kwintesencja
01.11.05, 19:47
Klon krwawy i żółta lipa
liście, listeczki sypią.
Zrzuca je ptak lecący,
strąca osa niechcący.
Wiatrowi na płacz się zbiera,
że liście się poniewiera;
chodzi dołem i górą
i zbiera je oburącz,
i płacze nad nimi deszczem,
po gałęziach je mokrych wiesza.
Nic z tego ... Oczywiście.
Potem mówią, że wiatr zrywa liście.
(Kazimiera Iłłakowiczówna)
Szelesty powolnych kroków
i szepty natrętnych myśli,
wirują w górze jak liście
- ciepłe, pastelowe dłonie,
które zaledwie na mgnienie,
na krótką, błogą chwilę
wślizgują się pod powieki,
by zaraz opaść leniwie
na samo dno źrenic.
Zostawią tam słodką kiść powidoków,
miodowy posmak wrześniowych nastrojów,
zalążek wieczornych zamyśleń.
Najmocniej odbiją się ślady ognistych sojuszy,
płomiennych pertraktacji pomiędzy żywiołami
barw i odmętami kolorów.
Gdzieś tam, na styku czerwieni i żółci,
w wąskich przesmykach
pomiędzy radością i smutkiem,
jesień snuje swój bursztynowy sen
i cicho kwitnie jej tajemnica.
(Tomasz Maćkowiak)
Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia
Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu
I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
(Edward Stachura)