Dodaj do ulubionych

Ratusz a prawo

02.10.05, 13:07
z ostatnich dni:
www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20051001/LUBLIN/50930004
Urząd z problemem alkoholowym
Po naszej publikacji będą kontrole w Urzędzie Miasta Lublin

Prawnicy wojewody przyjrzą się przepisom, na podstawie których lubelski Urząd Miasta ograniczał sprzedawcom godziny handlu alkoholem. Ratusz sam przyznał, że było to niezgodne z prawem.

Co więcej, kilku przedsiębiorcom odmówił zgody na nocny handel.
- Jeśli napiszecie, jakie są przepisy, to wszyscy, którzy mają koncesję, wydłużą godziny handlu. Wiedząc, że nic nie mogę im zrobić - irytowała się Maria Jamińska, która w Urzędzie Miasta odpowiada za koncesje na handel alkoholem. Krzyk nie pomógł. Sprawę ujawniliśmy wczoraj, opisując przypadek lubelskiego hipermarketu Tesco.
Okazało się, że Ratusz od wielu lat działa wbrew prawu. Wydaje dwa rodzaje zezwoleń na handel alkoholem. Zwykłe, ważne od godz. 6 do 22. Oraz dodatkowe, ważne także w nocy. Tymczasem przyznając koncesję miasto nie ma prawa wyznaczać godzin sprzedaży alkoholu.
- I sprzedawcy o tym nie wiedzieli, dopóki nie napisaliście. Popieracie pijaństwo - denerwuje się Antoni Chrzonstowski, zastępca prezydenta miasta. Ale mimo wszystko zapowiada, że nie będzie przymykał oka na sprzedawców, którzy będą handlować alkoholem w nocy bez dodatkowej zgody. Bagatelizuje fakt, że przedsiębiorcy mogą takie decyzje zaskarżać do sądu.
- Nie ma przepisu, który pozwala gminie na ograniczanie czasu sprzedaży alkoholu. Koncesja jest ważna na cały czas pracy sklepu - wyjaśnia Cezary Widomski z Wydziału Prawnego i Nadzoru w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim. - Zbadamy legalność uchwały lubelskich radnych, na której opiera się Urząd Miasta.
W tej sprawie są też poszkodowani. Ratusz sam przyznał, że odmówił nocnego zezwolenia co najmniej kilku przedsiębiorcom, którzy mieli już zgody na handel alkoholem w ciągu dnia.
- W poniedziałek wszczynam w tej sprawie postępowanie wyjaśniające - informuje Ewa Wiszniowska, dyrektor lubelskiej delegatury Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ratuszowi grozi nawet postępowanie antymonopolowe. I jeśli UOKiK uzna, że miasto ograniczyło swobodę działania przedsiębiorców, magistratowi grożą surowe kary finansowe.
Jeżeli kontrolerzy stwierdzą, że Ratusz działał bezprawnie, handlowcy, którzy nie dostali pozwolenia na nocny handel alkoholem, będą mogli dochodzić przed sądem odszkodowania z tytułu utraconych dochodów. Wczoraj zapytaliśmy Urząd Miasta, jak wiele było przypadków takiej odmowy. Odpowiedzi nie dostaliśmy.
Wiceprezydent Chrzonstowski nie wyklucza, że miasto dostosuje swe przepisy do obowiązującego prawa. Ale nie dał jednoznacznej odpowiedzi, czy urząd nadal będzie wydawał odrębne pozwolenia na nocny handel.



Niech zatem panowie Stani, Pruszkowski, Rakowski nie zasłąniają siętym, że dla nich najważniejsze jest prawo. Na parę kilometrów pachnie w sprawie Herbapolu ukłdzikami, własnymi interesami, pieniążkami.
Obserwuj wątek
    • Gość: CITY Re: Ratusz a prawo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 14:16
      Co dalej z remontem Centrum Kultury?
      Grzegorz Józefczuk 10-07-2005, ostatnia aktualizacja 10-07-2005 22:09

      Gmina Lublin przegrała proces z Biurem Architektonicznym "Idea", które
      oprotestowało przetarg na projekt remontu Centrum Kultury. Jeśli przetarg
      zostałby unieważniony, byłby to największy skandal inwestycyjny, w jaki
      uwikłało się miasto

      W lipcu ma być gotowy projekt wykonawczy przebudowy kompleksu poklasztornego
      przy Peowiaków, gdzie znajduje się Centrum Kultury. Robi go za ok. 400 tys. zł
      firma Czegeko z Krakowa, która już dwa razy przesuwała termin ukończenia
      dokumentacji. Przetarg w chwili ogłoszenia, czyli w kwietniu 2004 r.,
      oprotestowało Biuro Architektoniczne "Idea". Biuro zarzuca miastu, że
      sformułowania zawarte w zamówieniu projektu naruszają siedem ustaw. Mówiąc
      najogólniej, nie wiadomo, co jest przedmiotem zamówienia, jedynym kryterium
      wyboru jest cena projektu, a powinna być też wartość koncepcyjno-artystyczna
      projektu. Te starania biura architektów Jacka i Urszuli Cieplińskich (Idea)
      znalazły wsparcie Lubelskiej Okręgowej Izby Architektów. Zresztą lubelscy
      architekci zbojkotowali przetarg.

      Starania Cieplińskich najpierw nie przyniosły powodzenia, gdyż tzw. Zespół
      Arbitrów Urzędu Zamówień Publicznych wydał wyrok po myśli gminy Lublin. Wtedy
      Idea zaskarżyła to do Sądu Okręgowego - i właśnie wygrała. 8 lipca sąd ogłosił
      wyrok, w którym "unieważnia czynność zamawiającego polegającą na opisie
      przedmiotu zamówienia oraz opisie kryteriów wyboru ofert". Sąd zasądził także
      na rzecz Idei prawie 10 tys. zł kosztów sądowych.

      Jak podaje w komentarzu do wyroku doradzający Idei radca prawny Zbigniew
      Borsukiewicz, "wyrokiem Sąd Okręgowy podzielił racje skarżących i unieważnił
      postępowanie przetargowe". Czy to znaczy, że trzeba ogłosić nowy przetarg, a
      prawie gotowy projekt Czegeko będzie bezużyteczny, chociaż trzeba i tak za
      niego zapłacić? Odpowiedzialny za inwestycje zastępca prezydenta Wiesław
      Perdeus, który nadzorował także sprawę Centrum Kultury, przebywa na urlopie i
      15 lipca ma odejść z urzędu. Pewne jest tylko, że wyrok jest prawomocny.

      - Nie służy od niego odwołanie - usłyszeliśmy od sędzi Jolanty Terleckiej,
      przewodniczącej II Wydziału Cywilno-Odwoławczego Sądu Okręgowego w Lublinie.


      MINĘŁY TRZY MIESIĄCE OD OGŁOSZENIA TEGO WYROKU A JAKOŚ NIE SŁYCHAĆ NIC NA TEN
      TEMAT. PRZETARG ZOSTAŁ UNIEWAŻNIONY A JAKOŚ NIKT NIE INTERESUJE SIĘ
      TYM "NAJWIĘKSZYM SKANDALEM INWESTYCYJNYM W JAKI UWIKŁAŁO SIĘ MIASTO".
      PLOTKA GŁOSI ZE MIMO UNIEWAŻNIENIA PRZETARGU RATUSZ W TAJEMNICY KONTYNUUJE
      ZATWIERDZANIE NIELEGALNEGO PROJEKTU WYKONANEGO W RAMACH TEGO PRZETARGU PRZEZ
      ARCHITEKTÓW Z KRAKOWA Z KTÓRYMI ZAWARTO UMOWĘ NA 400 000 ZŁOTYCH MIMO
      TRWAJĄCEGO PROCESU ODWOŁAWCZEGO I MIMO TEGO ŻE TEN PRZETARG NARUSZAŁ NIE TYLKO
      PRAWO O ZAMÓWIENIACH PUBLICZNYCH ALE PRZEDE WSZYSTKIM PODSTAWOWE STANDARDY
      UCZCIWEJ KONKURENCJI
      • Gość: lpol Re: Ratusz a prawo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 23:15
        "sąd ogłosił wyrok, w którym "unieważnia czynność zamawiającego polegającą na
        opisie przedmiotu zamówienia oraz opisie kryteriów wyboru ofert".
        Co po polsku oznacza że przetarg został najpierw żle rozpisany a potem wg. tego
        złego rozpisania wybrano architektów według niezgodnych z prawem kryteriów
        wyboru!!!! Tu nie ma żadnych watpliwości że mamy do czynienia z łamaniem prawa
        przez lubelski Ratusz.
    • shawman Re: Ratusz a prawo 02.10.05, 15:06
      No proszę, proszę... I państwo z Urzędu Miasta, gdzie wszak rządzi PRAWO I
      SPRAWIEDLIWOŚĆ, nie widzą nic zdrożnego w tym, że wydają bezprawne decyzje? I na
      dodatek zżymają się na dziennikarzy, którzy ujawniają ich proceder?

      Nie uważam, że każdy powinien móc sprzedawać alkohol o dowolnych godzinach - ci,
      którzy mieszkają obok sklepów nocnych wiedzą najlepiej, czym się to kończy. Ale
      jeśli nie ma PRAWA, które tego zabrania, Urząd ma psi obowiązek informować o tym
      przedsiębiorców.

      "Wiceprezydent Chrzonstowski nie wyklucza, że miasto dostosuje swe przepisy do
      obowiązującego prawa. " - NIE WYKLUCZA?! W normalnym kraju za taką skalę nadużyć
      urzędnik już zostałby odwołany! A on "nie wyklucza, że dostosują"...
    • mali_bu Re: Ratusz a prawo 19.10.05, 14:48
      Kolejne zdarzenia potwierdzają tylko, że całej sprawie nie chodzi o prawo a jedynie o osobiste kwestie. Prawo i Sprawiedliwość ma w tym przypadku prawo w tyłku conajmniej. A tak może wyglądać cała Polska po 23.10.

      Z kuriera:
      Magistrat nabrał wody w usta w sprawie przepychanek wokół inwestycji Herbapolu przy ul. Diamentowej.

      Przypomnijmy. Urzędnicy Wydziału Ochrony Środowiska UM Lublin żądają, by firma zapłaciła ok. 200 tys. zł za wycięcie rosnących na terenie planowanej budowy czterech drzew. Ziołowy potentat ripostuje, że magistraccy pracownicy ignorują dokumenty przemawiające na korzyść Herbapolu i zapowiada, iż płacić nie zamierza.
      Spór w zasadzie sprowadza się do określenia daty, od której teren, gdzie ma powstać centrum logistyczne Herbapolu, jest zakwalifikowany pod budownictwo przemysłowe. Dlaczego to takie ważne? Bo wycięcie drzew, które wyrosły po tej dacie, jest zwolnione z opłat. Dla urzędników jest to rok 1987, dla firmy – 1962.
      Próbowaliśmy uzyskać wyjaśnienia od Mariana Staniego, dyrektora WOŚ. Bezskutecznie. Odmówił odpowiedzi na pytania, m.in. dlaczego oparł się na dokumentacji z roku 1987 i tę datę przyjął jako graniczną dla wieku drzew, dlaczego pominął plan z 1962 r. Również prezydent Lublina nie zajął stanowiska w sprawie.
      – Prezydent na razie nie ingeruje w postępowanie – stwierdził jego rzecznik Tomasz Rakowski.
      Herbapol chce wybudować przy ul. Diamentowej centrum logistyczne. Wartość inwestycji to 6 mln zł. JAXA


      tinyurl.com/cg58o
          • Gość: brawo Re: Ratusz a prawo .....i sprawiedliwość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.06, 11:37
            WIADOMOŚCI: Jałmużna z ratusza
            ZAMIAST POMÓC NIEWIDOMEJ KOBIECIE, UPOKORZONO JĄ

            Pani Elżbieta, niewidoma mieszkanka Lublina, zwróciła się do miasta o pomoc
            finansową. Dostała... 15,24 złotych miesięcznie. W dodatku, jakby z chęci
            utrudnienia jej życia, tylko część z tych pieniędzy przekazywana jest przez
            bank. Po resztę, czyli 3,54 zł, urzędnicy kazali zgłaszać się schorowanej
            kobiecie osobiście do kasy Urzędu Miasta.

            Ze względu na wyjątkowo trudną sytuację finansową, pani Elżbieta już od wielu
            miesięcy nie jest w stanie normalnie żyć.
            – Los mnie nie oszczędzał. Byłam ofiarą przemocy domowej i musiałam uciekać z
            własnego domu. Potem przeszłam cztery operacje. Po usunięciu tarczycy zaczęłam
            tracić wzrok. Dziś na jedno oko nie widzę nic, a na drugie tylko trochę światła
            i niewyraźne kontury – opowiada.
            Kobiecie odmówiono najpierw pomocy w MOPR, PEFRON oraz Polskim Związku
            Niewidomych i Słabowidzących. Ostatnią deską ratunku był Wydział Spraw
            Społecznych Urzędu Miasta Lublin, do którego chora zwróciła się z prośbą o
            dofinansowanie mieszkania. Urzędnicy obliczyli, że należy się jej niewiele
            ponad 15 złotych miesięcznie.
            – Żyję z 606 złotych emerytury – mówi pani Elżbieta, niemal płacząc. – Muszę z
            tego zapłacić 316 złotych czynszu. Na leki co miesiąc wydaję 170 złotych. Na
            opiekunkę – 40 zł. Prąd (ze względów bezpieczeństwa nie mogę mieć gazu ani
            ogrzewania węglowego), to co najmniej 370 złotych opłacane raz na 3 miesiące.
            Muszę wydawać więc blisko 50 złotych więcej niż dostaję. A za co jeść?
            Mimo dramatycznych prób oszczędzania (wczoraj w jej mieszkaniu było niewiele
            ponad 14 st. C) kobieta nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać. Gdy z
            Urzędu Miasta przyszło do niej zawiadomienie o przyznaniu zasiłku, napisała
            odwołanie. Opowiedziała w nim o swojej chorobie i o tym, jak rzeczywiście
            wygląda jej życie. Zamiast zrozumienia otrzymała jednak suchą informację,
            że „odwołanie nie znalazło podstaw do zastosowania art. 132 KPA”.
            – Jestem tym zdruzgotana i mam wielki żal do urzędników. Dlaczego oni mnie nie
            chcą zrozumieć? Zamiast pomóc, zasłaniają się tylko przepisami. A przez kodeksy
            nie widać człowieka – płacze kobieta.
            Od poniedziałku staraliśmy się ustalić, w jaki sposób pani Elżbiecie obliczono
            tak niską pomoc i dlaczego miasto zamiast serca pokazało w tej sprawie urzędowe
            oblicze.
            – Taką decyzję podjęto w oparciu o obowiązujące przepisy. Po interwencji
            Kuriera sprawę zgłosiłem jednak do ponownego wyjaśnienia – odpowiedział nam
            Mirosław Kalinowski z biura rzecznika prasowego Urzędu Miasta.

            Agnieszka Saczek KURIER LUB.
            • Gość: pytanie KIEDY KONTROLA W SPRAWIE CENTRUM KULTURY??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.06, 12:36
              Zamówienie boczną ścieżką (DZIENNIK WSCHODNI 25.01.2006.)
              Miejskie zlecenia dla uprzywilejowanych

              Dlaczego lubelski Ratusz powierzył zlecenie prywatnej spółce nie organizując
              przetargu? Wyjaśnia to kontrola prowadzona przez Regionalną Izbę Obrachunkową.
              A miasto gorączkowo szuka wytłumaczenia. Mimo że dokumenty świadczą o czymś
              innym.

              Przypomnijmy. Sprawa dotyczy administrowania miejskim składowiskiem ziemi przy
              ul. Zawilcowej. Zajmuje się tym spółka Kom-Eko. W 1993 roku zawarła z miastem
              stosowną umowę. I choć była to umowa na czas określony, to Ratusz stale
              przedłużał jej ważność kolejnymi aneksami. Ostatni, szesnasty z rzędu, Urząd
              Miasta podpisał 30 grudnia ub. roku. Dzięki temu dokumentowi spółka może dostać
              od miasta ponad 400 tys. złotych. Ale o tym, ile ma kosztować zarządzanie
              składowiskiem i komu Ratusz tę usługę powierzy, powinien decydować przetarg.
              Dlaczego?
              Bo wartość usługi niemal dwudziestokrotnie przekracza ustawowy próg, powyżej
              którego Ratusz musi zamieścić ogłoszenie, zebrać wszystkie oferty i wybrać
              najtańszą.
              Ale przetargu nie było i pieniądze trafią do Kom-Eko. W przeszłości z tą spółką
              współpracował Marian Stani, obecny dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska,
              odpowiedzialnego za składowisko przy ul. Zawilcowej. Stani doradzał Kom-Eko...
              jak zdobywać pieniądze.
              To, jak miejskie pieniądze trafiły do prywatnej spółki, napisaliśmy w Dzienniku
              10 stycznia. Wkrótce po tej publikacji do Urzędu Miasta wkroczyli kontrolerzy
              Regionalnej Izby Obrachunkowej. – Za dwa tygodnie okaże się, kiedy zakończy się
              nasza kontrola. Potrwa nie dłużej niż dwa miesiące – mówi Agnieszka Szymańska,
              naczelnik Wydziału Kontroli Gospodarki Finansowej w lubelskiej RIO.
              Publikacja Dziennika wywołała oburzenie Ratusza. – Mija się z prawdą i może
              bulwersować wprowadzoną (...) w błąd opinię publiczną – stwierdził Tomasz
              Rakowski, rzecznik prezydenta Lublina. W nadesłanym do naszej redakcji piśmie
              oświadczył, że aneks „będzie obowiązywał do czasu rozpisania i rozstrzygnięcia
              przetargu na administrowanie składowiska”. Prawo dopuszcza zawarcie „awaryjnej”
              umowy na czas niezbędny do zakończenia procedur przetargowych. Tyle że w
              Ratuszu brak jakichkolwiek dowodów na to, że taki przetarg był planowany zanim
              ukazał się artykuł w Dzienniku.
              Sprawdziliśmy to. Każdy z wydziałów Urzędu Miasta zobowiązany jest do
              przygotowania wykazu przetargów planowanych na dany rok kalendarzowy. Takie
              wykazy spływają do Wydziału Organizacyjnego UM. Byliśmy tam wczoraj.
              Zażądaliśmy okazania planu przetargów nadesłanego przez Wydział Ochrony
              Środowiska. W dokumencie jest mowa o 17 planowanych zamówieniach. Ale nie ma
              tam ani słowa o składowisku przy Zawilcowej. Plan dotyczący tego miejsca został
              wysłany faksem dopiero 10 stycznia.

              Z pytaniami zadzwoniliśmy do Mariana Staniego, dyrektora Wydziału Ochrony
              Środowiska w Urzędzie Miasta
              •Kiedy będzie ogłoszony przetarg na administrację składowiskiem przy Zawilcowej?
              – Jak będzie do tego odpowiednia pora. Ogłosimy to w Biuletynie Informacji
              Publicznej.
              •A kiedy będzie odpowiednia pora?
              – Jak to ogłosimy.
              •Nie macie żadnych planów, kiedy ten przetarg będzie ogłoszony?
              – Jest taki plan. Wiem już, że jest pan w jego posiadaniu.
              •Ale w planie nie ma takiego przetargu.
              – Bo plan powstał w ubiegłym roku.
              •A wtedy nie wiedzieliście, że trzeba będzie ogłosić przetarg?
              – Chyba nie wiedzieliśmy.
              • Gość: pomoc społeczna DLA KOGO JEST URZĄD ?????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.06, 12:43
                INTERWENCJE: Urzędniczy brak serca (KURIER LUBELSKI 26.01.2006.)


                PO NASZEJ INTERWENCJI OKAZAŁO SIĘ, ŻE POMOC SIĘ NALEŻY!

                Dopiero po tym, jak wczoraj opisaliśmy dramatyczne losy pani Elżbiety, okazało
                się, że może otrzymać pomoc, której dotąd jej odmawiano. Wcześniej nikt nie
                zainteresował się dramatycznym losem schorowanej i niewidomej kobiety.
                Urzędnicy zasłaniali się ustawami i brakiem pieniędzy.

                – MOPR zaproponował mi kartki żywnościowe na obiady. Bardzo się z nich
                ucieszyłam, ale po chwili okazało się, że MOPR każe mi za nie płacić 130
                złotych miesięcznie. A z czego? – kobieta bezradnie rozkłada ręce.
                Po wczorajszym artykule sytuacja wygląda już inaczej.
                – Sprawę musimy jeszcze dokładnie przeanalizować, ale już wstępnie widać, że
                możemy pomóc. Pani Elżbieta na pewno bezpłatnie otrzyma kartki żywnościowe. W
                tej wyjątkowej sytuacji możemy także udzielić jej pomocy doraźnej, czyli tzw.
                zasiłku specjalnego – zapewnia Ewa Wawruch, zastępca dyrektora MOPR.
                Inne instytucje wciąż zasłaniają się przepisami i pomóc nie chcą. Na naszą
                prośbę pracownicy Urzędu Miasta ponownie przeanalizowali sprawę pani Elżbiety
                i... nie mają sobie nic do zarzucenia. Tłumaczą, że zachowali się w sposób
                właściwy, bo zgodny z przepisami (odpowiedź urzędu i nasz komentarz do niej
                prezentujemy poniżej).
                W podobnym tonie jak UM Lublin tłumaczą się także inne instytucje, które
                odmówiły pomocy niewidomej kobiecie.
                – Nie mamy żadnych funduszy na pomoc. Składki, które pobieramy, przeznaczane są
                wyłącznie na bieżącą działalność związku. Na zapomogi nas nie stać. To zadanie
                MOPR – przerzuca odpowiedzialność Marian Ostojewski, prezes lubelskiego
                oddziału Polskiego Związku Niewidomych.
                Pomocy nie udzieli kobiecie także PFRON. Dlaczego?
                – Bo nie mamy tytułu prawnego do wydawania pomocy materialnej. Co innego, gdyby
                pani Elżbieta chciała komputer albo wózek elektryczny. Z pewnością otrzymałaby
                go z naszych programów celowych – zapewnia Eugeniusz Klewicz, dyrektor
                lubelskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób
                Niepełnosprawnych. – Pomoc materialną może otrzymać tylko z MOPR.

                Agnieszka Saczek

                Więcej:
                Jałmużna z ratusza - 25.01.2006 r.


                ODPOWIEDŹ URZĘDU MIASTA NA LUDZKI PROBLEM

                Pani Elżbieta J. (nazwisko pozostawiamy do wiadomości redakcji) złożyła
                odwołanie, skierowane do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Lublinie od
                naszej decyzji z dnia 09.12.2005 r. nr WSS/GM/X/7133/P/P/1490/05, przyznającej
                dodatek mieszkaniowy w wysokości 15,24 zł miesięcznie na okres od 01.01.2006 do
                30.06.2006 r. w rozbiciu na kwotę 11,70 zł miesięcznie przekazywaną na konto
                zarządcy budynku i kwotę 3,54 zł miesięcznie płatną w kasie Urzędu Miasta przy
                ul. Wieniawskiej 14. Zgodnie z procedurą określoną w kodeksie postępowania
                administracyjnego (art. 132), ponownie dokonano analizy danych zawartych we
                wniosku o przyznanie dodatku mieszkaniowego i deklaracji o dochodach oraz
                załączonych dokumentów, w wyniku której stwierdzono, że decyzja pod względem
                formalnym i merytorycznym wydana została prawidłowo, bez naruszenia przepisów
                obowiązującej ustawy o dodatkach mieszkaniowych. Zatem zgodnie z dyspozycją
                zainteresowanej, jak i art. 133 k.p.a. akta sprawy wraz z odwołaniem zostały
                przekazane do Samorządowego Kolegium Odwoławczego dnia 10.01.2006 r. O tym
                fakcie Pani J. poinformowana została stosownym pismem, powołującym się na ww.
                artykuł k.p.a., że zaskarżoną decyzję rozpatruje organ II instacji, tj. SKO i w
                tej sprawie wyda stosowną decyzję, którą prześle do zainteresowanej (tel. do
                SKO: 53 272 54 lub 53 458 53).
                Odnosząc się natomiast do kwestii poruszonych w faksie dot. wydatków na
                mieszkanie ponoszonych przez Panią Elżbietę J., informuję, że zgodnie z
                Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 28.12.2001 r. w sprawie dodatków
                mieszkaniowych, podstawę obliczenia dodatku stanowią: czynsz albo inne opłaty
                za używanie lokalu (zgodnie z obowiązującą „stawką bazową” stosowaną w lokalach
                należących do gminy), opłaty za energię cieplną, wodę, odbiór nieczystości
                stałych i płynnych w wysokości 90 proc. naliczonych i ponoszonych wydatków.
                Ponadto wysokość dodatku mieszkaniowego nie może przekroczyć 70 proc. wydatków
                przypadających na normatywną powierzchnię zajmowanego lokalu (art. 6 ust. 10
                ustawy o dodatkach mieszkaniowych). W żadnej mierze rachunek za energię
                elektryczną nie stanowi składnika wydatków na mieszkanie jako podstawy
                wyliczenia wysokości dodatku. Natomiast z uwagi na fakt, że w lokalu Pani J.
                brak centralnego ogrzewania i gazu przewodowego, faktura VAT za energię
                elektryczną jest niezbędna do wyliczenia ryczałtu na zakup opału (wyliczenie
                wysokości ryczałtu jest również ściśle określone wskaźnikami podanymi w
                powyższym rozporządzeniu).
                Pozostała jeszcze kwestia odbioru przyznanego ryczałtu w kasie Urzędu Miasta.
                Przyznaną kwotę może odbierać opiekunka w odstępach miesięcznych,
                dwumiesięcznych bądź w czerwcu 2006 r. w całości za okres obowiązywania
                decyzji, tj. 6 miesięcy, na podstawie upoważnienia (taki druk prześlemy
                zainteresowanej pocztą) wystawionego przez Panią Elżbietę.

                Z-ca dyr. Wydz. Spraw Społecznych, miejski inspektor ds. gospodarki
                mieszkaniowej
                Ewa Lipińska


                NASZ KOMENTARZ

                Praca w urzędzie jest służbą publiczną wykonywaną za nasze pieniądze z
                podatków. Niestety, urzędnicy wciąż o tym zapominają. Jak służbiści zasłaniają
                się przepisami i mnożą problemy zamiast je rozwiązywać. W tym kontekście
                tłumaczenie pani Ewy Lipińskiej odbieram z niesmakiem. I pytam – dlaczego
                urzędnik miejski zamiast pomóc niewidomej kobiecie, podpowiedzieć gdzie i w
                jaki sposób uzyskać pomoc, woli, aby sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium
                Odwoławczego. I dodaje, że tam na pewno nie dopatrzą się uchybień formalnych.
                My, tak jak i większość naszych Czytelników widzimy jednak uchybienia. Takie
                bardziej prozaiczne, czysto ludzkie.

                Grzegorz Wójcikowski
                    • Gość: szlagmnietrafia "TO PRAWDZIWY CUD !" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.06, 12:11
                      PO NASZYCH PUBLIKACJACH NIEWIDOMA DOSTANIE WSPARCIE

                      Wczoraj w mieszkaniu niewidomej kobiety było tylko 12 stopni Celsjusza. Nic
                      dziwnego, że 58-latka jest mocno zakatarzona. Mimo choroby nie traci jednak
                      dobrego samopoczucia.

                      – To prawdziwy cud! – płacze ze szczęścia kobieta. – Właśnie odwiedziła mnie
                      pani z MOPR. Skserowała wszystkie dokumenty, faktury i rachunki i, co
                      najważniejsze, obiecała pomoc. Podobno dziś urzędniczki mają rozmawiać o tym,
                      co można w mojej sprawie zrobić. Wierzę, że coś zrobią, żeby ulżyć mojemu
                      losowi. Na razie chcieli dać mi grzejnik gazowy, ale okazało się, że ze
                      względów bezpieczeństwa osobie niewidomej nie wolno go używać.
                      Mimo to kobieta nie traci nadziei. Wierzy, że skoro jej sprawa poruszyła tak
                      wiele osób, to już wkrótce los musi się odwrócić.
                      – Przecież o krzywdzie, jaką wyrządzili mi lubelscy urzędnicy, dowie się już
                      wkrótce cała Polska. Po tym, jak Kurier opisał moje losy, skontaktowali się już
                      ze mną dziennikarze z telewizji i gazety ,,Nowy Dzień’’ – mówi pani Elżbieta.
                      Obojętnie nad losami pani Elżbiety nie przechodzą także nasi Czytelnicy. Po
                      serii artykułów na temat kobiety odebraliśmy setki telefonów. Swoje opinie na
                      naszej stronie www zamieszczali także internauci.
                      Pomoc społeczna wróciła do PRL-owskiej struktury i jest już sama dla siebie, a
                      nie dla ludzi – komentują lublinianie. – Prezydent zbyt długo cieszył się ze
                      zdobycia władzy i zapomina, że jest sługą społeczeństwa. W MOPR więcej
                      kierowników niż pracowników, wszyscy chcą rządzić, tylko do roboty nie ma
                      nikogo. Cała robota spada na pracownika socjalnego, który ledwo wyrabia na
                      zakrętach. Gdyby sprawa pani Elżbiety nie została nagłośniona w prasie, to nie
                      otrzymałaby ani darmowych obiadów, ani zasiłku celowego specjalnego.
                      – Ta sytuacja to wstyd i kompromitacja dla urzędasów – wtóruje inny Czytelnik. –
                      Gdzie ich wrażliwość społeczna i zwykła życzliwość dla ludzi pokrzywdzonch
                      przez los? Biednemu to zawsze wiatr w oczy. Bzdurne przepisy, odstające od
                      rzeczywistości, należy zmieniać, a nie tkwić po wieki w „biurokratycznym
                      bagnie”. Po to was społeczeństwo wybrało!

                      Agnieszka Saczek KURIER LUB>


                      "– To prawdziwy cud! – płacze ze szczęścia kobieta. – Właśnie odwiedziła mnie
                      pani z MOPR" BOŻE TY WIDZISZ I NIE GRZMISZ?????????????.
              • Gość: lublinianka KONIEC KADENCJI TRZEBA COŚ UKRĘCIĆ !!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.06, 10:27
                Podejrzany projekt
                Oczekiwane przez lubelskich przedsiębiorców uwłaszczenie może nie dojść do
                skutku

                Dotychczasowi najemcy miejskich lokali użytkowych mieli dostać w prezencie
                prawo pierwokupu zajmowanych przez siebie lokali. Ale pomysł może nie wypalić.
                Wszystko przez podejrzenie o niezgodność z konstytucją.

                Projekt takiej uchwały w tej sprawie przygotował prezydent Lublina. Zakłada on,
                że z wykupu będą mogli skorzystać przedsiębiorcy zajmujący dany lokal nie
                krócej niż trzy lata. Własny projekt złożyli też radni Ligi Polskich Rodzin.
                Głosowanie ma się odbyć w najbliższy czwartek.
                Szansę na uwłaszczenie może dostać około tysiąca najemców miejskich lokali
                użytkowych. Pozwoliłoby im to na wliczanie w koszty działalności wydatków na
                remont pomieszczeń i zachęciło ich do takich prac.
                Podobna uchwała obowiązuje już w Szczecinie. Także tam przedsiębiorcy zajmujący
                należące do miasta lokale mają pierwszeństwo w wykupie pomieszczeń. Zaskarżenie
                tych przepisów do sądu zapowiedział jeden z prywatnych przedsiębiorców. Uznał,
                że takie przywileje naruszają konstytucyjną zasadę równości. Jego zdaniem
                lokale powinny być wystawiane na przetarg, tak, by wszyscy mieli takie same
                szanse ich zakupu.
                Wcześniej doprowadził do unieważnienia podobnej, choć bardziej radykalnej,
                uchwały z Krakowa. Zgodnie z nią o wykup lokalu mogli starać się wyłącznie
                dotychczasowi najemcy. Wątpliwości prawnika podzielił małopolski Wojewódzki
                Sąd Administracyjny.

                (drs) DZIENNIK WSCHODNI
                17. Lutego 2006


                ROZWÓJ PRZEDSIEBIORCZOŚCI CZY BEZCZELNY SKOK NA MIENIE PUBLICZNE?!!!!






                • Gość: ew Re: KONIEC KADENCJI TRZEBA COŚ UKRĘCIĆ !!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.06, 10:34
                  :: Miasto szuka nowych budynków dla dzieci i młodzieży z Domu Dziecka przy ul.
                  Narutowicza

                  Spośród 16 budynków zgłoszonych przez właścicieli i pośredników, pracownicy
                  Urzędu Miasta wytypowali 9, które teraz zostaną poddane oględzinom ekspertów.
                  Ci wybiorą z nich dwie nieruchomości, które po przystosowaniu będą domem dla
                  podopiecznych Domu Dziecka przy ul. Narutowicza.
                  Obecny budynek Domu Dziecka jest w złym stanie i jest przeznaczony do
                  sprzedaży.
                  Poszukiwane domy muszą mieć co najmniej 150 mkw. powierzchni użytkowej, w tym
                  co najmniej 4 pokoje do całodziennego pobytu dzieci i młodzieży. Także dwie
                  łazienki, kuchnię, jadalnię, pralnię i pomieszczenie gospodarcze.
                  Na kupno i remont nieruchomości miasto przeznaczyło 800 tys. zł.


                  ciekawe kto już czeka z przygotowaną ofertą?!
                  • Gość: LU "W interesie społeczeństwa i dla dobra ogólnego.." IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.06, 09:52
                    Aktualności -> Wieści z Ratusza ->
                    :: Komunikat Klubu Radnych „Prawo i Rodzina”

                    W dniu 21 lutego br. z inicjatywy grupy radnych PO i Klubu LPR w Radzie Miasta
                    Lublin odbyło się spotkanie z Prezydium Klubu PiR.
                    Zamiarem radnych PiR była poważna rozmowa na temat sytuacji w Radzie Miasta, a
                    dokładniej potrzeby jej stabilizacji programowej, merytorycznej,
                    uwzględniającej przede wszystkim dobro budżetu miasta.
                    Okazało się niestety, że na taką stabilizację nie ma woli ze strony LPR i PO.
                    Nasz Klub usłyszał: „Rozmawiamy tylko o personalnych zmianach, tylko te nas
                    interesują". Oznacza to, że projekt radnych LPR i PO ma charakter wyłącznie
                    personalny, a nie programowy.
                    Wobec tego stanu rzeczy oświadczamy, że Klub Radnych „Prawo i Rodzina”, nie
                    będąc zainteresowany takimi debatami na temat Rady Miasta, które są ewidentnie
                    nienakierowane na dobro wspólnoty samorządowej, nie będzie brać udziału w
                    personalnych rozgrywkach o
                    stanowiska.
                    Klub Radnych „Prawo i Rodzina”


                    Pakt Stabilizacyjny Pruszona!!!! Nawet już się śmiać nie chce....
                    • Gość: lublin Płać prezydencie ....z naszych pieniędzy !!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.06, 10:23
                      PŁAĆ PREZYDENCIE
                      Regionalna Izba Obrachunkowa potwierdza doniesienia Dziennika i zarzuca władzom
                      Lublina naruszenie dyscypliny finansowej.
                      4 miliony złotych z miejskiej kasy wydał niezgodnie z prawem lubelski Ratusz.
                      Prezydentowi Andrzejowi Pruszkowskiemu i jego zastępcom grożą wysokie kary.
                      Aferę ujawniliśmy 10 stycznia, opisując jak miasto powierzyło spółce Kom-Eko
                      administrowanie składowiskiem ziemi.

                      I to bez przetargu, chociaż wartość zamówienia - 420 tys. zł -
                      dwudziestokrotnie przekraczała ustawowy próg, powyżej którego przetarg jest
                      konieczny. Artykuł oburzył władze miasta. - Mija się z prawdą - stwierdził
                      wówczas Tomasz Rakowski, rzecznik prezydenta Lublina.
                      Jednak po naszej publikacji do Ratusza wkroczyli kontrolerzy Regionalnej Izby
                      Obrachunkowej. I potwierdzili nasze ustalenia. Co więcej - odkryli, że dzięki
                      urzędnikom Kom-Eko unikało przetargów aż 7 lat!
                      Najpierw miasto zawarło umowę z gminnym Zakładem Gospodarki Komunalnej na
                      zarządzanie składowiskiem ziemi z lubelskich budów. Później ZGK przekształcił
                      się w prywatną spółkę Kom-Eko. Po kilku latach obowiązywania umowy, w życie
                      weszła ustawa nakazująca ogłaszanie przetargów. Pozwalała ona "skonsumować”
                      zawarte już porozumienia, ale zabraniała zmiany ich zakresu.
                      I tu po raz pierwszy Ratusz naruszył prawo. Nie ogłosił przetargu, a tylko
                      podpisał aneks do umowy, który powierzał Kom-Eko kolejne zadania: letnie i
                      zimowe utrzymanie biegnącej obok składowiska ulicy, rozbiórkę budynków na
                      terenie byłej oczyszczalni ścieków i dawnej bazy magazynowej Teatru im.
                      Osterwy.
                      Od tamtej pory ani jedna złotówka z miejskiej kasy przekazana Kom-Eko na
                      składowisko, nie była wydana prawidłowo. - Miasto musiało przeprowadzać
                      przetargi - stwierdza Marek Poniatowski, prezes RIO w Lublinie. - Zamiast tego
                      podpisywało kolejne aneksy. Złożymy zawiadomienie o naruszeniu dyscypliny
                      finansów publicznych przez osoby, które je podpisały.
                      Te osoby to najwyżsi urzędnicy Ratusza: prezydent Andrzej Pruszkowski, jego
                      były zastępca Wiesław Perdeus, obecny zastępca Ryszard Pasikowski.
                      - Kontrola ustaliła fakty, którym nie można zaprzeczyć - przyznaje Pasikowski. -
                      Ale przecież na każdym aneksie była pieczątka radcy prawnego, który sprawdzał
                      zgodność dokumentu z przepisami.
                      Prezydentom grożą wysokie kary, sięgające trzymiesięcznych zarobków. W sprawę
                      wplątany jest też Marian Stani, dyrektor miejskiego Wydziału Ochrony
                      Środowiska. Zanim trafił do Ratusza związany był z Kom-Eko.
                      - A to rodzi wątpliwości, co do jego bezstronności - mówi prezes Poniatowski.
                      Stani nie chciał tego komentować, choć sam zabiegał o podpisanie ostatniego z
                      aneksów.
                      Ratusz wypowiedział już umowę Kom-Eko.

                      Dominik Smaga DZIENNIK WSCHODNI
                      07. Marca 2006 20:01
                      • Gość: ups! Re: Płać prezydencie ....z naszych pieniędzy !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.06, 23:46
                        "- Kontrola ustaliła fakty, którym nie można zaprzeczyć - przyznaje
                        Pasikowski. -
                        Ale przecież na każdym aneksie była pieczątka radcy prawnego, który sprawdzał
                        zgodność dokumentu z przepisami."

                        Radca prawny oszukał trzech prezydentów????!!!! To bardzo nieładnie!!!
                        Przecież taki prezydent nie musi znać prawa!
                        Zwykły obywatel musi ,ale przezydent to co innego!
                        • Gość: czytelnik Marian Stani-człowiek fuszerka ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.06, 00:35
                          Kurier Lubelski z 09.03.2006
                          PUBLICYSTYKA: Człowiek fuszerka


                          DYREKTOR MARIAN STANI BUDZI CORAZ WIĘKSZE KONTROWERSJE

                          Wynik ostatniej kontroli w Wydziale Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Lublinie
                          jest jednoznaczny: urzędnicy nie mieli prawa bez przetargu oddać spółce KOM-EKO
                          administrowania składowiskiem ziemi. To już kolejna wpadka pracowników i szefa
                          WOŚ Mariana Stani. A było ich dużo.

                          Pierwsza to osławiona akcja ustawiania w mieście śmietników Azor na psie
                          odchody. Zielone pojemniki pojawiły się w kilku miejscach miasta. Miało się do
                          nich wrzucać to, co czworonogi zostawią na chodnikach i poboczach podczas
                          spacerów. Na konferencjach prasowych szef WOŚ zachęcał mieszkańców, którzy są
                          właścicielami psów, do kupowania specjalnych zestawów z łopatkami i woreczkami
                          foliowymi. Nagłośnienie pomysłu było znaczne. Szybko jednak okazało się, że
                          zestawów prawie nigdzie nie można kupić, a cena kilku złotych za woreczki jest
                          wygórowana. W rezultacie do Azorów trafiało wszystko prócz rzeczonych odchodów.
                          Przepełnione Azory zaczęły znikać bądź były dewastowane.

                          Drzewa konają stojąc
                          Przed rozpoczęciem budowy Plaza Center przy ul. Lipowej na placu, który
                          wykupili od miasta przedstawiciele firmy, rosło 98 zdrowych drzew. Według
                          przepisów za ich ścięcie na-leżałoby zapłacić do kasy miasta olbrzymie
                          odszkodowanie. WOŚ zezwolił inwestorowi na przesadzenie roślin, na tereny obok
                          oczyszczalni ścieków na Hajdowie. Koszt prac był znacznie niższy niż ewentualne
                          odszkodowanie. Według pracowników WOŚ (wtedy jeszcze Miejskiego Inspektoratu
                          Ochrony Środowiska) drzewa miały stworzyć naturalną osłonę przed
                          zanieczyszczeniami z Hajdowa. Równocześnie zapewniali, że rośliny się przyjmą.
                          Drzewa wylądowały w ziemi z gruzem i drutami, a doły przez długi czas nie były
                          nawet przysypane ziemią. Dziś to pole pełne suchych kikutów. Marian Stani,
                          dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska UM Lublin, szedł w zaparte i twierdził, że
                          powstaje tam jednak pas zieleni.

                          Samobójcze wyspy
                          Od kilku lat Zalew Zemborzycki nawiedzany jest przez plagę sinic,
                          wyjątkowo „złośliwych” glonów, których nadmierny rozrost powoduje konieczność
                          wydawania przez sanepid zakazu kąpieli. WOŚ postanowił coś z tym zrobić.
                          Eksperci rozważali różne opcje, m.in. natlenianie wody. Stanęło jednak na tym,
                          że zdecydowano zamontować na zalewie 120 sztucznych wysp z roślinnością
                          ochronną, której wzrost izolowałby glony i nie dawał możliwości ich rozwoju.
                          Nie minęło kilka miesięcy i wyspy zaczęły się rwać z kotwic i rozbijać o brzegi
                          Zalewu Zemborzyckiego. Niezależni eksperci, których Kurier zapytał o zdanie,
                          stwierdzili jednoznacznie, że przyczyną niestabilności i niszczenia palet jest
                          zbyt słaby sznurek, którym mocowano je do kotwic. Po prostu się przecierał.
                          Należało połączyć palety z dnem za pomocą stalowych linek. Dyrektor Stani
                          odpierał zarzuty, twierdząc, że metalowe linki byłyby rozkradane.

                          Dachowce bez dachu nad głową
                          WOŚ postanowił zrobić porządek z plagą bezpańskich kotów. Wyłapane zwierzaki
                          miały być sterylizowane, planowano też budowę schroniska. Na sterylizację
                          przeznaczono jednak bardzo małe środki finansowe. Zabieg kosztuje od 80 do 120
                          złotych. Tymczasem na całą akcję przeznaczono zaledwie 30 tysięcy złotych. To
                          kropla w morzu potrzeb – przyznał sam dyr. Marian Stani.
                          Do budowy kociarni miasto przygotowywało się od kilku lat. Znalazł się nawet
                          sponsor, który chciał zapłacić za część schroniska. Kociarnia powstać miała
                          obok schroniska dla psów przy ul. Pancerniaków. Był gotowy projekt. Gdy w
                          budżecie znalazły się środki na rozpoczęcie prac, program został nagle
                          zawieszony. Dlaczego? Mówi się, że inwestor, który w pobliżu zamierza wybudować
                          centrum handlowo-usługowe, zobowiązał się do budowy kociarni w innym miejscu.
                          Gdzie dokładnie i kiedy, nie wiadomo.

                          WOŚ kontra MPWiK i Herbapol
                          WOŚ i jego szef weszli w spór z prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów
                          i Kanalizacji w Lublinie. Poszło o wysypisko śmieci w Rokitnie. Marian Stani
                          zaczął sprawdzać, czy MPWiK ma podpisane umowy z odbiorcami śmieci. Gdy okazało
                          się, że tak, dyrektor nie wpisał nawet inspekcji w księdze kontroli wysypiska.
                          W MPWiK mówili wprost, że gdyby coś znaleźli, na pewno wpis by się tam znalazł,
                          a tak wyglądało, że kontroli nie było. W ratuszu zawrzało. Interweniował nawet
                          prezydent Andrzej Pruszkowski.
                          WOŚ otwarcie wystąpił również przeciwko Herbapolowi w Lublinie, który chciał na
                          swoim terenie wybudować dodatkowy zakład. Aby doszło do realizacji tego planu,
                          spółka musiałaby wyciąć pięć drzew. Miasto domagało się, aby za ich usunięcie
                          zielarski potentat zapłacił odszkodowanie w wysokości 260 tys. zł. Spółka
                          tłumaczyła, że drzewa posadzono po zakwalifikowaniu terenu pod inwestycje.
                          Miasto upierało się przy odszkodowaniu. Samorządowe Kolegium Odwoławcze
                          rozstrzygnęło spór na korzyść inwestora.
                          Konflikt ciągnął się ponad 1,5 roku. Budowa centrum logistycznego, gdzie pracę
                          miało znaleźć 60 osób, została wstrzymana. Nie znalazła się również w planach
                          inwestycyjnych Herbapolu na ten rok.

                          RIO brawo!
                          Kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej dokonana po doniesieniach w mediach
                          wykazała, że urzędnicy bezprawnie, bo bez przetargu, oddali prywatnej firmie
                          KOM-EKO w administrację składowisko ziemi. Przetarg powinien być ogłoszony już
                          dawno, tymczasem spółce przedłużano automatycznie umowę. RIO podkreśla, że jest
                          to niezgodne z przepisami. Smaczku sprawie dodaje fakt, że przed objęciem
                          swojego stanowiska w WOŚ, dyrektor Marian Stani współpracował z KOM-EKO.

                          Tomasz Walaszczyk

                          O TYCH WSZYSTKICH SPRAWACH PREZYDENT TEŻ NIC NIE WIEDZIAŁ!
                          TO WSZYSTKO WINA RADCY PRAWNEGO!
                          • Gość: CZYTELNIK "RIO brawo !!!!!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.06, 00:38
                            Kurier LUBELSKI z 09.03.2006
                            WIADOMOŚCI: Ratusz bez dyscypliny


                            LUBLIN PONIATOWSKI KONTRA PRUSZKOWSKI

                            Niezgodne z prawem wydawanie publicznych pieniędzy zarzuciła lubelskiemu
                            ratuszowi Regionalna Izba Obrachunkowa. W grę wchodzą kontrakty o łącznej
                            wartości ok. 4 mln zł. Prezydentowi Lublina Andrzejowi Pruszkowskiemu i jego
                            urzędnikom grożą kary: od upomnienia nawet do zakazu sprawowania stanowisk
                            publicznych.

                            Regionalna Izba Obrachunkowa w styczniu skontrolowała sposób, w jaki miasto
                            powierzyło administrowanie wysypiska śmieci przy ul. Zawilcowej. Zrobiła to po
                            doniesieniach „Dziennika Wschodniego”, który napisał, że kontrakty ze spółką
                            Kom-Eko były zawierane z naruszeniem ustawy o finansach publicznych. –
                            Rzeczywiście doszło do naruszenia ustawy
                            – przyznaje Marek Poniatowski, prezes RIO w Lublinie. I zaraz wyjaśnia
                            mechanizm: – Miasto
                            zamiast organizować przetargi, które wyłonią administratora składowiska, po
                            prostu przedłużało w formie aneksu dotychczasową umowę.
                            Kontrolerzy ustalili, że sprawa ciągnęła się od 1996 roku.
                            – Od tego czasu umowa była przedłużona kilkanaście razy. W każdym przypadku z
                            naruszeniem przepisów – podkreśla Poniatowski.
                            Łącznie z kasy miasta wypłynęło w ten sposób ok. 4 mln zł.
                            – Nie przesądzamy, że środki zostały wydane niepotrzebnie, mówimy tylko, że
                            nastąpiło to z naruszeniem rygorów prawa – twierdzi Poniatowski. Miasto nie
                            ukrywa zaskoczenia. – Każde aneksowanie było parafowane przez naszego prawnika,
                            który nie zgłaszał zastrzeżeń prawnych do takiego przedłużania umowy – tłumaczy
                            Tomasz Rakowski, rzecznik prezydenta Lublina.
                            Zdaniem Poniatowskiego nie ma wątpliwości, że prawo zostało naruszone. –
                            Natomiast o ewentualnej winie i sankcjach wobec podpisujących umowy zadecyduje
                            regionalna komisja orzekania o sprawach w zakresie naruszenia dyscypliny o
                            finansach publicznych – zapowiada prezes RIO.
                            Odpowiedzialność ponosi, zdaniem RIO, kilkunastu najwyższych miejskich
                            urzędników. Wśród nich prezydent Lublina Andrzej Pruszkowski, jego zastępcy:
                            były, czyli Wiesław Perdeus i obecny, Ryszard Pasikowski oraz dyrektor Wydziału
                            Ochrony Środowiska Marian Stani. – Ale również poprzedni prezydent Lublina
                            Paweł Bryłowski i jego zastępcy. Choć w ich przypadku nie ma mowy o ewentualnej
                            karze, bo tego typu sprawy ulegają przedawnieniu po trzech latach – precyzuje
                            Poniatowski.
                            Jakie kary grożą miejskim decydentom? – Od upomnienia czy nagany poprzez
                            grzywnę w wysokości do czterech miesięcznych pensji aż do zakazu sprawowania
                            stanowiska publicznego na okres do czterech lat – wylicza Poniatowski.
                            Ratusz zapowiada, że odpowiedź na wystąpienie pokontrolne RIO przygotuje do 14
                            marca.

                            Artur Jurkowski
                              • Gość: lula Złote interesy Ratusza !!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.06, 15:03
                                Kurier z 13.04.2006
                                WIADOMOŚCI: Miejskie interesy
                                LUBLIN WCZORAJ WŁAŚCICIEL PIĘKNEJ KAMIENICY, DZIŚ NAJEMCA, KTÓRY MUSI PŁACIĆ

                                Jak zarobić, by stracić? Wystarczy spojrzeć na działania miasta z kamienicą
                                Rynek 7. Pięć lat temu magistrat sprzedał nieruchomość. Obecnie w swojej byłej
                                kamienicy samorząd będzie wynajmować dwa pomieszczenia. Rocznie ma to pochłonąć
                                ponad 30 tys. zł.

                                Pod adresem Rynek 7 już wkrótce zacznie działać Lubelskie Centrum
                                Międzynarodowej Współpracy Gospodarczej. To komórka Biura Promocji Urzędu
                                Miasta, której głównym zadaniem ma być umożliwienie kontaktów lubelskim
                                przedsiębiorcom z partnerami z Białorusi i Ukrainy. Całkowity koszt projektu,
                                współfinansowanego w zdecydowanej części z unijnych funduszy, wyniesie blisko
                                39 tys. euro, czyli około 160 tys. zł. – W jego realizację będzie
                                zaangażowanych pięcioro urzędników – mówi Mirosław Kalinowski z biura prasowego
                                UML.
                                Cała grupa wywodzi się z Referatu ds. Obsługi Inwestorów i Promocji
                                Gospodarczej UML. Do nowej pracy nie będą mieli daleko, bo na razie pracują w
                                kamienicy Rynek 8, której właścicielem razem z PTTK jest samorząd.
                                Wczoraj urzędnicy rozpoczęli przyjmowanie lokali na siedzibę centrum. – Chodzi
                                o dwa pomieszczenia na parterze, w sumie mają one powierzchnię 86 mkw. –
                                precyzuje Mirosław Kalinowski. Za ich wynajem miasto zapłaci 30 zł za metr
                                kwadratowy, czyli co miesiąc 2580 zł. – To mniej niż proponowali inni
                                właściciele nieruchomości na Starym Mieście za podobną lokalizację – przekonują
                                urzędnicy.
                                Magistraccy pracownicy wracają do siebie. Centrum ulokuje się w kamienicy Rynek
                                7, która jeszcze pięć lat temu należała do miasta.
                                – Obiekt sprzedaliśmy w trybie bezprzetargowym Lubelskiej Fundacji Rozwoju.
                                Wartość budynku została oszacowana na ok. 2 mln zł. Jednak nabywca wpłacił do
                                kasy miasta 1 451 800 zł. Powód? 30-procentowa bonifikata udzielona fundacji ze
                                względu na to, iż kamienica jest zabytkiem – wyjaśnia Mirosław Bielawski,
                                zastępca dyrektora Wydziału Geodezji i Gospodarki Nieruchomościami UML.
                                Miasto sprzedało swoją kamienicę, ponieważ nie miało pieniędzy na rozpoczęcie z
                                Lubelską Fundacją Rozwoju realizacji projektu pomocy przedsiębiorcom i
                                bezrobotnym. Chodziło o Lokalny Fundusz Pożyczkowy i Lokalny Fundusz Poręczeń.
                                Projekt nie wypalił.
                                Ratusz z obecnym właścicielem kamienicy Rynek 7 podpisał umowę na wynajem
                                pomieszczeń na rok. – Ale zakładamy, że będziemy ją przedłużać. Centrum w
                                znacznej mierze finansowane jest z unijnego grantu. Po jego zrealizowaniu,
                                wystąpimy o kolejny, który umożliwi kontynuowanie działalności – zapowiada
                                Mirosław Kalinowski.

                                Artur Jurkowski
                                Katarzyna Lewandowska
                                • Gość: opinia Pieniądze z kasy miasta na rozrywki urzędników! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.06, 13:41

                                  Kurier z 22.04.2006
                                  WIADOMOŚCI: Przegrywają zamiast pracować


                                  LUBLIN

                                  Jak napisaliśmy wczoraj, dziewięciu pracowników Urzędu Miasta spędza weekend w
                                  Koszalinie na I Nieoficjalnych Mistrzostwach Polski Pracowników Samorządowych w
                                  Koszykówce. Pojechali się tam bawić, ale oficjalnie wzięli delegacje.

                                  Sylwester Gawroński z Urzędu Miasta w Koszalinie, organizującego imprezę,
                                  poinformował nas wczoraj, że reprezentacja Lublina przegrała swój pierwszy mecz
                                  z koszalińskimi urzędnikami 35:68.
                                  My drugi dzień z rzędu staraliśmy się dociec, kto odpowiada za podpisanie 9
                                  delegacji, których rozliczenie nastąpi z biednej lubelskiej kasy miasta, co
                                  wielokrotnie podkreślał prezydent Andrzej Pruszkowski.
                                  Rzecznik prezydenta Tomasz Rakowski nie był nam wczoraj w stanie wyjaśnić, kto
                                  ponosi odpowiedzialność za wyjazd do Koszalina oraz jakie będą jego pełne
                                  koszty. Ogólnikowo poinformował nas tylko, że zgodę na takie podróże wydają
                                  bezpośredni zwierzchnicy urzędników.
                                  – W Urzędzie Miasta mamy setki pracowników. Prezydent Pruszkowski nie może
                                  wiedzieć o wyjazdach służbowych każdego z nich – tłumaczy Rakowski.
                                  Ustaliliśmy, że w przypadku pracowników Wydziału Spraw Społecznych, z którego
                                  pochodzi 3 zawodników-urzędników, zwierzchnikiem jest Jerzy Kuś. Wczoraj był on
                                  jednak dla nas nieuchwytny, mimo wielokrotnych prób nawiązania kontaktu.
                                  Do sprawy wrócimy w poniedziałek. Będziemy poszukiwali dyr. Kusia, od którego
                                  chcemy usłyszeć odpowiedź na pytanie, czy to on podpisał delegacje i jakie
                                  zadania służbowe mają do wykonania pracownicy jego wydziału, grając w
                                  koszykówkę.

                                  Aleksandra Dunajska


                                  • Gość: czyt Re: Pieniądze z kasy miasta na rozrywki urzędnikó IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.06, 00:26
                                    Kurier z 28.04.2006
                                    WIADOMOŚCI: Urzędnicy grali za nasze


                                    LUBLIN WYJAZD NA ZAWODY SPORTOWE SFINANSOWAŁ MAGISTRAT

                                    Dziewięciu przedstawicieli Urzędu Miasta przez trzy dni grało w Koszalinie w
                                    koszykówkę za nasze pieniądze. Zostali wysłani tam w delegację. Całkowity koszt
                                    wyjazdu wyniósł aż 5 tys. 447 zł.

                                    W ubiegłym tygodniu staraliśmy się dociec, kto i po co zezwolił urzędnikom na
                                    kosztowny i, naszym zdaniem, bezsensowny wyjazd. Odpowiedź uzyskaliśmy dopiero
                                    wczoraj. Pracownikom lubelskiego Urzędu Miasta udzielono delegacji na udział w
                                    I Mistrzostwach Polski Pracowników Samorządowych w Koszykówce w Koszalinie, bo
                                    wyjazd miał na celu... promocję miasta. Poza tym chodziło o wymianę doświadczeń
                                    z przedstawicielami innych miast.
                                    – Jako jedyny zespół zadbaliśmy o promocję miasta, wręczyliśmy pozostałym
                                    uczestnikom informacje o mieście, foldery, pakiety wyrobów lubelskich firm.
                                    Rozmawialiśmy m.in. o tym, jak inne miasta regulują kwestie przyznawania
                                    dotacji stowarzyszeniom sportowym – mówi Juliusz Szajnocha z Działu Sportu i
                                    Turystyki w Wydziale Spraw Społecznych UM, jeden z uczestników mistrzostw. – To
                                    zawsze lepiej bezpośrednio porozmawiać niż załatwiać to np. drogą mailową czy
                                    telefonicznie – podkreśla.
                                    Wyjazd został potraktowany jako podróż służbowa, więc koszty – wpisowe,
                                    przejazd, noclegi, diety, w sumie 5447,60 zł – pokrył Urząd Miasta, de facto –
                                    podatnicy, czyli my wszyscy.
                                    – Nie mogliśmy jechać do Koszalina w ramach urlopu wypoczynkowego, gdyż nie
                                    byliśmy tam prywatnie, reprezentowaliśmy Urząd Miasta, a właściwie lubelski
                                    samorząd. Na identycznych zasadach wystąpiły w mistrzostwach pozostałe drużyny –
                                    zaznacza Szajnocha.
                                    Jak już pisaliśmy, w wielu urzędach, które nie brały udziału w rozgrywkach, np.
                                    w Łodzi, panują zasady, że na takie imprezy pracownicy biorą urlopy, mimo że
                                    reprezentują miasto. A jak powiedział Paweł Kamiński, wiceprezes Transparency
                                    International, argumentacja wskazująca na celowość tego przedsięwzięcia jako
                                    działalności promocyjnej i konsultacyjnej jest, co najmniej, wątpliwa. Nie
                                    widzi też powodu, dla którego pieniądze na ten cel miałyby płynąć z kieszeni
                                    podatników.
                                    Pan Szajnocha nie chciał komentować tej wypowiedzi. Dodał natomiast, że być
                                    może w kolejnych latach podobna impreza odbędzie się w Lublinie.
                                    – Mamy koszykarskie tradycje, warto byłoby o czymś takim pomyśleć – mówił.
                                    Pojawia się tylko pytanie, kto za to zapłaci.

                                    Aleksandra Dunajska
                                    • Gość: stop korupcji !!! 4 000 000 złotych bez przetargu dla Kom-Eko !!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.06, 15:10

                                      Kurier z 06.05.2006
                                      WIADOMOŚCI: Ratusz bez dyscypliny

                                      Zarzuty niezgodnego z prawem wydawania publicznych pieniędzy podtrzymała wobec
                                      Urzędu Miasta Regionalna Izba Obrachunkowa. Sprawa trafi teraz do komisji
                                      orzekającej izby.

                                      – Rozstrzygnie ona o ewentualnej winie, skali naruszenia dyscypliny w
                                      zarządzaniu finansami publicznymi oraz czy doszło do tego z rozmysłem, czy nie –
                                      wyjaśnia Alina Smagała, zastępca prezesa RIO w Lublinie.
                                      Nieprawidłowości mogą dotyczyć wydania ok. 4 mln zł. Tyle otrzymała firma Kom-
                                      Eko w ciągu ostatnich dziesięciu lat za administrowanie wysypiska śmieci przy
                                      ul. Zawilcowej. Zdaniem RIO przez ten okres kontrakty spółki z magistratem były
                                      zwierane z naruszeniem ustawy o finansach publicznych.
                                      – Miasto zamiast organizować przetargi, które wyłonią administratora
                                      składowiska, po prostu przedłużało w formie aneksu dotychczasową umowę.
                                      Tymczasem nie mogło tak robić, bo zakres umów był rozszerzany – mówi Smagała.
                                      Magistrat bronił się argumentując, że kształt umowy dopuszczał jej aneksowanie.
                                      – Wskazywano na zapis, iż kontakt dotyczy „w szczególności administrowania”, co
                                      pozwalało na poszerzanie jej zakresu. Te argumenty nas nie przekonały –
                                      twierdzi Smagała.
                                      Odpowiedzialność ponosi, zdaniem RIO, kilku najwyższych miejskich urzędników.
                                      Wśród nich prezydent Lublina Andrzej Pruszkowski, jego zastępcy: były, czyli
                                      Wiesław Perdeus i obecny Ryszard Pasikowski oraz Marian Stani, dyrektor
                                      Wydziału Ochrony Środowiska.
                                      Urząd Miasta nie chce komentować obecnej decyzji RIO.
                                      – Nie otrzymaliśmy jeszcze powiadomienia w tej sprawie – zasłania się Tomasz
                                      Rakowski, rzecznik prezydenta Lublina.
                                      Jeśli komisja orzekająca RIO uzna winę urzędników, grozi im kara od upomnienia
                                      czy nagany poprzez grzywnę w wysokości do czterech miesięcznych pensji aż do
                                      zakazu sprawowania stanowiska publicznego na okres do czterech lat.
                                      Kom-Eko zrezygnowało z administrowania wysypiskiem na początku tego roku. JAXA


                                      • Gość: stop korupcji! Re: 4 000 000 złotych bez przetargu dla Kom-Eko ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.06, 09:14
                                        Pruszkowski się wkopał
                                        Regionalna Izba Obrachunkowa oskarża prezydenta Lublina i wysokich urzędników z
                                        Ratusza

                                        Zakaz pełnienia funkcji publicznych i finansowe kary grożą Andrzejowi
                                        Pruszkowskiemu i jego najbliższym współpracownikom za niezgodne z prawem
                                        wydanie 4 milionów złotych z miejskiej kasy.

                                        Chodzi o ujawnione przez Dziennik zlecenia udzielane bez wymaganych prawem
                                        przetargów prywatnej spółce Kom-Eko. Właśnie ta firma od wielu lat zarządza
                                        miejskim składowiskiem ziemi przy ul. Zawilcowej, gdzie trafia ziemia wywożona
                                        z lubelskich budów.
                                        – W poniedziałek lub wtorek złożymy zawiadomienie o naruszeniu dyscypliny
                                        finansów publicznych przez pięć osób, które podpisywały takie aneksy w ciągu
                                        ostatnich dwóch lat – mówi Marek Poniatowski, prezes Regionalnej Izby
                                        Obrachunkowej. – Zawiadomienie trafi do rzecznika dyscypliny finansów
                                        publicznych.
                                        Kogo będzie dotyczyć wniosek? Prezydenta Lublina Andrzeja Pruszkowskiego; jego
                                        byłego zastępcy Wiesława Perdeusa; jego obecnego zastępcy Ryszarda
                                        Pasikowskiego oraz dyrektora miejskiego Wydziału Ochrony Środowiska Mariana
                                        Staniego wraz z zastępcą, Wiesławem Piątkowskim.
                                        Przypomnijmy. Kom-Eko administruje składowiskiem od 1994 roku na mocy
                                        podpisanej z miastem umowy. Miała ona obowiązywać przez pięć lat. I nie mogła
                                        być przedłużona, bo nie pozwalało na to prawo. Jednak urzędnicy – bez
                                        wymaganego w takich sytuacjach przetargu – kolejnymi aneksami przedłużali
                                        ważność umowy i dopisywali do niej nowe zadania dla spółki. W ślad za tym do
                                        Kom-Eko płynęły pieniądze podatników.
                                        Aferę ujawniliśmy w styczniu. Opisaliśmy wtedy ostatni z aneksów, powierzający
                                        spółce zarządzanie składowiskiem na cały 2006 rok. Po artykule sprawą
                                        zainteresowała się Regionalna Izba Obrachunkowa. Kontrolerzy ustalili, że
                                        Ratusz podpisał 11 nielegalnych aneksów do umowy z Kom-Eko na łączną kwotę ok.
                                        4 mln złotych. Na jaw wyszedł też fakt, że o podpisanie ostatniego z aneksów
                                        osobiście zabiegał Marian Stani, dyrektor miejskiego Wydziału Ochrony
                                        Środowiska, wcześniej związany z Kom-Eko umowami o dzieło. Stani doradzał
                                        spółce jak zdobywać pieniądze. Zdaniem kontrolerów stawia to pod znakiem
                                        zapytania bezstronność Staniego.
                                        Ustaleniami kontrolerów zajmie się teraz rzecznik dyscypliny finansów
                                        publicznych. To on zdecyduje, czy będzie domagać się kar dla urzędników. Wybór
                                        ma duży: od nagany, przez wielotysięczne kary finansowe aż po zakaz pełnienia
                                        funkcji publicznych.
                                        Rzecznik ma dwa miesiące na skierowanie wniosków o ukaranie urzędników do
                                        specjalnej komisji.


                                        Dominik Smaga DZIENNIK WSCHODNI
                                        07. Maja 2006 20:13









        • Gość: stop korupcji! Bezkarna pani dyr.Mącik - znów się wykręci ?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.06, 23:57
          Co dalej z panią dyrektor?
          Wojciech Andrusiewicz 07-05-2006 , ostatnia aktualizacja 07-05-2006 22:45

          Prezydent ma poważne wątpliwości, czy miejski inspektor planowania
          przestrzennego nie łamie prawa, pracując na drugim etacie w prywatnej firmie.
          Jego decyzję powinniśmy poznać jeszcze w tym tygodniu

          Sprawę podwójnego zatrudnienia dyrektor Elżbiety Mącik opisywaliśmy jeszcze w
          kwietniu. W urzędzie nadzoruje ona przygotowanie planów zagospodarowania
          przestrzennego Lublina. Po godzinach pracy w magistracie opracowuje natomiast
          plany architektoniczne dla prywatnego Studia Dokumentacji Projektowej. W swojej
          pracy firma ta bazuje na planach przygotowywanych przez Elżbietę Mącik w
          ratuszu.

          Podwójnym zatrudnieniem pani dyrektor zainteresowała się okręgowa izba
          architektów, prezydent Lublina i wojewoda. W ubiegłym tygodniu koledzy Elżbiety
          Mącik z lubelskiej izby stwierdzili, że żadnej sprawy nie ma, a zrobili to po
          wysłuchaniu tłumaczeń samej zainteresowanej. Jednak oficjalnego stanowiska izba
          nie wydała. Czeka z nim na decyzję prezydenta Lublina. A jak się nieoficjalnie
          dowiedzieliśmy, zajmujący się sprawą Elżbiety Mącik zastępca prezydenta Janusz
          Mazurek, ma poważne wątpliwości, co do jej pracy w prywatnej firmie. - Wydział
          audytu i kontroli wystąpił do dyrektor Mącik o niezwłoczne złożenie dodatkowych
          wyjaśnień. Pani dyrektor ma to zrobić w tym tygodniu - informuje Tomasz
          Rakowski, rzecznik prezydenta Lublina.

          Więcej informacji w tej sprawie ratusz nie udziela. Ostateczne stanowisko
          prezydenta ma być znane jeszcze w tym tygodniu. Jak się nieoficjalnie
          dowiedzieliśmy, możliwe jest, że Janusz Mazurek poleci Elżbiecie Mącik
          rezygnację z jednego z etatów.

          - Pani Mącik jako dyrektor w urzędzie ma duży wpływ na sprawy, jakimi zajmuje
          się biuro projektowe, w którym pracuje. Budzi to podejrzenia, że zachodzi tu
          konflikt interesów - mówi nam jeden z pracowników ratusza.

          Wątpliwości w sprawie podwójnego zatrudnienia Mącik nie ma natomiast Grażyna
          Kopińska z Fundacji Batorego: - Jeżeli pracownik prywatnej firmy jest
          jednocześnie wysokim urzędnikiem, tworzy w ten sposób uprzywilejowaną pozycję
          tej firmy. Przecież może dochodzić do sytuacji, gdy petenci będą przychodzić do
          biura projektowego tylko dlatego, że to ma tzw. plecy w ratuszu i wiadomo, że
          plany przygotowywane przez biuro zyskają akceptację urzędników. Nawet jeżeli
          tak nie jest, podejrzenia pozostają. Na miejscu prezydenta Lublina jak
          najszybciej rozwiązałabym tę sytuację.

          O przesłanie informacji dotyczących sprawy Elżbiety Mącik poprosiła także
          Krajowa Izba Architektów. - Materiały przekażemy do sprawdzenia rzecznikowi
          odpowiedzialności zawodowej - zapowiada Marcin Wnorowski, szef biura KIA.
      • Gość: czytelnik Re: O sponsorów trzeba dbać,bo nie zechcą kasy da IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.06, 22:48
        Gość portalu: fikumiku napisał(a):
        > Teraz wiadomo skąd biorą się hojni i spontaniczni sponsorzy prezydenckich
        > rautów, pomników itp. pomysłów!!!!!



        Znikomo szkodliwy Pruszkowski
        Prokurator szybki jak wiatr. Wystarczyły godziny na korzystny dla prezydenta
        Lublina werdykt

        Prezydent Lublina milczy jak grób w sprawie sponsorów alkoholu na miejskim
        bankiecie. A prokuratura konsekwentnie odmawia wyjaśnienia sprawy ukrywania
        przez niego informacji, które powinny być jawne. Zażalenie na śledczych właśnie
        wpłynęło do Prokuratury Okręgowej.

        Skandal wybuchł w lutym. Wtedy opisaliśmy, jak prezydent Pruszkowski ukrywa
        informację o sponsorze wódki podawanej na jednym z miejskich bankietów.
        Ujawnienia darczyńcy wielokrotnie żądał lubelski radny, Sławomir Janicki. –
        Osoba prywatna będąca sponsorem alkoholu ma prawo zastrzec sobie anonimowość –
        uznał Pruszkowski. Mimo że jawność takich danych gwarantuje Ustawa o dostępie
        do informacji publicznej. A za jej złamanie grozi nawet rok więzienia. Takie
        przestępstwo jest ścigane z urzędu.
        Po publikacji Dziennika do akcji wkroczyła Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ.
        Janicki został przesłuchany jako pokrzywdzony. Zeznał, że prezydent milczy nie
        tylko w sprawie wódki. I podał listę pytań, na które nie dostał odpowiedzi,
        bądź dostał niepełną. Pruszkowski przekazał prokuraturze materiały, o które
        prosiła, dopiero dzień przed upływem terminu przewidzianego na wydanie decyzji
        o wszczęciu lub odmowie wszczęcia śledztwa.
        Prokuratorzy uznali, że śledztwa nie będzie. Radny złożył zażalenie do
        Prokuratury Okręgowej, a ta przyznała mu rację. Sprawa wróciła do Prokuratury
        Rejonowej Lublin-Północ, z poleceniem ponownego zbadania materiałów. Takie
        postanowienie zapadło 14 kwietnia, w Wielki Piątek. A już we wtorek, pierwszego
        dnia po świętach (!), Prokuratura Rejonowa znów uznała, że śledztwa nie
        będzie. – Oni nawet nie przeprowadzili żadnych nowych czynności – oburza się
        radny Janicki.
        – Zmieniliśmy tylko uzasadnienie odmowy wszczęcia śledztwa. Do tego nie
        potrzebowaliśmy więcej czasu – twierdzi Tadeusz Kubalski, szef Prokuratury
        Rejonowej Lublin-Północ.
        Janicki znów złożył zażalenie. – Dlaczego tłumaczą odmowę
        wszczęcia śledztwa znikomą szkodliwością czynu? Jeśli ktoś ukrywa prawdę, to
        jest podejrzenie, że zataja nieprawidłowości, które nie muszą być wcale czynami
        o znikomej szkodliwości – mówi Janicki. – To trzeba wyjaśnić.
        – Widocznie prokuratura nie chce tego wyjaśnić – komentuje Paweł Kamiński,
        wiceprezes polskiego oddziału Transparency International, międzynarodowej
        organizacji antykorupcyjnej. – Nie sposób przypuszczać, że podczas świąt
        wnikliwie analizowali sprawę.
        – Badamy zażalenie radnego. Wpłynęło do nas przedwczoraj, na czynności mamy
        miesiąc – mówi Andrzej Lepieszko, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie.
        Jeżeli śledczy odrzucą zażalenie Janickiego, to akta tej sprawy będą musieli
        przekazać do sądu, który ostatecznie zbada słuszność decyzji o odmowie
        wszczęcia śledztwa. – I mam nadzieję, że tak się stanie – mówi Kamiński. •

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka