dociek
21.08.04, 21:37
Od ok. dwóch lat na tym forum wzywam i przypominam, by wprowadzić i zastrzec
prawnie jako europejski produkt regionalny z Lublina : C E B U L A R Z A !!!
Nareszcie nasi piekarze poszli po rozum do głowy. Byleby tylko nie podnieśli
z tego powodu cen cebularzy i nie udziwnili ich receptury (często już
niestety odmienionej w stosunku do dawniejszych "oryginałów").
www.kurier.lublin.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=12160&mode=thread&order=0&thold=0
Kurier Lubelski 21.08.2004, Agnieszka Dziaman "Cebularz idzie do UE"
PIECZYWO Z LUBELSZCZYZNY POD SPECJALNYM NADZOREM
Piekarze z Lublina chcą, aby cebularz był w Unii Europejskiej produktem
regionalnym i chronionym. Zdaniem rzemieślników placki z cebulą są wyrobem
typowo lubelskim i należy strzec ich receptury tak jak górale chronią przepis
na oscypki.
Ekspertem w sprawie cebularzy jest bez wątpienia Sergiusz Kuźmiuk. W piekarni
przy ul. Furmańskiej powstały pierwsze cebularze w mieście. Zdaniem Pana
Sergiusza placek ma „korzenie” żydowskie.
— Ojciec podpatrzył przed wojną u nich recepturę i sam zaczął je piec — mówi
Kuźmiuk. — Potem ja przejąłem pałeczkę i od pokoleń robimy cebularze wedle
tej samej receptury — opowiada.
A co takiego jest w cebularzu, że warto go chronić? Oprócz wody, mąki, cukru,
cebuli, maku, oleju, soli i drożdży nic, ale właściciel najstarszej w
Lublinie piekarni niechętnie mówi o swoim tradycyjnym przepisie.
Cebularze z Lublina po wojnie szybko rozpowszechniły się w całym regionie.
Teraz nie ma problemu z tym, aby kupić je w Zamościu, Hrubieszowie, Chełmie,
Włodawie, a czasami nawet Warszawie.
Na pomysł zarejestrowania cebularza w UE wpadło Stowarzyszenie Rzemieślników
Piekarstwa RP i pracownicy Zespołu Szkół nr 5 w Lublinie.
Akcja promująca pomysł rozpocznie się w niedzielę w „Święto chleba” w
skansenie. Podczas imprezy odbędą się m.in. wybory najlepszego placka z
cebulą.
— Zanim wniosek z cebularzem trafi do unii, trzeba będzie zebrać dokładne
informacje na temat jego historii — mówi Andrzej Motyl, prezes SRP RP w
Lublinie. — Tak naprawdę jeszcze nie wiemy, kiedy powstał. Możemy jednak
zakładać, że na pewno istniał już na początku XX w.
W woj. lubelskim jest 300 piekarni. Niemal w każdej codziennie wypieka się
placki z cebulą.
W Lubelskiej Spółdzielni Spożywców „Społem” codziennie powstaje ponad 2 tys.
cebularzy, a w całym Lublinie może być ich około kilkunastu tysięcy.
— W czasach gdy obowiązywały urzędowe ceny, nie mogliśmy zarejestrować
cebularza, bo go nie było w wykazie — mówi Jan Winnicki, kierownik działu
produkcji LSS „Społem”. — W końcu zarejestrowaliśmy go jako drożdżówkę z
cebulą.
Zdaniem pomysłodawców „zarejestrowania” cebularza chodzi o troskę o
regionalne wyroby.
— Wypromowaliśmy kozie rogi jako lubelskie ciasto. Możemy więc zrobić to samo
z cebularzem — mówi Jadwiga Piotrowicz, technolog z ZS nr 5 w Lublinie. —
Jeśli cebularz znalazłby się na liście, nasi piekarze mogliby go pokazywać na
wystawach za granicą. Ponadto to bardzo dobra reklama regionu i ochrona rynku
zbytu.
Prawda jest taka, że Polska nie może chronić swoich produktów regionalnych,
jeżeli nie są one zarejestrowane w unii. Państwo nie będzie też mogło
finansować akcji promocyjnych takich towarów.
W tej chwili Polska czeka na zarejestrowanie pięciu produktów regionalnych.
Są to sery owcze: oscypek, bryndza, bundz, redykołka oraz żentyca (rodzaj
serwatki).
Zdaniem Jadwigi Tatary, z-cy dyrektora Lubelskiego Ośrodka Doradztwa
Rolniczego, wypełnienie takiego wniosku jest dosyć trudne, gdyż wymaga nie
tylko dokładnego opisania technologii produkcji, badań laboratoryjnych, ale
także przedstawienia wiarygodnych informacji o tradycji jego wytwarzania na
danym terenie.
Zarejestrowanie produktu w unii trzeba traktować jako instrument promocji.
Otrzymanie takiego znaku oznacza, że konsument dostaje produkt, który jest
skontrolowany ze względu na pochodzenie geograficzne bądź zgodność z
tradycyjną recepturą. Jest też formą zwiększenia popytu, co przekłada się na
wzrost dochodów producentów.
Ochrona produktu polega na zastrzeżeniu na wyłączność jego nazwy i miejsca
wytworzenia. Tak np. ochrona sera feta, tradycyjnie produkowanego w Grecji,
polega na tym, że ta nazwa ma się wyłącznie kojarzyć z Grecją. Zaś podobny
ser, nawet o takiej samej recepturze wytwarzania, w innym kraju nie może być
nazwany fetą.
— Produkt musi zawierać nazwę nawiązującą do regionu. W przypadku cebularza
powinno się na przykład dodać człon lubelski — mówi Jakub Jasiński, naczelnik
wydziału odznaczeń geograficznych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.