ...... mi baba co się na zewnątrz obnosi z domowymi sprawami.
          • Gość: JB Taka sobie rada IP: *.lublin.mm.pl 28.05.10, 12:38
            Moze samej zacząc palic?
    • Gość: były palacz Re: Papieros - wróg mojego małżeństwa IP: *.nplay.net.pl 28.05.10, 12:59
      Ja również od wieeeelu lat byłem palacze.Zanim poznałem moją żone-ona też paliła.I jej matka,moi rodzice palili.Teściowa przestała palić.Tato mój też.Mama jest w zaawansowanym wieku i nadal pali.Żona moja przestała paliś 4 lata temu.Nie pali do dziś.
      Ja kilka razu rzucałem palenie-z powodzeniem.Pierwszy raz zaaplikowałem sobie tabletki,po których przestałem palić.A pźniej zacząłem,od tak dla zabawy.
      Ostatnio 2 lata temu,będąc w sanatorium,miałem w pokoju niepalącego współlokatora.Ja wychodziłem na dymka na balkon lub przed budynek.Tydzień przed zakończeniem turnusu powiedziałem współlokatorowi,że od następnego dnia (jak mi się skończą papierosy) rzucę palenie.
      I rzuciłem.Nie palę już 2 lata.Przyznam,że czasami po nocachmi się śnią papierosy,ale nie poddaję się.Często też przebywam z palaczami,ale to mi nie przeszkadza (chociaż później ciuchy śmierdzą niesamowicie).Dodam,że gdy paliłem,też wychodziłem na balkon aby nie smrodzić w domu.I to był duży plus,bo w mieszkaniu nie śmierdziało papierosami.
      Mojej koleżanki mąż również był nałogowym palaczem,Przeszkadzało to koleżance,która postawiła mężowi warunek:Albo papierosy albo ona.Dopuki facet nie rzucił palenia,spał w oddzielnym pokoju.Zrozumiał,że jest coś lepszego od papierosa.Teraz śpią razem w jednym łóżku.
      Inny sąsiad chodził do jakiegoś tam magika,który oduczał go od palenia za pomocą jakiegoś programu komputerowego.Sąsiad nie palił ok.3 miesięcy.Nie przeszkadzało mu że wokół niego współpracownicy palą.Teraz sąsiad pali i nadrabia "stracone na niepaleniu" dni....
      Reasumując:Kto nie chce rzucić palenia,to nie pomogą rzadne środki,żadne akupunktury czy programy komputerowe lub tabletki czy plastry.
      Trzeba mieć silną wolę.
      A wracając do żon palaczy-mężowie spali w jednym pokoju,a żony na ten czas miały innych partnerów.
      • wampir-wampir Miłość do fajek... 28.05.10, 18:33
        ... hmm, nic na to nie pomoże. Ja rzuciłem na kilka miesięcy.
        Stosowałem tabakę zamiast. Z powodzeniem. Ale jednak kocham
        fajeczki. Wróciłem do nich, choć palę malutko. Jakieś 5 papierosów
        dziennie. Bez nich jednak moje życie nie miało smaku. Uwielbiam po
        prostu i dodatkowo również tabakę, he, he...
        Ale gdyby gość miał tylko problem z silną wolą, a rzucić chciał to
        najlepszy ponoć jest Zyban. Niweluje głód nikotynowy, jak żadne
        reklamowane plastry i tabsy. Jest na receptę i jest drogi, ale
        działa.
        • _aaa_ Re: Miłość do fajek... 28.05.10, 18:57
          > Ale gdyby gość miał tylko problem z silną wolą, a rzucić chciał


          No właśnie. Jak na moje skromne oko, wyglada, że o chceniu mowy nie ma.
          Królik jak chciał, to odstawił z dnia na dzień fajki, przy dobowym ich spozyciu powyżej 3 paczek. Wytrzymał 2 lata abstynencji.
          • wampir-wampir Re: Miłość do fajek... 29.05.10, 00:42
            _aaa_ napisała:

            > No właśnie. Jak na moje skromne oko, wyglada, że o chceniu mowy
            nie ma.

            No to wcale nie jest takie pewne. Wielu facetów raczej da się
            pokroić niż przyzna, że czegoś nie mogą. Wolą z miną twardzieli
            udawać, że nie chcą :-)))

            > Królik jak chciał, to odstawił z dnia na dzień fajki, przy dobowym
            ich spozyciu
            > powyżej 3 paczek. Wytrzymał 2 lata abstynencji.

            Przy takim spożyciu dobowym chęć odstawienia występuje samoczynnie.
            Aż tyle powoduje, że nie smakuje. Pali się dużo pomimo i w końcu
            rzuca, przynajmniej na jakiś czas - ja tak miałem albo wraca do
            zwykłej ilości tj. paczka dziennie - tak też miałem.
            • _aaa_ Re: Miłość do fajek... 30.05.10, 12:08
              wampir-wampir napisał:

              >
              > Przy takim spożyciu dobowym chęć odstawienia występuje samoczynnie.
              > Aż tyle powoduje, że nie smakuje. Pali się dużo pomimo i w końcu
              > rzuca, przynajmniej na jakiś czas - ja tak miałem albo wraca do
              > zwykłej ilości tj. paczka dziennie - tak też miałem.
              >
              >
              Mylisz sie wampirze. Przy takim spożyciu odstawienie nastapiło na skutek...nazwijmy to, szantażem emocjonalnym czyli kwestia wyboru pomiedzy czymś, na czym mu bardzo zalezało a papierosami, które lubi palić. Taka swoista ofiara, którą musiał złożyć.
              Gdyby nie ta kwestia, nie było by mowy o abstynencji tytoniowej:)))
              • wampir-wampir Re: Miłość do fajek... 30.05.10, 14:52
                _aaa_ napisała:

                > Mylisz sie wampirze. Przy takim spożyciu odstawienie nastapiło na
                skutek...nazw
                > ijmy to, szantażem emocjonalnym czyli kwestia wyboru pomiedzy
                czymś, na czym mu
                > bardzo zalezało a papierosami, które lubi palić. Taka swoista
                ofiara, którą mu
                > siał złożyć.
                > Gdyby nie ta kwestia, nie było by mowy o abstynencji tytoniowej:)))

                No cóż, ludzie są różni. Ja powyżej dwóch paczek na dobę odczuwam
                przesyt. Przestaje mi to smakować. Też palę, bo lubię, ale taka
                ilość mnie przerasta. Rzuciłem, bo miałem zwyczajnie dość. Nie wiem
                czy potrafiłbym rzucić szantażowany. Raczej nie. Jestem przekorny.
                Na szczęście nikt takiej metody ze mną nie próbował. Moja żona też
                trochę pali. Nigdy oczywiście nie doszła do moich rekordów, ale lubi
                smak fajek. Nie zabrania mi. Oczywiście palimy na tarasie pod
                parasolem, gdy pada i w ogródku, gdy jest ładnie. Co do smrodu
                ubrań - nie zgadzam się. Dobre kosmetyki niwelują tytoniowy aromat.
                Problem nie istnieje.
                • _aaa_ Re: Miłość do fajek... 30.05.10, 23:05
                  wampir-wampir napisał:

                  >
                  > Nie wiem
                  > czy potrafiłbym rzucić szantażowany. Raczej nie. Jestem przekorny.
                  > Na szczęście nikt takiej metody ze mną nie próbował.

                  Kazdy ma swoją sciane, do której jesli dojdzie, zrobi wszystko, zeby odnaleźć drzwi, a stara zasada pszczół mówi, że jak chcesz komus zrobić krzywdę, walisz tam gdzie masz gwarancję, że naprawdę zaboli.
                  I najczęściej nie chodzi o ból fizyczny, a przynajmniej nie bezpośrednio.
                  Tak więc...:)


                  Dobre kosmetyki niwelują tytoniowy aromat.
                  > Problem nie istnieje.
                  >
                  To tez tylko przwda w połowie.
                  Ofkors inaczej pachnie palacz przestrzegający higieny, uzywający dobrych kosmetyków i zmieniający codziennie bieliznę. Inaczej pan Romek, twierdzący, że czeste mycie jest przyczyną wcześniejszego zgonu.
                  Królik nalezy do pierwszej kategorii. Nie przeszkadza mi jego palenie, bo lubie jego zapach, kiedy miesza się woń tytoniu z Hermesem i swiezo wyprasowana koszulą...
                  Czasem jednak ten zapach jest nie do zniesienia.
                  Kwestia wilgotności powietrza, zmienionej diety, innego rodzaju stresu, choroby, innego gatunku papierosów lub ilosci dymu w pomieszczeniu w którym przebywał.
                  Te zmienne powodują, że zaczynam sie zastanawiać, czy by mu sróbki nie przykręcić. Ale, do puki nie przekracza paczki dziennie, nie pali w domu i używa Listerine to jeszcze chwile wytrzymam, niech ma z zycia troche przyjemności:)))
                  • wampir-wampir Re: Miłość do fajek... 30.05.10, 23:49
                    _aaa_ napisała:

                    > Kazdy ma swoją sciane, do której jesli dojdzie, zrobi wszystko,
                    zeby odnaleźć d
                    > rzwi, a stara zasada pszczół mówi, że jak chcesz komus zrobić
                    krzywdę, walisz t
                    > am gdzie masz gwarancję, że naprawdę zaboli.

                    Pewnie masz rację. Tylko że dotąd najwyraźniej nie było to
                    konieczne, bo szantażowany nie bywałem :-)))

                    > Czasem jednak ten zapach jest nie do zniesienia.
                    > Kwestia wilgotności powietrza, zmienionej diety, innego rodzaju
                    stresu, choroby
                    > , innego gatunku papierosów lub ilosci dymu w pomieszczeniu w
                    którym przebywał.
                    > Te zmienne powodują, że zaczynam sie zastanawiać, czy by mu sróbki
                    nie przykręc
                    > ić. Ale, do puki nie przekracza paczki dziennie, nie pali w domu i
                    używa Lister
                    > ine to jeszcze chwile wytrzymam, niech ma z zycia troche
                    przyjemności:)))

                    Rzecz gustu również. Wybierz mu fajki, knajpki, dietę. Zabroń
                    palenia w robocie w pomieszczeniach, ale nie zabraniaj tak w ogóle.
                    No ewentualnie o tabace możesz napomknąć. Zaspokaja nikotynowy
                    apetyt i nie powoduje "aromatycznych" skutków ubocznych.
                    A tak w ogóle, czy nie ładnie to brzmi? Papieros jest częścią
                    kultury. Lepiej chyba polubić w granicach rozsądku niż skazywać na
                    absolutną abstynencję:
                    www.youtube.com/watch?v=iVGFKU1aAv4
                    • _aaa_ Re: Miłość do fajek... 31.05.10, 00:31
                      wampir-wampir napisał:

                      >
                      > Rzecz gustu również. Wybierz mu fajki, knajpki, dietę. Zabroń
                      > palenia w robocie w pomieszczeniach, ale nie zabraniaj tak w ogóle.
                      > No ewentualnie o tabace możesz napomknąć. Zaspokaja nikotynowy
                      > apetyt i nie powoduje "aromatycznych" skutków ubocznych.
                      > A tak w ogóle, czy nie ładnie to brzmi? Papieros jest częścią
                      > kultury. Lepiej chyba polubić w granicach rozsądku niż skazywać na
                      > absolutną abstynencję


                      Zeby było jasne - nie zabraniam. Czasem krecę nosem, bo nos mam wrażliwy. Fajek mu nie wybieram, bo sam to umie.
                      Palenie w pracy...uśmiałam sie kiedyś. Wrócił do domu spoźniony trzy godziny, bo gadał z załogą, sorki związkami zawodowymi. Wniesli postulat o zainstalowanie dwóch palarni.
                      Chyba go wkurzyli, bo stwierdził, że prędzej przestanie sam palić, niz zrealizuje ten pomysł (to nie była "ta" ściana).
                      Zrozumieli, postulat oddalili.
                      Wampirze, ja jestem bardzo liberalna nawet w temacie palenia, ale...juz sie nie produkuje Carmen i w Sztuce Polskiej Jaśka z Dorotą mnie nimi nie poczestuja z dodatkiem koniak i kawa.
                      Samporeny na razie też nieosiagalne, bo Królik w Indonezji nie ma interesa...ale nie lubie jak mi smierdzi petem, o!
                      • wampir-wampir Re: Miłość do fajek... 31.05.10, 00:40
                        _aaa_ napisała:

                        > Wampirze, ja jestem bardzo liberalna nawet w temacie palenia,
                        ale...juz sie nie
                        > produkuje Carmen i w Sztuce Polskiej Jaśka z Dorotą mnie nimi nie
                        poczestuja z
                        > dodatkiem koniak i kawa.

                        Hmm, paliłem kiedyś Carmeny. Zostawiała mi je pod ladą pani
                        szatniarka z Unii. Dziś to Mercury Hotel, o tempora... :-)))

                        > Samporeny na razie też nieosiagalne, bo Królik w Indonezji nie ma
                        interesa...al
                        > e nie lubie jak mi smierdzi petem, o!

                        Niech na necie poszuka. Ja sobie ulubione kenty i gitanes'y lighty
                        kupuję w internacjonalnych shopach nie wychodząc z chałupy.
                        Wystarczy mieć konto walutowe i przelewać oiro. Tanio to wychodzi
                        nawet i żadnym petem nie cuchnę, o!
                        • Gość: bosman palę do 10-12 szt. dziennie IP: *.centertel.pl 31.05.10, 10:23
                          kupuję tytoń i gilzy miętowe w lubelskich zakładach w sklepiku o nazwie
                          "Cygaleria", papieroski napycham sobie sam lub moja kobitka (robi to dużo lepiej
                          ode mnie i też pali), tytoń nie za mocny, grubo cięty, aromatyczny, dymek też
                          pachnie. Nawet moi niepalący kolesie lubią jak przy drinku sobie zajaram.
                          Ale był i taki czas (10 lat) że nie jarałem.
    • Gość: gość Re: Papieros - wróg mojego małżeństwa IP: *.chello.pl 28.05.10, 21:53
      1/przeczekać, niedługo kardiolog i pulmonolog przepowiedzą mu mało świetlaną
      przyszłość, a mężczyźni boją się chorowania
      2/ zmienić na niepalącego
      3/ zacząć palić samej- to całkiem przyjemne
      Chyba najskuteczniej mówić w intymnych chwilach "fuj!!! jak ty śmierdzisz!!!".
      • Gość: zapałka Re: Papieros - wróg mojego małżeństwa IP: *.enterpol.pl 28.05.10, 22:26
        "Chyba najskuteczniej mówić w intymnych chwilach "fuj!!! jak
        ty śmierdzisz!!!".


        Popieram!

        Gonić dziada w dzień i w nocy !
        • Gość: Jadzia Re: Papieros - wróg mojego małżeństwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.10, 19:29
          uważaj kobito, bo jak się rozwiedzie to wszystko przepali i na
          alimenta nie zostanie
          a ja to lubie jak mój chłop poli
          poli , poli się do mnie
          a jakbyś miała takiego bosmana i pózni by z chłopami za baby
          przebrane jezdził, to jeszcze gorzy by było
          • Gość: bosman słuchaj...... IP: *.lublin.mm.pl 30.05.10, 16:35
            qrvo. Nie wycieraj sobie mną ryja bo cię znajdę i ci go skuję.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja