Dodaj do ulubionych

Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy

IP: *.futuroexito.pl 15.04.14, 13:04
Wniosłam sprawę o rozwód z wyłącznej winy męża. Termin już mam, więc sprawdziłam, to będzie prowadzić sprawę. Popytałam wśród znajomych i nie mają o tej sędzi dobrego zdania :( Obrończyni zdradzających mężczyzn, sprowadzanie kobiet do roli kucharki, opiekunki do dzieci, sprzątaczki i posługaczki męża i jego rodziny- to ponoć jej specjalność... Do tego nie chce jej się sądzić, tylko szybko wszystko- przesłuchania stron, świadków, aby jak najszybciej sprawę odfajkowac i zamknąć. Nie takie mam wyobrażenie o sędziach :( Jestem przerażona tym, co usłyszałam od znajomych.

Może forumowicze mają jednak inne doświadczenia z tą sędzią?
Obserwuj wątek
    • Gość: magiel Jedna baba drugiej babie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.14, 14:52

      Byla u mnie wczoraj w maglu. Zaplacila. Wyglada i zachowuje sie ok.
      • egalea71 Re: Jedna baba drugiej babie 23.04.14, 11:07
        Wzmianka o maglu - trafiona w dziesiątkę.
        Ale od sędziego jednak oczekiwałabym czegoś więcej.
        W maglu owszem, baby gadają co im ślina na język przyniesie, dodają coś od siebie, potem powtarzają przekręcając. W uzasadnieniu wyroku sędziego oczekiwałabym jednak tego, co powinno być- a więc orzekania w oparciu o dowody a nie twierdzenia zgrywającego ofiarę niewiernego. Oczekiwałabym także, że skoro ustala stan faktyczny, to chociaż zadba o to, aby wskazywane karty akt spraw były tymi, na których znajdują się rzeczywiście wskazywane dowody, a twierdzenia świadków nie były przypisywane innym, z całkowitym pominięciem ich faktycznych twierdzeń. Oczekiwałabym także, że skoro sędzia przyjmuje materiał dowodowy i ocenia go jako wiarygodny, to żeby się na nim opierał, a nie ustalał coś przeciwnego, co nie wynika nie tylko z materiału, ale nawet nie ma tego w zarzutach stron.

        Takie podejście jak w maglu zupełnie mnie nie przekonuje, a dodatkowo ośmiesza system sądownictwa w Polsce.
    • egalea71 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 23.04.14, 10:54
      Sędzia, która chorej na Alzheimera (wczesne stadium choroby, jeszcze pracującej zawodowo na cały etat, zgodnie z wykształceniem, a więc wykorzystującą wszystkie swoje możliwości zarobkowe, a nawet ponad- biorąc pod uwagę chorobę) kazała znaleźć dodatkową pracę, jeśli twierdzi, że małoletni nie ma zaspokojonych niezbędnych potrzeb (alimenty wówczas płacone przez ojca nie wynosiły nawet 1/6 miesięcznych jego zarobków netto; starszy oficer, czynny zawodowo, zarobki ponad 6tys. miesięcznie).

      Sędzia, która orzekła, że tablet dla małoletniego to tylko zbytek i potrzebny jest tylko do rozrywki, więc ojciec dziecka nie musi partycypować w kosztach jego zakupu (dołączone zaświadczenie ze szkoły i umowa o nauczanie ze szkołą, że tablet jest niezbędny do podjęcia nauki w tej szkole, bo szkoła realizuje naukę właśnie z użyciem laptopów- no ale to trzeba by się zapoznać z aktami sprawy przed wydaniem wyroku, a po co to...). Na zwrócenie uwagi, że nie chodzi o rozrywkę, ale o obowiązek posiadania laptopa sędzia zasugerowała, że skoro ojca dziecka nie stać na taki wydatek (zarobki miesięczne ponad 6 tys. miesięcznie), to może dziadkowie by się złożyli i zakupili (dziadków emerytów ma być stać, ale starszego oficera- nie...). Tak a propo tabletu- parę lat temu rząd miał wprowadzić do szkół program "Laptop dla każdego ucznia" czy coś podobnego- nie sądziłam, że w ten sposób miał zapewnić dostęp do rozrywki i wydawać pieniądze państwowe na zbytek. No ale jak komuś komputer/laptop/tablet kojarzy się tylko z grami komputerowymi ewentualnie z portalami randkowymi, to cóż zrobić...

      Co jeszcze? Żona ma obowiązek opierać męża, gotować i sprzątać dom- bez względu na to, że pracuje zawodowo tak samo, jak mąż i że choruje, a mąż to okaz zdrowia (kat. A, skoro w wojsku pracuje)- jak tego nie robi, to doprowadza do rozpadu małżeństwa.

      Mąż co prawda zdradził i jest winien, ale skoro żona po dowiedzeniu się o zdradzie złożyła papiery rozwodowe (bo nie wyobrażała sobie dalszego wspólnego życia) to też jest winna- wszak miała obowiązek zabiegać o względy małżonka.

      Żona zawiniła, bo kiedy był już w związku z kochanką, mieszkał z nią, wychowywał z nią wspólnie jej dzieci, spędzał z nimi urlopy, święta etc. , to nie wyrażała się pochlebnie o tym związku. Dobrze, że mąż nie wpadł na pomysł zamieszkania wraz z kochanką i jej dziećmi ww wspólnym mieszkaniu wraz z zoną i ich wspólnym dzieckiem- bo gdyby wtedy żona protestowała głośno i nie wyrażała zgody (a może i na trójkącik seksualny, czemu by nie), to pewnie też zawiniłaby tym w rozpadzie małżeństwa.

      Normalnie jest tak, że sąd w swym postępowaniu dąży do ustalenia jakie zachowania małżonków doprowadziły do rozpadu trwałego i całkowitego ich pożycia, ale to wymaga ustaleń przyczynowo- skutkowych, a to hm... co niektórych jak się okazuje przerasta. W każdym razie w tym konkretnym przypadku liczyło się wszystko, co zrobiła i czego nie zrobiła żona po rozpadzie pożycia (kiedy mąż wiódł już szczęśliwe życie z kochanką- jak się później okazało w wyroku sąd całkowicie to zaaprobował, niemalże dał swoje błogosławieństwo, nazywając ten związek rodziną), bo to było uznane jako jej wina w rozpadzie tego, co już dawno było rozpadłe trwale i całkowicie (w przeciwieństwie do męża- w jego przypadku nawet naganne zachowanie względem żony przy obcych, pozbawianie jej dostępu do zarządu majątkiem wspólnym - wszystko to zanim zona dowiedziała się o podwójnym życiu niewiernego- nie znalazło uznania w oczach tej sędzi za choćby krztę winy męża w rozpadzie małżeństwa).

      Sędzia, która uznała, że winą żony w rozpadzie małżeństwa było oczekiwanie przez nią w jej chorobie "szczególnej troski i zainteresowania", bo oczekiwania te doprowadziły do pogorszenia relacji między małżonkami.

      Sędzia, która twierdziła, że pracując na uczelni można zarabiać na publikacjach naukowych (więc owa żona powinna po prostu pisać publikacje naukowe i starać się o granty zarobkowe- pomijając fakt, że cierpi na Alzheimera...). Mój szef na takie dictum stwierdził, że w związku z tym powinien być już milionerem, a tak jest stratny kilkanaście tysięcy złotych (bo za opublikowanie artykułu naukowego trzeba najnormalniej zapłacić - to często naprawdę ciężkie pieniądze, a ponadto trzeba zlecić bardzo profesjonalne tłumaczenie- inaczej publikacja nie dostaje pozytywnej recenzji i nie jest zaakceptowana do druku). "Granty zarobkowe" to kolejny wytwór bogatej wyobraźni pani sędzi- nic takiego w ogóle nie istnieje (chyba, że w jej rzeczywistości). Owszem, można się starać o granty naukowe- ale to trzeba mieć rodzinę z tradycjami akademickimi, mieć takich znajomych czy orientować się w naukowej rzeczywistości na podstawie innych możliwości, żeby wiedzieć, że - jeśli już w ogóle uda się je wygrać w konkursach- to są to pieniądze na badania (odczynniki, sprzęt, analizy etc), a nie za przeprowadzenie badań (bo za to są już pieniądze w pensji akademickiej). Więc o jakich grantach zarobkowych na uczelni mowa...

      Sytuacja wejścia w związek małżeński podczas trwania studiów żony, później rok pracy na uczelni i po nim problemowa, bo zagrożona ciąża przez cały czas jej trwania i następnie samotne wychowywanie dziecka z równoczesną pracą zawodową (bo ojciec robił karierę i w domu bywał jak w hotelu- jedynie na nocleg) została uznana przez tę sędzię jako "zaangażowanie się w rozwój kariery zawodowej żony od samego początku małżeństwa", co wpłynęło negatywnie na pożycie małżeńskie. Praca na uczelni na tym samym stanowisku od początku podjęcia pracy zawodowej przez żonę, z doktoratem obronionym w ostatniej chwili przed wypowiedzeniem umowy o pracę (tj. bez żadnych awansów, z wypełnianiem jedynie obowiązków zawodowych- bo na więcej nie było możliwości (samotne wychowywanie dziecka przy pochłoniętym pracą ojcu karierowiczu) została uznana przez sędzię jako rozwój kariery zawodowej.

      Podsumowując co z tego wynika, jaka jest moja opinia. A no pszenno- buraczane poglądy na temat małżeństwa, a zwłaszcza wsiowe (a nie- wiejskie!) traktowanie kobiety, której istotą szczęścia i pragnieniem powinno być dążenie do zostania żoną, a później zrobienie wszystko, aby nawet byle jakie portki nie zbiesiły się i zechciały być cały czas mężem. To jest moja opinia. Mój szef (a to jest bardzo mądry gość!) stwierdził, że aby wyplenić kołtuństwo myślowe, nie wystarczą miliony z budżetu państwa, rzecznicy d/s równego traktowania, czy kolejne ustawy zakazujące dyskryminacji ze względu na płeć czy akty prawne, wg których kobieta i mężczyzna, także w małżeństwie, mają równe prawa i obowiązki, bo to, co najważniejsze (czyli zmiany mentalności) w ogóle od tego nie zależą.

      • Gość: Wiola Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy IP: *.futuroexito.pl 04.05.14, 12:15
        Nie mogłam znaleźć swojego wątku, gdzie indziej go umieściłam a gdzie indziej znalazłam. Już mylslałam, że został wyrzucony.
        Trudno uwierzyć w to co piszesz!
        Jak się odnosi sędzia do oskarżeń, że nie szanuję matki męża? My mieszkaliśmy w moim mieszkaniu na Czubach na początku małżeństwa, ale później teściowa zakupiła dla nas mieszkanie na Czechowie w tym samym bloku, co ona mieszkała- że większe, że bliżej będzie nas, że będzie nam pomagać (ciekawe w czym?). Mąż mnie oskarża, że szłam spac, jak jego matka u nas była czym ją lekceważyłam- on przesiadywała codziennie, do późna w nocy, po swojemu gotowała, była jak u siebie. ja byłam po operacji kolana, później druga bo pierwsza nie wyszła, miałam długą rehabilitację i nie miałam siły siedzieć z nią po całym dniu w ośrodku, to szłam spać, bo od rana znowu rehabilitacja- i tak przez kilka miesięcy. Mąż nie zawsze mnie zawoził, bo jak teściowa go potrzebowała np. do zapchanego zlewu, to szedł do niej, a teraz mówi, że ja nie szanowałam jego matki! czekam tylko do końca maja i się wyprowadzam do swojego mieszkania, bo na razie nie mogę, bo wynajęte jest mieszkanie studentom. Ta dalej przesiaduje jak u siebie, obiadki synusiowi gotuje, śniadanka i kolacje robi, opiera i sprząta jego pokój. Po pracy chciałabym odpocząć, a to babsko siedzi i mnie obrzuca obelgami!
        Mój mąż kryje się, że ma kochankę odkąd ich przyłapałam. Nie pokazują się razem na osiedlu, spotykają się w mieszkaniu u teściowej, teściowa utrzymuje, że to jest jej przyjaciółka i to ją ona odwiedza. Cyrk. Kłamie bezczelna, ale mam nadzieję, że sędzia ją wyczuje na odległość.
        ja też wyszłam za mąż w czasie studiów, bo w ciążę zaszłam. Później dokończyłam je zaocznie, potem jeszcze, jak mały poszedł już do przedszkola, to zrobiłam kursy i podnosiłam kwalifikacje, bo inaczej nigdy nie znalazłabym pracy.
        Jak chorowałam na wątrobę i później po operacji woreczka, no i po urazie kolana normalne, że oczekiwałam od męża, że mi pomoże, że będzie się interesować mną. Szczególnej uwagi i zainteresowania oczekiwałam od niego przez cały okres małżeństwa- wg mnie miałam prawo tego oczekiwać tak samo, jak mąż oczekiwał i mu to okazywałam. dziwne jakieś stwierdzenia tej sędzi- jeśli nie zonie, to komu miał okazywać troskę i zainteresowanie i dlaczego w chorobie nie miałoby to być szczególne??
        Ja jak tylko dowiedziałam się o zdradzie, to nie wyobrazałam sobie dalszego wspólnego zycia- okłamywał mnie przez wiele miesięcy, kiedy po sąsiedzku spotykał sie z kochanką a ja leżałam i wyłam z bołu przed operacją, mnie w tym czasie oskarzał, że jestem nie do życia, że nawet nie potrafię powstrzymać się od bólu i tak dalej.
        Uzasadnienie wyroku pisze sędzia, tak? Tamto jakieś bez sensu i nielogiczne mi się wydaje- może to sekretarka czy asystent?
        • empi Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 04.05.14, 12:37
          > Nie mogłam znaleźć swojego wątku, gdzie indziej go umieściłam a gdzie indziej
          > znalazłam. Już mylslałam, że został wyrzucony.
          Założyłaś wątek na podforum Pomagamy sobie. Administracja podforum zlikwidowała a wątki wrzuciła na forum Lublin. Tam mogłaś założyć wątek jako gość, na tym forum musisz być zalogowana, czyli mieć utworzone konto. "Komasacja for" związana jest z opłatami za czytanie artykułów i nie kierowanie komentarzy na forum Lublin, gdzie można było sobie podyskutować. Jest po prostu mniejsza frekwencja na forach.
          pzdr.
          • Gość: of Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy IP: *.lublin.mm.pl 04.05.14, 13:27
            To jest forum kieszonkowych powieści sensacyjnych????
            • tajnos.agentos Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 04.05.14, 14:32
              Gość portalu: of napisał(a):

              > To jest forum kieszonkowych powieści sensacyjnych????

              Ja bym powiedział, że to jest śmietnik: kącik dla handlarzy, spamerów, plotkarzy, psychopatów i pismaków przygotowujących pole pod kolejne kretyńskie nagonki.
              • Gość: Beata Gontarz Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.14, 17:55

                W Twojej sprawie rzuce monete. Obiecuje.
              • egalea71 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 04.05.14, 18:18
                Może o elitach naszego miasta tym razem ;)
        • egalea71 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 04.05.14, 18:37
          Wiola, nie mam pojęcia, jak się odnosi do rodziców męża itp. Zresztą, jakie to ma znaczenie? Jakie znaczenie ma dla Ciebie opinia osoby obcej- nawet, jeśli ta nosi łańcuch sędziowski na piersiach? Do sądu idziesz po wyrok: "Rozwód". Resztę potraktuj jako nowe doświadczenie, poznanie opinii innych osób, czegoś nowego -jak to w zwyczaju mają osoby z potrzebą własnego rozwoju. I tyle.

          To uzasadnienie wisi w mojej pracy na tablicy korkowej, wraz z dwoma innymi uzasadnieniami (inny sąd, inne sędzie); jedno w sprawie odmowy podwyższenia alimentów dla studenta II roku medycyny (utrzymana kwota 350 zł, zasądzona w 2012r.), a drugie obniżające alimenty z 650 zł do 500 zł dla nieletniego, rok przed maturą. Każde z tych uzasadnień ma pozakreślane na kolorowo co pikantniejsze zdania, które zresztą weszły do naszego niepisanego kanonu w naszym zespole.

          Wyroki, uzasadnienia mają spełniać rolę społeczno -wychowawczą; u mnie w pracy spełniają głównie rolę rozrywkową. Np. kolega, który się żeni w październiku, zapytany o to, dlaczego się żeni, odpowiada, że chce mieć posprzątane, ugotowane i poprane ;) A koleżanka, która mieszka ze swoim facetem pewnie z 15 lat na pytanie o to, dlaczego nie wychodzi za mąż odpowiada, że woli, aby jej facet obdarzał ją nadal zainteresowaniem i troską, szczególnie w czasie choroby :)

          Pewnie gdybym pochodziła z jakiejś głębokiej wsi na Podlasiu, skąd mąż w nagrodę za dobre moje sprawowanie woziłby mnie raz w roku na Targ pod Zamkiem, na zakupy, to te uzasadnienia może i zrobiłyby na mnie jakieś piorunujące wrażenia. Traktuję je jako pewne osobliwości przyrodnicze. I na tym koniec. Ich adresatom można tylko współczuć, chociaż trafiło akurat na osoby z poczuciem humoru, więc mamy dzięki nim pewne przerywniki w pracy.

          Więc daj sobie na luz.
          • Gość: of Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy IP: *.lublin.mm.pl 04.05.14, 20:06
            A może tak mniej publicznego ekshibicjonizmu drogie panie? I więcej szacunki, do siebie?

            I radzę zauważyć, że te panie, realizowały przez swoje życie dokładnie ten schemat, który zaczął im doskwierać dopiero wówczas, gdy mąż ich olał definitywnie i zostawił. Do tej pory były jak koło gospodyń wiejskich. I wtedy nagle ich oświeciło, że są oszukane, pewnie najbardziej przez wyrok sądu....
            O sędzi nie dyskutuję, bo nie znam kobiety i nie znam jej punktu widzenia.
            Ale jakiś adwokatów te panie miały??? Któryś sobie pozwolił na takie traktowanie i takie wyroki, bez apelacji?

            Ps.To uzasadnienie wisi w mojej pracy na tablicy korkowej, wraz z dwoma innymi uza
            > sadnieniami (inny sąd, inne sędzie)...
            Cóż, jakie pozywające takie sędzie...
            • egalea71 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 05.05.14, 09:45
              > A może tak mniej publicznego ekshibicjonizmu drogie panie? I więcej szacunki, d
              > o siebie?

              Pod dywanik, pod dywanik i zabezpieczyć lepiej, niż batonik czy sałatka za 0,99 ;)

              Skoro znasz sprawę:

              > I radzę zauważyć, że te panie, realizowały przez swoje życie

              To po co w takim razie pytasz:

              > Ale jakiś adwokatów te panie miały??? Któryś sobie pozwolił na takie traktowani
              > e i takie wyroki, bez apelacji?

              Sugerujesz, że adwokaci mają wpływ na to, jakie poglądy prezentuje sędzia, jaki jest ostateczny wynik sprawy, że sędziowie wtedy jakoś się pilnują, bo inaczej to są stronniczy i nie ma szans na ich bezstronność? Hm... Odważnie ;) Może wiesz, czy lepiej mieć adwokata czy adwokatkę, a może jakiś adwokat ma szczególny wpływ na sędziów? Tak pytam- może się komuś to przydać ;)

              Apelacja... A jakież znaczenie ma apelacja dla treści uzasadnienia, sporządzonego w tych sprawach? Apelacja nie zresetuje treści, nie znaczy, że one znikną.

              > O sędzi nie dyskutuję, bo nie znam kobiety i nie znam jej punktu widzenia.

              Sędzia to nie mułła, że jego własne poglądy, opinie miałyby mieć wpływ na wyroki. Jeśli sędzia ma nie orzekać w oparciu o kodeksy, prawo, to powinna być możliwość wyboru sędziego na podstawie ich znanych opinii, postaw, poglądów, doświadczenia osobistego- publikowanych np. na stronach sądów. I wtedy np. zaznaczyłabym w pozwie, że nie chcę, aby moją sprawę rozpatrywał sędzia z pierwszego pokolenia oderwanego od pługa czy pieca hutniczego, wielokrotnie rozwiedziony albo bez przeszłości związkowej, bezdzietny, uznający przemoc wobec żony za zabieg dyscyplinujący, zrównujący obowiązki żony do służącej czy lubiący alkohol, czy zwolennik PiSu:)

              > Cóż, jakie pozywające takie sędzie...

              Jakie elity, takie państwo.
              • Gość: of Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy IP: *.lublin.mm.pl 05.05.14, 17:15

                Jakie elity, takie państwo.

                No cóż, skoro elity uważają, że swoje brudy się pierze na forum publicznym, bo to jest wymiatanie spod dywanu????, to rzeczywiście ciekawe mamy elity. Bo mnie zupełnie nie chodzi o zachowanie tej i innej pani sędzi czy pana sędziego, ale o czynienie ze swojego życia tabloidu.

                Dyskutować z detalami tych elaboratów zwyczajnie mi się nie chce, mówię o ogólnym wrażeniu artystycznym. Ale nie odmówię obie dwóch uwag:

                ..w przeciwieństwie do męża- w jego przypadku nawet naganne zachowanie względem żony przy obcych, pozbawianie jej dostępu do zarządu majątkiem wspólnym - wszystko to zanim zona dowiedziała się o podwójnym życiu niewiernego....

                Żałosne, jeśli kobieta w XXI wieku pozwala się tak traktować. A potem się dziwi, że nie jest szanowana. I dopiero jak się dowiedziała...
                ...
                Mój szef na takie dictum stwierdził, że w związku z tym powinien być już milionerem, a tak jest stratny kilkanaście tysięcy złotych (bo za opublikowanie artykułu naukowego trzeba najnormalniej zapłacić - to często naprawdę ciężkie pieniądze, a ponadto trzeba zlecić bardzo profesjonalne tłumaczenie- inaczej publikacja nie dostaje pozytywnej recenzji i nie jest zaakceptowana do druku.

                Są setki czasopism, nawet z dużym impaktem, w których drukuje się za darmo. W dzisiejszych czasach naukowiec, który nie potrafi samodzielnie napisać pracy w języku angielskim (ewentualnie w zespole współpracowników) powinien pomyśleć o zmianie zatrudnienia i zwolnieniu miejsca dla kogoś może młodszego, a może tylko lepiej wykształconego. A ktoś lepiej wykształcony, zamiast utyskiwać, że

                Owszem, można się starać o granty naukowe- ale to trzeba mieć rodzinę z tradycjami akademickimi, mieć takich znajomych czy orientować się w naukowej rzeczywistości na podstawie innych możliwości, żeby wiedzieć, że - jeśli już w ogóle uda się je wygrać w konkursach- to są to pieniądze na badania (odczynniki, sprzęt, analizy etc), ...

                usiądzie na siedzeniu,nauczy się pisać granty i, jeśli i pomysł będzie dobry, i dobrze będzie to uzasadnione i napisane, to za drugim - trzecim razem nawet w Lublinie grant się dostanie. Bez żenujących tłumaczeń, poniżej godności naukowca, o rodzinach z tradycjami. Ale jak się nie ma absolutnego minimum czyli biegłej znajomości języka... to niestety mamy, co mamy na naszych uczelniach, Ale szczęśliwie się zmienia. I mitem jest, że za samą niedoskonałość języka angielskiego odrzucają całą pracę. Jeśli temat i warsztat jest ciekawy, w recenzji sugerują korektę językową. Zresztą wystarczy przeczytać parę prac azjatyckich.

                Tak więc nie najlepiej wybierasz swojego guru... Acha! I do grantów się nie dokłada :-)

                Ps. Sugerujesz, że adwokaci mają wpływ na to, jakie poglądy prezentuje sędzia, jaki
                > jest ostateczny wynik sprawy, że sędziowie wtedy jakoś się pilnują, bo inaczej
                > to są stronniczy i nie ma szans na ich bezstronność? Hm... Odważnie ;) Może wi
                > esz, czy lepiej mieć adwokata czy adwokatkę, a może jakiś adwokat ma szczególny
                > wpływ na sędziów? Tak pytam- może się komuś to przydać ;)
                Sorry, jesteś chyba dość dorosła, nie bądź więc infantylna.
                Masz niemiły zwyczaj postrzegania rzeczywistości jedynie w wersji mniej więcej: trzeba mieć rodzinę z tradycjami..


                • egalea71 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 06.05.14, 09:59
                  My- elity? :) :) :) Fajne :)

                  > No cóż, skoro elity uważają, że swoje brudy się pierze na forum publicznym, bo
                  > to jest wymiatanie spod dywanu????,

                  Typowo zaściankowe myślenie: "Nie mówi nikomu, co się dzieje w domu".

                  > Dyskutować z detalami tych elaboratów zwyczajnie mi się nie chce, mówię o ogóln
                  > ym wrażeniu artystycznym.

                  No cóż, w dyskusji niezbędne są merytoryczne argumenty- w Twojej wypowiedzi ich BRAK.
                  Ja z kolei nie dyskutuję z laikami, którzy uważają się za ekspertów. W tym przypadku to jeszcze dodatkowo brak rozumienia u eksperta treści przeczytanej, więc- tym bardziej czasu szkoda.

                  > Sorry, jesteś chyba dość dorosła, nie bądź więc infantylna.

                  Typowe. Jak brakuje argumentów ad meritum, to w ruch idą te ad personam.
                  Jak to powiadają- człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy.

                  > : trzeba mieć rodzinę z tradycjami..

                  Oho, jakiś osobisty problem.

                  Polak potrafi :) Dzięki edukacji opartej lekturze komentarzy pod artykułami w Gazecie Wyborczej mamy lekarzy i ekspertów od zamachu w Smoleńsku, a teraz się okazuje, że nawet naukowców i twórców nowej logiki. Zdolny naród :)

                  PS Biedny prof. Miodek.... ;( ;( ;(

                  EOT
                  • Gość: mensz.czyzna Powod do rozwodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.14, 13:45
                    Nie czytalem twoich wywodow ale sadze, ze twoj maz mial racje doprowadzajac do rozwodu.
                    Za duzo gadasz. Tak na oko. Przy blizszym poznaniu mozesz tez miec inne wady.
                  • Gość: of Re: skąd człowiek wychodzi... IP: *.dynamic.mm.pl 06.05.14, 17:59
                    Jak to powiadają- człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy.
                    >
                    No właśnie tu leży Twój problem i kompleksy, które wychodzą co rusz....
                    Bo Ty jesteś z miasta? Taaak, to widać, słychać i czuć...
                    Przerost mniemania nad możliwościami.
                    Rozumiejąc powody z percepcją, cierpliwie wytłumaczę. Czyli od ad personam (w rewanżu) do ad meritum (jak zawsze).

                    Nie mówi nikomu, co się dzieje w domu".

                    Rozumiem, że zrobienie obory ze swojego domu, a potem publiczne onanizowanie się tym jest na wskroś nowoczesne. Rzeczywiście, jeśli tak, to jestem bliżej zaścianka. Ja raczej dbam o swój dom, jego integralność i wzajemne poszanowanie. A miłośniczce cytatów dorzucę: jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

                    Mało merytorycznie? To jeszcze dorzucę

                    > : trzeba mieć rodzinę z tradycjami..
                    >
                    > Oho, jakiś osobisty problem.

                    No właśnie zdaje się masz! Prostej aluzji nie rozumiesz? Wszak to Ty twierdzisz, że granty dostaje się jak się ma rodzinę,... zresztą zacytuję dokładnie:

                    Owszem, można się starać o granty naukowe- ale to trzeba mieć rodzinę z tradycjami akademickimi, mieć takich znajomych czy orientować się w naukowej rzeczywistości na podstawie innych możliwości, żeby wiedzieć, że - jeśli ......

                    Żenada... wyłazi z tej starej, dobrej logiki.

                    Polak potrafi :) Dzięki edukacji opartej lekturze komentarzy pod artykułami w G
                    > azecie Wyborczej mamy lekarzy i ekspertów od zamachu w Smoleńsku, a teraz się o
                    > kazuje, że nawet naukowców i twórców nowej logiki. Zdolny naród :)

                    Rozumiem, że utyskujesz nad swoim szefem? Miało być zgryźliwie, a wyszło jak zwykle.. Oczywiście to zdanie poraża merytorycznością!!! Bo zdaje się, że to eksperci od zamachu w Smoleńsku raczej pierwszą młodość mają za sobą, są wyznawcami jak najbardziej tradycyjnej logiki, czyli słabej znajomości języków i komunikatorów i raczej Wyborczej nie czytali. Prędzej Trybunę odhaczyli, a teraz GP codziennie.
                    No, to jest wciąż problem naszej nauki.. Coraz mniejszy na szczęście, bo ci z nową logiką, wykształceni na gw i z istotnością statystyczną sobie radzą i zaoszczędzą na tłumaczeniach. Za to pojadą na sympozjum, nawet zagraniczne... Rzeczywiście trzeba się zgodzić na konieczność finansowania niektórych publikacji w płatnych "openerach", na co zresztą są przewidziane fundusze w grantach i tematach badawczych...

                    No i oczywiście ci od "starej dobrej logiki", naukowcy i nauczyciele akademiccy nie mają nic wspólnego z wytworzeniem tego Polaka co to potrafi czytać komentarze na gw ? To nie do nich skierowane:
                    Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie ?????

                    Bo tych co ich chcą wygryźć raczej nie wyedukowali ...

                    Ps,. Biedny prof. Miodek.... ;( ;( ;(
                    Trudno mi podążyć za rozbuchaną erudycją piszącej i zrozumieć dlaczego należy żałować prof. Miodka....
                    Uważam, że szacunek dla mowy polskiej nie musi oznaczać ignorancji w posługiwaniu się mową Shakespeare, Goethego czy innych. A że w nauce najbardziej użyteczny jest angielski...
                    • efemerofit Re: skąd człowiek wychodzi... 07.05.14, 15:21
                      Adwokatem czy sędzią możesz zostać, ale naukowcem- z pewnością nie.
                      Narażając się na ataki z Twojej strony spróbuję ja Ci coś wyłożyć. Nie wiem, ile i jak przeprowadziłeś u siebie procesów myślowych, ale Twój tok wypowiedzi wskazuje na to, że mój komputer zdechłby z przegrzania, żeby to rozgryźć :]

                      1. Słoma w butach, burak, wieśniak- to stan umysłu, a nie pochodzenie :]

                      2. Skoro przełożony Koleżanki mógłby zostać milionerem, gdyby można było zarabiać na publikowaniu publikacji naukowych, to... musi być on wyjątkowym i wysokiej klasy naukowcem. Skoro miał co publikować....

                      3. O wybitności naukowca świadczą efekty jego pracy, a nie to, czy wybitnie zna angielski. Wystarczy angielski komunikatywny i zdolność rozumienia tego, co się czyta :]. Nie miałem i nie mam i mieć na 100% kompleksów nie będę, że korzystam z profesjonalnej korekty przed wysłaniem do czasopisma swojej pracy- robi tak każdy naukowiec, którego znam, a który swymi pracami mierzy wysoko. Może w Acta Astrologica, gdzie drukują za darmo :], nie jest to potrzebne, ale u nas konieczne. Są nawet czasopisma, gdzie za korektę się płaci niezależnie i jest to obowiązek dla każdego autora. Zamiast siedzieć nad uwybitnianiem swej angielszczyzny, wolę czas spędzić z rodziną :] Ani ja, ani koledzy z instytutu czy nasi przełożeni nie mają problemów na sympozjach- mimo, że żaden nie skończył filologii angielskiej i nie jest przysięgłym tłumaczem :]

                      4. Inni z miejsca mojej pracy to moi znajomi :] Znamy się jak łyse konie, wiemy kto z kim sypia, gdzie i z kim jeździ na urlop. Jak się rozwodzi też wiemy i nawet świadkujemy jak trzeba- na rozwodach czy ślubach. I o uzasadnieniu wyroków wszelakich czy przebiegu różnych spraw sądowych- spadki, rozwody, alimenty też mógłbym wiele napisać.... Ktoś pyta, inny odpowiada. Że Ty masz z tym problem, to Twoja sprawa. Inni to nie Ty i nie każdy musi mieć tak, jak Ty. Na szczęście :]

                      5.
                      Wszak to Ty twierdzisz
                      > , że granty dostaje się jak się ma rodzinę,... zresztą zacytuję dokładnie:

                      Problemy z cytowaniem, z ogarnianiem i analizą tekstu, wyciąganiem wniosku.... To jest właśnie pokolenie wychowane na miernocie użytkowników forów gazecianych i "artykułach" :] Słusznie zatem nauczyciele gimnazjum i liceum prawią, że polska młodzież ma problemy z tak podstawowymi umiejętnościami.

                      I dalej w tym temacie- Koleżanka pisze o dokładaniu do publikowania w czasopismach (wobec rzekomych zarobków na publikowaniu naukowym :]), a Ty piszesz, że nie dokłada się do grantów :] Koleżanka pisze o tym, że nie ma grantów zarobkowych, a Ty "odpowiadasz", że to nie problem dostać grant :] Że wystarczy nauczyć się pisać :] I że są darmowe czasopisma z IF :]
                      Otóż każdy, kto "ma rodzinę z tradycjami, ma znajomych na uczelni czy w ośrodkach badawczych albo w jakiś inny sposób orientuje się w problematyce naukowo- badawczej" wie, że nie ma czasopism naukowych, gdzie opublikują za darmo (hehe, pewnie się utrzymują z reklam :], że na publikowaniu naukowym się nie zarabia, że nie ma grantów zarobkowych i że nie problem w napisaniu, ale w otrzymaniu grantu- ze względów takich.

                      6.
                      > No i oczywiście ci od "starej dobrej logiki", naukowcy i nauczyciele akademiccy
                      > nie mają nic wspólnego z wytworzeniem tego Polaka co to potrafi czytać komenta
                      > rze na gw ? To nie do nich skierowane:
                      > Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie ?????

                      A no nie mają. To rodzice/ rodzina pochodzenia :] za to odpowiada. Naukowcy mogą tylko szlifować diamenty, ale te coraz rzadziej się trafiają :]

                      7. Jako przykład, że publikować można, podajesz... Azjatów :] Czego ma to dowodzić? Po co tak sięgac daleko, skoro Polacy też publikują :] A są nawet tacy "Azjaci", co mogliby zostać native speakerami od polskiego :]

                      8.
                      > Trudno mi podążyć za rozbuchaną erudycją piszącej i zrozumieć dlaczego należy ż
                      > ałować prof. Miodka....

                      Wcale się nie dziwię, że Ci trudno :]

                      Ale jak się nie ma absolutnego minimum czyli biegł
                      > ej znajomości języka... to niestety mamy, co mamy na naszych uczelniach,

                      W d
                      > zisiejszych czasach naukowiec, który nie potrafi samodzielnie napisać pracy w j
                      > ęzyku angielskim (ewentualnie w zespole współpracowników) powinien pomyśleć o z
                      > mianie zatrudnienia i zwolnieniu miejsca dla kogoś może młodszego, a może tylko
                      > lepiej wykształconego.


                      9.
                      > Masz niemiły zwyczaj postrzegania rzeczywistości jedynie w wersji mniej więcej:

                      Ja wiem najlepiej, moje zdanie jest najmojsze i zawsze mam rację, też wtedy, gdy jej nie mam.

                      :]

                      Tak pozwoliłem sobie czekając, aż mi wyrośnie odpowiednio na pożywkach.
                      Teraz poczekam, jak mój tekst odnajdzie się w Twoich szarych komórkach :]
                      • Gość: of Re: skąd człowiek wychodzi... IP: *.dynamic.mm.pl 07.05.14, 18:09
                        Ja wiem najlepiej, moje zdanie jest najmojsze i zawsze mam rację, też wtedy, gdy jej nie mam.

                        Właściwie to zdanie podsumowuje cały Twój wywód. Wynika z niego, że nie tylko Twój komputer nie jest w stanie rozgryźć tego co piszę... Właściciel jeszcze bardziej...

                        Adwokatem czy sędzią możesz zostać, ale naukowcem- z pewnością nie.
                        Dzięki za diagnozę... troszkę spóźniona.

                        Tak tylko gwoli wyjaśnienia. Masz prawo korzystać z czego chcesz, jako człowiek wolny i decydujący o swojej karierze: z tłumaczy i statystyków i korekty językowej i czego jeszcze chcesz. Proszę tylko nie wmawiać mi, że to jest warunek sine qua non publikowania w wartościowych czasopismach. I, że one wszystkie są płatne. Bo to zwyczajnie nieprawda. Nie wiem wprawdzie jakie są aspiracje badacza,"który swymi pracami mierzy wysoko" . Nie uściśliłeś tej "wysokości", ale według mojej miary wysokości, spokojnie można znaleźć mnóstwo darmowych.

                        Z resztą nie dyskutuję, bo jak dyskutować z kimś, kto twierdzi, że czegoś nie ma i już?

                        Otóż każdy, kto "ma rodzinę z tradycjami, ma znajomych na uczelni czy w ośrodka
                        > ch badawczych albo w jakiś inny sposób orientuje się w problematyce naukowo- ba
                        > dawczej" wie, że nie ma czasopism naukowych, gdzie opublikują za darmo (hehe, p
                        > ewnie się utrzymują z reklam :]-

                        Tak sobie powiadasz - to jest zwykła sofistyka. Ja znam wiele osób, które publikują i twierdzą co innego. I co?

                        Dziwne, że punkt piąty Twój inteligentny komputer napisał, bo to bełkot zwyczajny.. Oczywiście Ty stwierdzisz, że to mnie brak argumentów.

                        Ale o czym dyskutować, kiedy piszesz:

                        Koleżanka pisze o tym, że nie ma grantów zarobkowyc
                        > h, a Ty "odpowiadasz", że to nie problem dostać grant :] Że wystarczy nauczyć s
                        > ię pisać :] I że są darmowe czasopisma z IF :]

                        Na pewno zrozumiałeś na co odpowiadam? Na granty zarobkowe? Czy na to, że grantu nie dostaje się, jeśli nie jest się znajomym, rodziną ...itd.

                        I tak po pobieżnym, niedokładnym i tendencyjnym przeczytaniu powstaje melanż zdań. Trudno zatem to co czynisz nazwać polemiką. O sorry, Ty nie polemizujesz, Ty wykładasz ;-)))), myśląc, że jak na pożywce, gorzej lepiej ale coś wykiełkuje:-)))).

                        Jak będziesz jeszcze czekał na to co Ci urośnie, przejrzyj ostatnie, cieplutkie, rozstrzygnięcia na granty ncn i pokaż Koleżance, której adwokatem zostałeś... Nie jest tak tragicznie w Lublinie, prawda?
                        Niektórzy mogą nawet opijać w gronie...."łysych koni."

                        Ps. Rozumiesz różnicę między kolegami z pracy, a opowieścią "urbi et orbi"?
                        • egalea71 Re: skąd człowiek wychodzi... 07.05.14, 19:41
                          Napisałam EOT co prawda....

                          Co ma wspólnego Twój wywód:

                          Czy na to, że grant
                          > u nie dostaje się, jeśli nie jest się znajomym, rodziną ...itd.

                          Z napisanym przeze mnie:

                          Owszem, można się starać o granty naukowe-
                          > ale to trzeba :

                          1.mieć rodzinę z tradycjami akademickimi,

                          2.mieć takich znajomych

                          CZY

                          3. orientować się w naukowej rzeczywistości na podstawie innych możliwości,

                          żeby
                          > wiedzieć, że
                          - jeśli już w ogóle uda się je wygrać w konkursach- to są to pieni
                          > ądze na badania
                          (odczynniki, sprzęt, analizy etc), a nie za przeprowa
                          > dzenie badań
                          (bo za to są już pieniądze w pensji akademickiej).

                          Stopień rozumienia przez Ciebie tego zdania jest wprost niewiarygodny i powalający na kolana :)

                          I, że one wszystkie są
                          > płatne. Bo to zwyczajnie nieprawda.

                          Open Access to bezpłatny dostęp, a nie możliwość bezpłatnego publikowania. Gdyby dobre czasopisma "brały za darmo", to dawno nie byłoby śladu po tych, gdzie trzeba płacić po 5000 zł. Proste jak budowa cepa. Pardon :)
                          Aha, te 5000 zł to po przeliczeniu z dolara amerykańskiego :)

                          > e, rozstrzygnięcia na granty ncn i pokaż Koleżance

                          "Rozstrzygnięcie na granty"- co to znaczy?

                          Naukowiec od siedmiu boleści, kurna jego mać :D
                          Rozstrzygnięcia na granty i openery :D

                          Sinekwanon to może zrobić wrażenie- na innym buraku.

                          Ale, ale z taką pasją, jak odwracasz tutaj kota ogonem mógłbyś odnosić sukcesy w lubelskich sądach :)

                          Tym razem to na pewno EOT z mojej strony. Szkoda prądu :)

                          PS Moje projekty badawcze oceniane są w Brukseli, a nie w Krakowie :)
                          • Gość: of Re: skąd człowiek wychodzi... IP: *.dynamic.mm.pl 07.05.14, 23:25
                            Najgorzej jak się palnie, a potem usiłuje wywinąć za wszelką cenę, stosując karkołomne konstrukcje.... Nie patrząc ile szkód się przeniesie ...sobie.
                            Ze szkodą dla logiki, ale ta z reguły nie jest mocną stroną tzw. humanistów. Którzy może potrafią pisać gramatycznie z podmiotem i orzeczeniem we właściwym miejscu i z uniesieniem przyczepić się do zdania, z którego wypadło słowo "konkursów". Kali może pisać kurna slangiem, ale Kalemu nie można. Trzeba być bezradnym, żeby posługiwać się takimi argumentami. Nie stać Cię, żeby posługiwać się argumentacją ad meritum a nie ad hominem ? Widać nie.

                            Jak się "openery" pisze w cudzysłowie (na marginesie - było napisane, że openery są płatne, a płatne właśnie przez otwarty dostęp - mają więcej cytowań i najczęściej maja szybką ścieżkę publikacji, co wydawało mi się oczywiste, jak widać nie dla wszystkich).
                            Postudiuj sobie może dlaczego w jednych czasopismach drukuje się za darmo (podpowiem: jak się je udostępnia), a w innych płaci za artykuł. I zdziwienie filozoficzne dlaczego oba gatunki istnieją - rozwiązane.
                            No cóż, żebyś poczuła się swojsko w swoim środowisku, o którym często wspominasz (ciągnie do roli?): "desipere est juris gentium"...

                            Chyba ta ocena projektów w Brukseli taka słaba troszkę, skoro znowu zrujnowaliście się , jak rozumiem z własnej kieszeni, na 2000 tysiące? To chyba do Kuriera?
                            Ps. EOT - o taki piękny, polski skrót i oczywiście zastosujesz.
                            • efemerofit Re: skąd człowiek wychodzi... 08.05.14, 12:25
                              > Najgorzej jak się palnie, a potem usiłuje wywinąć za wszelką cenę, stosując ka
                              > rkołomne konstrukcje....

                              Mistrzem jednak nie zostaniesz w tych konstrukcjach. Koleżanka napisała jasno i zrozumiale, a Ty stworzyłeś z tego urban legend :] A może urbi et orbi :]

                              > Postudiuj sobie może dlaczego w jednych czasopismach drukuje się za darmo (podp
                              > owiem: jak się je udostępnia), a w innych płaci za artykuł.


                              To przykład czasopisma, które udostępnia za darmo.

                              Sprawdź sobie punkt 12.

                              Nie jest to jakieś wypasione czasopismo, ale 3 IF piechotą nie chodzą.

                              I zdziwienie filozo
                              > ficzne dlaczego oba gatunki istnieją - rozwiązane.

                              Filozofie z Koziej Wólki :]

                              Nie wiem, czy się koleżanka zrujnowała, ale użyte słowo "niegospodarność" wskazuje mi, że mowa o instytucji publicznej, a nie o osobie fizycznej :]

                              Ja też - EOT. Skrót angielski :]
                              • Gość: of Re: skąd człowiek wychodzi... IP: *.lublin.mm.pl 30.07.14, 23:00
                                Jak tam naukowcy wasze ...3IF, które piechotą nie chodzi???

                                Gratuluję (póki co) super inwestycji... I z ciekawością obserwuję rozwój wypadków...:-))))
                            • Gość: Mariem Re: skąd człowiek wychodzi... IP: 81.161.113.* 09.05.14, 12:43
                              (na marginesie - było napisane, że opener
                              > y są płatne, a płatne właśnie przez otwarty dostęp - mają więcej cytowań i na
                              > jczęściej maja szybką ścieżkę publikacji, co wydawało mi się oczywiste, jak wi
                              > dać nie dla wszystkich).
                              > Postudiuj sobie może dlaczego w jednych czasopismach drukuje się za darmo (podp
                              > owiem: jak się je udostępnia), a w innych płaci za artykuł.

                              Rodzice mnie uczyli, żeby nie brać udziału w dyskusji, jeśli nie mam nic merytorycznego do powiedzenia. To, co napisałeś wskazuje jednoznacznie, że nie masz pojęcia, a głos zabierasz i baśnie piszesz.
                              W życiu nie ma nic za darmo. Skoro to mi, naukowcowi, zależy na tym, aby inni poznawali moje prace i je cytowali, to znaczy, że mi zależy, aby mieli do nich dostęp możliwie jak najszerszy. Skoro jest popyt i podaż, to dlaczego pośrednictwo miałoby się odbywać za darmo? Filozofia świętego Mikołaja? Buhahaha :) Płacę słono i dzięki temu moje pracę są znane, cytowane, a ja mam z tego profity. Tak to działa. Co jest oczywiste i dziwne, że nie załapałeś istoty tego zjawiska. Nie ma nic szybciej w OA, bo recenzenci i tak muszą zrobić swoje, a sam proces druku jest dzisiaj błyskawiczny, więc Twój argument o czasopismach OA, że szybciej się ukazują, jest do d...y.
                              Ja też, jak koledzy wyżej, korzystam z ostatecznej korekty językowej, współpracuję ze statystykiem, i bardzo często dopłacam do publikacji (bo grantów nie mamy). Granty to osobna dyskusja, nie na ten wątek i nie na to forum. Rzeknę tylko, że jako podatnik wolałabym wydawać pieniądze na naprawdę wartościowe projekty, które dadzą w przyszłości wymierne korzyści, niż płacić za "gowienko" zawinięte w papierek, stworzony przez dział marketingu.

                        • efemerofit Re: skąd człowiek wychodzi... 08.05.14, 12:14
                          > Adwokatem czy sędzią możesz zostać, ale naukowcem- z pewnością nie.
                          > Dzięki za diagnozę... troszkę spóźniona.

                          Dobrze Koleżanka pisała- naukowiec kształcony jak lekarz czy spec od Smoleńska- na artykułach i komentarzach na Gazeta.pl :]

                          To kolejny dowód:

                          > Z resztą nie dyskutuję, bo jak dyskutować z kimś, kto twierdzi, że czegoś nie m
                          > a i już?

                          W nauce jest tak, że jak coś jest, to można to udowodnić. Zdaje się, że w prawie dowód należy do tego, co twierdzi, a nie zaprzecza :]
                          /teraz czekam na tekst: sprawdź sobie w google, są setki czy nawet tysiące/

                          Otóż nie ma szanujących się, znaczących czasopism naukowych, z IF, w których drukuje się za darmo. Natomiast każdy naukowiec wie, że część czasopism ma dodatkowo wersję bezpłatnego dostępu dla każdego, albo występuje jedynie w takiej wersji.

                          Ale to trzeba- że tak przedrzeźnię Koleżankę- mieć elementarną możliwość używania swoich szarych komórek, żeby wiedzieć, że dostęp w formie elektronicznej eliminuje jedynie koszty druku - ale nie pozostałe koszty, często wielokrotnie wyższe :] Pierwsze słyszę, żeby redakcje i serwery pracowały za darmo. Albo sponsorowane czy z reklam :] Może Twoje Acta Astrologica- bo na pewno nie żadne poważne czasopismo naukowe.

                          Opener to jednak co innego, niż openakses- nawet pisany w cudzysłowie :]

                          > Tak tylko gwoli wyjaśnienia. Masz prawo korzystać z czego chcesz, jako człowiek
                          > wolny i decydujący o swojej karierze: z tłumaczy i statystyków i korekty język
                          > owej i czego jeszcze chcesz.

                          Widzę, że zaczynasz łapać, że naukowiec jest specem w swojej dziedzinie, a nie od całości. Jakiś postęp :] Korzystam z pracy statystyka- po coś oni są jednak i nawet robią badania naukowe, zdobywają tytuły etc. :] Ale jeśli komuś wystarczy chi-kwadrat czy średnia arytmetyczna, to rzeczywiście można się dziwić :]

                          Punkt piąty to cytaty z Koleżanki i z Ciebie. Trudno, abyś je zrozumiał :]

                          Wykiełkować na pożywce może pewnie jakieś ziarno :]
                          Nie interesują mnie ncny, bo lepiej wychodzimy na badaniach zleconych :] I nie tylko my. Będzie więcej dla humanistyki. Np. na wprowadzenie logiki :]

                          > Ps. Rozumiesz różnicę między kolegami z pracy, a opowieścią "urbi et orbi"?

                          Chodziło Ci o urban legend? :]


                          Naukowiec z Koziej Wólki :] :] :]
                      • egalea71 Re: skąd człowiek wychodzi... 07.05.14, 19:06
                        Że też się chciało Koledze :)

                        Ten dalej o grantach dla tych z rodzin z tradycjami akademickimi :) :) :) No ja nie mogę :) :) :) Ale może to obcokrajowiec i składni polskiej jeszcze nie pojął :)

                        Setki darmowych czasopism z impaktem :) :) :) "Openery"- HIT normalnie :)
                        Jeśli ktoś nie odróżnia możliwości darmowego dostępu od niemożliwości darmowego publikowania nawet w OAsach (a nie openerach :) :) :) ), to daje obraz całości.

                        A my ostatnio płaciliśmy ponad 2 000 zł za przyjęcie do druku naszego artykułu :) Co za niegospodarność :)
                        • efemerofit Re: skąd człowiek wychodzi... 08.05.14, 12:41
                          > Że też się chciało Koledze :)

                          Misję poczułem. Nauka pod strzechy czy jakoś tak :]
                          Ale masz rację- szkoda prądu.

                          Odniosę się tylko do tablicy korkowej :]

                          1. Gdybym chciał mieć ugotowane, posprzątane, oprane i podane pod nos, to zatrudniłbym służbę. Kiedyś tak inteligencja robiła, zwłaszcza oficerowie. Chyba, że tu chodzi o pokłosie "Nie matura lecz chęć szczera" ;] Mam żonę, a nie służącą. Żona - do celów wyższych :] Nie wstydzę się ją zabrać do towarzystwa, wręcz dumny jestem z niej, z tego, jak jest mądra, ile wie, że ma swoje zdanie. Gdyby potrafiła jedynie wymieniać różnice między Purem a Ludwikiem, opisać kształt, wygląd i zapach kupek naszych dzieci czy powiedzieć, gdzie najtaniej w mieście kupić gicz, to zostawałaby w domu, bo nie brałbym jej do towarzystwa :] Oboje pracujemy zawodowo, oboje dzielimy się obowiązkami, korzystamy z pomocy sprzątaczki, żeby nam obojgu się żyło bardziej komfortowo.

                          2. Nie mam skrzywień, więc nie interesują mnie mężczyźni czy kobiety z sąsiedztwa :] Dbam o moją żonę, interesuję się nią, pomagam jej kiedy tego potrzebuje- zwłaszcza w chorobie. Zapewniam, że nie jestem jedyny :]

                          Nie mógłbym spojrzeć w lustro, gdybym w życiu, niezależnie czy to sala w sądzie, czy ławka w parku, zachowywał się jak cham i burak, żądając od żony wejścia w rolę służącej, której- wiadomo- nie okazuje się miłości, czyli też zainteresowania, troski, opieki, i zwalnia się ją, jeśli nie potrafi wywiązywać się ze swoich obowiązków na służbie. Mnie to by obrażało- mnie, jako mężczyznę, ale też jako po prostu człowieka.
                          • zubelz Re: skąd człowiek wychodzi... 08.05.14, 16:13
                            O czym ta dyskusja? Sędzia w "naszym" kraju ma zawsze rację. Możemy im naskoczyć do czasu kiedy nie weźmiemy sprawy w swoje ręce i nie damy się zmanipulować "politykom". Czas rozgonić to towarzystwo wzajemnej adoracji . LUDZIE!. Toż to szary pracownik ma pracować do śmierci. (emerytury dożyje co dziesiąty).Resorty siłowe i administracja państwowa mają się dobrze i zrobią wszystko by tak zostało.
    • Gość: ania Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy IP: *.vtelecom.pl 25.09.14, 14:16
      Może ktoś wie jak prowadzi sprawy rozwodowe Luiza Dąbka , czego moge sie spodziewać.
    • ankasz1970 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 25.09.14, 15:49
      A mnie rozwiodła szybko i bezproblemowo. Na zarzuty męża,że nie szanowałam (czyt. nie byłam jej służącą) jego matki, odpowiedziała że to z nim a nie z teściową brałam ślub i żadnych obowiązków wobec jej nie mam.Po drugiej sprawie byłam już wolna, a rozwód orzeczono z wyłącznej winy męża (i jego kochanki). Moje doświadczenia z tą panią są ok.
      • nietoperzova Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 27.09.14, 19:44
        Rozwiodła Cię z wolnego związku?

        Czy może w ogóle nie byłaś nawet w wolnym związku?

        Kuzynka, pociotka pani sędzi, a?

    • hyperfonka Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 11.06.15, 00:09
      Też miałąm wątpliwą przyjemnośc, odkłada sprawy jak długo się da. Faktycznie jest promęska i takie opinie są JAWNE w środowisku adwokackim na jej temat. Nikt nic nie zrobi. Podobno została przeniesiona z sądu rejonowego. Jedyne co można to wystąpić przed rozprawą o nagrywanie sprawy (u mnie PODOBNO urządzenia nie działały). Świadkowi mojemu przerywała w pól słowa mi też, sugerowała odpowiedzi lub przerywała w pół zdania głośno dyktując protokolantce. SZOPKA!. Nie brała pod uwagę żadnych dowodów z mojej strony, co wiecej, zanim dobrze usiedliśmy już wygłosiła swoją opinię na temat kontaktów mojej córki z jej ojcem, nie słuchając co kto ma do powiedzenia. Tylko ojcu zadawała pytania tak, żeby mógł się wykazać (czyt. nakłamać) nie weryfikując ani słowa. Polecam od razu - jeśłi jest możliwosć - wystąpic o zmiane składu sędziowskiego. Szkoda nerwów.
    • julaaxd2003 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 21.10.15, 19:17
      To wszystko co pisZecie jest prawda ta sędzina jest okropna ,jest promeska przez rok nie powołała żadnego świadka nie przesłuchała stron zarządała wadium za każdego świadka ,poniża kobiety pozwala sobie na słowa ze będzie robiła nam na złość i powoływała raz na pół roku 1 Świadka i naciska na sprawy majątkowe kiedy strony nie sa zgodne ,o dobro i potrzeby dzieci nie zapytała ani razu .Kiedy to sie zmieni w naszym kraju ze powoływane sa także osoby na sędziów ,brak zasad a gdzie mowa o sprawiedliwości ,Współczuje każdemu kto będzie miał okazje panią sędzinę spotkać na swojej drodze
    • janosik2020 Re: Sędzia Beata Gontarz, Sąd Okręgowy 20.10.16, 17:01
      Mnie na sprawie pani sedzia Beata Gontarz powiedziała cyt: ,, jakby żonie było dobrze to by nie odeszła od pana ". Była to na sprawie o ustalenie miejsca pobytu dzieci. Odważne stwierdzenie. Myśle ,że żaden sędzie mężczyzna nie powiedziałby w ten sposób do kobiety z 2 dzieci którą zostawił mąż. Na kolejnej o alimenty zasądziła łaskawie po 200 zł na dziecko czyli razem 400 twierdząc,że zona musi się z czegoś utrzymać a przecież nie ma pracy. Było to parę lat temu. Chyba nie jest tak żle z tą ,,solidarnoscią jajnikow" Teraz orzeka w SO. Mnie rozwiodła jakas starsza dwojga nazwisk na pożegnanie powiedziała cyt. odzyskał pan wolność - ładnie podziękowałem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka