Jak zarabia się w Lublinie?

IP: 217.17.32.* 30.05.05, 19:42
Cześć! Skonczyłam właśnie studia i zaczynam szukać pracy. Głupie pytanie
zawsze w koncu na rozmowie pada: Jakie zarobki byłyby dla pani
satysfakcjonujące? Nie wiem co odpowiadać. Może podpowiecie mi co na takie
pytanie odpowiadać? Na jakich stanowiskach pracujecie i jakie stawki mniej
wiecej chodzą? W szczególności interesują mnie działki marketingu i
konsultingu oraz zarzadzanie zasobami ludzkimi, ewentualnie projekty
europejskie.
    • Gość: prezydent LBN Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: 217.153.29.* 30.05.05, 22:10
      o na lebka jakies 15 tys zl. ale co rodzina jeszcze dostanie to pani ola boga

      pozdro prezydento LBN ;P
    • Gość: BR Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.05, 22:10
      Myślę, że mogłabyś na tak postawione pytanie odpowiedzieć, że na początek
      satysfakcjonuje Cię 1000 zł. Więcej zarobić w Lublinie zaraz po studiach jest
      bardzo trudno, no chyba, że ma się niezłe znajomości. A wogóle ciesz się jeśli
      znajdziesz jakąkolwiek pracę. Powodzenia.
      • Gość: maxi Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.05, 22:30
        Zastanów się jaka pensja Cię satysfakcjonuje, bo inaczej bez sensu iść do pracy
        i zaraz szukać innej...Ja tam bym za 1000 zł nie pracowała i nawet od razu po
        studiach szukałam wyższego progu. Ale każdy ma inne wymagania. Poza tym pytanie
        o pensję jest elementarne ale nic nie wnosi. I tak firma ma już ustalony próg.
        Jak sie spodobasz a chciałs wiecej to powiedzą Ci, że mogą zapłacić tylko tyle
        a jak powiesz mniej to i tak dadzą ile przewidzieli. W firmach są ludzie na
        podobnych stanowiskach zarabiaja tak samo a nie ile kto sobie życzy. No chyba
        ze trafisz na prywaciarza. A wogóle w jakiej branży szukasz pracy to bedę Ci
        mogła coś wiecej powiedzieć.
    • Gość: warszawiak Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.chello.pl 31.05.05, 07:47
      Z całym szacunkiem, ale jeśli osoba, która zamierza pracować w dziale HR nie ma
      zielonego pojęcia o lokalnych zarobkach, to HR chyba nie jest zbt dobrym
      pomysłem na pracę. Po prostu - jakby to powiedzieć - chyba nie za bardzo zna się
      na temacie.

      A co do osoby po studiach bez doświadczenia - dla takiego dziwoląga to i 0
      złotych za dużo. Bo to obibok jakiś albo leń albo niedojda, skoro w czasie
      studiów nie chciało mu się pracować. Niestety tacy ludzie zaniżają potem stawki
      na rynku. Myślą, że wszyscy tak jak oni są na utrzymaniu rodziców i są skłonni
      iść do pracy za jakieś śmieszne kwoty kilkuset złotych.

      To co piszę, to wyłącznie moje subiektywne zdanie.
      • Gość: lubelak Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.05, 12:05
        Ty warszawiak jestes pusty jak studnia bez dna. Wyrwał się z jakiegos zadupia do
        stolicy i wazniaka struga. pokory. Sam nie pamięta kiedy nie miał zielonego
        pojecia o pracy, a teraz wielki znawca rynku.
        Dziewczyna ma prawo nie wiedziec ile się zarabia. Wszędzie sa widełki od do i
        koleś nie piepsz, że tacy sie do niczego nie nadają.
        Nie pamięta wół jak cielęciem był
        Walić takich zafajdanych WARSZAWIAKÓW
        • Gość: warszawiak Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.chello.pl 31.05.05, 13:12
          > Ty warszawiak jestes pusty jak studnia bez dna. Wyrwał się z jakiegos zadupia d
          > o
          > stolicy i wazniaka struga. pokory

          Urodziłem się w Warszawie, potem mieszkałem w Berlinie i Monachium, potem znowu
          w Warszawie, potem w Lublinie, krótko w Warszawie, znowu w Lublinie, a obecnie
          znowu w Warszawie. Które z tych miast jest owym zadupiem, o którym wspominasz?

          > Sam nie pamięta kiedy nie miał zielonego
          > pojecia o pracy, a teraz wielki znawca rynku.

          Pierwszą pracę podjąłem w wieku 13 lat, od połowy szkoły średniej pracowałem na
          poważnie, a przez całe studia (dzienne) w wymiarze 42 godzin tygodniowo. Nie
          jestem znawcą rynku. I nie muszę być, bo nie pracuję w HR. Ale na tym, co robię
          znałem się już w trakcie studiów dość dobrze, bo pracowałem w swojej dziedzinie
          już w trakcie studiów.

          > Dziewczyna ma prawo nie wiedziec ile się zarabia. Wszędzie sa widełki od do i
          > koleś nie piepsz, że tacy sie do niczego nie nadają.

          Nie "pieprzyłem", że Ona się nie nadaje, a pisałem o osobach bez doświadczenia.
          Nie wiem, czy Autorka wątku ma doświadczenie, czy nie. Czytaj ze zrozumieniem.

          > Nie pamięta wół jak cielęciem był

          Pamiętam. Bo ciężko pracowałem na to, żeby nie mieć problemów ze znalezieniem pracy.

          > Walić takich zafajdanych WARSZAWIAKÓW
          "Takich" czyli jakich?
      • Gość: kloo Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: 217.153.29.* 31.05.05, 12:40
        warszawiak zbuduj sobie jakies swoje wlasne "faszystowskie" miasteczko gdzie
        wprowadzisz swoje zasady panstwa i miasta idealnego. Bo szkoda komentowac to co
        tutaj piszesz.
        • Gość: warszawiak Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.chello.pl 31.05.05, 13:21
          > warszawiak zbuduj sobie jakies swoje wlasne "faszystowskie" miasteczko gdzie
          > wprowadzisz swoje zasady panstwa i miasta idealnego.

          Dlaczego faszystowskie? Ja bym wolał socjalistyczne; jestem z przekonania
          socjalistą.

          Jednak w Polsce większość wybrała gospodarkę rynkową. Ja się dostosowałem. Dziwi
          mnie jednak fakt, że w 15 lat po tym wyborze są jeszcze w Polsce młodzi ludzie,
          wychowani już w owej gospodarce rynkowej, którzy nie zauważyli zmiany.

          > Bo szkoda komentowac to co
          > tutaj piszesz.

          Wcale mnie nie dziwi, że uważasz, że szkoda komentować. Chwalę Lublin, podoba mi
          się to miasto, uważam, że ma duży potencjał - to zdecydowanie wbrew przekonaniom
          wiekszości Lubelaków, którzy swojego miasta szczerze nie nawidzą. Denerwuje mnie
          nadmiernie niska samoocena większości Lublinian, ich "kompleksy" i to też musi
          w tym zakompleksionym mieście drażnić. Bo w tym mieście każdy, kto nie narzeka i
          kto nie zwala winy na owych nieokreślonych a wręcz mitycznych "onych"
          (przyjmujących postać żydów, masonów, komunistów, polityków), a kto mówi, żeby
          samemu zatroszczyć się o swój los - każdy taki "dziwak" drażni. Bo jest jak
          wyrzut sumienia w mieście nie wierzących w swoje siły, nienawidzących się, nie
          dostrzegających swojej wartości i samobiczujących się masochistów.
          • Gość: WOLNOSC Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.ny325.east.verizon.net 31.05.05, 14:01
            "Warszawiaczek" jak lubisz socjalizm to na KUBE!!!!!
            Bo tutaj marnujesz sie. Szkoda Ciebie.
          • Gość: kloo Re: Jak zarabia sie w Lublinie? IP: 217.153.29.* 31.05.05, 14:58
            ale trzeba przyznac ze jest misztrzem w odskakiwaniu od tematu. Piszac "szkoda
            komentowac to co tutaj piszesz" mialem na mysli ten konkretny watek. Ale
            oczywiscie zrozumiales to po swojemu i wykladasz swoje ideologie . Walkujesz
            ciagle to samo .
          • Gość: lutzek Re: Prawda jest taka IP: *.escom.net.pl / *.escom.net.pl 31.05.05, 15:05
            Urodziłem się w Lublinie, studiowałem w Lublinie, a teraz pracuję w Warszawie i mieszkam na stałe w Warszawie.

            Pewnie zaraz jak i Ty zostanę okrzyknięty "faszystą", ale ktoś kto nie wyrwał się z Lublina nie zrozumie, dlaczego inne miasta się rozwijają, żyją i stwarzają perspektywy młodym ludziom. Jak wyjechałem z Lublina miałem 25 lat. I w zasadzie szukałem pierwszej poważnej pracy. Udało się, przyjęto mnie, zacząłem dobrze zarabiać. Ale u mojego boku miałem pracowników, którzy byli lepsi ode mnie, bo zaczynali pracować (jednocześnie studiując) już w wieku 19 lat i gdy ja przyszedłem do firmy to moi rówieśnicy mieli już w niej 5-6 letni staż. Miałem co nadrabiać. W Lublinie jest normą, że studia to studia, czyli zabawa, picie, imprezy w akademikach, a nie budowanie sobie od pierwszego roku studiów ścieżki kariery i szukanie pracodawcy, który doceni trud łączenia nauki z pracą. Nie to miasto, nie ta mentalność. W Warszawie na porządku dziennym jest że w zasadzie każdy student gdzieś pracuje. W Lublinie? Nie przypominam sobie, by ktokolwiek z mojego roku skaził się wówczas pracą, no może poza korepetycjami.

            I dlatego póki ktoś się nie wyprowadzi z tego miasta, nie zobaczy jak się żyje gdzieś indziej, jakim wartościom się hołduje, póty będzie tych którzy okazali się zaradniejsi i bardziej przewidujący (nie mówię o sobie, tylko o młodzieży studiującej i pracującej w Warszawie) nazywał "faszystami".

            lutzek - rodowity lubelak
            • Gość: Wielgibolo Re: Prawda jest taka IP: *.lublin.mm.pl 31.05.05, 15:07
              Z jednej strony gratuluję kariery, a z drugiej bardzo mi przykro....
              • Gość: lutzek Re: Prawda jest taka IP: *.escom.net.pl / *.escom.net.pl 31.05.05, 15:27
                A dlaczego jest Ci przykro?

                Ubiegnę Twoją odpowiedź: mam szczęśliwą rodzinę i teraz dużo czasu dla niej, finansowo także nie najgorzej (liczyć do pierwszego nie muszę). Życie towarzyskie także bez większego zarzutu.

                lutzek
            • Gość: kapitalista Re: Prawda jest taka IP: *.it-net.pl 31.05.05, 15:19
              A ja mam po prostu dobrze zainwestowane pieniądze i pracować nie muszę. Na mnie
              tyrają właśnie takie "szczurki" - śmierć frajerom!
            • micra Re: Prawda jest taka 31.05.05, 16:19
              Drogi Lutzku (lub mężczyzno o imieniu na literę B.),

              chodziliśmy razem do szkoły podstawowej, później nasze drogi rozeszły się. Ja
              nie wyjechałem z Lublina, choć często ostatnio bywam w Warszawie i innych
              miastach Polski. Nie to, że nie chciałem wyjeżdżać, ot, mi się akurat udało
              pozostać w Lublinie i pracować.

              Ze studiów pamiętam, że owszem, koledzy imprezowali, ale też pracowali. Nie
              powiem dokładnie, ale ok. 50% pracowała na pewno, reszta też nie próżnowała. Co
              do mentalności młodych lublinian - może byłoby inaczej, gdyby rzeczywiście było
              gdzie pracować. Zdajesz chyba sobie sprawę z tego, że w Lublinie osoby w trakcie
              studiów jedyne co mogą robić to smażyć hamburgery, sprzedawać bluzeczki, a
              jednostki będą w stanie robić coś ambitniejszego. Po prostu w Lublinie nie ma
              takich możliwości jak w Warszawie. Poza call-center TP, IDEA oraz kilkoma innymi
              przedsawicielstwami w Lublinie nie ma pracy dla młodych ludzi.

              W końcu później to młodzi mieszkańcy Lublina jadą do pracy w Warszawie lub do
              innych państw. Problem nie leży w tym czy ktoś chce imprezować, a nie pracować,
              ale w tym, że nie ma gdzie pracować.

              Tak mi się wydaje.
              • Gość: lutzek Re: Prawda jest taka IP: *.escom.net.pl / *.escom.net.pl 31.05.05, 17:41
                >Drogi Lutzku (lub mężczyzno o imieniu na literę B.),

                Nie pomyliłeś się i jestem tym za kogo mnie uważasz. Miło mi. A z kim ja mam przyjemność rozmawiać?

                >chodziliśmy razem do szkoły podstawowej, później nasze drogi rozeszły się. Ja
                >nie wyjechałem z Lublina, choć często ostatnio bywam w Warszawie i innych
                >miastach Polski. Nie to, że nie chciałem wyjeżdżać, ot, mi się akurat udało
                >pozostać w Lublinie i pracować.

                Gratuluję szczerze, że odnalazłeś się w tej dość smutnej lubelskiej rzeczywistości. Ja niestety "studiowałem" i swoją szansę w Lublinie przespałem wobec czego zmuszony byłem szczęścia poszukać trochę dalej od domu. Dzisiaj z perspektywy własnego doświadczenia piszę o autorce wątku widząc, że popełniła dokładnie ten sam błąd, który i ja popełniłem, i który popełnia większość lubelskiej studiującej młodzieży.

                >Ze studiów pamiętam, że owszem, koledzy imprezowali, ale też pracowali. Nie
                >powiem dokładnie, ale ok. 50% pracowała na pewno, reszta też nie próżnowała.

                Ja niestety mam odmienne wrażenia, a z pewnością diametralnie odmienne z warszawskiej perspektywy, zwłaszcza wobec możliwości przyjrzenia się młodym ludziom studiującym tutaj, gdzie teraz mieszkam i jednocześnie budującym swoje kariery do pierwszych lat studiów. U mnie na 50 osób (na studiach dziennych) nie pracowała zawodowo chyba żadna, żadna nie korzystała z programu praktyk studenckich ani żadna takowych praktyk nie znalazła na własną rękę i nie uczestniczyła w żadnym korporacyjnym wolontariacie.

                >Codo mentalności młodych lublinian - może byłoby inaczej, gdyby rzeczywiście >byłogdzie pracować. Zdajesz chyba sobie sprawę z tego, że w Lublinie osoby w >trakciestudiów jedyne co mogą robić to smażyć hamburgery, sprzedawać >bluzeczki, a jednostki będą w stanie robić coś ambitniejszego. Po prostu w >Lublinie nie ma takich możliwości jak w Warszawie. Poza call-center TP, IDEA >oraz kilkoma innymi przedsawicielstwami w Lublinie nie ma pracy dla młodych >ludzi.

                Prawdą jest, że Lublin jest dość skurczonym rynkiem pracy. Nie prawdą jest natomiast, że jedyną pracą dla studentów jest smażenie hamburgerów.

                Zapewne znana nam obu osoba (nie chciałbym jednak wymieniać jej ni z imienia ni z nazwiska) jest moim zdaniem doskonałym przykładem umiejętności budowania swojej kariery już za czasów studenckich. Takich osób jest niestety (lub było) bardzo mało, które chciałyby poświęcić kilka miesięcy przeznaczonych ustawowo na odpoczynek i wakacje na wolontariacką niemalże pracę i praktyki w dość uznanej instytucji bankowej. Coś, co w Lublinie jest marginalne, w Warszawie jest powszechnością. Ile to razy moja firma zasypywana była zarówno telefonami jak i pisemnymi czy też e-mailowymi zgłoszeniami od młodych studentów, którzy chcieli na zasadzie pełnego wolontariatu pracować na pół etatu, a niektórzy nawet na całym etacie, by tylko móc zdobyć doświadczenie, zapoznać się ze specyfiką działania firmy, poznać rynek i prawidła rządzące tym sektorem gospodarki. I nie budzili się po skończeniu studiów, roszcząc sobie pretensje że nikt nie chce ich zatrudnić i zadając pytania gdzie jej w ogóle szukać, tylko po skończeniu 2 roku studiów czy najpóźniej 3 zgłaszali swój akces i chęć podjęcia zatrudnienia. W Lublinie takie zachowanie nazwałbym raczej egzotycznym.

                >W końcu później to młodzi mieszkańcy Lublina jadą do pracy w Warszawie lub do
                >innych państw. Problem nie leży w tym czy ktoś chce imprezować, a nie >pracować, ale w tym, że nie ma gdzie pracować.

                Tak, uciekają bo nie mają świadomości w jaki sposób swoje kariery winni budować. A później po skończeniu studiów, w ograniczonej ilości dostępnych miejsc pracy, wobec ograniczonej ilości pracodawców, nie potrafią się odnaleźć na rynku pracy. I uciekają, tak jak ja uciekłem, bo nie wiedziałem co mógłbym robić nie mając absolutnie żadnego doświadczenia, podczas gdy lubelscy pracodawcy poszukiwali osób, dla których doświadczenie było bardziej istotne od wykształcenia.

                Dla przeciętnego 20-latka warszawskiego studiowanie i poszukiwanie potencjalnego pracodawcy chcącego wykorzystać jego potencjał po ukończeniu studiów, lub nawet w ich trakcie, to norma. Dla przeciętnego 20-latka w Lublinie studia to studia, a praca jest po skończeniu studiów. I na pytania jak odnaleźć się na rynku pracy jest już wtedy odrobinkę za późno. A zwłaszcza dlatego, że jak sam wspomniałeś praca w Lublinie jest towarem deficytowym. I dlatego właśnie poszukiwać jej należy już na wczesnych latach studiów, by przez te kilka lat przekonać do siebie przyszłego potencjalnego pracodawcę.

                Tak mi się wydaje :)

                pozrawiam serdecznie
                lutzek (B.)

            • Gość: kloo Re: Prawda jest taka IP: 217.153.29.* 31.05.05, 17:20
              > Pewnie zaraz jak i Ty zostanę okrzyknięty "faszystą", ale ktoś kto nie wyrwał s
              > ię z Lublina nie zrozumie, dlaczego inne miasta się rozwijają, żyją i stwarzają
              > perspektywy młodym ludziom

              jezeli pojecie "faszysta" wziales z mojej odpowoedzi , to naucz sie czytac.
              Nie nazywam ludzi "faszystami" dlatego ze wyjechali z Lublina.
              Po co ci ta kariera jak masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem??

              > I dlatego póki ktoś się nie wyprowadzi z tego miasta, nie zobaczy jak się żyje
              > gdzieś indziej, jakim wartościom się hołduje, póty będzie tych którzy okazali s
              > ię zaradniejsi i bardziej przewidujący (nie mówię o sobie, tylko o młodzieży st
              > udiującej i pracującej w Warszawie) nazywał "faszystami".

              nie ma to jak holdowac mamonie i wyscigowi szczurow :P

              a wedlug ciebie ci co zostali w Lublinie to banda malo zaradnych ludzi??
      • Gość: Wielgibolo Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.lublin.mm.pl 31.05.05, 14:59
        to co piszesz to prawde i jest to niestety smutny znak naszych smutnych czasów. Praca na studiach powinna być przywilejem i nobilitacją, a nie warunkiem późniejszego znalezienia sobie pracy. Wyścig szczurów, który tak (mam nadzieję podświadomie) gloryfikujesz, robi temu społeczeństwu większą krzywdę, niż (również szkodliwi połecznie) ci wiecznie utrzymywania przez rodziców studenci. Możesz tego nie rozumieć, ale tym swoim robieniem kariery od 14 roku życia zrobiłeś sobie więcej złego niż dorego

        pozdrawiam
        • Gość: warszawiak Re: Jak zarabia się w Lublinie? - dygresje IP: *.chello.pl 31.05.05, 18:55
          Nie robiłem kariery w wieku nastu lat. Miałem co jeść, miałem ubranie, miałem na
          szkołę. Miałem szczęście wychować się w rodzinie należącej do klasy średniej (w
          Niemczech). Ale praca wtedy, to roznoszenie gazet, nauczyło nie
          odpowiedzialności; nauczyło mnie, że na dwie marki, które wydaję na cukierki,
          trzeba pracować tyle i tyle minut. I to było cenne doświadczenie. A jeszcze
          cenniejsze było to, że sam coś osiągałem.

          "Karierę" (jak to określasz) zacząłem robić w szkole średniej. Jako
          wolontariusz, z czasem zacząłem zarabiać. Grosze wprawdzie, ale adekwatne do
          moich ówczesnych skąpych kwalifikacji. Stopniowo szedłem w stronę obecnego
          zawodu. Na studiach poważnie się zaangażowałem w pracę w obecnym kierunku.
          Wykonuję ją do dziś, jestem doceniany i szanowany w środowisku i wśród "klientów".

          Jedno mnie chyba zasadniczo odróżnia od nie pracujących: cenię swoją wartość. Bo
          czy się to komuś podoba, czy nie, jestem dobry w tym, co robię. Nikt mnie nie
          popychał, nikt mi nie pomagał, raczej zniechęcał, bo praca z ludźmi "z
          marginesu" to takie "niestetyczne" zajęcie i rzekomo "nie wypada" się do niego
          przyznawać. A mimo to dużo osiągnąłem.

          Nauczyłem się też, że pieniądze nie są najważniejszym elementem pracy. Znacznie
          ważniejsze od obecnych zarobków są perspektywy i szanse rozwoju. Jednak pod
          warunkiem, ze obecne zarobki wystarczają na skromne ale spokojne życie. Ja tak
          mam. Dlatego przekładam gorzej opłacaną pracę w organizacjach pozarządowych nad
          "biały kołnierzyk" w korporacji. Ot - taka fanaberia.

          Szukam tego złego, które sobie zrobiłem pracując od 14 roku życia i go nie
          widzę. Z przyjemnością idę do pracy. Pracuję z ludźmi, pomagam im, towarzyszę i
          widzę efekty swojej pracy - ktoś jest bardziej szczęśliwy niż był. Mam wielu
          znajomych i garstkę dobrych przyjaciół. Szczęśliwy związek. Swoje hobby - góry i
          pieniądze oraz czas na cotygodniowe włóczęgi z plecakiem po Beskidach. Nie
          miałbym tego jako świeżo upieczony absolwent psychologii, który nigdy w życiu
          nigdzie pracował. Może bym i znalazł pracę. Niestety - chyba bardziej bym
          szkodził swoim klientom niz im pomagał, wiązałaby się więc z dużym dyskomfortem.
          • Gość: Wielgibolo Re: Jak zarabia się w Lublinie? - dygresje IP: *.lublin.mm.pl 31.05.05, 19:19
            Udało ci się i gratuluję, aczkolwiek uważam że powinieneś się zastanowić zanim udzielisz młodemu czowiekowi rady, aby kariere zaczynał w szkole średniej i od początku swoje zycie podporządkowywał sukcesowi w przyszłości.

            Z tego co piszesz jesteś zwiącany z psychologią, wiesz więc jak cienka jest granica między zdrowym zdobywaniem doświadczenia, a wszechobecnym dzisiaj wyścigiem szczurów. Nie dziw się mojej krytyce twoich słów, ale sam przyznaj,że dzisiaj (szczególnie patrząc na Warszawę) przytłaczająca większość młodych ludzi tą granicę przekracza.

            Pozdrawiam
            • Gość: warszawiak Re: Jak zarabia się w Lublinie? - dygresje IP: *.chello.pl 31.05.05, 19:39
              To forum ma nazwę "Lublin" nie "Warszawa", ja o Warszawie nie wspominam, daujmy
              sobie więc Warszawę.

              Ja uważam, że pracę należy zaczynać w szkole średniej - albo i wcześniej. Wtedy
              jest szansa poznać różne zajęcia. To ważne i cenne. Myślę, że chore jest jeśli
              człowiek po raz pierwszy idzie do pracy w wieku 24 lat.

              Ja nie piszę o wyścigu szcurów i nikt tu nie pisał. Ja nie mówię, że praca ma
              być najważniejsza dla 17-latka. Nie powinna być. Ale obecna w jego życiu być
              powinna.

              Tak jest w całym cywilizownym świecie. I w kapitalistycznym (praca za pieniądze)
              i w socjalistycznym (praca wolontarystyczna, w czynie społecznym). I to jest
              normalne. A nie to, co się przyjęło w Lublinie - zero pracy młodych ludzi.

              A wyznaczania sobie granic łatwiej się nauczyć w wieku lat kilkunastu niż
              dwudziestu kilku . Właśnie po to również nastolatki powinny pracować. Życie to
              nie wieczna zabawa i przywileje, to także obowiązki. Zdrowie polega m. in. na
              ich równowadze, a nie na skupianiu się wyłącznie na przywilejeach albo wyłącznie
              na obowiązkach. Nastolatek, który poza szkołą ma wyłącznie rozrywkę, snuje się
              po osiedlach popalając zioło i popijając piwo będzie miał trudniej w życiu niż
              taki, który część czasu pozaszkolnego poświęca na pracę.
    • haesek Re: Jak zarabia się w Lublinie? 31.05.05, 08:02
      napisz na mejl co potrafisz z zakresu funduszy ue, marketingu i ekonomiii oraz
      skąd pochodzisz
      haesek@wp.pl
      • Gość: pawel Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.05, 13:32
        pełne poparcie dla warszawiaka.
        napisał co myśli i wystawil się na ciosy. dlaczego? bo prawda czesto jest
        niewygodna! juz pierwsze zdanie postu czesi ("Skonczyłam właśnie studia i
        zaczynam szukać pracy") ... nie zacheca... troche pozno szukasz tej pracy
        czesiu, aczkolwiek zycze tobie wszystkiego dobrego, znalezienia ciekawej i
        rozwijajacej pracy i takiej pensji, ktora zaspokoi twoje potrzeby ;)
        • Gość: wodnik Szuwarek Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.it-net.pl 31.05.05, 14:33
          > pełne poparcie dla warszawiaka.
          > napisał co myśli i wystawil się na ciosy. dlaczego? bo prawda czesto jest
          > niewygodna!

          Być może, zapomniałeś jednak dodać że prawda, jak to prawda - często leży
          pośrodku!
        • Gość: kloo Re: Jak zarabia sie w Lublinie? IP: 217.153.29.* 31.05.05, 15:01
          ciekawe a jakiej prawdzie mowisz??
    • Gość: inna Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.05, 15:20
      pieniądze które się zarabia zależą od wielu rzeczy, w tym zwłaszcza od
      umiejętności dodatkowych (poza dyplomem ukończenia studiów), np. znajomość
      języków obych potwierdzona certyfikatami, prawo jazdy + samochód do dyspozycji,
      odbyte praktyki podczas studiów (doświadczenie), dyspozycyjność, godziny pracy
      itp.
      • Gość: czesia Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: 217.17.32.* 31.05.05, 16:57
        Nie zamierzam na forum umieszczać mojego curiculum! Podawać co gdzie i kiedy i
        dla kogo robiłam. Pracowałam podczas studiów ale była to zawsze praca
        dorywacza, tymczasowa. Były to różne prace: biura, tłumaczenia, opieka nad
        dzieckiem. Innej pracy w Lublinie dla siebie nie znalazłam. Może warszawiak
        pogardzi pracą opiekunki do dziecka ale ja nie pogardziłam. Uważam że to też
        praca i o lenistwie nie świadczy. Teraz zaczynam szukać stałej pracy i zawsze
        pytanie o zarobki dotąd na rozmowach padało.

        Nie jestem specjalistka ale absolwentką i jeśli ktoś naczytał się o młodych
        japiszonach któzy to już w czasie studiów zrobili kariery to niech wie że życie
        ma różne odcienie. Są rózni ludzie różne zajęcia wybierają nie wszyscy mogą
        pracować w Ernst&Young bo ktoś musi być pielęgniarka czy szoferem. Czasy się
        zmieniły i wśród moich znajomych większość pracuje dodatkowo podczas studiów,
        niektórzy porwali się na założenie własnych firm część dorabiała na pracy za
        granicą. Dużo osób też pracuje wolontarystycznie. To też zdobywanie
        doświadczenia. Ja równiez mam wolontariat na koncie. Nie jestem niewiadomo kim
        i nie uważam się wcale za superspecjalistkę HR czy czegokolwiek innego. Ale to
        chyba nie znaczy że mam byc pomywaczką w Mcdonalds czy zbierać puszki ze
        śmietników. Głupio niekltórzy tu na tym forum przesadzają i popisują się swoim
        pochodzeniem. Miejsca urodzenia nie wybierasz Warszawiaku więc nie ma nic do
        rzeczy żeś został powity w Monachium czy Koziej Woli.

        Wiem że będę zaczynać od niższych stanowisk ale nie mam zamiaru tkwić w
        miejscu. Wiem że z czasem będę zrabiać więcej, teraz chciałabym wiedzieć na co
        mogę liczyć i na co się przygotować, jakie warunki wynegocjować żeby nie wyjść
        na frajerkę i nie żałować że zarabiam za mało. Powtarzam, że interesuje mnie
        zarządzanie zasobami ludzkimi, media, marketing/relkama, fundusze europejskie.
        Jestem ciekawa ile tam się w warunkach lubelskich zarabia. Jeśli ktoś zechce mi
        doradzić to i owo w związku z szukaniem pracy to będę bardzo wdzięczna! Jak
        zresztą za wszystkie inne życzliwe posty!
        • Gość: Wielgibolo Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.lublin.mm.pl 31.05.05, 17:03
          Mądra dziewczyna
          Dobrze im powiedziałaś

          Pozdrawiam
        • Gość: Wielgibolo Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.lublin.mm.pl 31.05.05, 17:05
          Przy funduszach europejskich, możesz na początek zawołac 1200 - może ci tyle nie dadzą, ale napewno nie wyjdziesz ani na pazerną, ani na niezorientowaną, o reszcie nie wiem....
        • Gość: warszawiak Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.chello.pl 31.05.05, 19:13
          > Nie zamierzam na forum umieszczać mojego curiculum! Podawać co gdzie i kiedy i
          > dla kogo robiłam. Pracowałam podczas studiów ale była to zawsze praca
          > dorywacza, tymczasowa. Były to różne prace: biura, tłumaczenia, opieka nad
          > dzieckiem. Innej pracy w Lublinie dla siebie nie znalazłam. Może warszawiak
          > pogardzi pracą opiekunki do dziecka ale ja nie pogardziłam. Uważam że to też
          > praca i o lenistwie nie świadczy. Teraz zaczynam szukać stałej pracy i zawsze
          > pytanie o zarobki dotąd na rozmowach padało.

          "Nie zamierzałam na forum umieszczać mojego curriculum! Podawać, w jakim
          charakterze, gdzie, kiedy i dla kogo pracowałam. Wielokrotnie podczas studiów
          podejmowałam pracę czasową. Pracowałam jako pracownik biurowy, tłumacz.
          Opiekowałam się dzieckiem. Były to dla mnie cenne doświadczenia. Praca opiekunki
          dawała mi dużą satysfakcję. Choć była poniżej moich kwalifikacji, podjęłam ją ,
          bo lubię mieć zajęcie. Wraz ze skończeniem studiów szukam stabilizacji i stałej
          pracy; na dotychczasowych rozmowach kwalifikacyjnych padało pytanie o zarobki."

          Widzisz różnicę Czesia?

          Rozumiesz, co mam na myśli pisząc o niskiej samoocenie Lubelaków? Wykonywałaś
          dużo odpowiedzialnych prac. Ktoś zaufał Ci i powierzył dziecko. Ktoś inny
          zaufał, zlecał tłumaczenia i docenił Twoje umiejętności powierzając kolejne.
          Nauczyłas się pracy biurowej, dobrze ją wykonywałaś. Na studiach nie mogłaś
          podjąć stałej pracy - i dobrze. Ale nie pisz tak pogardliwie o pracy czasowej a
          już na pewno nie o "dorywczej". To brzmi jakby podlotek jakiś "brał co dają".
          Wolontariat - to cenne. I też nie zbywaj tego tak jednym zdaniem, mimochodem, a
          raczej podkreślaj.

          Zobacz: z Twojego pierwszego posta wynika, że jakaś szara gąska, kujonka się
          urwała z choinki, obudziła z ręką w nocniku po odebraniu dyplomu i zaczyna
          szukać pracy. A jak "docisnąć" to się okazuje, że ma spore doświadczenie. Co
          więcej na odpowiedzialnych stawowiskach.

          Nie licz na to, że potencjalny pracodawca będzie dociskał. Nie kłam, mów prawdę,
          ale całą. A Ty mówisz najmniej istotną część prawdy (że chodziłaś na rozmowy i
          nie dostałaś tych prac), a pomijasz najważniejszą część: że masz spore
          doświadczenie.
          • Gość: czesia Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: 217.17.32.* 01.06.05, 16:27
            Drogi Warszawiaku! Na forum sie ROZMAWIA a nie pisze listy motywacyjne. Ale
            miło że zwracasz uwagę na to co rzeczywiscie istotne a nie tylko jedziesz po
            kimś "bo nie jest warszawiakiem". Na podstawie jednego postu zamieszczonego na
            necie nie oceniaj człowieka bo tak jak Ty przedwcześnie oceniasz że ktoś jest
            niedojdą, tak Ciebie ocenią że jesteś nadętym bufonem, który mądrzy się przy
            byle okazji. Postuluję o umiar i rozsądek. Nikt nie lubi być oceniany na każdym
            kroku, zwłaszcza w momencie kiedy zadaje konkretne pytanie. nikt nie wie
            wszystkiego i każdy ma prawo pytać. Ja pytałam, o ile dobrze pamiętam, o
            wysokość zarobków, a nie o to czy nadaję się do pracy zawodowej i nie o to co
            inni forumowicze o mnie sądzą. W tym momencie dyskutujemy nie na temat. Czy
            jestem kujonką czy nie - interesowały mnie zarobki i już, a nie to co kto o
            mnie sądzi na podstawie mojego postu. Dlatego aż tak bardzo nie wyrywaj się z
            własnym zdaniem albo zakladaj własny wątek pod tytułem "dlaczego Lublinianie sa
            zakompleksieni" - czy coś w tym stylu - tam będzie miejsce na taką dyskusję.
            Nieminiej za uwagi dziękuję!;-)Było dla mnie bardzo ciekawe, zapoznać sie z
            warszawską kulturą.
        • Gość: mala Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.199.77.83.cust.bluewin.ch 14.06.05, 14:45
          hej czesia, tak trzymaj:)) nie daj sie zwariowac!! ja wracam wlasnie z rocznego
          pobytu za granica i bede szukac pracy w lublinie. i tez nie pogardze praca
          opiekunki do dziecka:))) przynajmniej na poczatek.. a potem ,mam nadzieje, ze
          obie znajdziemy prace., pozdrawiam
    • Gość: sd Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.wszif.wroc.pl / 195.205.27.* 31.05.05, 17:18
      • izka2609 Re: Jak zarabia się w Lublinie? 31.05.05, 17:51
        Czesiu bardzo podobała mi sie twoja odpowiedź na wszystkie" przyjacielskie"
        komentarze.
        Ludzie dziewczyna zadała konkretne pytanie i oczekiwała konkretnej odpowiedzi a
        nie docinek i głupkowatych komentarzy.
        • Gość: ryża@ Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.05, 12:27
          Jestem belfrem żadnego dodatku gminnego nie ma w Lublinie. Moje koleżanki w
          Warszawce mają za tyle samo godzin o prawie 400 złotych więcej niż ja.
    • Gość: ok Re: Jak zarabia się w Lublinie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.05, 14:12
      OK
Pełna wersja