przyboczny
29.10.11, 08:36
Tocza się dyskusje wokół naszego wejscia do strefy euro. Ostatnio głos zabraly tuzy ekonomii. Prof. Kolodko oznajmil: „Nie miejmy żadnych iluzji, nie będziemy w strefie euro za tej kadencji (Sejmu -red.). Będziemy w drugiej połowie tej dekady licząc na to, że wtedy waluta będzie jeszcze istniała”.
I od razu rodzi się pytanie: jeśli prof. ma watpliwosci co do istnienia waluty (a może co do istnienia Eurolandu w ogole) - po co rozwazac sprawe naszego przystapienia do strefy?
Profesor dodaje jeszcze: pomimo kryzysu waluty powinnismy ja przyjac. Czyzby nie slyszal o systemie ERM II?
Głos dal również SLD w osobie M. Siwca. „Polska powinna już teraz spróbować wejść do strefy euro po dobrym kursie, a takie "propagandowe wsparcie" ucieszyłoby strefę euro oraz pokazałoby, że ktoś "w euro wierzy".
Coz za szczera az do bolu wypowiedz. Przystapmy do strefy by zasygnalizowac towarzyszom ewropejczykom, ze wicie- rozumicie wierzymy w te wasza walute, a może i w sypiaca się Unie... A potem chocby potop.
Na koniec głos najwazniejszy – wypowiedz prof. Rostowskiego. „Polska do euro nie wejdzie życzeniami polityków, trzeba dokonać twardych działań dostosowawczych” - powiedział ekonomista. Dodał, że rząd Donalda Tuska "takie twarde działania przerastają".
To jest wypowiedz, która niesie ukojenie. Skoro rzad będzie tworzyl premier, którego twarde dzialania przerastaja obca waluta nam nie grozi. Co za ulga!
A już na sam koniec niespodzianka. Kraj aspirujący do eurostrefy musi wpierw spędzić dwa lata (DWA LATA!!!) w systemie ERM II, czyli w tzw. przedsionku euro. Polska nie jest w systemie ERM II.
I po co ta cala dyskusja w prasie?