Gość: Qavtan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 11:00 Co to za ścierwo, bez poczucia odpowiedzialności. Na takich stanowiskach, to świadczy o uczelni, że nic w sprawie nie robi. Ehhh :/ Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: bang! Re: Historii profesora Jarosza cd. IP: 129.81.192.* 10.01.05, 19:01 Czy w Polsce wszyscy przestepcy to ciezko chorzy ludzie??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robbie Nagonka? Na "ścierwo"? "Przestępcę"? IP: 212.182.7.* 10.01.05, 22:34 Przecież idzie o to, że p. Jarosz pobierał wynagrodzenie, które przyznał mu senat prywatnej uczelni. Wprawdzie p. Łybacka nie zatwierdziła tego, jednak można mieć wątpliwości, czy państwo powinno nadzorować wynagrodzenia w prywatnych instytucjach (o ile nie są finansowane przez państwo). Pisanie o jakimkolwiek człowieku jako o "ścierwie" i "przestępcy" zanim zostanie osądzony i to w takiej sprawie wystawia świadectwo przede wszystkim tym, którzy tak piszą. Również zarzut gróźb jest na tyle ogólnikowy, że trudno go oceniać. Można np. mieć wątpliwości, czy p. Jarosz groził naruszeniem nietykalności cielesnej i czy były to groźby realne, czy może raczej reagował żywiołowo na nieprawdziwe wypowiedzi lub niesprawiedliwe oceny. Ale tym dopiero zajmie się chyba sąd. Idąc dalej - oczywiście zagadnienie immunitetu jest ciekawe w ogóle, ale też dość trudne. Przecież nie tak dawno więziono ludzi niewygodnych dla władzy rzekomo "z powodu przestępstw pospolitych a nie politycznych". Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GSM Re: Nagonka? Na "ścierwo"? "Przestępcę"? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.05, 12:15 To nie jest prywatna uczelnia. Nie chodzi o KUL tylko o Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Jarosławiu. Co do gróźb, one nie muszą być realne tylko muszą wzbudzać uzasadnioną obawę u pokrzywdzonego, co do ich spełnienia, a to drobna różnica. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: franuś Re: Nagonka? Na "ścierwo"? "Przestępcę"? IP: *.airm.net / *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 12.01.05, 08:08 Za Jaroszem ciągnie się niewyobrażalny "smród". Zob. artykuły w prasie lokalnej (rzeszowskiej), dyskusje na forum rzeszowskim itp. Mnie zastanawia jeden fakt - jak to sie stało, że Jarosz wybitny "produkt" nauki komunistycznej (doktorat i habilitację robił w Akadamii Nauk Społecznych przy KC PZPR - powypisywał coś o wydajności mlecznej krów socjalistycznych, czy coś podobnego - w kazdym razie dotyczyło to działalnosci mleczarni socjalistycznych) został profesorem w Uniwersytecie Katolickim. Myślę, że dla dla wielu byłych, tylko szeregowych członków byłej partii, pomimo tego że są porządnymi ludźmi i naukowcami drzwi KUL-u jako pracodawcy są zamknięte, ale nie dla Jarosza. Dlaczego ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robbie Re: Nagonka? Na "ścierwo"? "Przestępcę"? IP: 212.182.7.* 15.01.05, 21:52 Nawet jeśli PWSZ podlegała bezpośrednio p. Łybackiej, to nie wydaje się, żeby wykroczenie tego rodzaju, jak opisano, miało uprawniać do nazywania rektora uczelni "ścierwem". O to chodziło. "> Co do gróźb, one nie muszą być realne tylko muszą > wzbudzać uzasadnioną obawę u pokrzywdzonego, co do ich spełnienia, a to >drobna różnica." Rzeczywiście, może być bardzo drobna różnica, zależy jak się rozumie "groźby realne". W tym wypadku rozumiano je jako takie, które "wzbudzają uzasadnioną obawę", więc - bez różnicy. Pozdr. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GSM Prawdziwe oblicze rektora IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.05, 23:32 Miałem niezłą "przygodę" z Antonim J. W 2002 roku (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to on) zaczął wydzwaniać na moją komórkę z numeru zastrzeżonego, proponując mi spotkania o charakterze seksualnym. Przedstawiał się, że jest przystojnym brunetem i ma 39 lat. Nadmienię tutaj, że ogłaszałem się w magazynie gejowskim "Adam", ale rektor J. i tak znał więcej szczegółów o mnie, których nie było w gazecie, m.in. adres, nazwisko. Kiedy odmówiłem spotkania, rektor zaczął się odgrażać, pomawiać i szantażować. Telefony były tak częste i tak dokuczliwe, że po 2 miesiącach zgłosiłem sprawę prokuraturze. Po uzyskaniu przez prokuraturę tego numeru (samego numeru, bo ja miałem telefon w Idei a to był numer Ery i billing przysłała Idea), który się nie wyświetlał, zadzwoniłem do Antoniego J. i kazałem szukać mu sobie adwokata. J. w tym samym dniu zmienił numer telefonu, co później wykazało pismo od Ery, którą prokuratura zapytała o nazwę abonenta. Okazało się, że telefon jest zarejestrowany na uczelnię rektora. Oprócz telefonów z pogróżkami, J. naśladował odgłosy różnych zwierząt, m.in. kury, świni, psa. Mam to wszystko do dziś nagrane na kasecie, która również była dowodem dla prokuratury. Sprawa jednak została umorzona, ponieważ prokurator stwierdził, że aby zaszło przestępstwo z art. 190 par.1, czyli groźby karalne, muszę sie obawiać spełnienia tych gróźb, a skoro z nim rozmawiałem przez tak długi okres czasu i nie zmieniałem numeru, oznaczało ,że się nie bałem i sprawę umożono. Powiedział mi, że moge ścigać go prywatnie z art. 216 kk za zniewagi. Jednak nie zakładałem sprawy prywatnej.Antoni J. wydzwaniał nawet po 30 razy dziennie, często po pół godziny. Słuchając tych odgłosów zwierząt i wyzwisk można myśleć, że ma się do czynienia z pacjentem szpitala psychiatrycznego, a nie profesorem. Podkreślam, nigdy tego człowieka "na żywo" nie spotkałem, przyczepił się do mnie nie wiadomo dlaczego. Po przesłuchaniu Antoniego J. przez jarosławską policję prawie półroczne telefony ustały od razu. Także mówienie, że ten pan jest bez winy, nie jest do końca prawdziwe. Dziwi mnie też jego dwulicowość, ponieważ na antenie jednej z toruńskich rozgłośni potępiał patologiczne zachowania, do których zaliczył homoseksualizm, natomiast prywatnie aktywnie udziela się w tym środowisku. Odpowiedz Link Zgłoś