shawman
25.10.04, 13:47
Z całym szacunkiem dla Pana Rektora uczelni, na której studiuję, nie mogę się
zgodzić z takim postawieniem sprawy.
Po pierwsze, sytuacja uniwersytetów, jeżeli chodzi o niezależność i swobodę
pracy naukowej, jest nieporównanie lepsza w stosunku do czasów PRL. Wszystkie
teraźniejsze negatywne procesy i zjawiska są całkowicie innej skali i natury,
niż podstawowy problem szkolnictwa wyższego do 1989 roku - brak wolności. Nie
stawiałbym tutaj znaku równości w żadnym wypadku.
Po drugie, źródłem licznych kłopotów polskich uczelni - w tym UMCS - nie jest
jakaś bliżej nieokreślona "komercja". Raczej wypaczenie takowej komercji,
polegające na tym, iż uniwersytetowi bardziej opłaci się gorsze jakościowo
kształcenie studenta zaocznego, niż lepsze, studenta dziennego. A także
wypaczenie konkurencji, całkowite pomieszanie systemu stopni naukowych z
systemem zatrudnienia wykładowców. Gdyby na polskich uczelniach zastosować
podobny do amerykańskiego system umów ("profesorem UMCS" byłaby po prostu
osoba zatrudniona na takim stanowsku, na mocy określonego kontraktu),
zniknąłby prawdopodobnie problem nierzetelności w dydaktyce. Pracownik nie
wypełniający zobowiązań nie mógłby po prostu spodziewać się przedłużenia
kontraktu. I przeciwnie - sumienny wykładowca, czy to doktor, czy profesor
zwyczajny, otrzymywałby kontrakt na dobrych warunkach. Wydaje mi się, iż w
dziedzinie szkolnictwa wyższego konkurencja i znaczne zróżnicowanie zarobków
jest jak najbardziej na miejscu.