przemek.leniak
26.07.10, 10:59
ha 8 raz...
Lublin...
...
tym razem proponowałbym poświęcić chwilę na refleksję
nad takimoto czechowiczowskim tematem:
"Rodzinne miasto miłosiernie okryło własnymi gruzami ciało swego
syna i przyrzekło mu wieczną pamięć. I rzeczywiście - nawet dziś w
nadbystrzyckim grodzie można spotkać Czechowicza. Najłatwiej się na
niego natknąć w miejscach, w których za życia lubił spacerować z
przyjaciółmi.
Zazwyczaj w takich spacerach brała udział niewielka liczba
uczestników, i to rzadko ci sami - wspomina Witold Chomicz. -
Czechowicz przychodził na umówione miejsce na skwerze przy Placu
Litewskim w lekkim drelichowym ubraniu, w kołnierzu à la Słowacki.
Tym „umówionym" miejscem na Placu Litewskim mogły być już wtedy,
przed wojną okolice słynnego „baobabu", czyli staroświeckiego,
okrągłego słupa ogłoszeniowego, przy którym w czasach PRL spotykali
się lubelscy geje."
.
wczuwszy się w wiersz zawierający słowa znane z piosenki Marka
Grechuty:
.
"WIECZOREM
.
mała moja maleńka
chwieją się żółte mlecze
w dolinę napływa gór cień
cichy odwieczerz
brodzi w zmierzchowym nurcie
już późno
mały mój ukochany
trudno z miłości się podnieść
a jeszcze ciężej od złych nowin
gdy patrzysz na mnie ciemnym nowiem
smutniej mi chłodniej
boję się
rozstać się musimy
ty z innym do ślubu jedziesz
na srebrne noce złote dnie
moja droga gdzie indziej wiedzie
we mgle
tam gdzie najsamotniejsi
słyszę turkot karocy
niebo nazbyt się chmurzy
daj rękę ukochany raz jeszcze
o ciemne godziny pieszczot
co było nie może trwać dłużej
czas mi już czas
całuj ostatni raz
żegnaj
dobrzy ludzie
błogosławcie zdarzenia które przeszły
błogosławcie i te co przyjdą"
.
pomyslęc chwilę jak to się stało że "Józio był wielkim
lubieżnikiem. Wszyscy znajomi są zgodni, że wyznawał promiskuityzm.
Nikt nigdy nie słyszał, aby nawiązał z kimś mniej lub bardziej stały
związek. Jego przypiwniczne „apartamenty" gościły często kilku lub
kilkunastu chłopców naraz; traktowali oni mieszkanie Czechowicza
jako skrzyżowanie darmowej noclegowni i jadłodajni z burdelem. Tak,
ten cichy i uduchowiony Józio uwielbiał męskie imprezy na cztery
fajerki, a więc przypuszczalnie również grupowe orgietki."
pisał tak:
"Ciemniej.
Z nieb czeluści otwartej na ścieżaj
biegną ciche niedźwiedzie nocy.
.
Nad ulicami, rzędem,
czarne, kosmate,
będą się tarzać po domach do chwili,
gdy księżyc wybuchnie zza chmur, jak krater.
Świat ku światłu przechyli.
.
Blachy dachów dudnią bębnem.
W dół, w górę, nierówno się kładzie
perłowy lampas:
w prostopadłej gromadzie
przedmieścia lampy.
.
Przeciw niedźwiedziom to mało!
Gną się, kucają domki, zajazdy, bożnice
pod mroku cichego łapą.
Ach! Trzasnęłyby niskie pułapy!...
... ale już zajaśniało. "
.
i cóz to własciwie znaczy?
za co własciwie lubimy Czechowicza?
kim ów słynny nieboszczyk dla nas jest?
poetą?
kimś kto swój świat wewnetrzny i swoje widzenie zewnetrznego ubierał
w słowa?
a może symbolem "gość-inności", ikoną homoseksualnej turystyki?
patronem miejsca gdzie spotykaja sie lubelscy i przyjezdni
lubieżnicy?
indywidualnością czy wyszytym na sztandarze przyszłej parady
lublinpride konterfaktem?
hmm?
pozdrawiam