Bl. Emilian Kowcz - patron ronda

IP: 212.182.32.* 08.02.05, 17:21
Przeszukawszy zasoby tego forum można natrafić na wypowiedzi już to
świadczące o ignorancji w kwestii "kim był bł. Emilian", już to kwestionujące
Jego tytuł do bycia patronem ronda w Lublinie.
Sądzę, że warto przypomnieć tę Postać, niemal dokładnie rok temu uczczoną
przez nasze miasto.


Emilian Kowcz urodził się 20 sierpnia 1884 r. w Kosmaczu pow.
Kosów (Huculszczyzna) jako syn ks. Grzegorza Kowcza, miejscowego proboszcza
greckokatolickiego. Kapłanem greckokatolickim był również jego teść, a także
wszyscy trzej szwagrowie i dwaj z trzech synów. Maturę uzyskał we Lwowie. W
latach 1905-11 przebywał na studiach teologicznych w rzymskim Collegium
Ruthenum. W roku 1910 poślubił Marię-Annę Dobrzańską (1891-1939), zaś w roku
następnym przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa stanisławowskiego
Grzegorza Chomyszyna. Po krótkim okresie administrowania parafią
Podwołoczyska w pow. Skałat zgłosił się do pracy wśród kolonistów ukraińskich
w Bośni, gdzie pełnił posługę kapłańską w okręgu Prijedor (parafia Kozarac).
Po powrocie do Galicji był wikariuszem-kooperatorem w parafii Serniki Górne
pow. Rohatyn (1916-1919). W roku 1919 wstąpił do Ukraińskiej Armii Halickiej,
był mianowany kapelanem tzw. Kosza Brzeżańskiego. Przeszedł kampanię
galicyjską i naddnieprzańską, dając dowody męstwa w niebezpiecznej
kapelańskiej służbie. Internowany przez Polaków, następnie zaś zwolniony, w
latach 1921-22 był krótko proboszczem w Borszowie k. Przemyślan, następnie
zaś objął kanonicznie urząd proboszcza parafii Przemyślany z cerkwią filialną
we wsi Korosno.
Jako proboszcz w Przemyślanach ks. Kowcz rozwinął wszechstronną
działalność religijno-społeczną. Wsławił się m.in. jako kaznodzieja i
organizator lokalnych Kongresów Eucharystycznych. Poświęcił się służbie swym
parafianom, zaniedbując wręcz interesy materialne własne i swej rodziny. Nie
stronił od działalności społecznej o charakterze świeckim - był inicjatorem,
animatorem i organizatorem szeregu przedsięwzięć o charakterze oświatowo-
kulturalnym czy ekonomicznym (ruch spółdzielczy). Był zdecydowanym
zwolennikiem niepodległości Ukrainy oraz włączenia obszaru b. Galicji
wschodniej do przyszłego państwa ukraińskiego. Ta konsekwentna postawa
polityczna oraz przypadki ignorowania niesprawiedliwych decyzji władz
administracyjnych (np. budowa, mimo zakazu, cerkwi w jednym z przysiółków)
powodowały konflikty z władzami polskimi, czego konsekwencją były grzywny, a
nawet kary pozbawienia wolności - odbywane po części w monasterze studyckim w
Uniowie k. Przemyślan (zgodnie z art. 22 Konkordatu z 1925 r.).
Niepodległościowe poglądy i działalność ks. Kowcza nie były jednak związane z
jakimkolwiek uczuciem wrogości wobec Polaków. Gdy np. po klęsce wrześniowej w
1939 r. niektórzy parafianie z Korosna dopuścili się grabieży mienia polskich
osadników, ks. Kowcz w bardzo ostrych słowach napiętnował ich czyn i nakazał
kategorycznie zwrot zabranych rzeczy - co też zostało wykonane. Zorganizował
także pomoc dla polskich wdów i sierot. Fakty te - jak również odwaga ks.
Kowcza w okresie tzw. pierwszych Sowietów (1939-41), przejawiająca się m.in.
w kontynuowaniu tradycji publicznej procesji i święcenia wody na święto
Objawienia Pańskiego (popularny Jordan) - spowodowały, że do cerkwi
parafialnej w Przemyślanach zaczęli się garnąć także Polacy-rzymskokatolicy.
Wkroczenie wojsk niemieckich w 1941 r. było dla większości
Ukraińców galicyjskich wydarzeniem radosnym: kończyło się panowanie Sowietów,
proklamacja niepodległości Ukrainy 30 czerwca 1941 r. dawała nadzieję na
utworzenie własnego państwa. Ks. Kowcz, mimo iż został po ustąpieniu wojsk
sowieckich wybrany starostą powiatu przemyślańskiego, nie uległ ogólnej
euforii, skupiając się w swych publicznych wystąpieniach głównie na
apelowaniu do młodzieży ukraińskiej, by nie dała wciągnąć się do działań
zbrodniczych, zwłaszcza w ramach tworzonej przez nowego okupanta policji
ukraińskiej. Polityka nowej władzy rychło rozwiała złudzenia - ks. Kowcz zaś
nie omieszkał piętnować publicznie zbrodni nowego reżimu.
Szczególnej wagi nabrała podówczas kwestia żydowska. Już niedługo po
wkroczeniu Niemców oddział SS spędził do budynku synagogi grupę Żydów w celu
spalenia ich żywcem. Ks. Kowcz, dzięki przytomności umysłu oraz biegłości w
niemczyźnie, zdołał skłonić Niemców do odstąpienia, po czym sam z pomocą
parafian odblokował drzwi, co dało możność wyprowadzenia z płonącej synagogi
części zamkniętych w niej Żydów. Bohaterstwo proboszcza Przemyślan nie mogło
jednak zniweczyć hitlerowskich planów ludobójstwa. Żydzi w Przemyślanach
stanowili większość mieszkańców, stąd też nie mogło być mowy o masowym ich
ratowaniu. Gdy jednak pojawił się w społeczności żydowskiej ruch zmierzający
do konwersji na chrześcijaństwo - chociaż skądinąd było wiadomym, że
hitlerowskie “prawa” rasowe obojętnie odnoszą się do przynależności
wyznaniowej osób pochodzenia żydowskiego i chrzest nie zwiększa szansy
ocalenia - ks. Kowcz nie wahał się katechizować i chrzcić Żydów, którzy o to
prosili. Czynił to najpierw indywidualnie - później, gdy tryby maszyny
zagłady przyspieszyły, udzielał chrztu masowo, łamiąc zarządzenia władz
okupacyjnych i lekceważąc ostrzeżenia. Co więcej, po zamknięciu getta zwrócił
się do władz z żądaniem umożliwienia mu obsługi wspólnoty Żydów-chrześcijan w
getcie. Podobno zwrócił się nawet z listem do Hitlera, piętnując zbrodnie
nazistów.
Stosunek ks. Kowcza do polityki hitlerowskiej zaowocował
aresztowaniem odważnego kapłana (30 grudnia 1942 r.). Wtrącony do lwowskiego
więzienia przy ul. Łąckiego nie tylko przyznał się do udzielania chrztu
Żydom, ale także odmówił podpisania zobowiązania do zaprzestania tej praktyki
w przyszłości - mimo jej sprzeczności z rozporządzeniami okupanta. Nie
złamało ks. Kowcza bicie, choć nie szczędzono mu razów, licząc na zachwianie
jego oporu. Mimo to ks. Kowcz nie tylko nie poddał się dyktatowi Gestapo, ale
jednocześnie starał się służyć współwięźniom jako kapłan; zaofiarował także
pośrednictwo swego syna Sergiusza - który odwiedzał ojca w więzieniu - do
przesyłania grypsów towarzyszy więziennej niedoli.
Nie uzyskawszy od ks. Kowcza żądanej deklaracji, władze hitlerowskie
postanowiły umieścić go w Konzentrazionslager Lublin. Nadano mu tam numer
obozowy 2399 i umieszczono w bloku 14 na polu 3. W obozie na Majdanku ks.
Kowcz dopełnił miary swego heroizmu, duszpasterzując wśród współwięźniów
różnych narodowości i wyznań: uznając swą misję obozową za dar Opatrzności i
jednocześnie zadanie do wykonania, ostatnie kapłańskie zadanie w życiu - w
listach z obozu prosił, by nie podejmowano starań o jego zwolnienie, albowiem
jego miejsce jest w obozie, gdzie nikt nie może go zastąpić w jego
kapłańskiej misji. Prosił także o modlitwę za twórców obozu i systemu
hitlerowskiego w ogóle.
W obozie ks. Kowcz dokończył ziemskiego żywota. Wedle oficjalnych danych,
zgon nastąpił 25 marca 1944 r. z powodu flegmony prawej nogi.
W roku 1996 Ukraiński Kościół Greckokatolicki wszczął proces
beatyfikacyjny swych dwudziestowiecznych męczenników. W ich liczbie znalazł
się także ks. Emilian Kowcz. Razem z 26 innymi Sługami Bożymi został
ogłoszony błogosławionym przez Jana Pawła II w czasie wizyty papieskiej na
Ukrainie w czerwcu 2001.




Z grypsów obozowych ks. Emiliana Kowcza, skierowanych do rodziny:

1.
Nie marnujcie wysiłków, nie mogę stąd odejść, bo jestem potrzebny. Ci
nieszczęśliwi ludzie, których są tutaj tysiące, potrzebują mnie. Jestem ich
jedyną pociechą. Zostać tu jest moim obowiązkiem - i jestem szczęśliwy....

2.
Rozumiem, że staracie się o moje zwolnienie. Błagam was, byście nic nie
robili! Wczoraj zastrzelono tu 50 ludzi. Gdyby nie było mnie tutaj, któż
pomóg
    • Gość: diakon Piotr doklejam brakujący fragment grypsów bł. Emiliana IP: 212.182.32.* 08.02.05, 17:23

      Z grypsów obozowych ks. Emiliana Kowcza, skierowanych do rodziny:

      1.
      Nie marnujcie wysiłków, nie mogę stąd odejść, bo jestem potrzebny. Ci
      nieszczęśliwi ludzie, których są tutaj tysiące, potrzebują mnie. Jestem ich
      jedyną pociechą. Zostać tu jest moim obowiązkiem - i jestem szczęśliwy....

      2.
      Rozumiem, że staracie się o moje zwolnienie. Błagam was, byście nic nie
      robili! Wczoraj zastrzelono tu 50 ludzi. Gdyby nie było mnie tutaj, któż
      pomógłby im przejść ten próg? Poszliby przezeń ze wszystkimi swymi grzechami i
      w głębokiej rozpaczy, która wisi nad tym piekłem. Teraz zaś idą z głowami
      uniesionymi wysoko, zostawiwszy swe grzechy za sobą. Przechodzą ów most ze
      szczęściem w sercach i gdy rozmawiałem z nimi po raz ostatni, widziałem, jak
      spowija ich pokój i jasność. Wszystko, czego od was żądam, to nieco pieniędzy.
      Kubek wody kosztuje tu 500 złotych.[Ks. Kowcz potrzebował wody do celów
      liturgicznych, m.in. do kropienia ciał pomordowanych współwięźniów]

      3.
      Dziękuję Bogu za jego łaskawość dla mnie. Poza Niebem to jedyne miejsce, w
      którym chciałbym przebywać. Wszyscy jesteśmy tu równi: Polacy, Żydzi, Ukraińcy,
      Rosjanie, Litwini czy Estończycy. Jestem tu teraz jedynym kapłanem. Nie mogę
      sobie wyobrazić, co by oni beze mnie zrobili. Tutaj widzę Boga - Boga, który
      jest Jeden dla wszystkich nas, bez względu na nasze religijne odmienności. Może
      nasze kościoły się różnią, lecz we wszystkich nich rządzi ten sam Wszechmogący
      Bóg. Kiedy odprawiam Mszę, wszyscy oni modlą się. Modlą się w różnych językach -
      ale czy Bóg nie rozumie wszystkich języków? Umierają na różne sposoby i ja
      pomagam im przechodzić ów most. Czyż to nie błogosławieństwo? Czy to nie
      najwspanialsza korona, jaką mógłby mi włożyć na głowę mój Pan? Tak! Dziękuję
      Bogu tysiąc razy dziennie, że posłał mnie tutaj. O nic więcej nie będę Go
      prosił. Nie rozpaczajcie z mego powodu. Radujcie się ze mną! Módlcie się za
      tych, którzy stworzyli ten obóz i cały ten system. Oni potrzebują waszych
      modlitw.... Niech Bóg się nad nimi zlituje...
      • Gość: ateusz Re: doklejam brakujący fragment grypsów bł. Emili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 19:31
        Szanowny Panie Diakonie, zamiast zajmowac sie blogoslawionymi, ich wplywem na
        powstawanie nowych ulic, tudziez rond i tym podobnych dupereli, wolalbym aby w
        Lublinie nazwy byly przyporzadkowane postaciom wybitnym. Np. mogacym sie
        poszczycic wybitnymi osiagnieciami naukowymi lub stymulowaniem rozwoju miasta
        chociazby. Z calym szacunkiem, Emilian Kowcz, a kto jest?????Resume podane
        przez Pana Diakona wcale mnie nie przekonuje o celowosci nazwania ulicy, pardon
        ronda jego nazwiskiem.
        • Gość: ciekawski Re: doklejam brakujący fragment grypsów bł. Emili IP: *.localdomain / 67.15.54.* 08.02.05, 20:39
          No pewnie, nie będzie żydowski sługus zasmradzał Lublina!
          • Gość: ateusz Re: doklejam brakujący fragment grypsów bł. Emili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 21:34
            Nieee, w zadnym wypadku nie mam na mysli jakichkolwiek podzialow rasowych.Chodzilo mi wylacznie o krytyke nazywania ulic, skwerow i rond nazwiskami swietych, blogoslawionych i innych slug bozych od 7-miu bolesci.
            • Gość: lolo Rondowanie IP: *.lublin.mm.pl 08.02.05, 23:33
              Dokleja,nie dokleja...mniejsza o to,ale nazywanie rond tak czy inaczej uważam
              za smieszne.Tajnego Nauczania-mamy,mamy - WiNu chyba,ale kto zapamieta? Ulice -
              tak. Zwlaszcza jak sie na grande zmienia ich nazwy,nie patrzac na koszty.
              Idea - TO JEST TO! Jedynie dzis sluszna!
Pełna wersja