Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadczenia

25.10.05, 15:40
Witam, wczoraj wypisałam synka z oddziału traumatologii, jestem oburzona zachowaniem kierownictwa oddziału chirurgii w ogóle - absolutny brak informacji, kierownik, który jak się okazało jest jedynym lekarzem decydującym zupełnie niedostępny i nieprzystępny, nieprzyjemny, istna dyktatura i totalitaryzm, po cichu inny lekarz zaproponował mi wypis na żądanie (dziecko było na obserwacji po upadku z łóżeczka i nic mu nie było), dobrze że pielęgniarki są tam w porządku

nie mam na celu oczerniać lekarzy ale chciałabym poznać doświadczenia innych rodziców, z róznych oddziałów

ten brak możliwości dowiedzenia się czegokolwiek mnie oburzył, bo na ścianach mają powywieszane regulaminy i wyniki rankingów, a w regulaminie jak byk - pacjent ma prawo do rzetelnej informacji, śmiechu warte

    • Gość: mamusienka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.pronet.lublin.pl 25.10.05, 16:54
      Moja córcia lezala na innym odziale tego szpitala- tam lekarze w miare- niezbyt
      przyjaznie nastawieni ale przynajmniej konkretni. ale za to pielegniarki
      • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 28.10.05, 17:12
        no jak lekarze konkretni to już coś ;)

        milusie te pielęgniarki, nie ma co

        ktoś jeszcze miał dziecko na Chodźki?
        • Gość: Viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 28.10.05, 19:08
          Jesli masz na mysli szanownego, jedynego władcę na chirurgii, to miałaś zupełna
          rację, by zabrac stamtąd dziecko. To sa kpiny - Szpital Przyjazny Dziecku i
          taki porąbany, wchechwładny i wszechmogący ordynator! To uraga wszelkim
          standardom- nawet obowiązujacych w polskich szpitalach. Takiej prywaty nie ma
          na żadnym innym oddziale. Mój synek miał tam zaplanowana operacje przepukliny-
          zabrałam dziecko na drugi dzien po przyjęciu go na oddział, bo nerwowo
          wytrzymac nie mogłam, nie mówiąc o dziecku. Zabrałam na własne żądanie- nawet
          po wypis nie czekałam. Czy nadal trzeba liczyć na łaskawośc wielce szanownego,
          by pozostac z dzieckiem na noc albo byc po godzinach odwiedzin? Czy nadal
          twierdzi ten pajac, ze rodzice przeszkadzaja w dochodzeniu dziecka do zdrowia,
          i jak dziecko nie widzi rodziców, to sie mniej rozzala i szybciej, sprawniej
          mozna zrobić zabiegi?Jak mozna przeczyć aktualnym badaniom, które jednoznacznie
          wskazuja na to, że dziecko przy rodzicach przezywa mniejszy stres i szybciej
          zdrowieje? Wydawało mi się zawsze, że po to sa badania, by wyniki wykorzystywać
          w praktyce. Jakoś w innych państwach i nawet w innych miastach polskich umieją
          z nich korzystac, tylko nasze dziecci- lubelskie, ba tylko na tym oddziale- nie
          pasuja do tego, do czego doszli badacze? Aż do tej pory szlag mnie trafia, jak
          przypominam sobie te godziny spędzone na jałowej dyskusji z zalęknionymi
          lekarzami i tę wyższośc pana hrabiego ordynatora!
          Co do pielęgniarek- zgadzam sie w całej rozciaglości z poprzedniczką- wiele im
          brakuje do wizerunku dobrej siostry.
          Pozdrawiam

          PS A dziecko w końcu operowalismy w prywatnej klinice- było w ramach chirurgii
          jednego dnia; wtedy jeszcze mieli kontrakt z kasą chorych i było to BEZPŁATNIE!
          Poza domem całe 4 godziny (łacznie z sama operacją).
          • Gość: Daria Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 10.11.05, 05:04
            O wiele lepszy jest szpital na Krasnickiej, chociaz nie zmieniaja rekawiczek
            idac od dziecka do dziecka.
            • viola66dzina Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 12.11.05, 14:34
              A ja mam bardzo " miłe wspomnienia" z laryngologii w DSK,Mój syn przez 3 dni
              nie mógł dotrzeć na salę operacyjną z III migdałkiem.Pierwszego tłumaczono
              mi,że inne zabiegi się przedłużyły (a od rana nic nie jadł przed planowanym
              znieczuleniem),drugiego dnia pani profesor coś wypadło..., trzeciego podobno
              się czegoś napił choć zoprzeczał, .Dziecko od trzech dni niemal nic nie jadło
              bo wieczorem tylko cienką kolacje bo nastepnego dnia już,już miało być
              operowane. Dopiero telefon do znajomego dra uświadomił mi, że
              zapomniałam "porozmawiać" z kierowniczką kliniki.Następnego dnia stał sie cud-
              mój Michaś został zoperowany. jednak z drugim synem (po roku) pojechałam do
              szpitala przy Al.Racławickich.Rano zabieg, wieczorem w domu z dzieckiem.Doktor
              na telefon (sam nawet dzwonił i pytał o stan zdrowia),przez 6 dni co drugi
              dzień zaglądał czy się dobrze goi.Pielęgniarki jak aniołki wokół nas biegały,
              nawet dla zapominalskich zabawki były i osobna sala dla matki z dzieckiem na noc
              Nie ma to jak wojskowy dryl. Polecam -Mój młodszy syn nie boi sie tych lekarzy
              a zabiegu nie pamieta. Polecam
          • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 16:25
            nie miałam okazji z dyktatorem porozmawiać, nie wiem czy się śmiać czy płakać z tego powodu, dobrze ze nie wiedziałam że on ma takie poglądy na rodziców

            niestety my mamy w planach operację spodziectwa ale od początku wiedziałam że nie w DSK, po pobycie tam to się tylko umocniło, w życiu bym dziecka nie dała w jego łapy, a to zbyt skomplikowane na operację jednego dnia więc pojedziemy do IMIDZu do Warszawy lub do CZMP w Łodzi

          • Gość: monia774 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.abbott.com 26.08.06, 15:20
            ja tyle nasłuchałam się od znajomych, którzy mieli dziecko na Chodźki, że kiedy
            sama znalazłam sie w sytuacji że musiałam 4letnia córcię oddać do szpitala
            pojechałam na Kraśnickie.Leżała na oddziale obserwacyjno izolacyjnym i byłam
            pod wrazeniem.Wspaniały personel, nikt nie robił problemu z tego zebym była z
            dzieckiem cała dobe.Dostałam dla mnie łózko w pokoju z dzieckiem za symboliczną
            opłata 20 zł, ale to drobiazg przy tym co dostałysmy w zamian.TYLKO KRASNICKA
      • Gość: wychowawczyni1 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.06, 11:38
        mam bardzo złe doświadczenia z por kardiologiczną mojej wtedy 4 letniej córce
        postawiono diagnozę przeciek botalla.Pojechaliśmy z tym do CZD,a tam wyśmiali
        tę panią doktor.Nie wspomnę ile kosztowało nas to nerwów i pieniędzy.
      • wychowawczyni1 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 30.12.06, 11:43
    • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 28.10.05, 19:58
      miałam dwie "przygody" ze szpitalem na Chodźki, pierwsza gdy moja 1,5 roczna
      wówczas córka, zawsze zdrowa, o 3 w nocy zaczeła zwracac a termometr
      prawie "sie kończył", zadzwoniłam na pogotowie, ale po rozmowie z lekarzem
      dyzurynym stwierdziłam że sama zawioze dziecko do szpitala, przyjęcie na izbie
      przyjęc trwało w nieskończoność, dziecko nieprzytomne prawie od gorączki, potem
      jeszcze czekanie na lekarza w gabinecie nie wiadomo ile, po czym przychodzi
      pani doktor przeciągając sie i ziewając, po przebadaniu dziecka w bardzo
      niedelikatny sposób, stwierdziła że po co ja przyjechałam wogóle, dziecku nic
      nie jest przecież, po czym przepisała jej pyralgin w czopkach w dawce dla
      dorosłych :-/
      drugi raz to zostawiłam juz wtedy prawie 2 letnie dziecko u rodziców na
      weekend, około godziny 23 dzwoni do mnie lekarz z pogotowia żebym jak
      najszybciej przyszła do rodziców, bo wszycy sie zatruli, nie wiedziałam o co
      chodzi wybiegałam z domu tak jak stałam, okazało sie ze cała rodzina moji
      rodzice, brat i córka zatruli sie czadem, rodzice do jednego szpitala, dzieci
      na Chodźki, no a ja z dziećmi, na izbie przyjęć, pielęgniarka dosłownie
      zmasakrowała moją córke usiłując jej pobrać krew ;-(, potem problem z
      położeniem ich na jednym oddziale, musiałam się prawie popłakać że nie zostawie
      ani jednego ani drugiego, z wielkiej łaski położyli ich na jednym odziale, na
      gastrologii, ale w innych salach, mimo że były sale z wolnymi dwoma miejscami,
      organizacja fatalna ja matka malutkiego dziecka które jeszcze karmiłam piersią
      i cała noc musiałam jej trzymac maske z tlenem musiałam spac na podłodze,
      podczas gdy matki dzieci w wieku 10 lat spały sobie spokojnie na łóżkach :-(, w
      nocy mojemu dziecku zachciało sie pić, ide do pielęgniarki i proszę o cos do
      picia dla dziecka, bo przeciez nie miałam kiedy kupic jej picia i zabrac
      kubeczka z dziubkiem, pielegniarka dała mi wrzątku w pojemniczku na mocz, do
      picia dla kilkunastomięsiecznego dziecka :-/, lekarza nie mogłam dorwać
      zadnego, praktycznie o stanie dzieci i o tym co dalej dowiedziałam się od
      sanitariusza z karetki, w dzień makabra, pielęgniarki sobie siedzą u siebie a
      dzieciaki szaleją po korytarzu, istny wariatków, ale ja rozumiem to dzieci,
      tylko że kiedy siedziałam na parapecie z dzieckiem bo czekałam juz na wypis i
      na rodzine która miała po nas przyjechać, a tam był widok na parking, pewna
      lekarka zaczeła mnie opieprzać na czym świat stoji że jakim prawem ja narażam
      dziecko na nieszczęście :-0, a oni za to odpowiadają, ale to nic ze pod spodem
      był nieosłonięty kaloryfer i dzieci biegając po korytarzu były narazone na
      rozciecie sobie głowy o ten kaloryfer... ale nie to ja jestem nieodpowiedzialna
      bo trzymam dziecko na oknie, przez trzy dni jakie tam bylismy naoglądałam sie
      takich rzeczy, a nerwy miałam zszarpane, najlepiej to zostawic im dziecko i
      niech sie dzieje wola boska, bo one ich nie pilnują

      nigdy więcej tego szpitala!!!

      może troszke chaotycznie napisałam, ale trafia mnie na samo wspomnienie

      za to oddział dziecięcy w szpitalu okulistycznym na Chmielnej wspominam
      naprawde miło, wspaniali ludzie tam pracują

      pozdrawiam
      • Gość: Kacha Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 08.11.05, 12:05
        Szanowna Pani moje dziecko też leżało na gastrologii i włos mi się na głowie
        jeży jakie Pani bzdury wypisuje Według mnie personel tej kliniki jest bardzo
        życzliwie nastawiony do dzieci i do rodziców a czasami jest to bardzo trudne i
        myślę że Pani do takich trudnych należy bo zamiast się cieszyć że pozwolono pani
        być z dziećmi pani wypisuje dziwne rzeczy .Moje dziecko leżało tam 3 tygodnie
        i nie widziałam żeby w łóżku zamiast dziecka chorego spał rodzic
        • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 08.11.05, 12:56
          a czy może jest pani jedną z tych która pożerała kanapki innym dzieciom? bo
          autentycznie widziałam taką sytuacje, mamusia na śniadanku buchneła kanapki
          takiej dziewczynie lat około 12-14 z tekstem ty i tak tego nie zjesz!dziewczyna
          tylko wielkie oczy zrobiła, to ten typ mamuś panoszy sie po szpitalu, a niczym
          cieszyc sie nie miałam, dziecka samego bym tam takiego małego nie zostawiła, bo
          prawdopodobnie odebrałabym w kawałkach :-(, czy widziała pani żeby tam ktos
          wygladał na korytarz co robią dzieci? bo ja niestety nie

          a może trzeba było podrzucic bombonierke? wiadomo że wtedy panie pielegniarki
          zamieniają się w "zyczliwie nastawiony personel", ja takich praktyk nie uznaje,
          do pani informacji nie odezwałam sie tam słowem na nic, wszystko co napisałam
          tutaj zostawiałam dla siebie, i teraz po dwóch prawie latach tak sobie wylałam
          swoje żale, nie wcinałam sie personelowi w jego prace, wiec nie może mi pani
          zarzucic ze jestem "trudnym typem rodziców"

          pozdrawiam
        • Gość: Zdziwiona Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.autocom.pl 16.11.05, 21:00
          Szanowna pani nie wie co mowi!Znam ten szpital z opowiesci i jeszcze gorsze
          rzecy o nim slyszalam.Ale Pani zapewne z tych co daja w lape och przepraszam,
          zasilaja prywatne konta pracownikow lub to ladniej brzmi dotuja sluzbe zdrowia
          z wlasnej kieszeni oczywiscie bez zamiaru otrzymania korzysci.
          Jest pani dla mnie przykladem takiej tupeciary co to kosztem innych umie sobie
          i swoim dzieciom uwic wygodne gniazdko byle nie swoim kosztem bo sie nalezy.
          ciekawe za co nestety musze pania zmartwic leczenia glupoty NFZ nie refunduje...
        • Gość: komanczera Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.05, 09:12
          Widocznie nie byłyśmy w tym samym czasie, dlatego Pani nie widziała mnie w łóżku
          z dzieckiem :)
      • Gość: rodzic Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 08.11.05, 12:20
        jestem rodzicem i jestem z tego dumna ale prawde powiedziawszy za niektórych z
        nas należałoby się wstydzić .Moje dziecko też leżało w DSK w 2 klinikach ale
        ostatnio na gastrologii .Byłam świadkiem takich zachowań rodziców że
        niejednokrotnie podziwiałam cierpliwość personelu pretensje nie wiadomo o co
        wulgarne słowa czasami wręcz obrażliwe .napewno jest więcej zadowolonych
        rodziców z tej kliniki więc niech się odezwą a może Wasze dzieci mają jakieś zdanie
        • Gość: Kama Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.in.lublin.pl / 84.201.212.* 08.11.05, 17:02
          Rok temu miałam okazję leżeć na oddziale chirurgii z powodu poważnego złamania
          ręki w dwóch miejscach. Początkowo planowana była operacja, ale gdy na dyżur
          przybyła dok. Dyja-Jarosz, zdecydowała się na nastawianie ręki. Pielęgniarki
          bardzo się zdziwiły i pocieszały moich rodziców: "Miejmy nadzieję, że się
          uda...". Słyszałam, że tylko jeden na kilka przypadków udaje się w całości tej
          pani doktor. Miałam to szczęście... Ale później nie mogłam spać w nocy i poszłam
          do pielęgniarki, żeby dała mi jakiś lek uspokajający, a ona na to, że nie ma
          mowy i sobie wyszła z pomieszczenia... Ok. szóstej rano pielęgniarka dała mi
          termometr, a ja z powodu wczesnej pory zasnęłam z nim. Wstając (zapomniałam o
          termometrze), niechcący mi wypadł i zbiłam owy termometr, a tu pielęgniarka do
          mnie z krzykiem, że mam odkupować. Więc zadzwoniłam do mamy i gdy mnie
          odwiedziła - przyniosła termometr, czym bardzo zmieszała pielęgniarkę... Nie
          mówiąc już o nieziemskich kolejkach do RTG, kiedy działa tylko jedno...
          Mimo wszystko nie można pominąć miłych i życzliwych tam osób, bo i tych było
          pełno. Szczególnie doktor Bojar!
          • Gość: mama Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 08.11.05, 20:36
            Witam wszystkich. Chciałabym opowiedzieć swoje doświadczenia z długiego pobytu
            z moim dzieckiem w klinice chirurgii DSK. Otóż mój synek trafił tam zaraz po
            urodzeniu z podejrzeniem choroby jelit. Mimo, że bardzo przeżywałam nasze
            rozdzielenie, cieszyłam się, że trafił pod opiekę , jak mnie zapewniano,
            specjalistów i przez długi - zbyt długi czas - miałam pełne zaufanie do tych
            lekarzy. Jak wyglądało leczenie? Nie było leczenia, była "obserwacja", tzn.
            dziecko leżało dniami, potem tygodniami, raz było gorzej, raz lepiej, a nas -
            rodziców karmiono nadzieją, że może problem wkrótce rozwiąże się zam i dziecko
            wyzdrowieje bez konieczności operacji. Każdy rodzic chciałby takiego
            rozwiązania, więc czekaliśmy. Nie będę opisywać szczegółowo całego 2-
            miesięcznego pobytu w szpitalu, powiem jak to się skończyło. Kiedy mojemu
            dziecku zaczęło się gwałtownie pogarszać, nie mogło jeść, miało temperaturę, a
            w końcu już trudności z oddychaniem, podłączono mu kroplówkę. Na moje coraz
            bardziej rozpaczliwe pytania i błagania o jakąś decyzję i ratowanie dziecka,
            które mi gasło w oczach odpowiadano, że planowana jest dalsza obserwacja, bo
            ciągle nie wiadomo co mu jest!!! Nie wiem kiedy oni podjęliby jakąś decyzję,
            obawiam się, że moje dziecko po prostu nie dożyłoby tego momentu. Całe
            szczęście, że zdecydowaliśmy się - w ostatnim momencie, jak się potem okazało,
            zabrać dziecko z tego strasznego miejsca i przenieść do innego szpitala, do
            innego miasta. Tam wspaniali, kompetentni i bardzo życzliwi lekarze natychmiast
            zaczęli leczyć, mało powiedziane leczyć, oni ratowali nasze dziecko. To od nich
            dowiedziałam się, że dziecko było w stanie zagrożenia życia. Od nich też
            dowiedziałam się, że dziecko opuściło DSK z zakażeniem całego organizmu! Tam, w
            DSK, jakoś nikt nie miał odwagi tego nam powiedzieć!
            Tak wygląda leczenie na chirurgii w DSK. I nie ma na to żadnego
            usprawiedliwienia. Teraz dopiero widzę, jak straszną krzywdę zrobili tam mojemu
            maleńkiemu dziecku, wtedy nie mieściło mi się w głowie, że lekarze,
            specjaliści, mogą spokojnie patrzeć jak dziecko się męczy, jak jego stan się
            coraz bardziej pogarsza. Dla mnie to było niewyobrażalne, teraz dopiero to do
            mnie dociera. Zupełnie tak jakby było im wszystko jedno czy dziecko przeżyje
            czy umrze. Nie wiem dlaczego nie podjęli żadnego leczenia, dlaczego nie zrobili
            operacji, która była konieczna i dlaczego przetrzymywali moje dziecko tyle
            czasu nie stawiając żadnej diagnozy - to może wynikać tylko z niewiedzy albo z
            całkowitego niedbalstwa połączonego z obojętnością na cierpienie i ból dziecka.
            Mam wielki żal o to, że nie podejmując leczenia, nie skierowali nas do innej
            placówki - i tutaj to już szczególna "zasługa" pana profesora Osemlaka, którego
            jedyną informacją dla rodziców jest zapowiedź dalszej, niesprecyzowanej w
            czasie obserwacji. A decyzje? Może za tydzień, może za miesiąc, może jeszcze
            później... Tak to wygląda, widziałam na własne oczy. Dlaczego tak przeciąga pan
            okres pobytu dzieci na oddziale? Dlaczego wyniki badań, które normalnie są po 1-
            2 dniach, u pana są po 3 tygodniach? Czyżby chodziło o pieniądze, które szpital
            dostaje od NFZ na każdego przebywającego tam pacjenta? I pan mówi w Dzienniku
            Wschodnim (07.11.2005), że pański oddział jest przeznaczony do krótkich
            pobytów? A nie pomyślał pan, jak wielu ludzi zna prawdę i wie, że jest
            dokładnie odwrotnie? Przebywając tam tyle czasu zdążyłam się zorientować, że
            nas przypadek wcale nie był odosobniony.
            Jeszcze kilka słów o sprawach mniej ważnych, ale też znaczących, czyli o
            organizacji oddziału i o personelu. Nie można "legalnie" zostać z dzieckiem na
            noc (o spaniu na jakiejś karimacie czy nawet na krześle nie ma mowy). Jeszcze
            kiedy nie ma profesora, pielęgniarki przymkną oko na matkę czy ojca siedzącego
            gdzieś w kącie, ale kiedy dyżur ma właśnie profesor, rodzice są przeganiani -
            dosłownie - nawet z holu. I te teksty o tym, że rodzice przeszkadzają
            dzieciom... Tak, ja też to słyszałam. Rodzic to dla nich intruz. Poza tym
            całkowity brak informacji, nie ma z kim porozmawiać, nie ma jednego lekarza
            prowadzącego , tylko codziennie inny dyżurny, któremu nie chce się wczuwać w
            sprawę, bo po co, jutro kto inny będzie się martwił. Nawet o takich drobiazgach
            jak przypisanie noworodkowi witaminy D3, którą biorą chyba wszystkie dzieci na
            świecie, trzeba przypomnieć. Pod gabinetem profesora rodzice czekają
            godzianami. Profesor będąc jedynym lekarzem podejmującym tam decyzje,
            oficjalnie przyjmuje PÓŁ GODZINY DZIENNIE! Inni lekarze nie mają nic do
            powiedzenia, co w konsekwencji sprawia, że chyba w ogóle nie czują się
            odpowiedzialni za przebywające tam dzieci. I widać, że czasami sami nie mogą
            pojąć postępowania profesora, ale boją się powiedzieć o jedno słowo za dużo.
            Tak - to, że są zastraszeni widać na każdym kroku. Podobnie jak pielęgniarki,
            wśród których są jednak takie, które mają serce i potrafią szepnąć na
            boku "uciekajcie stąd". To przykre, ale okazuje się, że to, co się dzieje w
            DSK na chirurgii jest znane w całym środowisku lubelskich lekarzy, ale... zmowa
            milczenia. A rodzic, który nigdy wcześniej nie miał z tym do czynienia, nie ma
            o tym pojęcia i powierza swoje dziecko z nadzieją, że oddaje je w dobre ręce.
            Zresztą przekonałam się, że także poza Lublinem tutejsza chirurgia dziecięca ma
            fatalną opinię. Okazuje się, że to żadna tajemnica!
            Mój żal do profesora i innych lekarzy jest ogromny. O mało nie straciłam
            dziecka. Nie dość, że mu nie pomogli, to jeszcze zaszkodzili i to bardzo. A
            gdzie zasada PO PIERWSZE NIE SZKODZIĆ?
            Oczywiście, że są osoby, które są zadowolone z leczenia czy operacji wykonanej
            na oddziale, przecież muszą chyba umieć robić operacje, skoro są chirurgami.
            Tylko dlaczego nie chcieli jej zrobić mojemu dziecku? Uważam, że nawet jeden
            taki przypadek jak mój jest hańbą dla ludzi, którzy nazywają się lekarzami. A
            nie jest to niestety wyjątek, jedyny przykład skandalicznie złego postępowania.
            Radzę wszystkim unikać jakiegokolwiek kontaktu z chirurgią DSK. Na szczęście są
            inne szpitale i inni, prawdziwi lekarze.
            • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 16:34
              włos się jeży na głowie :(

              moze jak byśmy się zebrali i pomyśleli to znalazłby się jakiś sposób żeby tego ***** ruszyć stamtąd?

              najgorsze ze inni lekarze nie moga nic zrobić bo decyzja należy do szefa :/

              życze im żeby się wyłamali

          • Gość: gosc Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.07, 14:53
            A jezeli chodzi o noclegi matki z dzieckiem na ortopedii, to sa
            calkowicie darmowe i jezeli jest taka mozliwosc, tzn jest na sali
            miejsce, to matka dostaje dodatkowe lozko, zeby spac wygodnie. I
            zostaje tyle czasu ile trzeba by zostala.
      • Gość: matka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 09.11.05, 08:01
        w pani wypowiedzi jest tyle nieścisłości że śmiem wątpić czy w tym wszystkim
        jest choć trochę prawdy zdziwilo mnie ze dziecko karmione piersią zostawia pani
        na weekend u dziadków a w szpitalu właśnie z tego powodu musiała pani cały czas
        być z dzieckiem po drugie jak to możliwe ze śpiąc pod lóżkiem trzymała pani cały
        czas maske tlenową na buzi dziecka czy w pani domu kaloryfer jest zabudowany-
        myśle ze nie a czy córeczka spaceruje po parapetach . Pozatym uważam że jeśli
        miała pani zarzuty do personelu to trzeba bylo mieć też odwagę im otym
        powiedzieć kiedy pani tam była .Najprościej anonimowo i po czasie
        • Gość: ola Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 09.11.05, 10:21
          no właśnie może gdyby wszyscy niezadowoleni rodzice się zmobilizowali nie tylko
          anonimowo ale w praktyce działaniem to nie byłoby rzadów osemlaka i państwa w
          państwia na chirurgii .Ludzie nie narzekajcie tylko działajcie .moje dziecko też
          lezało w dsk szczęśliwie nie na chirurgii i nie mam co narzekać
          • Gość: Przerażona Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.centertel.pl 23.05.13, 16:43
            NIE KRYTYKUJE SIE LEKARZA (ZWŁASZCZA ORDYNATORA) W TRAKCIE LECZENIA DZIECKA! chyba, że chcemy, żeby naszemy dziecku coś 'nieszczęśliwego' się przytrafiło!!! Ludzie pomyślcie trochę!!!
        • Gość: antymatka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.autocom.pl 16.11.05, 21:08
          matka nie chrzan dyrdymalow! nikt nie mowil ze mala spacerowala po parapetach
          naucz sie czytac ze zrozumieniem ty chyba nie wiesz co mowisz!
        • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 16.11.05, 21:56
          własnie doczytałam pani post, nie musze sie tu tłumaczyc, ale dziecko
          zostawiłam w piatek wieczorem bo nastepnego dnia miałam na 8 rano zajęcia i nie
          chciałam prowadzić o 7 rano w trzaskający mróz i śnieżyce tak małego dziecka
          (to była zima), a co innego dziecko 1,5 roczne śpiące w objeciach kochanej
          babci i dziadka da rade wytrzymać bez cyca jeden wieczór czy dwa, a co innego
          1,5 roczne dziecko pozostawione same w nieznanym miejscu w dodatku wyrwane ze
          snu, bo dziecko spało cały czas, obudziło sie tylko kiedy ubierałam je do
          przewozu karetką do szpitala, to że musiałam spac na podłodze nie znaczy że na
          niej spałam, własciwie przesiedziałam cała noc na podłodze na rozłozonym
          płaszczu jedna reka trzymając maske nad buzią córeczki, mysle ze pani w takiej
          sytuacji tez odechciało by sie spac, zwłaszcza kiedy samemu lata sie do toalety
          co jakis czas wymiotując i nie wiedząc co sie dzieje z matką i ojcem w innym
          szpitalu, czy żyja i jaki jest ich stan, w moim domu mimo że moja córka jest
          juz sporo starsza wszystkie kaloryfery są zasłoniete dla bezpieczeństwa, i moje
          dziecko nie spaceruje po parapecie, wtedy również nie spacerowało, ale za to
          jak była mniejsza często trzymałam ją na parapecie kiedy kogoś wyczekiwałyśmy
          mocno, tak jak wtedy rodziny która miała nas odebrać ze szpitala, a zachowanie
          lekarki która zwróciła mi uwage na temat tego parapetu było bulwersujące,
          jestem dorosłą osoba i tak jak każdy człowiek zasługuje na szacunek, a
          nakrzyczała na mnie jak na gó..are ponieważ młodo wyglądam, to źle świadczy o
          tej pani doktor, bo jeśli nie ma się szacunku dla człowieka w każdym wieku to
          ja juz myśle że nie trzeba tego komentować

          pozdrawiam

          kiedy wyszłam ze szpitala miałam inne sprawy na głowie niż składanie skarg np
          taka rzecz jak radośc z tego że cała sprawa z wypadkiem zakończyła się
          szczęśliwie i moja rodzina przyżyła
      • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 16:28
        boże to jakiś horror, taki splot nieszczęśliwych wypadków, komuś zabrakło odrobiny serca......dwoje dzieci w szpitalu i z łaski na jednym oddziale połozyli?

        brak mi słów :(
      • Gość: Monik@ Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 23.11.05, 11:30
        Nie wiem, jak jest na chirurgii, nie wypowiadam się na ten temat. Chciałam
        natomiast poruszyć inny temat - spania rodziców w salach dla dzieci. Przykładowa
        4-osobowa sala, czyli czworo dzieci + ew. czwórka rodziców. Czy państwo nie
        zwróciliście uwagi, jak niektórzy z nich śmierdzą? Tak, tak, zwyczajnie śmierdzą.
        Czasami wystarczy się przejechać z kimś takim windą - koszmar. I czy ktoś
        wyobraża sobie noc w salce, zamknięte okna bo zima - i chociaż jedna taka
        waniająca mamusia? A czuć od nich różne rzeczy - pot, papieroski (mimo palarni
        rodzice potrafią popalać w kibelkach na piętrze, a są tacy, które swoje chore,
        hospitalizowane dzieci ciągną ze sobą do palarni - to na marginesie), smród
        brudnych ubrań i, nie daj Boże, "czyścioszka" w trakcie okresu.....
        Ja nie chciałabym, żeby moje chore dziecko spało noc w noc w takich warunkach.
        Może spójrzmy na to z tej strony, że w DSK naprawdę nie ma warunków, żeby każda
        mama została ze swoim maluchem. Oczywiście są przepustki i wyjątki (na chirurgii
        widocznie nie). Ale nie może być zasady, że każda matka może zostać.
        Ale to tylko takie moje przemyślenia.....
        P.S. Żeby nie być gołosłownym - moje dziecko leżało na "opluwanej" gastrologii -
        nie zostawałam na noc i nie mam zastrzeżeń do personelu. Łapówki nie dałam.
        Niemniej potrafię zrozumieć rozgoryczenie i złość innych.
        Pozdrawiam.
        P.S.2 Proszę sobie czasami "niuchnąć" w windzie..... :-/

        • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 23.11.05, 16:59
          to ja opluwałam tą gastrologie, opisałam sytuacje w jakiej sie znalazłam i
          poczułam sie dotknięta tym co nas tam spotkało

          a co do rodziców, to niestety ale tak jest, brudni, smierdzący to na porządku
          dziennym, z jednej strony rodzice chyba nie mają jak tam sie umyć, z łazienek w
          salach nie powinni korzystać, z drugiej to smierdzi wszędzie, w autobusach,
          sklepach, Polacy to brudasi, ale co na to poradzic?

          w/g mnie powinna być selekcja rodziców którzy mogą zostać w nocy na sali z
          dzieckiem, powinni brac pod uwage stan zdrowia dziecka, wiek, oraz stan
          psychiczny dziecka
          naprawde te mamy które spotkałam na gastrologii nie były tam najpotrzebniejsze,
          to były mamy naprawde dużych dzieci, nie zajmowały sie nimi,cały czas spedzały
          na paleniu w toalecie papierosów i plotkowaniu, zajmowały miejsce na stołówce,
          i tak jak pisałam wczesniej autentycznie na moich oczach matka zabrała nie
          swojemu dziecku kanapki, to karygodne

          pozdrawiam
          • Gość: Monik@ Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 87.207.167.* 24.11.05, 16:00
            ..."w/g mnie powinna być selekcja rodziców którzy mogą zostać w nocy na sali z
            dzieckiem, powinni brac pod uwage stan zdrowia dziecka, wiek, oraz stan
            psychiczny dziecka
            naprawde te mamy które spotkałam na gastrologii nie były tam najpotrzebniejsze,
            to były mamy naprawde dużych dzieci, nie zajmowały sie nimi,cały czas spedzały
            na paleniu w toalecie papierosów i plotkowaniu, zajmowały miejsce na stołówce,
            i tak jak pisałam wczesniej autentycznie na moich oczach matka zabrała nie
            swojemu dziecku kanapki, to karygodne"...
            I myślę, że własnie to jest sedno sprawy!
          • Gość: komanczera Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.05, 09:15
            Oddział gastrologii będę zachwalać, bardzo miły personel i lekarze! A rodzice są
            potrzebni mając 2,5 roczniaka na oddziale. Wybacz nie tylko starsze dzieci
            znajduja się w tym szpitalu!
            • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 26.11.05, 13:32
              moje dziecko miało jakos między 1,5 a 2 latka kiedy tam byłam, byłam jedyną
              mamą która była na odziale z takim małym dzieckiem, reszta mam miała dzieci w
              wieku około 10 lat, czy 10 letnie dziecko chodzące, nieumierajace samo nie da
              sobie rady w nocy? więc wybacz, ale czytaj ze zrozumieniem

              pozdrawiaj
        • Gość: Czarna Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.06, 21:47
          Monik@- posłuchaj ---3 miejsce w rankingu "przyjaznych szpitali dla dzieci"- 10
          miesięczne dzieciątko,wylądowałam na patologii niemowląt na obserwację
          dzieciątka, ---SOBOTA RANO już skierowanie na obserwację-2 piętro. Czekamy na
          lekarza, żeby nas przyjął, jest na obchodzie na kardiochirurgii-ok..czekamy 1,5
          godziny. Ani łóżeczka dla małej,nic. pielęgniarka pokazała krzesło które mogę
          wziąc i sobie usiąść.Mąż sobie postoi- to słowa pielęgniarki.-OK-
    • annas144 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 29.10.05, 14:39
      moje dziecko juz dwa razy lezało w szpitalu na Kraśnickiej ale bylo spoko co
      najwazniejsze ze nie wyganiaja rodzicow mozna siedziec u dziecka i nie ma z tym
      problemu ordynator oddzialu jest super lekarze sa bardzo mili a pielegniarki nie
      wszystkie sa super ale i tak jest lepiej niz na chodzki.. troche o tym szpitalu
      sie nasluchalam i nigdy bym tam dziecka nie dala chyba ze nie mialabym wyscia
      tylko wtedy gdyby nie bylo innego wyjscia.
    • annas144 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 29.10.05, 14:57
      a druga moja przygoda odbyla sie 7 lat temu gdy moje dziecko mialo wtedy pol
      roczku moj brat ktory mial 2 latka zachorowal mial wysoka goraczke ok 40C
      wymioty i biegunke trwalo to dosc dlugo i nie przechodzilo wiec zaproponowalam
      ze pojde zadzwonic po karetke mama co najgorsze tez tego dnia sie rozchorowala i
      padala z nog.no i poszlam zadzwonic po ta karetke i od dyspozytorki uslyszalam
      ze nie ma ona teraz wolnych karetek i ona nie przysle do mnie karetki a tak
      wogole to ze takze nie bylo pedriatry no i nic z tegokazala nam podawac plyny i
      czekac ,tylko tyle ze to bylo male dziecko ja nie obchodzilo wkorzylam sie i na
      koniec powiedzialam jej ze jezeli zamoment nie wysle karetki to dzwonie na
      policje. karetka przyjechala i pani dr ktora przyjechala jak mojego brata
      zobaczyla to cytuje;nieznam sie bardzo na dzieciecych chorobach ale z nim nie
      jest najleoiej i zabrala nas do szpitala na chodzki i tam zacza sie nastepny
      horror na izbie nas spisali jak przestepcow zamiast w tym czasie badac dziecko
      dziecko lecialo mi z rak ale nikt mi nie pomog kazali stac mi podawac dane
      pozniej kazala mi kupic ochraniacze i siedziec i czekac az laskawa pani dr
      zejdzie i go zbada . w koncu po 1 godz zeszla pani dr i zaczela go badac dziecko
      bylo prawie odwodnione i co z tego zalecila kroplowke polozyli go w jakies sali
      i podlaczyli ta kroplowke oczywiscie tak ze a to nie leciala a to przeciekala a
      pozniej jeszcze sie zapchala i tak przez najblizsze 5 godz spedzilam z moim
      bratem w szpitalu .potem nawet go nie badala i kazali nam jechac sobie do domu
      oczywiscie sami .a korat jeszcze wtedy nie mielismy samochodu mama byla bardzo
      chora no i wrocilismy do domu taxi.
      • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 30.10.05, 13:33
        o tak dzwoniąc na pogotowie nigdy nie ma pediatry, z tego samego powodu
        zawiozłam dziecko do szpitala sama samochodem, paranoja

        i to zostawianie dzieci samym sobie, a co gdyby mnie tam nie było, kto by
        trzymał przez cała noc maske z tlenem mojemu dziecku? w nocy żadna z
        pielęgniarek nawet nosa z dziupli nie wystawia

        pozdrawiam
      • Gość: pp Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 80.54.27.* 28.03.06, 23:01
        a co - karetką chcieliście wrócic???
    • Gość: anna Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 18:01
      Leżałam w szpitalu na Chodźki 10 lat temu. Pewnie się dużo od tego czasu
      pozmieniało. Może to dziwne , ale ja bardzo dobrze wspominam swój pobyt w tym
      szpitalu. Bardzo miłe pielęgniarki, dobrzy lekarze. I pamiętam, że razem z
      innymi dzieciakami świetnie się tam bawiliśmy.:)
      • Gość: Marta Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 23:25
        Nie, nie dziwne. Po prostu jak czyta się teksty tych rozhisteryzowanych bab, to
        ręce opadają: porozrywane ręce, prawie odwodnione. itd. Co to znaczy?? Albo
        odwodnione , albo prawie ( to tylko jeden z przykładów)Sformułowania
        histeryczek,zero konkretów. I do tego wypowiedź królweny,że musiała spać na
        ziemi koło 2-letniego dziecka, a matki 10-latków spały na łózkach. A co one
        gorsze są,czy co? Nie mają prawa, bo mają starsze dzieci? Ejże- mniej nerwów
        wiecej konkretnych opisów, co pomoże ustrzec się przed podobnymi niemiłymi
        sytuacjami innym matkom!
        • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 30.10.05, 13:28
          droga księżniczko, to tak skoro juz nazywamy sie takimi tytułami, wyraźnie
          napisałam że pretensje mam do organizacji szpitala, a nie do matek, na łózku na
          którym mogłoby leżeć inne chore dziecko, spi matka 10 letniego dziecka, czy
          według ciebie jest to w porządku, poza tym akurat widziałam takie rzeczy na
          własne oczy jak to ze matka jednego dziecka zabrała kanapki innemu dziecku, ze
          stwierdzeniem ty i tak nie zjesz,matki duzych dzieci nie powinny miec niestety
          az takiej swobody, jak matki dzieci mniejszych, bedąc dzieckiem około 7 letnim
          spedziłam kilka tygodni w szpitalu na Kraśnickich i mama mogła przychodzic do
          mnie tylko na korytarz i jakoś żyje i bardzo dobrze wspominam pobyt tam bez
          uszczerbku na psychice, ale zostaw duwlatka czy niemowlaka samego w szpitalu?
          poza tym może nie doczytałaś mojego postu uwaznie, wyobraź sobie że mogłam
          stracić całą rodzine i wtedy nie w głowie mi było czy ja spie na podłodze czy
          czy coklowiek, wiesz co to jest zatrucie czadem??? a w tym szpitalu zamiast
          jakiegoś ludzkiego współczucia zaznałam tylko chamstwa i obojętnoci, takich
          zadufanych w sobie lekarzy nigdzie jeszcze nie spotkalam
          czy ja nie podałam żadnych konkretów? pielęgniarka nie potrafiaca pobrac krwi
          małemu dziecku? obkuła moją córke po całym ciałku i wyobraź sobie że takie
          dziecko nie czekało cierpliwie jak jej sie uda wkońcu, a piszczało i sie
          wyrywało, druga sprawa zaspani lekarze robiący łaske że wogóle zejdą do
          pacjenta, myslałam że tylko ja na taką trafiłam, ale widac na Chodźki to norma,
          że na nocnym dyżurze lekarze poprostu przychodzą się wyspać, a co by było gdyby
          minuty ważyły o losie dzieck? a to ile trwa przyjecie do szpitala formalne +
          czekanie na lekarza jest karygodne

          ciesz sie głupia babo, że nigdy nie przeżyłaś strachu o życie własnego dziecka
          a jesli nie masz do powiedzenia nic mądrego i na temat to lepiej sie nie
          wypowiadaj, a nie ubliżasz kobietom, które przezyły koszmar
          • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 30.10.05, 13:35
            czy konkretem nie jest źle przepisany lek dla dziecka? jak wogóle lekarz który
            pracuje w dzieciecym szpitalu może przepisac dawke dla dorosłego???

            • Gość: agnieszka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 62.233.189.* 19.12.05, 03:30
              To proste. Po prostu nie ma czopków z pyralginy w dawce dla dzieci. Daje się im
              w zależności od wieku 1/3-1/2 czopka.
          • Gość: iwona Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.05, 23:00
            Wiesz, ja chciałam tylko powiedzieć, że masz absolutną rację. Nie będę pisała
            co mnie i moje dziecko tam spotkało, bo chociaż było to 2 lata temu , do
            dzisiaj nie mogę przeżyć, że przygnębiona chorobą dziecka, chodziłam po
            szpitalnych korytarzach z podkulonym ogonem,kłaniając się niedouczonym
            pielęgniarkom które minęły się z powołaniem, z nadzieją że może następnym razem
            będą delikatniejsze i okażą więcej serca . Dzisiaj dojrzałam do tego,że poruszę
            niebo i ziemię , a wyegzekwuję od takiej placówki należne mi prawa ,i chociaż
            łagodna jestem nie odpuszczę , zwłaszcza jeśli chodzi o dziecko.Ludzie!!! to
            nie bogowie!
            • Gość: iwona Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.05, 23:01
              pisałam do xpk , pozdrawiam serdecznie
            • Gość: xvz Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.daewoo.lublin.pl / 62.233.189.* 08.11.05, 09:41
              Mam porównanie jak się traktuje chore dzieci i rodziców w różnych szpitalach,
              stwierdzam, że klinika na Chodźki, a ściślej chirurgia, zwana powszechnie
              królestwem pana Osemlaka, to najbardziej nieprzyjazna placówka. Całkowity brak
              zainteresowania losem dziecka, traktowanie rodziców z góry, brak rzetelnej
              informacji, często sprzeczne informacje o stanie dziecka - oto cechy
              charakteryzujące ten oddział. Lekarze chyba uważają, że są ponad wszystkimi
              ludźmi, nawet nie wiedzą, że mają do czynienia również z mądrymi ludźmi, tylko
              w innej dziedzinie. Pewnie sobie siedzą w tych z dala usytuowanych od dzieci
              gabinetach i nic sobie nie robia z tych opinii, ale proszę, zastanówcie się
              chwilę, przecież takie opinie nie biorą się z nikąd, solidnie na nie
              zapracowaliście
              • Gość: asia Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.adsl.inetia.pl 08.11.05, 16:08
                no tak mieli mówić pacjenci więc piszę,Mam na imie Asia i niestety kilka lat
                temu bardzo zachorowałam.przez kilka lat często trafialam właśnie do kliniki
                gastrologii i nie dam złego słowa powiedziec o personelu tam pracujacym
                pielęgniarki są opiekuncze i bardzo cierpliwe . Mieszkam daleko i rodzice nie
                mogli do mnie często przyjeżdzac wiec kiedy ryczałam ztęsknoty zawsze byla przy
                mnie pielęgniarka pewnie że jedna potrafila mnje przytulić inna tylko ze mną
                posiedziec ale nigdy nie czulam się sama.
                teraz już nie leżę w klinice przyjeżdzam tylko na kontrole i zawsze odwiedzam
                panie pielęgniarki dzięki którym lepiej znioslam leczenie i chyba jestem zdrowa
                wydaje mi się że ktoś kto tylko narzeka i zwraca uwagę na rzeczy nie istotne
                jak to w czym podano mu wodę do picia nie przeżyl prawdziwego
                nieszczęścia.pozdrawiam panie pielęgniarki choc mam nadziaję tych złych opini
                nie przeczytają bo będzie im niepotrzebnie przykro naaapraawdę nieeepotrzeebnie
                • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 08.11.05, 23:42
                  oka, to ja tylko widziwiam

                  ale spróbuj napoić płaczace niespełna dwuletnie dziecko wrzątkiem z pojemnika
                  na mocz :-/

                  a gdybym ja tez wylądowała wtedy w szpitalu? bo przebywajac w domu rodziców do
                  czasu kiedy karetka zabrała rodzine do szpitali tez troszke podtrułam sie tym
                  czadem, potem w szpitalu zwaracałam przez cała noc, mysle ze gdybym powiedziała
                  że ja tez się źle czuje byłabym w innym szpitalu, i co one zrobiły by wtedy z
                  moim dzieckiem, bo brat lat 11 to sobie dałby rade? az strach pomysleć
                  w/g mnie ludzie którzy tam pracują sa nieodpowiedzialni, nie powiem że nie było
                  tam jednej miełej pielegniarki, ale pamietam tylko te złe i niesympatyczne, o
                  pamietam jak mnie jedna traktowała jak dziecko, wygladam o kilka lat młodziej
                  niż mam i myślała że z gó..arą ma doczynienia, lekarze? nic od nich sie nie
                  dowiedziałam, moje informacje na teamt stanu zdrowia córki i brata oraz tego co
                  może im grozić po zatruciu, tak jak pisałam pochodziły od wspaniałego lekarza z
                  karetki, wogóle to pozdrawiam cała brygade tej karetki, naprwde dzieki nim
                  stanełam na nogi i zaczełam trzeźwo myslec, gdyby nie oni chyba bym sie załamała

                  a tak swoja drogą czy ktoś wie co z tym chłopcem z gastrologii, zapomniałam jak
                  mu na imie było, ale kto wie to powiem hasło "drapaczka" i bedzie wiedział o
                  kogo chodzi, na maila gazetowego poprosze xpk@gazeta.pl

                  pozdrawiam
                  • mxp4 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 14.11.05, 07:58
                    Gość portalu: xpk napisał(a):

                    > oka, to ja tylko widziwiam
                    >
                    > ale spróbuj napoić płaczace niespełna dwuletnie dziecko wrzątkiem z pojemnika
                    > na mocz :-/
                    >
                    > a gdybym ja tez wylądowała wtedy w szpitalu? bo przebywajac w domu rodziców
                    do
                    > czasu kiedy karetka zabrała rodzine do szpitali tez troszke podtrułam sie tym
                    > czadem, potem w szpitalu zwaracałam przez cała noc, mysle ze gdybym
                    powiedziała
                    >
                    > że ja tez się źle czuje byłabym w innym szpitalu, i co one zrobiły by wtedy z
                    > moim dzieckiem, bo brat lat 11 to sobie dałby rade? az strach pomysleć
                    > w/g mnie ludzie którzy tam pracują sa nieodpowiedzialni, nie powiem że nie
                    było
                    >
                    > tam jednej miełej pielegniarki, ale pamietam tylko te złe i niesympatyczne, o
                    > pamietam jak mnie jedna traktowała jak dziecko, wygladam o kilka lat młodziej
                    > niż mam i myślała że z gó..arą ma doczynienia, lekarze? nic od nich sie nie
                    > dowiedziałam, moje informacje na teamt stanu zdrowia córki i brata oraz tego
                    co
                    >
                    > może im grozić po zatruciu, tak jak pisałam pochodziły od wspaniałego lekarza
                    z
                    >
                    > karetki, wogóle to pozdrawiam cała brygade tej karetki, naprwde dzieki nim
                    > stanełam na nogi i zaczełam trzeźwo myslec, gdyby nie oni chyba bym sie
                    załamał
                    > a
                    >
                    > a tak swoja drogą czy ktoś wie co z tym chłopcem z gastrologii, zapomniałam
                    jak
                    >
                    > mu na imie było, ale kto wie to powiem hasło "drapaczka" i bedzie wiedział o
                    > kogo chodzi, na maila gazetowego poprosze xpk@gazeta.pl
                    >
                    > pozdrawiam


                    Jednej rzeczy nie moge pojac. Nie mialas ze soba wystarczajacego zapasu picia
                    dla dziecka??? Trzeba bylo o to zadbac no i przyniesc ze soba butelke lub
                    pojemniczek wygodny do picia. A co miala ci pielegniarka dac, wode z kranu?
                    Dala ci przegotowana wode. W wiekszosci szpitali sa mini kuchenki z ktorych
                    moga korzystac pacjenci. Czy tam nie bylo?
                    • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 14.11.05, 12:52
                      czy przeczytałas moje wypowiedzi w jakiej sytuacji moje dziecko i brat znaleźli
                      sie w szpitalu?? to był wypadek i nie miałam wtedy głowy do takich rzeczy, a
                      szpital powinien być przygotowany na takie sytuacje, a nie jest, uwaga dziecko
                      przywiezione z wypadku może tam uschnąć z pragnienia, a co jesli dziecko jest
                      samo bo rodzice mieszkaja daleko i nie ma kto dziecku kupic picia? i tak sie
                      zdarzy że dziecku zacznie sie chciec pić nie w porze posiłku? tez dostanie
                      wrzątek w pojemniczku na mocz?

                      w połowie grudnia mój brat idzie na zabiego na oddział pana Osemlaka, byc moze
                      wtedy okarze sie że te mamy, które narzekały na ten oddział też wydziwiają ,
                      nie marudziłabym gdyby wszystko było w porzadku, dłużej przebywałam z dzieckiem
                      w szpitalu na Chmielnej niż na Chodźki i oprócz tego ile moja mała tam sie
                      nacierpiała, moge powiedziec że na Chmielnej było super, wspaniały
                      bezinteresowny personel, który naprawde dbał o moją córke i o mnie przy okazji,
                      a to moze pani zupke zje albo napije sie herbatki? wiec mam porównianie, sama
                      będąc dzieckiem przebywałam przez dłuzszy czas w szpitalu na Krasnickich i też
                      nikt nigdy nie miał żadnych zastrzeżeń, i pamietam że pielegniarki pilnowały
                      nas dzieciaków, a nie zamykały sie w swojej pakamerce i nosów nie wystawiały na
                      korytarz tak jak to sie dzieje na Gastrologii na Chodźki,

                      nikt mi nie powiedział o kuchence z której mogłabym skorzystać, prawdopodobnie
                      jej tam nie ma

                      • Gość: xxxxx Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 15.11.05, 23:07
                        po pierwsze droga Pani dzieci po wypadku najczesciej pozostaja na czczo
                        (otrzymuja plyny dozylne), a logiczne jest ,ze podany jak Pani mowi wrzatek nie
                        byl przeznaczony do natychmiastowej konsumpcji , sadzila Pani ze pielegniarka
                        ma pani jeszcze podmuchac...?a moze dac swoja prywatna szlanke( niestey nie
                        zawsze na oddziale sa kubeczki jednorazowe)a naczyia z kuchni sa natychmiast
                        zabierane po kolacji. Pozostaja tylko kubeczki osobiste dzieci wiec skoro nie
                        bylo innej mozliwosci dostala Pani wode w tym co bylo akurat o tej porze
                        dostepne...
                        a swoaj droga droga Pani czzby nie miala Pani rodziny, ktora dostarczylaby
                        niezbedne przedmioty tj min kubek lub butelka?
                        a na zakonczenie sądze ,ze powinna Pani bezposredni zareagowac skoro urazilo to
                        Panią, a nie po czasie na forum...najprosciej mowic cos za plecami, niz
                        bezposrednio i w oczy...
                        • Gość: xpk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.dziesiata.com / *.dziesiata.com 16.11.05, 13:45
                          wyjasniam, uważam że takie rzeczy jak kubeczki i kompot powinny byc na
                          oddziale, moje dziecko nie musiało byc naczczo, a niestety reszta rodziny była
                          w tym czasie w innym szpitalu, nie miałam ze soba nic, ponieważ w/g tego co mi
                          powiedział lekarz z karetki przez telefon dzieci nie wymagały hospitalizacji,
                          dopiero potem jak ja juz byłam stwierdzono ze dzieci tez musza pojechac do
                          szpitala, oprócz dzieci wszyscy byli nieprzytomni i cięzko było mi szukac
                          czegokolwiek w domu u rodziców, podczas gdy liczyła sie każda minuta


                          pozdrawiam
                          • Gość: xxxxxx Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 17.11.05, 13:11
                            droga Pani rozumiem Pania i sytuacje jaka nastapila, ale prosze tez zrozumiec
                            personel ...
                            nie na kazdym oddziale (w dzisiejszych czasach) pozostawia sie napoje otrzymane
                            z kuchni szpitalnej-(nie jest to wina pielegniarek) ale z roznych powodow min
                            sanitarnych itp, dlatego pacjenci maja swoje . Pani poniewaz przyjeta byla
                            nagle i naturalne ,ze w takiej sytuacji nie mogla miec przyborow przy sobie,
                            ale na oddzialach tez bywa ,ze zabraknie naczyn jednorazowych wiec pielegiarka
                            widocznie nie majac innej mozliwosci podala w tym nieszczesnym kubeczku(ktore
                            sa czyste i jednorazowe). Owszem miala pani powod do oburzenia , ale nalezalo
                            to wyjasnic na miejscu i byc moze ktos tez przeprosilby i wytlumaczyl swoj czyn.

                            Ludzie ..za wszystkie swoje bole ,zale , za chore dziecko za bledy
                            organizacyjne, za brak kompetencji i komunikacji z lekarzem wyrzucacie swoje
                            zale na pielegniarke(z ktora pierwsi sie spotykacie na oddzialach) i dziwicei
                            sie ze zaatakowana kobieta czasami rowneiz zareaguje niewlasciwei( to tez
                            ludzie)MOze wiecej wyrozumialosci i szacunku.... wymagacie wiec i sami cos
                            dajcie..agresja rodzi agresje ...
                        • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 16:47
                          może więcej skupienia uwagi na treści a nie koncentracji na obrażaniu rodziców, przecież ta osoba wyraźnie pisała że był wypadek a cała rodzina była nieprzytomna w innym szpitalu

                          naczynia nie są zabierane natychmiast, nasz niewykorzystany "dorosły" kubek stał i stał, cały dzień aż salowa go zabrała
                        • Gość: Zdizwiona Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.autocom.pl 16.11.05, 21:18
                          ale sie wysililes czlowieku....
                • Gość: kasia k Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.adsl.inetia.pl 09.11.05, 17:17
                  Ludzie co wy wyprawiacie jeśli chcecie mówić żle o dsk to chyba tylko o
                  chirurgii .Moje dziecko lezało w kilku klinikach dsk - pulmonologii ;
                  laryngologii i właśnie tak oszczernianej gastrologii ;To jest chyba najbardziej
                  liberalny oddzial w dsk.Tam naprawdę podchodzi się życzliwie do dzieci i
                  rodziców ; nie ma głupich nakazów czy zakazów .zawsze jest uśmiech na ustach
                  pielęgniarek , zawsze dobre słowo ,pocieszenie ,nigdy nie mosialam dawać
                  bombonierek zeby personel był życzliwy ,Zawsze mogłam o wszystko zapytać nawet
                  pielęgniarkę oddziałową , która jest przesympatyczna osoba kiedy trzeba to
                  opieprzy tak jak mnie ale miała racje i tak zrobila to kulturalnie .nie
                  zawachałabym się jesli mialabym polecic komus ten oddzial jest OK
          • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 16:39
            nie przejmuj się, to pewnie pisze jakaś wściekła pielęgniarka, zwolenniczka szkoły profesorka, droga pielęgniarko, proszę brać przykład z koleżanek o których napisałam ze były kochane i profesjonalne: bez problemów zakładały wenflon, w nocy na płacz dziecka same przychodziły i dziecko pocieszały.....eh szkoda gadać zresztą
    • Gość: estra1 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.ircpl.net / *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.05, 00:23
      witaj ja trafilam z moim synkiem z powodu wymiotow na izbe przyjec na chodzki
      byla druga w nocy dziecko oslabione zmeczone i przestraszone .Nie wdajac sie w
      szczegoly zostalismy potraktowani jak intruz przez zaspana pania doktor,krotko
      mowiac z kilku zrodel slyszalam ze jestesmy tam traktowani jak zlo konieczne,i
      jezeli jest to mozliwe lepiej kierowac sie na krasnicka .Pozdrawiam
    • Gość: Anka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chello.pl 03.11.05, 14:12
      tak czytam i czytam i myślę sobie, czy napisac czy nie... Kilka lat temu moje
      dziecko straciło przytomność z powodu gorączki i nieprzytomne zostało
      odwiezione na Chodźki. Miało wtedy 4 latka. Poniewaz panowała grypa, nie wolno
      było odwiedzać dziecka na oddziale. Moja córka obudziła się więc rano w
      szpitalu, nie wiedząc co się dzieje i dlaczego się tu znalazła. Zadzwoniłam jak
      mogłam najwcześniej do pań pielęgniarek,żeby poprosić dziecko do telefonu i
      wyjasnić co sie stało. Po kilku uwagach,że dziecko jest za małe,żeby rozmawiać
      z matką przez telefon /guzik prawda, potrafiła odbierać telefony w domu i
      rozmawiać na różne tematy/, panie uległy i poprosiły dziecko. O rozmowie i
      dalszych perypetiach nie pisze, bo już trzęsa mi się ręce na wspomnienie.
      Miałam to szczęście,że kilku znajomych lekarzy chodziło do córki, uspokajało ją
      i tłumaczyło dlaczego musi być w szpitalu i dlaczego mama nie może do niej
      przyjść. Kwintesencja tego pobytu to zabawy dziecka po powrocie do domu. Otóż
      mała zamykała wszystkie drzwi od pomieszczeń w mieszkaniu i mówiła: "trzeba te
      drzwi pozamykać, niech bachory sobie wrzeszczą, a my spokojnie porozmawiamy".
      Nie chcę skrzywdzić żadnej pielęgniarki, bo z powodu długiej choroby mojego
      taty i częstych jego pobytów w szpitalu, mam ogrom szacunku dla ich pracy i
      poświęcenia. Tak jak w każdym zawodzie są ludzie lepsi i gorsi. Fakt,że lekarze
      z Chodźki i niektóre pielęgniarki traktują "z góry" pacjentów, gdyż jest to
      szpital największy i wciąż z nalepszą opinią dla dużego regionu.
      Za drugim pobytem dziecka w szpitalu tez ubolewałam,że nie moge zostac z
      dzieckiem na noc. Wróciło z tikami nerwowymi...
      • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 16:51
        boże to jakiś koszmar.....nie chcę sobie wyobrażać jak się pani czuła.....o dziecku już nie wspomnę, mam nadzieję ze córka nie miała potem żadnych lęków :(

        • Gość: Duszyczka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 20:32
          ludzie trzeba sie jakos zmoblilizować i doprowadzic w końcu do tego aby z
          chirurgii został zwolniony Pan O. Jak nie pomoga nasze wspólne siły to może
          trzeba w to wmieszać media . Może oni cos na to poradzą np. program UWAGA!!!
          • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 21:03
            popieram, tylko musiałoby się więcej osób zdecydować opowiedzieć to o czym tu pisali
          • Gość: Kama Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.in.lublin.pl / 84.201.212.* 16.11.05, 21:40
            Weszłam na uwaga.onet.pl i podałam adres tego forum. Może jeśli jeszcze
            ktoś z Was to zrobi - zainteresują się?
    • anna1503 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 04.11.05, 12:45
      Mam takie same przykre doświadczenia z tego oddziału,widzę że po dwóch latach
      nic się nie zmieniło w państewku prof.Osemlaka
    • Gość: abba Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 06.11.05, 20:19
      Potwierdzam to wszystko co napisałaś. Ale to stanowczo za mało. Nie mam pojęcia
      według jakich kryteriów GW przyznała temu szpitalowi trzecie miejsce w Polsce.
      Nie wiem jak jest na innych oddziałach ale chirurgia Pana O. to tragedia,
      koszmar, horror. Wiem coś o tym, bo przeżylismy tam razem z moim dzieckiem
      ponad 2 miesiące. Ale to co tam sie dzieje nie sposób jest opisać na forum.
      Mogę wam tylko poradzic omijajcie to okropne miejsce i tych okropnych i
      niekompetentnych ludzi z daleka.
      • Gość: miro Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.daewoo.lublin.pl / 62.233.189.* 07.11.05, 14:19
        Gdyby mi ktoś opowiadał jak tam jest, to nigdy bym nie uwierzyła, ale niestety
        przekonałam się sama - wszyscy lekarze, nie dosyć, że są niekompetentni, to
        jeszcze cierpią na znieczulicę, spokojnie mogą patrzeć (przez dwa miesiące),
        jak malutkie dziecko cierpi i nie robią nic, żeby mu pomóc, u nich fachowo to
        się nazywa "obserwacja". Największym dobrodziejstwem to jest kroplówka, a
        właściwie glukoza. Być może w przypadkach oczywistych i jednoznacznych potrafią
        robić operacje, ale w tym przypadku, gdzie należało wykazać trochę
        zaangażowania, wiedzy i dobrej woli to niestety, zabrakło wszystkiego. Piszę to
        z całkowitym przekonaniem, gdyż na szczęście dziecko z rąk tych "obserwatorów"
        trafiło do prawdziwych lekarzy, (którzy nie mogli ukryć zdziwienia sposobem
        leczenia) dzięki czemu ŻYJE!!!!
    • Gość: Lola Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.117.* 09.11.05, 09:39
      Tez słyszałam nie najlepsze opinie o DSK na Chodźki.
      Szwagra mały miał zapalenie płuc i tam trafił. Rodzice przeżyli bardzo niemiłe
      2 tygodnie.
      Koleżanka ze swoim niemowlakiem to samo. Mówi, ze przez pół roku nie mogła
      otrzasnąć się po traumie związanej z pobytem tam. Od tamtej pory omija szerokim
      łukiem.
      O Osemlaku to słyszy się cały czas duuuuużo złych rzeczy. I podobno na dziada
      nie ma mocnych. Żadne skargi nie skutkują.
      Zastanawiam się dlaczego do tej dziad ze Sałwinka jest bezkarny. Moze ktoś sie
      odważy i poda go do sądu???.
      Profesorka z torchir juz zamknęli. Moze przyjdzie i na tego pora.

      Poza tym postuluję prywatyzację słuzby zdrowia. Wtedy pacjent będzie traktowany
      jak złote jajo a nie intruz.
      • Gość: gość Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 21:24
        a czy jest ktokolwiek kto powie choć jedno słowo o tym szpitalu ?
        • Gość: ania331 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.umcs.lublin.pl 10.11.05, 14:25
          Witam,
          moja córka leżała dwa razy w DSK na chirurgi i ortopedii, szczerze mówiąc i ja
          (kontakt z lekarzami i pielęgniarkami) i córka bardzo miło wspominamy ten
          szpital(o ile szpital można miło wspominać)
    • anda8 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 10.11.05, 14:51
      Moje dziecko leżało na patologii noworodków i nie dam złego słowa powiedzieć o
      tym ododziale. Natomiast o prof. Osemlaku i jego bezczelności nasłuchałam się
      tyle, że uszy mi puchły.
      Obok mojego synka leżała dziewczynka, która wymagała operacji , ale pan O. nie
      mógł się zdecydować czy tak czy nie. Dopiero inni lekarze kazali mamie tej
      dziewczynki pójść do prof na rozmowę i...dać łapówkę. tego samego dnia dziecko
      zabrano na chirurgię.
      Dziwię się, że dyrektor szpitala na to pozwala. Wszyscy o profesorze mówią jako
      o łapówkowiczu i dyktatorze, który nie szanuje ani rodziców ani dzieci ani
      innych chirurgów i.....nic. było to 5 lat temu, ale widzę, że nic się nie
      zmieniło.
    • Gość: Lanta Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 10.11.05, 20:16
      Chirugia DSK - to celowe, nieuzasadnione przetrzymywanie dzieci na dusznym i
      zatłoczonym oddziale. Lekarze nie mają prawa podjąć żadnej decyzji, a nawet
      udzielić rodzicom szczegółowych, rzetelnych informacji o stanie zdrowia
      dziecka, bo to zakładałoby konieczność postawienia diagnozy, zaplanowania
      leczenia albo określenia kiedy dziecko wyjdzie do domu. A skąd oni biedni mogą
      wiedzieć czy szanowny pan profesor będzie miał życzenie operować dziecko, czy
      tylko poobserwować, czy podłączyć kroplóweczkę, a za miesiąc się zobaczy...
      Dlatego maksimum tego, co rodzic może dowiedzieć się w gabinetach
      tych "uczonych" to to ile dziecko danego dnia zjadło, czy wymiotowao czy nie i
      jaką miało temperaturę. A przecież wszystkie te informacje zapisują na karcie
      sami rodzice opiekujący się na okrągło swoimi dziećmi, a lekarze tylko coś
      mniej więcej przepisują z tej karty do swoich papierów, żeby był jakiś ślad po
      ich tzw. "obchodzie". A propos "obchodów" - już parę minut przed nadejściem
      lekarza, zwłaszcza profesora kroczącego dumnie z posępną miną na czele swojej
      zalęknionej świty, pięlegniarki (szczególnie pani oddziałowa) wyganiają
      rodziców na hol. Bo "obchód" to największa tajemnica! Po skończonej wizycie i
      przejściu jeszcze ze dwóch grup studentów, rodzice mogą wreszcie wrócić do
      płaczących dzieci, pozapinać im porozpinane w czasie oględzin pampersy (bo
      pielęgniarki nie zawsze zawracają sobie głowę takimi drobiazgami) i siedzieć
      dalej na drewnianym stołku. Dokładnie tak, bo kiedy kobieta karmiąca dziecko
      piersią, po kilku już dniach siedzenia w szpitalu, przyniosła sobie rozkładane
      krzesełko turystyczne, to usłyszała tylko, że "u nas się tego nie praktykuje" i
      musiała zanieść je z powtotem do domu.
      A co do lekarzy - to mogą tam pracować tylko ci, którzy siedzą cicho i nie
      sprzeciwią się słowem Osemlakowi, czyli muszą być tak samo znieczuleni jak on,
      bo inaczej sumienie nie pozwoliłoby im spokojnie patrzeć na to, co tam się
      dzieje. A i tak on nie pozwala im podobno robić specjalizacji itd. Bo jeszcze
      się ktoś wybije za bardzo i zagrozi monopolowi na władzę jedynego PROFESORA?
      Proste, prawda? Tym sposobem co lepsi, wyróżniający się lekarze zostali albo
      zwolnieni, albo sami odeszli. A ci, którzy zostali, są bezwolnymi, sterowanymi
      marionetkami ze strachem w oczach.
      CO NA TO DYREKCJA DZIECIĘGO SZPITALA KLINICZNEGO W LUBLINIE????? CZAS NA
      ZMIANY!!!!!!!! PROSZĘ ZAREAGOWAĆ NA CAŁA LISTĘ KONKRETNYCH ZARZUTÓW!!!!!!!!
      CZEKAMY NA DECYZJE.
      • Gość: Zygmunt Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.11.05, 12:04
        Jeśli myślicie, że bez łapówki profesor Osemlak wyleczy wam dziecko, to się
        grubo mylicie. Nie łudźcie się też, że wystarczy 500 zł - profesor powie, że na
        bułki i chleb to on ma... Nie wiem niestety ile kosztuje decyzja o podjęciu
        leczenia i o operacji. Nie stać mnie było. A może łatwiej by było gdyby
        profesor opublikował oficjalny cennik?
      • Gość: Madziarek LANTO IP: *.lub.net.pl 14.11.05, 20:25
        Napisałas całe sedno sprawy. DSK nie jest złym szpitalem i naprawdę zasługuje
        na laurki- ALE BEZ ODDZAIŁU OSEMLAKOWEGO!
        Lekarze muszą tam siedziec cicho, bo z praca w naszym mieście i regione jest
        naprawdę bardzo trudno.Podobnie chyba jest z pielęgniarkami- ponoc jest to
        oddzial, gdzie najczęściej zmienia się personle pielęgniarski- to o czyms
        świadczy.
        Mysle, ze na Osemlaka jest tylko jedna rada- MEDIA, NAGRYWANIE ROZmówÓW I
        NAKRYCIE GNOJA NA WYMUSZANIU ŁAPÓWEK- tylko wtedy byłaby realna szansa na
        pozycie się tego osobnika i danie szansy młodemu i zdolnemu lekarzowi.
        Pamietam, kiedy moje dziecko tam leżało, to m.in. przywieziono chłopca, którego
        rodzinie spalil sie dom. Na poczatku profesro traktował go tak, jak wszystkich,
        czyli jak osłów i powietrze. Ale sprawa przeciekła do prasy i m.in. opisywano
        losy chłopca. Nawet zamieszczono parę zdań w Kurierze tego, co mówił sam
        margrabia osemlak. I zmiana nastapiła o 180 stopni- wszystko przebiegało dalej
        bezbolesnie, sprawnie i szybko. Normalne- stał sie cud. Ja od tamtego pobytu
        wiem jedno- jesli chirurgia, to nie DSK, jesli juz innej rady nie będzie, to
        tylko z dyktafonem i ukryta kamera- Super Expres na pewno pomoże.
        • Gość: Ojciec Re: LANTO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.05, 22:01
          Popieram. Trzeba zawiadomić o tym media, gazety, telewizję, kogo się da.
          Rozsyłajmy im to forum, to najlepsze świadectwo sytuacji na oddziale Osemlaka.
          Porozsyłajmy to forum wszystkim znajomym, trzeba ludzi przestrzec! A swoją
          drogą spytajcie przy okazji swoich lekarzy rodzinnych, jakie mają zdanie o
          chirurgii DSK, zobaczycie co wam powiedzą, albo przynajmniej zobaczycie ich
          minę. Ja już to zrobiłem... A może sami lekarze coś powiedzą, może chociaż
          jednego ruszy sumienie i przełamie to milczenie! Dlaczego wszyscy milczą?
          Naprawdę czas z tym skończyć! Na każdego jest sposób! Zauważcie też jak od
          wczoraj umilkły głosy pielęgniarek i pracowników szpitala, nic już nie mają do
          powiedzenia. A wiecie dlaczego? Ja się domyślam: już im zabronił wypowiadać
          się! Zastraszył ich jak zwykle i znowu wszyscy siedzą cicho. Terror trwa
          dalej...
          • Gość: aaa Re: LANTO IP: 212.182.97.* 15.11.05, 23:23
            drogi Panie
            nikt nikomu nie zabrania mowic
            ale juz sie sluchac nie che , potraficie tylko pisac
            narzekac i tyle a moze ktos zaczxalby dzialac? no wlasnie
            nie ma odwaznych,przed lekarzem wszyscy tula uszy a otwieraja usta przed
            pielegniarka (ktora tam tylko pracuje a nie podejmuje decyzje o leczeniu)
            a swoja droga skoro wiecie drodzy rodzice tyle zlego o tym szpitalu to dlaczego
            zostawiacie w nim swoje dzieci?macie przeciez mozliwosc wyboru szpitala(nie
            mowie tu o naglych wypadkach)Poza tym , jest mozliwosc bycia z
            dzieckiem ,oczywiscie nie zawsze jest potrzeba przebywania w nocy, ale sa
            rodzice ktorzy dniami,tygodniami sie nie pokazuja , nawet gdy dziecko jest do
            wypisu wiec jak widac wsrod rodzicow tez sa czarne owce..
            • Gość: mno Re: LANTO IP: *.daewoo.lublin.pl / 62.233.189.* 16.11.05, 09:03
              Wybór szpitala, owszem jest i na pewno już nigdy nie wybiorę szpitala
              (chirurgii)na Chodźki. Niestety, aby dojść do takich wniosków, musiałam przeżyć
              koszmar, a dziecko otarło się o śmierć. Sprawy chirurgiczne, to nie katar, na
              ogół nie zdarzają się dziecku często, ale wystarczy raz i to może być o jeden
              raz za dużo, jeśli zaufa się PROFESOROWI O. Bo nikomu wcześniej nie przychodzi
              do głowy, żeby szukać innego szpitala. Klinika w wojewódzkim mieście, to brzmi
              dumnie, od początku miałam pełne zaufanie do lekarzy, wierzyłam, że dziecko
              jest tu bezpieczne, ale niestety, z każdym dniem pobytu zmieniałam zdanie, aż
              wreszcie, widząc brak jakichkolwiek działań, obojętność wobec pogarszającego
              się stanu zdrowia dziecka, podjęłam decyzję o zmianie szpitala i to była
              najwłaściwsza decyzja w moim życiu! Są jeszcze prawdziwi lekarze, którzy za
              tydzień zrobili o wiele więcej, niż ekipa P.Osemlaka za dwa miesiące. Nie można
              się z tym pogodzić, żeby w dzisiejszych czasach było takie podejście do ludzi,
              a szczególnie w tym zawodzie, jesteście aż i tylko lekarzami.
      • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 20:23
        BRAWO!!!!!!!!!!!

        Podpisuję się pod tymi słowami, to całe sedno jest.

        Co do obchodów to akurat ja mogłam łaskawie stać na korytarzu pod salą bo mam małe dziecko
        Na szczęście jeden lekarz za plecami dyktatora przy pomocy pielęgniarek które pozdrawiam :) wypisał mnie po cichu na włąsne żadanie, prawie porwałam własne dziecko !!!!!! Pakowaliśmy rzeczy w popłochu dosłownie i szybko z oddziału.

        Może warto przerzucić tą burzę która tu wybuchła do mediów? Jakąś petycję czy skargę napisać gdzie się da? Zaprosić TVN i Uwagę? Coś trzeba z tym zrobić.
    • Gość: rodzic Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 11.11.05, 13:01
      jestem matką dziecka hospitalizowanego na chirurgii ogólnej,przebywałam z
      dzieckiem 24 godzny na dobe przez 26dni i mogę powiedzieć wiele na temat pracy
      pielegniarek na tym oddziale,bulwersuja mnie teksty mam które sa bardzo
      niesprawiedliwe dla tych kobiet które daja przeciez z siebie wszystko aby
      zapewnic tym maluchom opieke czego niestety sami rodzice nie
      daja ,niejednokrotnie widziałam na własne oczy poświecenie,delikatnośc troske
      która darowały tym dzieciom,ale najwyrazniej jak ktoś nie chce to tego nie
      widzi ,niektórzy rodzice potrafią obarczac tylko pielegniarki a to za to za
      dziecko jest na czczo,a ze w danym dniu nie zostało zoperowane ,a ze trzeba
      przestrzegac regulaminu oddziału,a przeciez nie one to wymysliły,a niestety
      musza to egzekwowac bo inaczej one będą obarczane tym ze na sali jest
      naśmiecone,ze poprostu śmierdzi na sali bo niektórzy sie nie myja.jako rodzic
      chce dać rodzicom radę najpierw kochani bądzcie fer wobec pielegniarek ,dzieci
      i współrodziców a potem rozliczajcie z tego innych .szczerze podziwiam kobiety
      które zdecydowały sie na tak niewdzieczny zawód jakim jest pielęgniaka(myslę tu
      oczywiscie o rodzicach)ja wiem...my jako rodzice mamy prawa i nasze dzieci mają
      prawa a czy prawa według was mają równiez pielęgniarki?
      Ja osobiście nie mam zastrzeżen do pracy pielęgniarek na chirurgii a wasze
      flustracje biorą sie z chęci obarczenia kogoś wina za to ze dziecko jest
      chore,no a pielegniarka jest najbliżej,prawda?
      kochani rodzice nie myslcie ze moja pozytywna opinia pielegniarek bierze sie z
      tego ze moje dziecko jest w dobrym stanie ,owszem teraz tak ,ale nim doszło do
      niego dziecko przeszło poważną skąplikowaną operacje ,było ciezko i wtedy ten
      trudny okres pomogły mi i mojemu dziecku przetrwac pielegniarki te jak wy je
      nazywacie bezduszne kobiety,to one były na każde zawołanie o każdej porze
      dnia i nocy ,podkreslam i W NOCY!to one służyły informacja ,pomoca .,podczas
      kiedy lekarz spał to one czuwały przy moim dziecku.puenta....dziekuje wam za
      pomoc ,opieke i oddanie jakim obdarzacie nie tylko moje dziecko, a wy kochani
      rodzice pamiętajcie ze to nie pielęgniarka ustala zasady i reguły panujące na
      oddziale
      • katiuszka78 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 20:29
        zgadzam się co do opinii o pielęgniarkach z traumatologii (nie znam innych oddziałów) i napisałam to w piewrszym poście tutaj - to wspaniałe kobiety

        • barbaraterka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 20:36
          Katiuszko wysłałam Ci maila na katiuszka78@gazeta.pl. Odbierz i odpisz,
          najlepiej podaj mi numer gg.
    • Gość: pielegniarka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 11.11.05, 13:38
      jak czytam te wypowidzi na temat zlych pielegniarek ktore nic innego nie robia
      tylko siedza,wyganiaja,krzycza,jedza,ze sa bezduszne to szlag mne trafia!
      ludzie czy nikt nie widzi ze jest nas stosunkowo malo,ze na ponad 30 dzieci
      jest nas 2,ze nie mamy nawet przerwy sniadaniowej tak jak w innych zakladach
      pracy o zarobkach nie bede wspominac bo sa skandaliczne- czy dopiero zauwazycie
      ich CIEZKA prace jak ich zostanie tak niewiele -a tak bedzie jezeli gora nic z
      tym nie zrobi bo pielegniarki wyjezdzaja i beda wyjezdzac za granice a tu do
      pracy przyjada za wsch granicy to sie mylicie nikt tu nie przyjedzie za te pare
      groszy plus ubezpieczenie charowac i wysłuchiwac ciagłego niezadowolenia,tylko
      problem w tym ze dzieci sa zadowolone z opieki a rodzico niestety nie jestesmy
      w stanie wstawiac wersalek do sal i spelniac kazda ich zachcianke.Nie dlugo
      dojdzie do tego ze to rodzicow bedziemy myc karmic i zabawiac! a dzieci
      zostawimy niech se same radza!!!!!! WRACAMY Z DYZURU ZMECZONE PRACYJEMY TU Z
      POWOLANIA I TYLKO Z POWOLANIA ZAWSZE CHCIALAM BYC PIELEGNIARKA I JESTEM A PRACE
      SWOJA WYKONUJE BEZ ZARZUTU TAK JAK I MOJE KOLEZANKI Z KTORYMI PRACYJE WBIJCIE
      SOBIE TO W KONCU DO GLOWY NAJWYZSZY CZAS ZAJMIJCIE SIE W KONCU CZYMS
      POZYTECZNYM A JA SIE CHCECIE KOGOS CZEPIC TO PROPONUJE PLOTA!!! A I JESZCZE
      SLOWO PILNUJCIE DZIECI NIE BIJCIE ICH DBAJCIE O NIE TAK JAK MY DBAMY O SWOJE A
      NIE BEDZIECIE MUSIELI PRZEBYWAC W TYM ZLYM SZPITALU! I USPRAWIEDLIWIAC WLASNE
      SUMIENIE POPRZEZ OCZERNIANIA INNYCH(KROWA KTORA DUZO RYCZY MALO MLEKA DAJE) TO
      TAKIE POLSKIE STARE PRZYSLOWIE KTORE CHYBA KAZDY INTELIGENTNY CZLOWIEK ZROZUMIE!
      • Gość: Anka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chello.pl 11.11.05, 15:17
        Będe pierwsza, która przyzna ci rację. Opisałam przypadek swojego
        dziecka /wyżej/. Ale mam świadomość,o tym tez pisałam,że w każdym zawodzie są
        ludzie gorsi i lepsi. Przypadki lekceważenia klientów, pacjentów, uczniów
        zdarzaja sie w każdym zawodzie. Wasz zawód jest rzeczywiście powołaniem, bo
        trudno mówić o chęci "dorobienia się". Zauważ,że wśród watków sa tez te, które
        przedstawiają pielęgniarki i sam szpital w dobrym świetle.
        Nie denerwuj się - tu jest mowa o rzeczach złych, co nie znaczy,że należy
        uogólniac je do wszystkich pielęgniarek i lekarzy w DSK 1.
      • Gość: viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 14.11.05, 20:10
        Uderz w stól, a nozyce sie odwzwą.
        A co to rodziców czy kogokolwiek obchodzi, ze mało zarabiasz i że mało was na
        oddziale??? Oddając swoje dziecko POD OPIEKE do szpitala musimy byc pewne,, że
        mu sie tam krzywda nie dzieje i np. nie wypadnie z łóżeczka. Niestety- takiej
        pewnosci nie mozna miec po chocby godzinnej wizycie u chorego dziecka. To, co
        wypisuja poprzedniczki, to prawa, a jak to z prawdą- ta w oczy kole. jesli
        narzekasz na zarobki czy nadmiar pracy, to masz oddziałowa- do niej wylewaj te
        żale. A jesli jesteś oddziałowa, to masz dyrektor ds pielęgiarstwa (albo
        pielegniarke naczelną). Jesli chowasz głowe w piasek, by nie podpaśc
        przełozonym, to tej sytuacji jesteś tez winna TY!.
        Alez ja wiem, że cięzko pracujecie i że macie niskie zarobki- TYLKO TO NIE
        USPRAWIEDLIWIA WASZEGO POSTEPOWANIA czy zaniedbań w stosunku do dzieci.
        Przykłady z pożądnej pracy pielęgniarki? Prosze bardzo:
        brak przy łóżeczkach instalacji przywołującej (po co dzieciaki maja nas ciągle
        ganiać)
        stawianie posiłku na stoliku przyłózkowym wtedym, gdy np. dziecko lezy pod
        kroplówką, albo ma podniesione boki łóżka i przez łóżko jeśc nie jest w stanie
        zawijanie na noc w pampersy i zabezpieczanie dodatkowe pieluchami dzieci z
        biegunką i podawanie im środków nasennych- to na noc, by sie nie darły,ze chcą
        kupe (w efekcie tworzy sie wieeelka rana posladków- ale co tam, przeciez
        normalka przy biegunce (???)
        podawanie dzieciom środków nasennych, jesli nie ma rodziców na noc- żeby sie
        nie darły i szybko usypiały

        co do wstawiania wersalek dla rodziców- ponoc jesteśmy w Europie- a w
        szpitalach zachodniej europy, których odwiedziłam kilkanaście w róznych
        krajach, wystarcza zazwyczaj dmuchany materac i koc- BEZPŁATNIE, bo wiadomo, że
        zyski z pobytu dziecka z rodzicem w szpiatlu nie da się ocenic (do mycia,
        karmienia, przewijania, usypiania, zabawy itp nie są juz potrzebne
        pielęgniarki). No i od dawna wiadomo, ze taki wspólny pobyt skraca czas pobytu
        dziecka w szpitalu, bo wtedy ono szybciej zdrowieje. Zyski sa obupólne. Poza
        tym- rodzice towarzyszą przy wszytskich zabiegach (łącznie z usypianiem do
        zabiegów) i w związku z tymnie ma pozwów od niezadowolonych rodziców, bo
        wszystko wiedzą na bieżąco i wszystko akceptują. Droga do sukcesu jest
        wypędzenie niechęci do rodziców i dostrzeżenie w nich nie intruzów tylko
        partnerów w leczeniu dziecka. Recepta łatwa i wykonalna- trzeba tylko chcieć.
        Od Ciebie tez może zależeć, czy takie rozwiązania bedą wprowadzone do szpitala.
        Jesli ich nie popierasz, to nie narzekaj, ze jesteś przemeczona czy mało
        zarabiasz. Tu chodzi o zdrowie i zycie malucha i jesli piszesz to na forum, to
        zaczynam watpić w Wasze codzienne dyspozycje do pracy- wszak przemeczony i
        zestresowany pracownik to ryzyko popełnienia błedu, który moze kosztowac życie
        dziecka (patrz: podanie płynu zywieniowego do kanału kręgowego, przewodnienie
        dziecka, bo pielęgniarka "zapomniala" o kontroli wydalanego moczu. itp).

        PS A dzieci to normalka, że są zawsze zadowolone- albo boja się mówic prawdę w
        obawie przed ponowna hospitalizacja, albo dlatego, ze są bezkrytyczne i dla
        nich nie ma znaczenia, czy dostało cos nasennego, czy nie.
        • Gość: GOŚĆ Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chello.pl 15.11.05, 11:12
          NIE WIEM W KTÓRYM SZPITALU NA ZACHODZIE POZWALAJĄ NA SPANIE RODZICÓW NA
          PODŁODZE -CHYBA ZA DUŻO BAJEK SIĘ NAOGLĄDAŁAŚ.PRZEMYŚL TEŻ KWESTIĘ PIELUCH Z
          TEGO CO SAMA ZAUWAŻYŁAM JAK MÓJ SYN LEŻAŁ W SZPITALU TO RODZICE OSZCZĘDZAJĄ NA
          PIELUCHACH I MYCIU DZIECKA BO PRZECIEŻ NIE MA NA TO CZASU TRZEBA SIĘ WYŻALIĆ NA
          SYSTEM ,ZŁĄ OPIEKĘ I WYŻYWIENIE,JAK CHCEMY ŻEBY NAS TRAKTOWANO Z SZACUNKIEM TO
          OKAŻMY GO TEŻ INNYM.
          i NIE OPOWIADAJMY BAJEK JAK TO FAJNIE JEST NA ZACHODZIE -TAM RÓWNIEŻ SĄ
          PRZEPISY TYLKO W PRZECIWIEŃSTWIE DO NASZYCH LUDZIE JE RESPEKTYJĄ A NIE TYLKO
          ŻADAJĄ .
          • Gość: zyx Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.daewoo.lublin.pl / 62.233.189.* 15.11.05, 12:23
            zeby móc spać na podłodze przy dziecku to nie trzeba wcale jechac na zachod,
            wystarczy pojśc na inne oddzialy tego samego szpitala DSK, na przykład piętro
            niżej. A jeśli chodzi o inne szpitale to rodzine mają możliwość za drobną
            opłatą dostać łóżko obok dziecka albo przynajmniej rozstawić sobie leżak albo
            polozyc karimatę. Więc niech Pan nie opwiada takich bezsensownych rzeczy. A o
            tych pieluchach to już istna bzdura, rodzicew nie zmieniają dzieciom pieluch to
            chyba Pan sie naoglądała filmów - horrorów!
            • Gość: eska Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 22:05
              Szanowni Państwo pozwólcie, że podzielę się z Wami swoimi uwagami dotyczącymi
              zasad przebywania na oddziałach chirurgii.Jeżeli nie można na chirurgii w DSK
              spać na podłodze obok operowanego dziecka czy też na karimacie i.t.p.,to
              właśnie tylko i wyłącznie dla dobra Państwa dzieci. Wszyscy wiemy, że podłoga
              to siedlisko bakterii i innych,,świństw,,(pomimo jej mycia).Przecież wstając z
              takiego spania na podłodze bylibyśmy świetnym źródłem aby przenieść te
              wszystkie bakterie na osłabiony organizm naszego dziecka. Czy uważacie, że
              dziecku ze świeżą raną po zabiegu, z osłabionym po operacji organizmem są one
              bardziej potrzebne niż świeże powietrze na sali i leki od bólu, a nawet leki
              nasenne żeby przetrwać najgorszy czas tuż po zabiegu? Każdy z nas wie jak boli
              nawet zwykłe skaleczenie a z reguły rany po operacji są znacznie większe i
              głębsze.
              A co do Pana O. to uważam,że sami ludzie tam leczący swoje dzieci nauczyli go
              tego o czym teraz piszecie, bo gdyby nikt w ten sposób nie chciał,,pomóc,,
              swojemu dziecku,żeby np.:,,przyspieszyć,, kolejkę na zabieg, gdyby się wkurzył
              już po pierwszym dniu gdy zabieg odwołają i zabrał swoje dziecko do innego
              szpitala to może wreszcie skończyłaby się ta zabawa w ,,kotka i myszkę,,.
              To właśnie My rodzice gdy nic nie mówimy tylko narzekamy między sobą i nie
              robimy nic żeby to zostało prawnie usankcjonowane po cichu zezwalamy na to co
              się dzieje w DSK.
              Co do braku informacji to uważam, że jest to zasadniczy problem tego oddziału a
              pozostałe tylko z niego wynikają. Proszę Państwa każdy rodzic ma prawo do
              informacji i jeżeli stanowczo będzie o nie się upominać to lekarz prowadzący
              musi ich wam udzielić i odpowiedzieć na każde dręczące Was pytanie dotyczące
              stanu zdrowia dziecka i planowanego leczenia,jeśli nie potrafi tego uczynić to
              zapytajcie Go co jest tego przyczyną a pielęgniarki no cóż, na wiele rzeczy
              poprostu nie mają wpływu, bez zlecenia lekarza mają związane ręce a dzwonków
              przy łóżkach same też nie zainstalują.
              Zyczę więcej odwagi i dociekliwości w uzyskiwaniu informacji o zdrowiu własnych
              dzieci rodzicom, którzy będą odwiedzać Chirurgię w DSK.Od WAS może zależeć jej
              przyszłość. Pozdrawiam :-)
              • teresa_tereska Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 11:49
                No to po kolei:
                to czy można spać na podłodze czy to akurat nie jest największy problem, to
                jest tylko jeden z elementów, który pokazuje ogolnie traktowanie rodziców. Ale
                skoro już o tym mowa - w innych szpitalach, zapewniam, że nie gorszych(!!!),
                można spać przy dziecku (O chirurgii mówię) i wcale z tego powodu dziecku nic
                złego się nie dzieje i jego pobyt w szpitalu się nie przedłuża (to już chyba
                byloby niemożliwe). Ale ja też nie jestesm za tym, żeby akurat każdy rodzic
                rozkładał tam karimatę, bo nie ma na to miejsce. Ale dlaczego nie można
                posiedzieć na krześle? Przecież oficjalnie nie można, profesor wręcz wygania
                rodziców nawet z holu. Czy to znaczy, że akurat w nocy obecość rodziców
                szkodzi, a w dzień jest wszystko ok? Przecież to absurd. A co z małym,
                płaczącym dzieckiem albo takim, które ma trudności z jedzeniem i trzeba
                próbować je karmić nawet co godzinę? Która pielęgniarka ma na to czas? A poza
                tym prosze powiedziec, czy stres i strach z powodu nieobecności rodziców pomaga
                dziecku w dojściu do zdrowia?
                O łapówkach to niestety pisze pan same bzdury, próbując wmówić, że to
                rodzice "zepsuli" charakter profesora, kusząc go pieniędzmi. To znaczy panu
                profesorowi nie wypada odmówić przyjęcia łąpówki? I nie może też leczyć dobrze
                dzieci i nie przekładać 10 razy operacji jeśli nie dostanie kasy? I teraz
                oskarża pan rodziców, którzy , wiadomo, zrobią wszystko by ratować swoje
                dziecko, a widzą że bez tego ani rusz?? Naprawdę trzeba mieć już jakieś minimum
                przyzwoitości. To samo tyczy się "anonimowych narzekań" . Oczywiscie , niech
                każdy idzie domagać się swoich praw i zadośćuczynień, ale dlaczego ma się tutaj
                nie wypowiedzieć? Przynajmniej inni sie dowiedza.
                A jeżeli uwaza pan, że rodzice mogą wybrac dziecku inny szpital, to moze w DSk
                powinni na wejsciu informowac "Tu nie leczymy dzieci, przetrzymujemy je,
                bierzemy łapówki". Skąd rodzic ma wiedzieć co go czeka????
                Prosze sie zastanowic czy jest pan w koncu po stronie tych biednych dzieci i
                rodzicow chcących ich dobra czy jednak po stronie całego tego kompromitujągo
                układu.
          • Gość: Viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 16.11.05, 21:43
            Tak się składa, że na bajki jestem juz za dorosła i dlatego nie wiem, jak w
            nich jest przedstawiony szpital dziecięcy. Natomiast z licznych wizyt w
            szpitalach dziecięcych we wszystkich niemal krajach starej Unii (niestety- nie
            byłam we Francji) mam stosy zdjęć- widać na nich np. lekarzy w ubraniu
            prywatnym, pielęgniarki w samochodach, opuszczający szpital po pracy, jadący
            w .. szpitalnych strojach, sale szpitalne, gdzie przy dziecku jest cała rodzina
            (przynajmniej jedna osoba także w nocy), rodziców, spiących na materacach przy
            łóżkach dzieci- nawet na intensywnej terapii. Rzecz jasna- nikt nie ma
            ochraniaczy na obuwiach, które -jak wiadomo z badań w Polsce -są używane
            wielokrotnie i przyczyniaja się do wzrostu ryzyka zakażeń szpitalnych, bez
            strojów a'la fartuch dla odwiedzających (które w Polsce są rzeką pieniędzy dla
            ich producentów i na pewno niczemu innemu nie służą-może poza ścisle
            okreslonymi wyjatkami). Mam tez zdjęcia z rodzicami, którzy trzymają swe
            dziecko z maską do usypiania (na twarzy) na sali operacyjnej, z dzieciakami,
            które po odzyskaniu siły bawią się w pokoju, grając w piłkę lub bawiącymi
            się ... domowymi zabawkami. Zaglądalismy m.in. do statystyk zakażeń szpitalnych-
            w Polsce plaga, a tam- jakoś wyjatkowo rzadkie zjawisko. Dlatego nie dziwi, ze
            tam nie ma np. obowiązkowych szczepień przeciwko WZW B czy jakichkolwiek
            ograniczeń w liczbie czy godzinach dla odwiedzających- bo każdy przestrzega
            procedur!!! i obowiązujących zasad!!! np. zmiany rękawiczek po każdym wkłuciu
            czy jakimkolwiek zabiegu higienicznym u dzieci!!! np. przejście po
            wielokrotnych matach, gdzie zostawia się brud ze dworu i przy okazji
            dezynfekuje obuwie przed wejściem na oddziały. A u nas? Np. zmiana pełnej
            pieluchy, umycie dziecka i podłączenie kroplówki odbywa sie w tych samych
            rękawiczkach- nawet u kolejnych dzieci. Ochrona? Jak najbardziej- ale
            pielęgniarki, a nie małego pacjenta, z minimalną odpornoscią po zabiegu
            operacyjnym!!!
            To, że oszczędzacie na pieluchach i środkach czystościowych, to fakt- nie
            musisz tego przypisywać rodzicom, bo znasz to z autopsji.
            Może zamiast kolejnej przerwy na papieroska (kto płaci Ci za ten czas, kiedy z
            lubością wdychasz smrody papierosowe??? Masz to jakos odliczane od czasu
            pracy???), przejdź po salach i zainteresuj się małymi pacjentami i problemami
            zgłaszanymi przez rodziców- wdzięczność masz zapewnioną. Zapamiętaj: JAK CIE
            WIDZĄ, TAK CIĘ PISZĄ.
            Gdybys wyjechała na Zachód, to albo by Cię wylali pierwszego dnia, albo
            musiałabys sie nauczyć w praktyce, na czym polega prawdziwe pielęgniarstwo, bo
            to zdecydowanie więcej, niż pełne łaski wykonanie iniekcji.
            • Gość: ada Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chelm.mm.pl 19.11.05, 20:04
              Droga Pani, tak sie składa,że wiedza i umiejetności polskich pielęgniarek na
              zachodzie są wysoce cenione i to od wielu lat (są na to dowody-analizy badań,
              statystyk opienie pracodawców),a jeżeli chodzi o problem nałogu palenia
              papierosów to na zachodzie też pala ;) i to nie tylko polskie pielęgniarki i
              lekarze.
              Drodzy Państwo ,zapominacie ze pracownicy sł.zdrowia to też ludzie, którzy jak
              każdy z Was ma swoje słabości, wady i potrzeby, ma obowiazki jak i prawa.
              Szkoda,że podając negatywne przykłady pracy pielegniarek (które owszem zdarzają
              się,tak jak w każdym innym zawodzie) -uogólniacie, krzywdząc tym całą grupę
              zawodową.Ciekawe ilu z Was chiałoby wykonywać ten zawód...Co Was obchodzą
              zarobki, zmęczenie? oczywiście nie powinny, to głównie nasz problem, ale równie
              dobrze mogłybyśmy powiedzieć...co nas obchodzi ,że macie dziecko w szpitalu, że
              koczujecie gdzieś przy łóżeczku zmęczeni , wyczerpani? ..że cierpicie ,
              przeżywacie gehenne,lęk o zdrowie i życie dziecka itp....właściwie Wasze
              problemy nie powinny nas obchodzić ,bowiem jesteśmy dla pacjentów,a nie ich
              rodzin...ale DRODZY RODZICE nie jest tak - mówie to z pełnym
              przekonaniem ...Wiekszość z nas jest także matkami, doskonale wiec Was
              rozumiemy i wspołczujemy i staramy sie jak możemy ,aby pomóc, niestety na wiele
              sytuacji nie mamy wpływu i przykre jest ,że pada tu tyle zarzutów,tyle
              niezrozumienia.Bardzo trudno pracować widząc twarze pełne nienawiści,wrogość,
              czy słysząc przykre złośliwe komentarze.
              Powie Pani ,że zapracowałyśmy sobie na nie...odpowiem...-Państwo pracujecie nad
              tym ,żeby było gorzej.Nauczmy sie wszyscy wyrozumiałości i tolerancji...
              • Gość: Viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 19.11.05, 21:20
                Gość portalu: ada napisał(a):

                > Droga Pani, tak sie składa,że wiedza i umiejetności polskich pielęgniarek na
                > zachodzie są wysoce cenione i to od wielu lat (są na to dowody-analizy badań,
                > statystyk opienie pracodawców)

                Droga Pani, tak się składa, ze tez jestem współautorką takich opracowań i
                analiz i moge to potwierdzić: polskie pielęgniarki za granicą sa cenionymi
                pracownikami. Aby zasłużyć na takie miano, musza dobrze pracować- oceniane sa
                m.in. przez współpracowników, ale i przez samych pacjentów czy ich rodziny. Nie
                ma innegj mozliwosci: jesli chce się pracowac na zachodzie, to na ich zasadach!
                A tam nie ma miejsca na fuszerkę czy arogancję!
                Poza tym_ sam proces rekrutacji jest juz wystarczającym sprawdzianem
                umiejetności i predyspozycji kandydatki - nie da się tego "obejść".
                Trzeba jeszcze wziąc pod uwage fakt, że praca zaczyna sie od asystowania i nie
                od razu wpada się na głeboka wodę, a poza tym zadania pielęgniarek w UE sa
                bardzo okrojone w stosunku do warunków polskich (np. tam pielęgniarki nie
                wykonuja w wiekszości państw wkłuć dozylnych), ale z drugiej strony bardziej
                poszerzone o edukacje i wsparcie psychiczne.

                ,a jeżeli chodzi o problem nałogu palenia
                > papierosów to na zachodzie też pala ;)

                Palą, palą-może nie tak nagminie jak w Polsce, ale podczas przerw. Poza tym
                czasem pielęgniarka nie opuszcza oddziału.


                > Szkoda,że podając negatywne przykłady pracy pielegniarek (które owszem
                zdarzają
                >
                > się,tak jak w każdym innym zawodzie) -uogólniacie, krzywdząc tym całą grupę
                > zawodową.

                Przeciez ani ja, ani nikt inny nie napisał, ze WSZYSTKIE PIELĘGNIARKI SA
                DO ...! Podawano tu konkretne przykłady! One na pewno nie dotyczyły
                pielęgniarek z prawdziwego zdarzenia!

                W każdym zawodzie zdarzaja się mistrzowie i nieudacznicy. śród pielęgniarek
                tez, niestety. Ale kiedy problem dotyka zycia i zdrowia człowieka, nie mozna
                sobie pozwolic na opiekę nieudacznika.Za duże ryzyko.
                • Gość: ada Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chelm.mm.pl 19.11.05, 23:33
                  Tak sie składa ,że znam doskonale pracę pielęgniarek poza naszym krajem i...jak
                  Pani wie..zakres ich obowiazków jest znacznie mniejszy niż tu w Polsce, dlatego
                  mogą wiecej czasu poświecić pacjentom i ich rodzinom w rozmowach , wywiadach
                  edukacji...poza tym sam zawód tam jest jednak zawodem prestiżowym , cenionym i
                  szanowanym w społeczeństwie. (nieudaczników też tam nie brakuje ;),a tamtejsze
                  pielęgniarki są zaskoczone ,że samodzielnie wykonujemy tu niektóre zabiegi i
                  czynności, ktore tam potrafi wykonać tylko lekarz)
                  Pisze Pani ,że etap rekrutacji jest sprawdzianem umiejetności i wiadomości i
                  głęboką selekcją najlepszych pielęgniarek? No cóż..nie zgadzam sie z tym... to
                  zbiór różnych dokumentów, (im więcej tym lepiej) a to nie zawsze idzie w parze
                  z wysokim morale danej osoby...
                  Wszędzie jest tak ,że zanim przystąpi sie do pracy wymagany jest tzw okres
                  stażu, a za granica jest to trudniejsze z wielu powodów...u nas przecież też
                  okres stażu kończy sią opinią i wewnętrznym egzaminem(przynajmniej tak powinno
                  być).
                  a jeżeli chodzi o edukację....
                  to rownież się nie zgadzam ,że na zachodzie jest na wyższym poziomie..tam po
                  prostu finansowane jest to w większości przez zakłady pracy...a u nas stawia
                  się tylko wymagania, a koszty musimy pokrywać same..chętnych nie brakuje..ale
                  niestety..zarobki studzą te zapały...poza tym jak Pani wie na zachodzie każde
                  podniesienie kwalifikacji rekompensowane jest i finansowo i awansem..u nas
                  pozostaje b/z...no czasami list gratulacyjny...

                  ale odbiegłyśmy od tematu.
                  Nie przeszkadzajmy rodzicom walczyć o prawa swoich dzieci...
        • Gość: ARES. Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chello.pl 15.11.05, 11:36
          JAKOŚ NIE ZAUWAŻYŁEM PODCZAS POBYTU MOJEGO DZIECKA ABY RODZICE INTERESOWALI SIĘ
          WŁASNYMI PROBLEMAMI -BARDZIEJ INTERESUJE ICH NA CO CHORUJĄ INNE DZIECI I JAK
          CZĘSTO TRAFIAJĄ TU Z POWROTEM.TO SAM BYŁO Z PIELĘGNACJĄ -PAMPERSY AŻ
          PRZECIEKAJĄ A RODZICE ROZWODZĄ SIĘ NA TEMAT KOLEJNEGO POBYTU,ZASAD KTÓRE IM NIE
          PASUJĄ I JEDZENIA KTÓRE MOGŁO BY BYĆ SMACZNIEJSZE,I ZAKAZU SPANIA NA PODŁODZE-
          LUDZIE A GDZIE PODSTAWOWE ZASADY HIGIENY? NIE SŁYSZAŁEM ZEBY NA ZACHODZIE
          POZWALALI SPAĆ NA PODŁODZE W SZPITALU-CHYBA TYLKO W BAJKACH.
          • barbaraterka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 15.11.05, 12:34
            czyzby znowu nasza ulubiona pielegniareczka sie odezwala? teraz jako gosc i
            ares? co, w pracy zabronili pisac, bo same udowadniacie jak pracujecie, to
            teraz z domku? dawno tqakich głupot nie slyszlam, niech pani wreszcie
            przestanie obrazac innych, nie potrzeba nam tu takich glupot. jak tam jest
            kazdy wie i takie pani wypowiedzi wcale nie poprawia niczyjej opinii, tylko
            jeszcze utwierdzaja w przekonaniu, ze to CHORY oddział, i to nie dlatego, ze
            leżą tam chore dzieci. A skoro byla pani uprzejma wswpomniec o tym ze dzieci
            musza tam wracac na kolejny pobyt, to tez sie pani nieopacznie wyrwalo jak te
            dzieci sa tam leczone, skoro musza wracac na kolejne "leczenie". Sama sie pani
            pograza takimi wypowiedziami.
            • Gość: ares Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 87.207.225.* 16.11.05, 13:46
              coś się pani poprzewracało w główce skoro każdy tekst który pani czyta odnosi
              pani do jednej osoby-myślę że to iż mierzy pani wszystkich jedną miarą o czymś
              świadczy i ku pani rozczarowaniu -niestety ale to nie ja pisałem wcześniejsze
              komentarze a szkoda
      • lola292 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 23.11.05, 11:57
        Jestem z Tobą .To prawda co napisałaś.Tylko mając powolanie można wykonywać
        obecnie ten zawód.Kiepska płaca, ogromne wymagania i jeszcze brak szacunku.
        Pielęgniarka to tylko mały trybik w całej wielkiej zmurszałej służbie
        zdrowia.Przestanimy traktować profesorów i ustawionych lekarzy jak święte
        krowy, bo te świete krowy są żródłem całego zła.
    • Gość: mama Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 11.11.05, 15:23
      DROGA PANI PIELĘGNIARKO!

      Musimy sobie wyjaśnić kilka rzeczy.

      Po pierwsze może najpierw zdecydowałaby się pani, czy podpisuje się pani jako
      pielęgniarka, rodzic, ola, matka czy Kacha, bo takie rozdzielenie jaźni nie
      podnosi pani wiarygodności.

      Poza tym nie widziałam tu bardzo krytycznych opinii o pielęgniarkach z oddziału
      chirurgii. Zgadza się, że jest to trudny zawód, że nie zawsze jest miło i
      przyjemnie, że mało wam płacą i że nie jest wam łatwo pod rządami Osemlaka. Ale
      jeśli chce pani domagać się swoich praw i poprawy sytuacji pielęgniarek, to
      proszę założyć sobie nowe forum. Tu mówimy o dzieciach, które przebywają w DSK.

      Jak już mówiłam, jest kilka miłych i na pewno życzliwie nastawionych (do dzieci
      i do rodziców) pielęgnarek na chirurgii. Na pewno są one w stanie okazać więcej
      zainteresowania i współczucia niż lekarze tego oddziału. Te panie reagują na
      potrzeby dzieci i prośby rodziców, widać, że nie jest im obojętne cierpienie
      dziecka i rozpacz rodziców. I tym paniom jestem wdzięczna.

      Ale jest też druga strona medalu i skoro zaczęła pani ten temat, to proszę
      sobie przeczytać kilka bardzo konkretnych przykładów i zastanowić się nad swoją
      wzorową postawą. Ciekawe czy dalej będzie pani tak samo pewna swoich racji i
      zadowolona z siebie. Naprawdę gratuluję świetnego samopoczucia, tylko czy
      naprawdę jest ono uzasadnione?

      - Nie macie przerwy śniadaniowej, tak? Ale za to macie zdaję się długą przerwę
      na nocnym dyżurze, kiedy to śpicie w ciemnym, przymkniętym pokoju i nie ma jak
      podejść z jakąś sprawą. Wielokrotnie byłam świadkiem takich sytuacji, że jakieś
      dziecko długo płakało na cały głos, a z pokoju pielęgniarskiego jakoś nikt się
      nie wyłaniał... Nie oszukujmy się. Ten dyżur wygląda tak: najpierw przekazanie
      dyżuru, potem pogaduszki i śmiechy z koleżankami, potem przejście po wszystkich
      salach, mycie i karmienie tych dzieci, przy których nie ma rodziców i spokój do
      północy albo dłużej. Jeszcze się znajdzie czas, żeby posiedzieć na gadu-gadu. W
      nocy pokazujecie się tylko wtedy, kiedy musicie dać lekarstwo albo przejechać
      po salach z tymi butelkami. A ile czasu piszczy ta pompa zanim odłączycie
      kroplówkę? Jak już musicie przyjść do sali, to zaspane, pookrywane pledami i
      obrażone. Oczywiście inaczej jest, kiedy profesor ma nocny dyżur... bez
      komentarza.

      - Tak narzeka Pani na rodziców, jak to śmiecą, denerwują was i w ogóle tylko
      przeszkadzają. A co by zrobiły pielęgniarki, gdyby nie było rodziców? Przecież
      prawie przy każdym dziecku, zwłaszcza małym, jest rodzic i to właśnie on
      wykonuje większą część waszej pracy - karmi, myje, przebiera dziecko, podaje mu
      lekarstwa, mierzy temperaturę, zapisuje to wszystko na karcie karmień, a wam
      pozostaje tylko zrobić zastrzyk i podłączyć kroplówkę albo zmienić opatrunek. I
      naprawdę nie lepiej współpracować z tymi rodzicami tylko tak ich traktować?
      Ciekawe jak wyrobiłybyście się ze wszystkim, gdybyście rzeczywiście we dwie
      musiały się opiekować 20-oma dziećmi.

      A to przykłady żywcem przeniesione z oddziału chirurgii:

      - wieczorem wchodzi do sali noworodkowej pielęgniarka i pyta: "dzieci wykąpane
      i zważone?" - i co ją obchodzi, że kobieta, sama słaba parę dni po porodzie,
      nie wie jak się dotknąć do takiego noworodka popodłączanego do różnych rurek i
      kroplówek. Bardzo pomocne podejście, rzeczywiście trzeba mieć niezwykłe
      powołanie do zawodu, szczerze podziwiam.
      - pewna matka poprosiła o nową pościel dla dziecka, bo ta się zabrudziła -
      odpowiedź pielęgniarki: "a w domu też pani codziennie zmienia pościel?". Też
      pięknie.
      - kiedy matka chce wyparzyć smoczek dla dziecka w pokoju pielęgniarek
      (teoretycznie jest to dozwolone), to spotyka zdziwione, zniecierpliwione
      spojrzenia i komentarze, że ma to robić w sali. Tzn. powinna przynieść do
      szpitala swój czajnik, tak?
      - kolejna sprawa, bulwersująca, tzw. WKŁUCIA. Ile czasu można kłuć dziecko,
      któremu pękają żyły? Można, nawet 2 razy po 50 minut w ciągu jednej nocy,
      prawda? A nawet w tym samym szpitalu, na innym oddziale, w takich trudnych
      przypadkach nie męczy się dzieci tak długo i bezsensownie, tylko wzywa się
      pielęgniarkę z Intensywnej Terapii, a następnego dnia zgłasza się konieczność
      założenia wejścia centralnego. Ale wy boicie się zgłosić to lekarzowi albo
      macie zabronione, nie wiem, w każdym razie dziecko jest tak męczone codziennie.
      Poza tym wkłucia i inne zabiegi powinny być wykonywane w obeności rodzica (też
      tak jest na innych oddziałach, nie mówiąc już o innych szpitalach), a u was
      jest tak, że rodzic stoi pod drzwiami przez te 50 minut i tylko słucha pisku
      swojego dziecka.

      Grubo też pani przesadziła mówiąc, żeby rodzice nie bili swoich dzieci, to nie
      będą trafiały do szpitala. Oczywiście, że tacy rodzice zasługują na potępienia
      i bardzo surowe kary. Ale gdzie w tym wina dziecka? To dziecko trafia do
      szpitala i ono ma prawo oczekiwać ludzkiego traktowania. A czy w tym, że
      dziecko ma wadę wrodzoną i wymaga leczenia szpitalnego też jest wina rodziców???

      Wiem, że pielęgniarka jak każdy człowiek ma swoje problemy, ma prawo mieć
      gorszy nastrój i nie zawsze musi tryskać humorem i serdecznością. Nie wymagam
      tego. I wiem, że rodzice potrafią być złośliwi czy nieuprzejmi i też jestem
      temu przeciwna. Ale trzeba mieć też trochę zrozumienia dla zmęczonych,
      zestresowanych, a czasami załamanych i bezsilnych ludzi, którzy siedzą tam
      dniami i tygodniami i często nie wiedzą już co zrobić, żeby pomóc swojemu
      choremu dziecku, a od lekarzy, jak pani zapewne wie, nie można się za wiele
      dobrego spodziewać. Rodzice mają prawo wymagać od pielęgniarek tego, by dobrze
      wykonywały swoje obowiązki, bo to ma bezpośredni wpływ na zdrowie i życie
      dzieci.

      Proszę więc, zaCHarowana pani ze skĄplikowanymi fLustracjami (to pani
      ortografia), żeby nie obrażała pani dzieci i rodziców takimi wypowiedziami i
      nie prowokowała do tematów, których wcale nie chciałam tu drążyć. Ale jeżeli
      się pani nie zgadza z tym, co napisałam, to chętnie pani opiszę każdą panią
      pielęgniarkę z chirurgii z osobna, wymieniając z imienia i nazwiska. I
      oczywiście tym prawdziwym, z powołania, dobrym i miłym, serdecznie podziękuję
      za opiekę nad dzieckiem.
      • Gość: PIELEGNIARKA Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 11.11.05, 17:56
        CHYBA WŁAŚNIE MUSIMY SOBIE COŚ WYJAŚNIC:ROZUMIE ZE TWIERDZAC ŻE ODPISUJĘ JAKO
        JEDNA OSOBA UWAZA PANI ŻE NIKT POZA PIELĘGNIARKĄ NIE JEST W STANIE WYPOWUIADAC
        SIE NA ICH TEMAT POZYTYWNIE.SZCZERZE POWIEM ZE JESTEM BARDZO ROZCZAROWANA PANI
        WYPOWIEDZIĄ ZWŁASZCZA ZE PRZYPUSZCZAM Z KIM PROWADZE ROZMOWE.ALE PO
        KOLEI:JEZELI TAK WNIKLIWIE OBSERWUJE PANI NASZĄ PRACĘ TO CZEMU NIE ZAUWAŻYŁA
        PANI ZE OWSZEM MNIEJ CZASU POŚWIĘCAMY DZIECIOM GDZIE SA RODZICE ALE WYPEŁNIAŁY
        TEN CZAS PRZY DZIECIACH BEZ RODZICÓW,KTÓRYM TRZEBA POŚWIECIC NAPRAWDE DUZO
        CZASU I TROSKI,PRZYKRE ZE TEGO PANI NIE DOSTRZEGŁA
        JEŻELI CHODZI O WKŁUCIA...CZY NAPRAWDĘ PANI SĄDZI ZE PIELĘGNIARKI NIE ZGŁASZAJĄ
        LEKARZOWI NIEMOŻNOŚCI JEGO ZAŁOŻENIA? TO NAPRAWDE WIE PANI BARDZO MAŁO...A NIE
        ROZUMIĘ JAKIE MIEJSCE MA TU ZAJMOWAC PIELĘGNIARKA ANASTEZJOLOGICZNA? UWAŻA PANI
        ZE PO JEJ WIZYCIE ZOSTANIE PODJĘTA DECYZJA O ZAŁOŻENIU WKŁUCIA?NAJWYRAZNIEJ NIE
        MA PANI POJĘCIA KTO KWALIFIKUJE DZIECKO DO ZAŁOŻENIA WKŁUCIA
        CENTRALNEGO.PRZYKRE TO CO NAPISAŁA PANI O :PRZEJEDZIECIE BUTELKAMI PO SALACH?
        NIEWIERZE W TO CO SŁYSZĘ....OPRÓCZ PRZEJECHANIA BUTELKAMI PO SALACH JESZCZE
        TRZEBA TE DZIECI NAKARMIC I PRZEWINĄĆ..HM... A MOŻE MY ICH NIE KARMIMY..JEZELI
        PANI WIE ŻE W PORZE NOCNEJ ZOSTAJE NIEWIELE RODZICÓW ,NIE MAM O TO DO NICH
        ŻALU ,ALE PROSZE NIE UMNIEJSZAC TEGO CO ROBIMY... JEŻELI CHODZI O
        KĄPANIE ..POWIEM PANI TAK ZE ZAWSZE JEŻELI MATKA JEST PIERWSZY RAZ TO STARAMY
        SIĘ JEJ POMÓC W TYCH CZYNNOŚCIACH ,A JEŻELI NIE WYKĄPIE DZIECKA BO NIE CHCE TO
        MY TO ROBIMY...A MOZE DZIECKO LEZY BRUDNE? A TERAZ POWIEM PANI ŻE NA SAMĄ MYŚL
        CHCE MI SIE PŁAKAĆ..MÓWI PANI ŻE OD PÓŁNOCY MAMY WOLNE ...A O KTÓREJ KARMIMY
        PORAZ KOLEJNY DZIECI? O KTÓREJ PODAJEMY ZASTRZYKI?PRZYJMUJEMY DZIECI I JEZDZIMY
        NA BLOK OPERACYJNY ,A JESZCZE POMIEDZY TYMI CZYNNOŚCIAMI SA INNE KTÓRYCH NIE DA
        SIE PRZEWIDZIEĆ ....NO I SKORO KŁUJEMY DZIECI PO 50 MINUT X2 A NA DYŻURZE
        ZDARZA SIE CZASEM 3,4 DZIECI DO ZMIANY WKŁUCIA TO PROSZE MI POWIEDZIEC KIEDY MY
        ŚPIMY ,PORÓWNUJE PANI INNE ODDZIAŁY? KAZDY ODDZIAŁ OPRÓCZ CHIRURGII W PORZE
        NOCNEJ JEST ZAMYKANY NA KLUCZ...POWIEM PANI TYLKO TYLE KONCZĄC...ZYCZE PANI
        TAKIEGO WYPOCZYNKU JAKI MU TU MAMY...I JEST MI NAJZWYCZAJNIEJ PRZYKRO..zEGNAM
        • anda8 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 11.11.05, 18:25
          Pani pielęgniarko, prosze sie nie oburzać.
          Wszystkie osoby pod które Pani się podszywa wysyłają swoje posty z jednego
          komputera o numerze IP: 212.182.97.*
          Poza tym dyskusja tutaj toczy się przede wszystkim o oddziale chirurgii w DSK i
          wszechwładnym, miłościwie panującym profesorze, a nie o pani i o pielęgniarkach.
          Są rózne pielęgniarki, na przykład tez takie, które wkładają wczesnieaki do
          fartuchów i sa na tyle głupie, że robią sobie przy tym zdjęcia.
          Zawsze tak jest że jedni wykonują swój zawód dobrze, drudzy źle, a innie
          beznadziejnie. Ale lekarze i pielęgniarki na oddziałach dziecięcyh powinni
          cechować się wysokim morale. Takich spotkałam zarówno na Kraśnickich, jak i w
          DSK, ale na pewno nie był to Pan profesor, o którym nawet lekarze mają bardzo
          złe zdanie.
          • pickpoket Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 12.11.05, 23:24
            A czy pani wie ile osób korzysta z tego komputera? Trudno żeby do każdej osoby
            był przypisany adres IP? Dziwne rozumowanie? Poza tym one tam mają tak szybkie
            komputery, że napisanie, wypełnienie czegokolwiek zajmuje dużo więcej czasu niż
            na trochę lepszym sprzęcie. Oprócz komputera to mają jeszcze tonę papierów do
            wypełnienia o każdym pacjencie z osobna, z których to są skrupulatnie
            rozliczane przez dyrekcję.
            Jakoś nie zauważyłem aby moja żona (pielęgniarka tam pracująca) przychodziła
            do domu wypoczęta i wyspana . Ponadto teoretycznie pracuje do godziny 7:00 po
            nocnym dyżurze, wychodzi o 7:30 z oddziału (przekazanie zmiany, raport)- i kto
            im za to zapłaci? Pozdrawiam - mąż pielęgniarki.
            • Gość: Obserwator Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.in.lublin.pl / 84.201.212.* 13.11.05, 10:14
              Czyli pielęgniarki wysyłają te posty z pracy, tak? W czasie, kiedy powinny
              zajmować się dziećmi? No to same, o przepraszam, z pomocą męża jednej z pań i z
              potwierdzeniem znającego sie na rzeczy informatyka, wystawiłyście sobie
              świadectwo. I jeszcze się podpisujecie RODZIC, tak? A może to rodzicom
              udostępniacie swój komputer żeby mogli sie wypowiedzieć?
              A moze ja sie mylę, pewnie piszecie to w czasie przerwy śniadaniowej, której
              podobno nie macie.... A jak to się dzieje, że nie mając przerwy schodzicie po
              pare razy dziennie (a tyum bardziej w nocy) na palarnię, która znajduje się 5
              pieter niżej?
              Tak, ja też byłem na chirurgii DSK.... "miłe" wspomnienia.
            • Gość: Zbychu Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 10:24
              Wcale mnie nie dziwi, ze pana zona przychodzi z pracy niewyspana, skoro w
              czasie nocnego dyżuru kładzie sie o 12, a wstaje o 5-ej Nie kazdemu wystarcza 5
              godzin snu... Ja też bym sie nie wyspał. To moze niech kładzie się o 22-giej?
              • Gość: eska Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 21:17
                Szanowny Zbychu Twoja wypowiedż jest żałosna jeśli nigdy nie przebywałeś w
                szpitalu i nie wiesz jak wygląda w nich praca to nie obrażaj tych co wiedzą.
                Te panie nie mogą się położyć spać w pracy nawet gdyby chciały a to z prostej
                przyczyny bo mają tam do swojej dyspozycji tylko fotele obite jakimś
                skajopodobnym tworzywem w ilości 1:1 nie wiem czy na takim czymś można wogóle
                odpocząć?:-(
                Poza tym o godz.22 dopiero zaczyna się tam podawać leki, później zlecenia na
                2.00,następnie na 4.00 a o 6.00 termometry a gdy lekarze mają dużo zabiegów to
                zdarzyło się kilka razy że wizyta wieczorna była tam o godz.3.00 więc chyba tak
                bardzo to nie da się tam wyspać? Nie trzymam niczyjej strony ale weź to sobie
                przemyśl!
                • Gość: Sandra Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 21:57
                  No to i tak pielegniarki maja niezle, bo rodzice nie maja foteli, dobrze, jak
                  maja drewniany taboret. Chcialam tylko powiedziec, zeby pan(i) zauwazyl(a), ze
                  tu wypowiadaja sie rodzice, ktorzy byli na tym oddziale i widzieli jak jest i
                  nie pisza tego po to by dokuczyc pielegniarkom, ale musza sie bronic, bo pod
                  ich adresem tez padlo wiele nieslusznych zarzutow, wlasnie ze strony
                  pielęgniarek, a kto stanie w obronie tych rodzicow wyczerpanych sytuacja którą
                  zafundowały tam wszystkim wladze oddziału? A przeciz ci rodzice chcą tylko
                  dobra swoich dzieci, ktore zasługują na dobrą opiekę. I tyle. Poza tym apeluje
                  o powrót do tematu.
                  • ewelka240 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 05.11.08, 21:58
                    Hmmmm..też mam trochę doświadczeń jeśli chodzi o DSK. Byłam tam z dzieckiem,
                    dziś już 2,5 letnim, dziewięć razy. I coż mogę powiedzieć..Jeśli chodzi o
                    lekarzy - to są lekarze i "lekarze". Pielęgniarki z reguły bardzo miłe. Często
                    nie potrzebnie przetrzymują dzieci w szpitalu, nawet nie popierając tego
                    konkretnymi argumentami. Miałam w sumie do czynienia z Patologią Niemowląt,
                    Patologią Noworodków, Intensywną terapią (tutaj opieka jest naprawdę dobra), ale
                    nasłuchałam się maaaaaaaaaaaaaasę opowieści z krypty o tym przybytku. I to wcale
                    nie żartuję. Szczególnie "dobrze" wypowiadają się rodzice o Chirurgii. Trzeba by
                    dużo pisać, żeby to wszystko opowiedzieć. Ale najlepsze jest jak się przyjeżdża
                    na Izbę przyjęć, a pani mówi "I dlaczego pani tu przyjeżdża z tym dzieckiem, to
                    nie jest pani rejon" Buuuuuhahaha.
                    Najlepsze doświadczenie: zawożę dziecko o 19 do szpitala, wysoka gorączka,
                    dziecko nieprzytomne, z wysypką i wybroczynami. Lekarz ma wątpliwości, ogląda
                    małą, 1,5 godziny, w między czasie pielęgniarki namawiają go żeby wezwał kogoś z
                    Intensywnej, bo to coś bardzo poważnego, w końcu wzywa... Potem jeszcze 1,5
                    godziny namawiania się za moimi plecami,a na zakończenie okazało się że moje
                    dziecko miało sepsę i prawie tam umarło przez te 3 godziny bo tyle im się zeszło
                    ze stawianiem diagnozy. Zgrozaaaaaaaaaaa.
                    Nasz dziesiąty pobyt w szpitalu był na kraśnickiej i stwierdzam, że nawet nie
                    da się tych dwóch porównywać. Rewelacyjna opieka, wszyscy naprawdę się starają.
                    No i jeszcze te łóżka (w DSK zawsze koczuje się na podłodze, albo na
                    korytarzu..ale szkoda im tych kanap więc strasznie przeganiają..hahaha).
                    Nigdy więcej nie jadę do DSK, tylko od razu na Kraśnicką.
                    Pozdro
                  • Gość: sylwia Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.12, 18:44
                    ktoś wie jaki jest nr na rejestracje? tam jest cały czas zajęte czy mają uszkodzoną linię!?
                    • Gość: Ewciaa Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.12, 13:31
                      Witam. Moja córeczka ma miec zaraz operacje przepuchliny pachwinowej w Lublinie na Chodzki na chirurgi i mam pytanie Gdzie Matka spi przy dziecku i ma swoje łóżko i w jakiej cenie sa opłaty i w jakich dniach sa wypisy ?? Pozdrawiam
                    • Gość: lola Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.14, 09:11
                      Tragedia od 9 lat nie udało mi się zarejestrować dziecka albo nie ma jeszcze zapisów a telefonu nigdy nikt nie odbiera
            • Gość: mąż Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.marsoft.com.pl / 87.204.188.* 13.11.05, 16:13
              podzielam Pańskie zdanie i spostrzeżenia mam tak samo a jeśli ktoś uważa że
              pielęgniarki w nocy odpoczywaja to niech ją ukamienuje a jeśli nie ma sumienia
              niech zostanie jedną z nich i wtedy wszelkie komentarze będa zbędne pozdrawiam
              • Gość: Mamula Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 19:04
                Przykro mi jest słysząc takie rzeczy o tych biednych dzieciach, które tak
                cierpią na oddziale chirurgii DSK- ale niestety też się przekonałam jaki to
                Pan Osemlak jest. Niestety, ale taka jest prawda .Chcąc zarobić jak najwiecej
                na "łapówkach" przytrzymuje dzieci na tzw. obserwacji. Obserwacja ta trwa w
                nieskończoność tylko po to, aby szanowny pan ordynator otrzymał w rączki jak
                najwięcwej pieniędzy. A czy tu nie liczy się zdrowie dziecka?? Z tego co wiem i
                nawet każde małe dziecko to powie lekarz jest po to , aby pomagać i ratować
                ludziom życie!!Najwyraźniej dla Pana Osmeleka liczy się tylko i wyłącznie kasa,
                a nie bierze pod uiuwagę, że podczas takiej bezsensownej obserwacji ,gdzie
                natomiast powinno się pomagać, cierpi dziecko. A to tylko i wyłącznie po to,
                żeby pan Osmelak oprócz swojej wypłaty mógł otrzymać łapówę!! To jest nie do
                pomySlenia. Czy aż tak bardzo ma Pan serce z kamienia?? Nie liczy się dla Pana
                zdrowie pacjenta?? Najwyraźniej musiał sie Pan minąć z powołaniem bo to nie
                pana miejsce!! A co do sprawy pielegniarek. Fakt faktem, że jest część
                pielęgniarek, które naprawdę pomagają ,zajmuja się tymi dziećmi, ale jest też
                część, która kompletnie to olewa i oprócz odwalonej roboty byle szybciej mogły
                pogadać z koleżaneczkami nic więcej nie robią. A Pani, Pani Pielęgniarko ,
                skoro jest Pani aż tak bardzo zmęczona to ma jeszcze czas na to, aby wdawać
                sie w dyskusje na forum?? Czy to nie daje dużo do myślenia ?? Myslę , że tak i
                to bardzo dużo. Chyba się Pani aż tak bardzo nie przeforsowała?? Wydaję mi się,
                że zamiast siedziec na komputarze powinna Pani odpoczywać po nocnym dyrzuże...
                • Gość: eska Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 21:00
                  Szanowny obserwatorze nie wiem skąd tyle ,,jadu,, w tej wypowiedzi odnośnie
                  pielęgniarek. Przerwy wyznaczonej faktycznie to one nie mają, ponadto wiem, że
                  taki IP ma cały szpital więc z biur ich znajomi też mogą wysłać odpowiedzi na
                  tak bulwersujące niektórych oszczerstwa, więc nie muszą tego pisać same
                  pielęgniarki,, w godzinach pracy,,.Mam takie zwykłe ludzkie pytanie czy sądzisz
                  obserwatorze że te panie są robotami nie mającymi np. pęcherza moczowego,
                  żołądka i zwykłych ludzkich słabości takich jak potrzeby zapalenia papierosa?
                  Należy sprostować ten fakt - te kobiety też są ludźmi a jeśli wychodzą na
                  papierosa to proszę zauważyć, że nie idą wszystkie lecz zawsze na oddziale
                  zostają pielęgniarki które są wówczas do dyspozycji pacjentów, a dzielą się w
                  ten sposób tymi ,,wyjściami ,,dlatego że właśnie nie mają tej nieszczęsnej
                  przerwy na której mogłyby to zrobić.Nie oszukujmy się nie należy do łatwych
                  praca gdzie każdego dnia trzeba szukać złotego środka pomiędzy tym co od nich
                  wymagają szanowny Pan ordynator i ogólnie rzecz biorąc dyrekcja a tym czego
                  życzyliby sobie rodzice tych biednych dzieci na których się kończą te wszystkie
                  przepychanki regulaminowo-wymaganiowe Pana O.
                  Jeszcze jedno drogi obserwatorze skoro tak bardzodrażniły Cię te ich wyjścia
                  i ,,spanie,, na dyrzurze to te panie mają identyfikatory przy fartuszkach więc
                  trzeba zapisać ich nazwiska i konkretne zarzuty do każdej z nich a następnie
                  zgłosić to do ich oddziałowej lub bezpośrednio do dyrekcji- wówczas łatwiej
                  będzie pozbyć się tych czarnych owiec, a gdy już dojdziesz tam to nie zapomnij
                  wspomnieć o tych pielęgniarkach które mają bardzo dobry kontakt z dziećmi i
                  dobrze wykonują swoją pracę. Bo najłatwiej jest krytykować prawda?
                  Odnośnie siedzenia ,,na komputerze,,to proszę zauważyć że podpisał się mąż a
                  nie pani pielęgniarka, która być może jak sugerujesz właśnie odpoczywała.
                  Wiem, że na każdą wypowiedź znajdzie się jakaś kontra i można się czepiać
                  słówek w nieskończoność ale drodzy pańswto nie róbcie z nich potworów.
                  Popatrzcie w nocy na ten szpital w których oknach świecą się światła jeśli nie
                  całą noc to najdłużej,zobaczcie na jakim oddziale zastaniecie otwarte drzwi na
                  oddział po godzinie 24.00 jeśli nie na chirurgii.Nie wiem czym się zajmujesz
                  obserwatorze ale spójrz na własną pracę czy niczego nie można by Ci było
                  zarzucić? Pozdrawiam i życzę więcej wyrozumiałości.
                  • Gość: Mamulka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 21:52
                    Szanowny Panie Eska to co Pan pisze fakt faktem ma Pan częściowo racje, ale
                    niech Pan sie przejdzie na oddział chirurgii i zobaczy ze jednak te wyjątki
                    są. Jak Pan ich nie zobaczy to naprawdę za przeproszeniem musi być
                    Pan "ślepy".Jak Pan mówi żeby wskazać dokładnie te pielęgniarki, które tak
                    robią to w tym momęcie nie widze takiej potrzeby. Jak Pan chce może Pan założyc
                    nowe forum i tam pisać o pielegniarkach. Bo z tego co pamietam to forum było o
                    Panu Osmolaku i jego niekompetentychy i bez serca, nie czułych na ludzki ból
                    czynach, za które to bierze tzw. "łapówki". Nie wydaje sie Panu, że to jego
                    powinno sie zwolnić?? A o zwolnieniu tych pielęgniarek, które nie wykonują
                    swoich czynności niech Pan założyw własne forum, wtedy pogadamy o ich
                    nazwiskach i zwolnieniach... Skoro pielęgniarki tak się angażują w to forum, to
                    nie jesteśmy przeciwko nim i niech napiszą czy rodzice stawiajacy tutaj zarzuty
                    lekarzom maja racje. Przecież one świetnie wiedzą co tam się dzieje, więc niech
                    mają troche solidarności z chorymi dziecmi i to powiedzą, a nie koncentruja się
                    tylko na sobie.
                    Jasne, że każdemu można coś zarzucić i w wielu wypowiedziach na forum było
                    podkreślane,że jest dużo dobrych pielegniarek, ale to własnie pielegniarka
                    zaczęła całą tą niepotrzebną dyskusje atakujac rodziców , którzy przezywaja tam
                    ciężkie chwile. To ona była agresywna, a powinni wszyscy chciec tego samego - i
                    rodzice, i pielegniarki, i wszyscy ludzie, ktorzy mają serce - żeby poprawic
                    organizacje pracy na oddziale i zmienić zasady kierowania nim - dla dobra
                    chorych dzieci, które naprawdę nie są niczemu winne. Z poszanowaniem pozdrawiam
                    pa
                • Gość: hanka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.05, 19:36
                  Widziałam na chirurgii dzieci czekające na operację. Operacja jest wyznaczona
                  na dany dzień, dziecko wiele godzin wcześniej musi być na czczo, rodzice
                  czekają cali w nerwach, po czym okazuje się, że operacji nie będzie, bo...
                  zmiana planów, nie wiadomo nawet z jakiego powodu. Za parę dni jeszcze raz to
                  samo. A to są dzieci naprawdę chore, czasem w bardzo poważnym stanie. Albo te
                  dzieci leżące tygodniami i rodzice, którzy nie wiedzą nawet, co właściwie
                  dziecku dolega, czy będzie operowane czy nie. Niczego nie można się tam
                  dowiedzieć. Całkowita obojętnośćZupełnie jakby te dzieci, od momentu kiedy
                  znalazły się na tym nienormalnie prowadzonym oddziale stawały się własnością
                  pana profesora, który kieruje się w swoim postępowaniu nie wiadomo czym, ale na
                  pewno nie dobrem tych dzieci. A może czeka na... ? No właśnie, już parę osób o
                  tym wspomniało. Panie Dyrektorze, czy zamierza Pan coś z tym zrobić? Nie sądzi
                  Pan chyba, że są to historie wyssane z palca?
          • Gość: Informatyk Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.05, 23:46
            Taki numer IP moze świadczyć o tym,że piszą ta posty rózne osoby, ale z jednej
            firmy.W mojej firmie też tak np. jest stąd to wiem, więc mozę faktycznie ta
            paielegniarka nie podszywa się pod inne nicki.
            • Gość: magda Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 10:27
              Nie będe pisać konkretów bo nie chce jawnie nikogo oskarżać.Jednak rodzice
              powinni być czujni i w miare możliwości kontrolować przebieg leczenia ( wiem że
              to bardzo trudne),prosic o wyjaśnienia itp. Niektórzy lekarze są tak opiekuńczy
              i nadgorliwi że chcąc dobrze przesadzają z nadmiarem podawanych leków.
              Zniszczyli lekami organizm mojego brata. Gdyby nie ich dmuchanie na zimne pewnie
              dzis bylby wśród nas zdrowy i pełen zycia:(((
              Z całym szacunkiem, lekarze chcą dobrze ale nie miejmy do nich pełni zaufania i
              nie traktujmy jak istoty wyższe wszechwiedzące, ten błąd popełnili moi rodzice.

              Szczerze wyrażam uznanie dla pracy pielęgniarek,są na prawde wspaniałe, ciepłe,
              oddane.

              • sylwester987654321 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 18.01.15, 19:26
                MAM PYTANIE JAKI JEST NUMER DO REJESTRACJI NA CHODZKI
          • Gość: ada Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chelm.mm.pl 19.11.05, 21:32
            a wie Pani ile osob korzysta z tego komputera? to nie jest sprzet osobisty..
            i nie tylko jedną osobę krzywdzą te opinie...forum miało byc o dziecich
            szpitalu , Waszych doświadczeniach ,ale uważam ,że nie powinniście się Państwo
            dziwić ,że zaczynają się odzywać osoby których coś dotknęło..i to nie PRAWDA
            (jak uważacie) to nadinterpretacje...niewłaściwe wnioski...uogolnienia...
      • Gość: RODZIC Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 11.11.05, 23:33
        LUDZIE,NIE OCENIAJMY NICZYJEJ PRACY, KAŻDY MA SUMIENIE,A JESLI GO NIE MA TO
        WIERZĘ,ŻE "PAN BÓG NIE RYCHLIWY,ALE SPRAWIEDLIWY".
      • Gość: ada Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chelm.mm.pl 19.11.05, 21:22
        Droga Pani ..nie znam pielęgniarki ,ktora by Pani nie współczuła i nie
        rozumiała, to przykre ,że przedstawiła Pani naszą pracę w takim
        świetle.Rozumiem ,że pobytu w tym szpitalu był dla Pani koszmarem (jak dla
        kazdej matki ,będąc bezsilną wobec cierpienia swojego dziecka).Stan Pani synka
        nie był wynikiem zaniedbań pracujacych tam pielegiarek ,przecież pani o tym
        wie. Wie doskonale także Pani,że żadna z nas nie kuła dziecka z przyjemności
        czy dla zabawy, nie wynikało to także z braku umiejetności-to b. krzywdzace co
        Pani napisała.Owszem ,korzysta sie z pomocy wtedy ,gdy jest taka możliwość tu
        takiej nie było i nie bedę tłumaczyć dlaczego...z resztą Pani była
        wielkokrotnie informowana o tym...
        Co do ciemnego pokoju...no cóż nie wierze ,że zastała Pani pogrążone we śnie
        panie w ich pokoju...to ,że usiadły przykryte peleryną w zaciemnionym pokoju to
        nie świadczy o tym ,że spały....!!
        Od połnocy do 5 rano nic sie nie robi? no cóż widoczne w tym czasie albo Pani
        nie było ,albo pogrążona Pani była we śnie...skoro nie widziała, że poza
        zabiegami przychodzi sie też do dzieci, by sprawdzić czy wszystko w
        porzadku...czasami na salę, gdzie spali rodzice po prostu się nie wchodziło bez
        potrzeby właśnie po to by nie budzić zmęczonych usiłujacych odpocząć przez
        chwilę...na płacz dziecka też sie reaguje, chociażby po to by nie pobudziło
        innych dzieci...
        Praca w nocy to wykonywanie różnych czynności, to także czuwanie, oczekiwanie,
        wiec po wykonanych zabiegach , gdy pacjenci śpią personel ma prawo czytać
        rozmawiać, wypić kawę itp..
        Proga Pani i wszyscy rodzice , nikt Was nie traktuje jak intruzów (a
        przynajmniej nie mamy zamiaru).Zgadzam się ,że jesteście potrzebni przy dziecku
        ( dla nich ,dla Was i dla nas także), ale nie utrudniajcie nam pracy, nie
        przeszkadzajcie.Macie prawo upominać się o realizację(właściwią realizację )
        punktów regulaminu, ale także macie obowiazek przestrzegać zasad panujacych w
        szpitalu. A jeżeli z czymś sie nie - to zamiast komentować na korytarzach , czy
        palarni, nakręcać się wzajemnie to po prostu zgłaszajcie sie do
        bezpośrednich "winowajców" Waszym zdaniem , czy odpowiednich organów..
        Ale najwazniejsze abyśmy wsólnie starali sie pomóc Waszym dzieciom przetrwać
        trudne dla nich chwile..
    • Gość: PIELEGNIARKA [...] IP: 212.182.97.* 11.11.05, 18:24
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: mama Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 11.11.05, 18:58
      Do pani pielęgniarki:
      To, że pisze pani w imieniu różnych osób, to naprawdę widać, ale mniejsza z
      tym, bo to nie jest najważniejsze.
      Chciałam uściślić kilka rzeczy i proszę, żeby nie sugerowała mi pani, że
      powiedziałam rzeczy, których nie powiedziałam.
      Przede wszystkim nie powiedziałam, że nie poświęcacie więcej czasu tym
      dzieciom, przy których nie ma rodziców niż tym, z którymi rodzice są.
      Oczywiście, że tak jest i to jest chyba naturalne, prawda? Mówiłam o tym, że ci
      rodzice pomagają w pracy pielęgniarkom i że bez nich byłoby wam o wiele
      trudniej oraz że wobec tego lepiej by było gdyby między rodzicami była
      współpraca i wzajemny szacunek, a przyzna pani, że w pani poprzedniej
      wypowiedzi niewiele było tego szacunku dla rodziców. I to pani jest teraz
      przykro, kiedy ja opisuję fakty, które - być może - pani osobiście nie dotyczą,
      co też już wcześniej zaznaczyłam, a myśli pani, że mi nie jest przykro, kiedy
      czytam jacy to rodzice są wredni, złośliwi i tylko we wszystkim przeszkadzają?
      Czy ja taka byłam? A poza tym myśli pani, że ktoś tam siedzi dla przyjemności?
      Co do wkłuć, nie będę się rozwodzić, o pielęgniarce anestezjologicznej
      wspomniałam dlatego, że tak właśnie jest na innych oddziałach i w innych
      szpitalach, że kiedy są trudności z założeniem wkłucia, to przychodzi ona albo
      nawet lekarz anestezjolog, bo mają w tym większe doświadczenie. I to nie ja
      wymyśliłam, tylko dowiedziałam się tego właśnie w szpitalu, więc proszę mi nie
      zarzucać, że piszę nieprawdę. A nie wiem czy zdaje sobie pani sprawę co czuje
      matka kiedy jej dziecko codziennie jest od nowa kłute i to tak długo.
      Ja wiem, że pani będzie bronić swojego punktu widzenia, ale przed sobą musi
      pani uczciwie przyznać, że w wielu sprawach mam rację. Chce pani powiedzieć, że
      nie jest tak, że pielęgniarki śpią przeważnie kilka godzin w nocy? No przecież
      od północy do następnego karmienia o piątej jest kilka godzin. Zresztą, to nie
      jest największy problem, jeśli akurat jest spokojnie na oddziale i nikt niczego
      nie potrzebuje, to mogą sobie odpocząć, ale nie powinno być tak, żeby rodzic
      nie wiedział jak ma zapukać do ciemnego pokoju i o coś poprosić. Mówiłam już,
      że sama pani prowokuje takie słowa, pisząc np. że nie macie przerwy
      śniadaniowej. Proszę nie przesadzać, naprawdę. Myśli pani, że tylko praca
      pielęgniarki jest ciężka i intensywna?
      Jeszcze raz podkreślam, że zdaję sobie sprawę, że to co jest źle na chirurgii
      to nie jest wina pielęgniarek, nie one ustalają regulamin itd. Ale naprawdę
      proszę nie idealizować wszystkich swoich koleżanek, bo nie jest tak, że niczego
      wam nie można zarzucić. Nie rozumie pani, że tak naprawdę jestem po pani
      stronie? Wiem, że pielęgniarki są elementem tej całości, która jest źle
      zorganizowana. A pani zaczęła się bronić, mimo że nikt pani nie atakował.
      Niepotrzebnie. A moje słowa wynikają stąd, że bardzo niesprawiedliwie
      potraktowała pani w swojej wypowiedzi rodziców, proszę sobie przeczytać to
      jeszcze raz i zastanowić się kto komu robi tym krzywdę i kto ma prawo czuć się
      urażony. Być może pani należy akurat do tych pielęgniarek, o których mam dobre
      zdanie. A jeżeli pani przypuszcza z kim pani rozmawia, to tym bardziej powinna
      pani docenić, że po tym, co moje dziecko i ja tam przeżyliśmy i tak jestem dość
      oszczędna w słowach, staram się być obiektywna i dostrzec też pozytywne aspekty
      oddziału, mimo, że moje dziecko zostało tam doprowadzone do bardzo ciężkiego
      stanu, prawie do śmierci. Pozdrawiam.
      • Gość: brrr [...] IP: *.marsoft.com.pl / 87.204.188.* 13.11.05, 16:07
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • viola66dzina Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 12.11.05, 15:06
      Podobny niemal styl jest na laryngologii, przez 3 dni mój mały z
      migdałkiem "spadał z planu" jak to sucho tłumaczyli jeśli już kogoś udało sie
      zatrzymać i zapytać, ato zabiegi sie przedłużyły, ato anestezjolog musiał
      cos... gdzieś, ato pani profesor coś wypadło ,dziecko coraz bardziej głodne
      już nawet nie miał siły płakać bo z dnia na dzień ciągle był szykowany do
      znieczulenia (tylko cienka kolacja bo obiad przepadał w oczekiwaniu),aż znajomy
      mnie oświecił pytaniem czy "rozmawiałam z panią profesor". Skutek piorónujacy,
      na 4 dzień tuż po rozmowie zoperowali, jeszcze dwa dni mordęgii i do domu .
      Owszem to szpital Przyjazny Dzieciom ale ZAMOŻNYCH RODZICÓW . Z drugim po roku
      pojechałam na Al racławickie 7 rano byłam na izbie przyjęć- lekarz juz zdążył
      powiadomić personel że przyjadę,7.20 na osobnej sali dla matki i dziecka o 7.30
      dostał tabletkę, 7.50 lekko podsypiającego zabrali na salę operacyjną( a w
      miedzy czasie maści znieczulające wentylki-motylki wenflonki ,jescze panie
      pielęgniarki pytały jaki kolor wybiera) i wszyscy mieli dla nas czas -nawet
      książeczki do czytania, samochodziki, przytulanki o ktorych zapomniałam a o
      9.00 -po migdałku- siedziałam już przy nim, i trzymałam za rękę,obok
      pielęgniarka i lekarze coraz zaglądali. A o 17 pytają czy chcę zostać z
      dzieckiem na noc ???? czy może chcę do domu-Szok-Matrix !! Lekarz dał mi swój
      telefon w razie czego a itak sam zadzwonił przed 22 i pytaqł jak się mały
      czuje, jak temperatura.Przez następne 6 deni co 2 dzień przed albo po pracy
      zaglądał, Syn tylko z nim chciał lody jeść. Nie ma to jak wojskowy dryl.To jest
      dla mnie SŁUZBA ZDROWIA. Polecam!!!.- szpital do którego moj młodszy syn nie
      boi sie wejść a przede wszystkim nie ma złych wspomnień.
    • Gość: Alicja Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.05, 13:06
      Jesli chodzi o szpitale w Lublinie to najlepszy jest WSS na Kraśnickiej!
      Najlepsi są ortopedzi a chirurdzy tez są na wielkim poziome!! Gratuluje aż miło
      tak\m sie leży!
    • anda8 A co z chirurgią? 14.11.05, 14:40
      Cieszyłam się, że w końcu może cos ruszy i Pan Profesor dostanie za swoje.
      A tu dyskusja zeszła na pracę pielęgniarek. Przeciez i pielęgniarkom żyłoby się
      łatwiej gdyby szefem był ktos porządny?
      Nie zapomnę te młodej mamy, której córka prawie wykańczała się z niedozywienia
      i szanownego profesora, który zupełnie obojętnie patrzył na dziecko i
      czekał.....na kasę.
      Kiedy to się w końcu skończy?
      • Gość: Ania Dobry i zły szpital IP: 212.244.168.* 14.11.05, 19:31
        Ja natomiast mam fatalne wspomnienia po pobycie na oddziale zakaźnym przy ul.
        Biernackiego- szpital zakaźny. Pobyt mojego dziecka tam to był istny horror.Nie
        chcę wracać do tego horroru, sposobu traktowania dzieci. Oczywiście nie przez
        wszystkich, bo niektórzy lekarze i pielęgniarki są ok.
        Jak najlepsze zdanie mam o oddziale dzieciecym przy Kraśnickiej.Miłe
        pielęgniarki, sympatyczni lekarze.Przyjazny szpital i dla dzieci, i dla
        rodziców.
        Idealna opieka? Oddział Dziecięcy w Hrubieszowie. Tak!Tak! Lekarze z większych
        miast powinni uczyć się od hrubieszowskich pielęgniarek i pedaitrów podejścia
        do dzieci. To po prostu szpital z sercem! Brakuje im doswiadczenia, sprzętu?
        Czasami tak, o czym informują rodziców i odsyłają do większych placówek.
        Mama może być z dzieckiem, a opłata jest naprawdę symboliczna (4 zł za dobę)
        Niebawem moje dziecko trafi do DSK. Przyznam, że bardzo się boję...
        • cubanka1 Chirurgia w Szpitalu Dziecięcym 15.11.05, 13:31
          A ja nie mogę się powstrzymać od komentarza (jakich padło już wiele)na temat
          Szpitala Dziecięcego na Chodźki - historie, które znam z bezpośrednich lub
          pośrednich relacji mrożą krew w żyłach. Jak można krzywdzić lub traktować tak
          lekceważąco istoty najbardziej niewinne - dzieci, które nikomu się nie
          poskarżą, nikomu niczego nie powtórzą, nie potrafią powiedzieć, co im dolega,
          są takimi maleńkimi,niemymi ofiarami. Nie zawsze można liczyć, że rodzic
          zacznie dostrzegać w traktowaniu swoich pociech nieprawidłowości, nie zawsze
          przestanie ufać lekarzom, czy działać na własną rękę. Czasami może być po
          prostu za późno (o zgrozo!). Zycie - najwyższą wartość, traktuje się co z
          ogromną nonszalancją. Dlatego chwała wszystkim tym, którzy mają odwagę
          sprzeciwić się kanonom tego szpitala, powiedzieć "dość" i próbować wpłynąć na
          określone układy.
        • cubanka1 Szpital Dziecięcy na Chodźki 15.11.05, 13:36
          Żeby nie było żadnych wątpliwości - moja opinia dotyczy Oddziału Chirurgii
          Dzięcięcej.
          • Gość: gość Re: Szpital Dziecięcy na Chodźki IP: *.daewoo.lublin.pl / 62.233.189.* 16.11.05, 09:22
            DSK jest szpitalem klinicznym, trzeba się zastanowić nad tym jakie układy ma
            rofesor O. w Akademii Medycznej. Dyrektor DSK nic mu nie może.
        • Gość: mama Re: Dobry i zły szpital IP: *.it-net.pl 17.11.05, 18:02
          Ja mam inne zdanie o zakaznym dzieciecym oddziale na Biernackiego. Pani
          ordynator to super kobita, bardzo rzeczowa, grzeczna. Inni lekarze tez.
          Pielegniarki i lekarze zagladali do dzieci kilka razy w nocy, tlumaczyli co sie
          dzieje, co dziecku bedzie podawane i po co. Gdy lezalam z moja 2,5 miesieczna
          niunia nie zauwazylam zeby ktos zle traktowal dzieci. Fakt jedna "kuchenkowa"
          jak to sie mowi o salowych to istna jedza trzaska drzwiami do boksow i ma
          gleboko w nosie ze budzi maluszki...Reszta bez zastrzezen
          • emilama Re: Dobry i zły szpital 19.11.05, 22:54
            Niestety mam inne doświadczenia:( Zarówno z lekarzami( z wyjątkiem jednej pani
            doktor !) , jak i pielęgniarkami. To co tam widziałam przechodzi ludzkie
            pojęcie. Ale może po kolei: pielęgniarki wpychają dzieciom na siłę leki:
            trzymają za policzki i wpychają do ust. Nie słuchają że np dziecko dopiero
            jadło i że może zwrócić. Mnie to spotkało- potem w karcie dziecko miało wpisane
            wymioty. Kiedy mówiłam że sama podam dziecku lek nikt mnie nie słuchał. Drugi
            przykład: dzieci na sali zdążyły usnąć(sen jest ważny dla rekonwalescencji,
            prawda?), przychodzi pielęgniarka trzaskając drzwiami. Ok- mogły jej się
            wymsknąć z ręki, ale jak nazwać fakt że podchodzi do śpiącego dziecka, zdejmuje
            mu przez sen piżamkę i wkłada czopka- dziecko w krzyk, kogoś to dziwi że
            krzyczy? Po trzecie: nie można się doprosić o jedzenie dla młodszych dzieci:
            mleko czy kaszkę ,chociaż oddział dysponuje podobno taką żywnością. Gdyby to
            był planowany pobyt wzięłabym z domu jedzenie ale pobytu na zakaźnym nikt nie
            planuje raczej...Po czwarte: zaordynowano mojemu dziecku badanie moczu na
            ranek. Przychodzi pielęgniarka i pobiera mocz dziewczynce obok- w porządku, ona
            chyba wie co robi, prawda? Potem obchód....-moja córcia nie oddawała stolca od
            trzech dni- a na obchodzie dowiaduję się wraz z panią ordynator i towarzyszącą
            jej świtą że nie pobrano moczu bo ...uwaga! był stolec w pieluszce! I mówi to
            pan doktor! Jeżeli wszystkich tak leczą to nie wiem jak to możliwe że nikomu
            krzywdy nie zrobili.... a może całe szczęście bo pacjentami są tam dzieci. Co
            do pani ordynator- nie mogę nic na jej temat powiedzieć bo nasz pobyt trwał w
            sobotę , niedzielę i część poniedziałku, a w weekend pani ordynator nie było.
            To tyle jeśli chodzi o miły personel szpitala na Biernackiego a raczej oddziału
            zakaźnego. Pozdawiam. E.
            Ps . Byłam tam w lutym tego roku, więc nie tak dawno temu, mam nadzieję że od
            taego czasu sytuacja zmieniła się tam na lepsze.
      • astra161 Re: A co z chirurgią? 22.11.05, 22:06
        Brawo dziewczyny!! artykuł co prawda bardzo lakoniczny ale to już coś!!!
    • Gość: koleżanka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.zeto.lublin.pl 15.11.05, 09:58
      To jest skandal, ze przez tyle czasu nic się tam nie zmienia! Przełożeni
      profesora muszą w końcu zareagować! Nie może być tak, żeby wszyscy byli
      zastraszeni, zeby nie mogli się odezwać, a on dalej bedzie wszechwładnie
      rządził. Płacą za to nasze dzieci, swoim zdrowiem i życiem, a to za wysoka
      stawka za autorytarne zapędy jakiegoś przekupnego, zarozumialego maniaka władzy.
    • barbaraterka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 15.11.05, 19:22
      I co, profesorze, przyjemnie przeczytać o sobie parę słów prawdy? Nie wierze,
      że to pana nie rusza. Na pewno pan udaje obojetność i ignorowanie tematu, ale
      to tylko pozory. Kazdego by ruszyło. Ma pan na co pan zasłużył. A starał sie
      pan długie lata... A czemu to pracownicy oddziału tak zamilkli? jeszcze
      niedawno tyle mieli do powiedzenia. Juz maja zakaz wypowiedzi?czyzby nie byli
      lojalni???
    • Gość: mint Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 81.170.26.* 16.11.05, 02:24
      Ja rowniez mam fatalne doswiadczenia zwiazane z tym oddzialem szpitala na
      Chodzki oraz z jego przewodnia postacia-doktorem O. Ten czlowiek powinien
      zostac jak najszybciej odsuniety od swojej funkcjii i zastapiony specjalista
      ale z ludzka twarza. Mysle jednak, ze pan O. sam nie zrezygnuje, bo z pewnoscia
      jest to bardzo intratne stanowisko. pozdrawiam.
      • Gość: pracownik Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: 212.182.97.* 16.11.05, 07:48
        ludzie dajcie spokój tej chirurgii jest tam jak jest i widać nikt tego nie chce
        lub nie może zmienić nawet wy rodzice choć gdybyście się zmobilizowali to może
        coś by się zmieniło ale po co lepiej sobie popsioczyć ponarzekac i zostać
        anonimowym bo a nóż moje dziecko trafi na ten oddział i ktoś bdzie sie
        mścił///// troche to rozumiem ale jeśli się na to godzicie to tak nie
        narzekajcie ??? Może ktoś coś powie o innych oddziałach gdzi jest dobrze a
        napewno sa takie nie mozna przeciez oceniać całego dsk przez pryzmat chirurgii
        odezwijcie sie
        • Gość: Maggi Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 16.11.05, 21:13
          Słuchaj pielęgniarko vel rodzicu vel inne nicki.
          możesz się dwoić, troic albo i odpisywac z 50 różnych komputerów. Jednego nie
          zmienisz- stylu wypowiedzi, używania znaków przestankowych i innych cech Twoich
          wypowiedzi.
          Zapewne jesteś pielęgniarką z tzw. ostatniego wyziewu liceum medycznego lub
          studium medycznego- przyjmowano wtedy wszystkich, byleby tylko były
          chętne.Dlatego trafiały się np. po szkołach specjalnych, dysgraficzki,
          dysortograficzki albo dyslektyczki, którym nie poszczęściło się i nie dostały
          się na studia. Z tamtych czasów bardzo trudno jest znaleźć pielęgniarke z
          powołania. Ty też należysz do tej grupy- wystarczy poczytac Twoje wypowiedzi, a
          widac jak na dłoni Twoje powołanie.
          A może jesteś z tzw. pierwszych wyziewów nowego kształcenia na poziomie
          akademickim, tzw. licencjatu? Wtedy też przyjmowano wszystkie- jak leci, byleby
          tylko limit miejsc wyczerpać.Bez znaczenia było np. to, że ktoś maturę zdał na
          2, a średnia z ocen nie przekraczała 3. Gdzie tu jest miejsce na powołanie???
          Takie "modelki" teraz pracują i ich zachowanie kształtuje opinię społeczeństwa
          o wszystkich pielęgniarkach- także tych, które rzetelnie wykonują swoją pracę.
          Pielęgniarki z powołania nie wypisuja takich bzdur, jak Ty, nie ślęczą przed
          komputerem, ale odpoczywają przed kolejną, męczącą zmianą w pracy albo w
          czytelniach czy bibliotekach dokształcają się, by byc na bieżąco z nowinkami w
          pielęgniarstwie.
          Nie rozumiem zupełnie, po co bronisz tak królestwa O.- boisz sie, że jak
          spadnie z piedestału to jego folwark sie rozpadnie? Mam nadzieje, że tak się
          stanie i zaczną tam panować warunki takie, jak na pozostałych oddziałach.
          No i mam nadzieję, że opinia rodziców będzie wtedy ważna przy zatrudnianiu
          pielęgniarek i lekarzy na stałe. Czyżbys tego się obawiała?
          • koliber25 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 21:20
            BRAWO MAGGI.
            • koliber25 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 21:24
              BRAWO KATIUSZKA,
              BRAWO DUSZYCZKA,
              BRAWO BARBARATERKA.

              • koliber25 Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 16.11.05, 21:37
                Proponuje wszystkim podzielenie się swoimi opiniami z TVN UWAGA:
                uwaga.onet.pl/kontakt.html.
                Wysyłajcie tam to forum i swoje spostrzeżenia. Może ktoś zwróci na to uwagę.
                A może wiecie gdzie w Lublinie można to jeszcze nagłośnić. Może Akademia
                Medyczna, może jakas gazeta, może telewizja. Musimy coś zrobić aby nikt więcej
                nie przeżył tego co Wy i Wasze dzieci.
                • katiuszka78 Uwaga, TVN 16.11.05, 21:41
                  ja bardzo chętnie ale trzebaby zmobilizować więcej osób, chętnych prosze o kontakt na pocztę gazetową

                • Gość: Maggi Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 16.11.05, 21:52
                  Link nie działa :(
                  Wystarczyłoby zrobić wywiady z rodzicami, których dzieci opuszczają oddział
                  Osemlaka- przeciez rodzice nie muszą pokazywac twarzy ani podawać szczegółów.
                  Może po takim nagłosnieniu sprawy wzrok odzyskałby rektor AM i wprowadził nowe
                  porządki na tak potrzebnym oddziale w DSK.
                  Zaraz po wypisie ze szpitala wszystko jest jeszcze na świażo; potem chce się
                  jak najszybciej zapomnić, więc i nie wszystko sie pamięta.
                  Qrcze- przecież rektor mógłby założyć np. specjalny telefon albo miec ustalony
                  czas na czat- wtedy na bieżąco wiedziałby co się dzieje.
          • Gość: PIELĘGNIARKA Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 16.11.05, 23:47
            WIDZE, ŻE ŻADNA SZKOŁA PIELĘGNIARSKA NIE JEST DOBRA, ŻADEN POZIOM
            KSZTAŁCENIA...JAKI Z CIEBIE ZNAWCA STYLÓW WYPOWIEDZI...JAK DOBRZE ŻE W PORĘ
            UCIEKŁAM Z TEGO SZPITALA I KRAJU GDZIE ZA 800 ZŁ.MUSISZ PRACOWAĆ ZA GRANICĄ
            JESTEŚMY DOCENIANE I SZANOWANE I...! JEDNE Z NAJLEPSZYCH, Z SERCEM I
            POWOŁANIEM...ALE ZA GODZIWĄ KASĘ TO KAŻDY NABIERZE CHĘCI DO PRACY
            • Gość: VIKI Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 17.11.05, 10:27
              Każda szkoła pielęgniarska jest dobra, jesli trafia sie do niej z powołania, a
              nie z przypadku, bo gdzie indziej nie ma szans na zdobycie zawodu.
              Nie przyszło Ci do głowy, że JAKA PRACA, TAKA PŁACA?
              Gdybys pisała z zagranicy (pomijam ton wypowiedzi- on zdecydowanie świadczy, ze
              pracujesz w Polsce), to :
              1. nie znałabyś tak dokładnie tego, co sie dzieje OBECNIE na oddziale O.-patrz
              np. -> wkłucia
              2. nie miałabyś polskiej czcionki
              3. nie pisałabys bzdur o szpitalach za granicą, bo byś je znała (np. materace
              dla rodziców na chirurgii)
              4. nie rozwodziłabys się tak na pracą za granicą (same achy i ochy), bo to
              tylko mity, niestety. Tym, którym sie naprawde powiodło i czują to, o czym
              pisałas, jest niewiele.

              Zauważ, że nie wypowiedziała sie porządna pielęgniarka- to dlatego głównie, ze
              nie odebrała zamieszczanych tu opinii o ZŁYCH pielęgniarkach do siebie- a nie
              ma przecież powodu, dla którego trzeba by było bronić osobników, przynoszących
              wstyd naszemu zawodowi.

              proszę Cię- przestań wypisywac tu swoje kompromitujące dyrdymały i głupoty- nie
              zrazaj innych do naszej profesji i osób z nią związanych.Pomyśl o tym, nim
              ponownie wcisniesz Caps Lock i zechcesz zabrac głos w dyskusji, którą sama
              rozpętałas, a która ma dotyczyc innych spraw. Wiecej rozsądku i samokrytyki- to
              ZAWSZE się przyda- szczególnie pracując na chirurgii u O.
              • Gość: Anka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chello.pl 17.11.05, 14:26
                ze stwierdzeniem "Jak praca, taka płaca" ostro przesadziłaś. Zbyt dużo wiemy o
                przpadkach, kiedy właśńie płaca przewyższa kilkadziesiąt razy wkład pracy /VIP-
                y/. Odwrotnie - praca pielęgniarek, nauczycieli, lekarzy, jest właśnie za mało
                płatna w stosunku do wkładu w nią wniesionego.
              • Gość: PIELĘGNIARKA Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 18.11.05, 20:58
                WŁAŚNIE PONOWNIE WCISNĘŁAM CAPS LOCK I STWIERDZAM ŻE SMIAĆ MI SIE CHCE Z
                WASZYCH DOMYSŁÓW I POMYSŁÓW PO PROSTU PRZYJECHAŁAM NA URLOP ODPOCZĄĆ WE WŁASNYM
                KRAJU Z WŁASNĄ RODZINĄ POD POLSKIM DACHEM I Z WŁASNEGO DOMOWEGO KOMPUTERKA
                POSTANOWIŁAM WŁĄCZYĆ SIĘ DO DYSKUSJI, JAKIM PRAWEM MI TEGO ZABRANIASZ? PRAWEM
                WSZECHWIEDZĄCEJ?. W SZPITALU , O KTÓRYM MOWA PRACOWAŁAM WIELE LAT ALE NIE NA
                ODDZIALE PROF.O. DYRDYMAŁÓW NIE PISZĘ BO TO WSZYSTKO PRAWDA (O PRACY ZA GRANICĄ)
                CO TO ZA BZDURY O TONIE WYPOWIEDZI-NIE MOGĘ EMOCJONALNIE PODEJŚĆ DO PROBLEMU?
                CIEKAWE DLACZEGO? A MOŻE NIE WZIEŁAŚ POD UWAGĘ ŻE TO PISZE INNA PIELĘGNIARKA ,
                NIE TA Z CHIRURGII? ZA CIĘŻKO SIĘ MYŚLI? CO TO ZNACZY ŻE SĄ PIELĘGNIARKI,
                KTÓRYM SIĘ NIE POWIODŁO?-SKOŃCZYŁ IM SIĘ KONTRAKT I WRÓCIŁY DO DOMU-I MYLISZ
                SIĘ , ZA GRANICĄ JEST NAS WIELE I UWAŻAJ- CZUJĘ SIĘ I JESTEM PORZĄDNĄ
                PIELĘGNIARKĄ!!!SZCZERZE WĄTPIĘ CZY DZIELISZ ZE MNĄ TĄ SAMĄ PROFESJĘ...
                • Gość: Anonimka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.autocom.pl 19.11.05, 20:37
                  wiesz jakąkolwiek profesje masz nie chcialabym jej z toba dzielic. niesttey
                  dziewczyny maja racje - przychodza do pracy w szpitalu takie lalunie z
                  pipidówki i chca bawic sie w pielegniarki. albo trafiaja ze srednia taka ze
                  plakac sie chce. a potem przychodza opiekowac sie chorymi i starymi a co
                  najgorsze dziecmi. piszesz ze jaka placa taka praca? to w takim razie paniom z
                  katowic pielegniarkom tfu pozal sie boze nie placili chyba nic az sobie
                  fotografie z wczesniakiem zrobily.
                  idz dziewczyno na spacer i sie przewietrz.
            • Gość: viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 17.11.05, 10:29
              no i gdybys pisała z zagranicy, to na pewno na końcu IP nie byłoby pl

              IP: *.devs.futuro.pl

              Nie kompromituj więcej naszego zawodu!
            • Gość: Viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 17.11.05, 10:41
              Tu jest CAŁA prawda o miejscu, gdzie pracujesz:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=62&w=30965991&a=31817904
              Jeszcze raz proszę- ZAMILKNIJ!!!
            • Gość: Anonimka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.autocom.pl 19.11.05, 20:35
              uciekaj, uciekaj i nigdy wiecej nie wracaj.
              i niech ci zycie odplaci...
          • Gość: aga Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chelm.mm.pl 19.11.05, 22:38
            nie zauważyłam ,żeby ktoś w swoich wypowiedziach bronił "królestwa profesora",
            broniły się tylko osoby, które wykonują sumiennie swoją pracę i bronią swojej
            grupy zawodowej, i nie chcą byc utożsamiane i obwiniane za całe zło tego
            oddziału (które dostrzegacie)...temat chirurgii dzieciecej w dsk to zupełnie co
            innego...i to nie jest prawda ,że jedna osoba podszywa sie pod te nicki i ,że
            są to tylko pielęgniarki...nie wszyscy mają złe zdanie o nas...
    • Gość: gela Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.devs.futuro.pl 18.11.05, 14:29
      Katiuszka dobrze, ze ten temat poruszyłaś. To skandal, by szpital który
      otrzymał certyfikat jakości tak funkcjonował.
      • Gość: mama Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.05, 23:14
        a ja tam jestem zadowolona z tegoo szpitala
        niestety moje dziecko lezalo tam 3 razy
        ale opieke mialo super
        pielegniarki (przynajmniej na tym oddziale co bylo moje dziecko)byly w porzadku
        tak samo lekarze jak moje dziecko mialo wysoka goraczke to lekarz siedzial przy
        nim dopuki nie spadlo do 36,8
        wiec lekarze tez sa ok
        • Gość: Anonimka Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.autocom.pl 19.11.05, 20:39
          wyłaczylas capslocka czy nadal masz dysleksje?
          DOPÓKI sie pisze przez Ó z kreska.
      • teresa_tereska Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 19.11.05, 20:52
        Ludzie, trudno jest walczyć z lekarzami, ale nie jest to niemożliwe. Już jeden
        chirurg został ostatnio skazany na więzienie za łapówkarstwo. Trzeba kuć żelazo
        póki gorące. Jest nas dużo, możemy coś zrobić. Piszcie do różnych instutucji,
        do mediów, może ktoś nam pomoże! Nie możemy bezczynnie czekać, jeśli my czegoś
        nie zrobimy to dalej prof. O. będzie rządził niepodzielnie i robił co chciał z
        naszymi dziećmi. Podaję parę adresów, na które można pisać o sytuacji na
        chirurgii DSK.

        rzecznikprawpacjenta@nfz.gov.pl

        listy@superexpress.pl

        zdrowie@lubelskie.pl

        wps@lublin.uw.gov.pl

        redakcja@efakt.pl
        • Gość: Viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 19.11.05, 21:43
          teresko- tylko jest mały problem: w jaki sposób udowodnisz, że to np. od Ciebie
          Osemlak wziął czy domagał sie łapówki? Tamten oddał pieniądze w kopercie ze
          SWOIMI ODRĘCZNYMI ZAPISKAMI, więc dowód był. Jesli nie bedzie dowodu w postaci
          np. zapisanych serii banknotów czy nagrania z rozmowy, to ... oskarzy Cie o
          oszczerstwa i pomówienia!
          Facet wykorzystuje fakt, że podczas choroby rodzice w szpitalu skupiaja sie
          tylko na dziecku i tym, jak mu pomóc, a nie myśla np. o tym, by zabrać ze soba
          dyktafon czy zapisać numery serii banknotów i- po wczesniejszym zgłoszeniu-
          powiadomic prokuraturę.
          Dlatego uwazam, że tu przydałaby się "sytuacja kontrolowana", czyli prowokacja.
          • teresa_tereska Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 19.11.05, 21:51
            Viki, popieram Cię w zupełności. Masz rację, że trzeba mieć dowód i to, co
            napisałaś to jest dobry pomysł. Ale myślę, że rozsyłanie informacji do róznych
            miejsc, to też jest metoda - im więcej ludzi, w tym przełożonych profesora
            będzie znało opinię pacjentów, tym lepiej. Poza tym nie chodzi tu tylko o
            łapówki, ale też, a może przede wszystkim o złe traktowanie i nie leczenie
            dzieci - a to mogłoby się zmienić, gdyby organy nadzorujące profesora
            zaangażowały się w sprawę. I do tego jest potrzebny jak największy nacisk z
            naszej strony.
            • Gość: Viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 20.11.05, 14:58
              Przeszukałam strony AM w poszukiwaniu adresu mailowego-pomyslalam, ze może
              podeślę link z tą dyskusja do JM Rektora. Niestety- nie ma tam żadnego maila :(


              www.am.lublin.pl/szablon.php?d=2&i=12
              Natomiast jesli chodzi o złe traktowanie rodziców, to tez musi być jakis
              niezbity dowód (nagrana rozmowa...); same relacje sa niewystarczające i można
              się z tego łatwo wywinąć (bo rodzice byli zestresowani i tak to odebrali itp.).
              A jeśli chodzi o nieleczenie ("obserwacja"), to kochana, zapomnij, ze możesz
              udowodnic działanie świadome i celowe- ZAWSZE mozna uzasadnić takie
              postepowanie. Zawsze. W końcu to lekarz z założenia zna sie na leczeniu :(
              Rozsyłanie info do różnych mediów- jak najbardziej, chociaz na pewno nie zrobi
              to wrażenia na Kurierze Lub, czy wyborczej- tu przydałby sie jakiś skandal w
              postaci SE czy Faktów.
              gdyby tak jakis dociekliwy wpadł na pomysł częstych, regularnych i anonimowych
              rozmów z rodzicami dzieci, leczonych aktualnie u tego profesora, to materiał
              byłby całkiem, całkiem ciekawy. Na to rektor chyba nie mógłby przymknąć oka.
              W środowisku medycznym postać Osemlaka jest znana jak najbardziej- m.in. dzieci
              z takich rodzin raczej nie trafiają do niego na oddział, a i znajomi tez sa
              ostzregani.
              na TVn czy Polsacie sa po 20-tej takie "gorące" reportaże - trzeba podsunąc im
              takie mozliwości.
              • teresa_tereska Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc 20.11.05, 17:18
                Ja też nie znalazłam maila do rektora AM, ale za to na tej stronie są adresy
                mailowe do różnych działów, m.in. do Zespołu ds. Szpitali klinicznych i Zespołu
                ds. Audytu Wewnętrznego. Może to jest właściwy adres? Ja już wysłałam tam parę
                słów, piszcie i Wy.
                A może ktoś z rodziców ma już jakieś dowody przeciwko profesorowi? Dokumenty,
                świadków? Poza tym wydaje mi się, że sprawa udowodnienia "nieleczenia" wcale
                nie jest taka beznadziejna. Mamy przecież wyniki badań, które jasno wskazują,
                że w czasie pobytu na oddziale stan dziecka się drastycznie pogorszył. Ale tu
                już trzeba by było poradzić się jakiegoś fachowca.
                A może ktoś ma jakiś kontakt w mediach, w prasie albo w telewizji? Odezwijcie
                się! Gdyby każdy z rodziców , którzy tu się wypowiedzieli spróbował kogoś
                zainteresować tematem, to wierzę że udałoby się znależc jakiś punkt
                zaczepienia. Takie programy jak Uwaga, Interwencja, Telekurier opierają się w
                dużej mierze na relacjach osób, które zostały pokrzywdzone... Co nam szkodzi
                spróbować?
        • Gość: aga Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.chelm.mm.pl 19.11.05, 22:47
          wlasnie ..jeden odpowiedni list..
          tylko Wy możecie coś zmienić... pomóc Waszym dzieciom...
          • Gość: Viki Re: Szpital dziecięcy na Chodźki - Wasze doświadc IP: *.lub.net.pl 20.11.05, 15:02
            Ado, czyli jednak w Twoim odczuciu taka interwencja jest konieczna i nas
            popierasz? No to super! W końcu Wam tez by sie polepszyło, gdybyście miały
            normalnego szefa ;)
            A może by tak wydrukować tę dyskusje i podesłac do rektora???
Pełna wersja