Smutne opowieści...

06.12.10, 09:53
świat żyje swiom biegiem, swiom zgiełkiem, swoim szaleństwem...
u nas na wsi troszkę ten bieg, zgiełk i szaleństwo jakby mniejsze
za to wiecej u nas śniegu a i zazwyczaj temperatura o kilka stopni niższa niż w metropoliach...
...
żyje się tu inaczej...
na pewno w wiekszym powiazaniu z przyrodą...
kto wie czy nie bliższe są te więzi z przyrodą niż nawet z sąsiadami...
...
mamy tu takie nasze stado składajace się (według wazności członków) ze Słonka, Muszki, Dudusia, Koci, Milki no i mnie...
do niedawana było nas członków stada siedmioro...
ozdobą i najmłodszym członkiem czeredy był Mikuś
Mikuś był przyjacielem nas wszystkich
niestety Mikuś zginął tragicznie 3 grudnia...
...
nasze stado składa się z trzech gatunków
i jak każde stado funkcjonuje niemal jak jeden organizm
kazdy ma w nim swoją funkcję
tak więc gdy zbrakło jednego
stado zachorowało...
i Muszka - która była matką Mikusia i jego najlepszy przyjaciel Duduś i równie biała i przyjacielska co Mikuś Milka i znajaca go od szeniaka Kocia i Słonko i ja...
...
w takiej chwili pomyśleliśmy ze Słonkiem że źle jest nie tylko nam...
i nie tylko nam kogoś brakuje...
pojechaliśmy więc do schroniska na Metarulgicznej
i przywieźliśmy Kulkę czyli po naszemu Kretkę
jest malutka - ma dwa miesiące...
i dopiero przyzwyczaja się do nas a my do niej...
...
wszyscy wciąż wypatrujemy Mikusia za oknem
ale w naszym smutku jest nas znów siedmioro...
    • wampir-wampir Re: Smutne opowieści... 06.12.10, 21:43
      Bardzo mi przykro Przemek. Ja po swojej kotce tak płakałem, że żona zapowiedziała, że na żadne następne zwierze się nie zgodzi, ale jak znalazłem malutką kotkę w śmietniku, w zawiązanym worku foliowym i przyniosłem do chałupy, nie protestowała. Teraz mam jeszcze psinę.
      • empi Re: Smutne opowieści... 06.12.10, 22:28
        Od kilku miesięcy mam nowego członka rodziny kotka. Zwykły, bury. Urodził się gdzieś tam a nie powinien. Znajomych którzy mi dokuczają na temat dachowców informuję, że mam kota rasy europejskiej :) Pożegnałem już kilka swoich psów. Niestety żyją krócej od nas, tak więc one mogą nam poświęcić całe swoje życie a nie my im swoje.
        pzdr.
        • Gość: bosman Smutne opowieści... c.d. IP: *.centertel.pl 07.12.10, 08:52
          Dwa lata temu pożegnałem moją suczkę, kundelkę. Rok temu spopieliłem dziewiętnastoletniego jamnika. W zasadzie był to pies mojej kobitki ale i tak ryczałem jak bóbr. I choć moja pani "napiera" na zwierzaka, kundelka, nie mogę się zdecydować. Właśnie dlatego że żyją krócej od nas. A może ten mnie przeżyje?
          • _aaa_ Re: Smutne opowieści... c.d. 07.12.10, 11:04
            Jednym z rozwiązań jest zapuszczenie sobie dużej papugi.
            Tu problem moze sie odwrócic, dlatego nalezy pamietac
            o umieszczeniu ptaszyska w testamencie:)))
            • Gość: bosman niezły pomysł... IP: 46.134.63.* 07.12.10, 12:14
              zwłaszcza że takie ptaszysko lufę lubi (podobno) walnąć a i opeer też potrafi nieproszonemu gościowi wstawić.
              Miałem kiedyś szczura - to było zmyślne bydlę, chodziłem z nim po mieście trzymając w rękawie lub na ramieniu. Niestety, one też krótko żyją - 3 lata. I też szkoda z nimi rozstawać się.
              • Gość: naphta Re: niezły pomysł... IP: *.chelm.hypnet.pl 07.12.10, 18:56
                Na co dzień psy na sobie wieszacie, a tu okazuje się jesteście normalnymi ludźmi!
                Współczuję straty zaprzyjaźnionych stworzeń i życzę przeniesienia choć części uczuć na bliźnich!
                Pozdrawiam
                • Gość: Leniak this dogs are different IP: *.adsl.inetia.pl 07.12.10, 23:12
                  and besides it would still be all right :-)
                • Gość: bosman napiszę Ci naphto tak: IP: *.centertel.pl 08.12.10, 11:29
                  my z Leniakiem nie wieszamy na sobie psów, w sumie nawet mamy zbliżone poglądy. Leniak to raczej stoik, ja - raptus, choleryk i wścieklizna, reagujemy "nieco inaczej. Czasem zamienimy ostre słowo ale ja, szanuję Leniaka, chociaż często nie zgadzam się z nim. No i cóż że czasem trochę przynudza? - "nikt nie jest doskonały" - jak podsumował milioner Jacka Lemmona w ostatniej scenie "Pół żartem, pół serio". Pozdrawiam.
                  www.youtube.com/watch?v=yZymBti7700&feature=list_related&playnext=1&list=MLGxdCwVVULXfLhS3QjUxUpyU1XIggbVIv
                  • empi Re: napiszę Ci naphto tak: 08.12.10, 11:38
                    i tak np. mój kot z pieskiem kolegi bardzo się lubią, choć jeden sobie poszczekuje a drugi miauczy. Tłumacza nie potrzebują a nić porozumienia i cheć wspólnych igraszek istnieje. :)
                    pzdr.
                    • qqbek Re: napiszę Ci naphto tak: 08.12.10, 12:38
                      empi napisał:

                      > i tak np. mój kot z pieskiem kolegi bardzo się lubią, choć jeden sobie poszczek
                      > uje a drugi miauczy. Tłumacza nie potrzebują a nić porozumienia i cheć wspólnyc
                      > h igraszek istnieje. :)
                      > pzdr.

                      Jeszcze w domu rodzinnym mieliśmy kota i psa.
                      Gang jakich mało. Kot potrafił psu "zorganizować" żarcie, pies nie pozwolił do kota podejść nikomu obcemu (kot nie lubi obcych, ale za to jest prześlicznym rudym dachowcem i każdy obcy chce pogłaskać kota). Harce, uciechy, wspólne zabawy. Kot sypiał między łapami psa.
                      Gdy wyprowadzałem się z domu rodzinnego, najbardziej brakowało mi właśnie tego gangu.
                      Potem z domu wyfrunęła też moja siostra, zabrawszy ze sobą psa. Kot od tamtej pory nie jest już taki jak dawniej. Osowiał biedak, odwiedziny psa to jedna wielka uciecha. Niestety siostra mieszka na drugim końcu Polski i widują się rzadko.
                      "Jak kot z psem" znaczyło jednak u nas w domu tyle, co: "w najlepszej, nierozerwalnej komitywie o naturze przestępczej".

                      Teraz sam mam psa. Czwartego psa w życiu... i choć to jeszcze szczeniak, już boję się, co będzie gdy go zabraknie :( Może to pesymizm, a może stwierdzenie wielkiej niesprawiedliwości polegającej na tym, że pies jednak nie może żyć tyle, co jego pan.

                      Co do charakterów zwierząt domowych, to najbardziej podobało mi się określenie, którym podsumował je kiedyś pewien premier Wielkiej Brytanii.
                      • Gość: bosman moja lepsza połowa... IP: *.centertel.pl 08.12.10, 13:10
                        po spopieleniu jamnika w październiku ubiegłego roku, można rzec: nie może dojść do siebie. "Suszy" mi glacę o wzięcie kolejnego futrzaka. Teraz jej koleżanki suka - klasyczna kundelka - oszczeniła się. Ostało się jedno szczenię, malutka, czarna suczka, pisz maluj taka jaką pożegnałem dwa lata temu. No i mam zgryza: wziąć bydlę czy nie? Z jednej strony kocham zwierzaki, z drugiej - jestem już zbyt leniwy a pies to obowiązek. Ale z drugiej strony trochę ruchu, zwłaszcza w zimie, przydało by się, uwielbiam też gdy mi się takie małe kudłate szwenda po samochodzie w czasie jazdy, albo miedzy wędkami nad wodą, albo po pokładzie łódeczki na Mazurach. A jeszcze jak się wtuli w nocy w moją poduszkę! - sam raj.
                        No i co ja mam zrobić??? Stara bardzo by się ucieszyła gdybyśmy suczkę wzięli. Poradźcie.
                        • wampir-wampir Re: moja lepsza połowa... 08.12.10, 14:02
                          Gość portalu: bosman napisał(a):

                          > Stara bardzo by się ucieszyła gdybyśmy suczkę wzięli.
                          > Poradźcie.

                          Bierz, nie bądź łoś!!!!!!!
    • czarnaandzia Re: Smutne opowieści... 07.12.10, 23:33
      Tak..świat żyje swoim życiem,śnieg swoją bielą i zimno swoim mrozem.
      Ja pod lasem też być może żyję trochę inaczej.Ok nie palę w piecu,a szkoda,świniom nie wyrzucam i może też szkoda.
      Ale mam kota,kocicę.
      Pierwszego w życiu moim i na pewno ostatniego.
      I uwielbiam "Do serca przytul psa,weź na kolana kota"
      Bzdura!! Psa owszem ale kot to bydlęcie ,które wlizie na kolana wtedy kiedy ono chce.
      Wzięłam ją jako małą kulkę,bidę z przypalonym od peta łebkiem.
      I co?
      I stwierdzam,że koty to skurwensyny.

      Pierwszy i ostani raz miałąm w domu kota i czekam kiedy zakończy swój żywot.
      • empi Re: Smutne opowieści... 08.12.10, 09:09
        pies obdarzy Cię miłością, jest to jedyna prawdziwa miłość którą można mieć za pieniądze. Kot chce być i jest wolnym zwierzęciem, nawet u Ciebie w domu. Uważa, że należą mu się pełne prawa domownika. Być może właśnie koty nas traktują w sposób jaki oczekujemy od nich względem nas. Tobie zaś potrzebne chyba jedynie jakieś użyteczne futerko :)
        pzdr.
      • Gość: bosman masz Andziu szczęście... IP: *.centertel.pl 08.12.10, 11:03
        że masz małego kota. Bo gdyby to był lampart, tygrys lub inne tej miary "kociątko" to dopiero wtedy miała byś przeje.bane :-)
        • czarnaandzia Re: masz Andziu szczęście... 08.12.10, 12:14
          Uwierz mi Bosman,że z tym sierściuchem mam wystarczająco przeje.bane :P
          • Gość: bosman upierz go :-) IP: *.centertel.pl 08.12.10, 12:20
            niekoniecznie w pralce. Albo pójdzie w kibinimater albo nabierze szacunku. Tylko w Ludwiku - jest samo biodegradujący, a nie w Domestosie :-)))
            -------------------------------------------------------------------
            Jaja sobie robię - kot to kot. Wykastrowany?

            • czarnaandzia Re: upierz go :-) 08.12.10, 14:15
              Kocica.Wysterylizowana czyli problemy nie leżą w macicy.We łbie ma posrane a tego się nie da wysterylizować ;/
              • Gość: bosman hmm... IP: *.centertel.pl 10.12.10, 15:29
                szkoda "kocurki". Nikt jej nie wyryćka i za karczycho nie capnie, szkooooda....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja