Gość: Paul
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
17.12.02, 13:11
.....czyli ja do niejakiego "FM";-}. Pan "FM" belkotliwie zaczal byl temat,
nad ktorym myslalem sobie od dawna, ale nie pisalem nic "w Lublinie", bo "u
nas" ma byc przeciez milutko i fajnie, wiec moze lepiej rozmawiac o pogodzie;-
)? OK, tak czy inaczej, sila rzeczy od jakiegos czasu sledze polskie i
unijne poczynania akcesyjne i prawde mowiac mam co raz wieksze watpliwosci.
Przyjechalem do Polski z "wolna glowa" jesli chodzi o unie, etc. Blizsze mi
byly sprawy na Blizkim Wschodzie i przyszla wojna w Iraku, niz "jakies"
unie. Nie jestem zadnym specjalista unijnym, moje nastawienie polityczne
mozna by okreslic jako "prawicowo-rynkowe". Swa wiedze o unii czerpie z
telewizji, artykulow i......od swojej narzeczonej, bo tak ciekawie sie
sklada, ze nieboga owym "specjalista" jest, ma na to "papier", ba swa kariere
wiaze z wejsciem Polski do unii. I tak od czasu do czasu "kapie" mi jakas
wiedza unijna do pustej glowki...... Np. czy wiecie ze w unii marchew to
owoc? Tak kochani, swa wiedze wyniesiona z przedszkoli mozecie sobie.......,
no kazdy wie co z nia zrobic, bo od wejscia do unii Polska marchew nie bedzie
warzywem, bedzie owocem, co z kolei pociagnie za soba jakies
tam "reperkusje";-). Tak postanowila sobie unia i juz. Grecja przez 11
lat "targowala sie" o swoj ser fetta, choc kazdy wie ze ow ser jest
specjalnoscia Grekow, a nie np. Anglikow. Sprawa ociezalej administracji
unii chyba dla kazdego jest oczywista, z "nastoma" jezykami do tlumaczenia,
etc. Ale nie marchew, ser fetta, czy armia dygnitarzy w brukseli czyni ze
mnie "antyuniste". Jestem szczerym wyznawca "wolnosci jednostki po
amerykansku". Jestem przeciwnikiem wszelkiej ingerencji instytucji
panstwowych w moje zycie. W zwiazku z tym nikt nie bedzie mi dyktowal ze
marchew to owoc, a jesli mam ochote robic sobie marmolade z ziemniakow, to
jest moje swiete prawo i koniec. Niestety w naszej unii tak nie jest.
Panowie w Brukseli wiedza lepiej co powinienem jesc, kiedy i jak spac, czym
beda bawic sie moje dzieci i sa gotowi mnie "wsadzic", jesli nie sprostam
unijnym normom. Pan Blumberg, burmistrz NY, postanowil ze w "miescie" nie
mozna juz palic - bardzo go za to znielubilem. Ale w US mam wybor. Nie na
darmo nazwa kraju to "Stany ZJEDNOCZONE Ameryki Polnocnej". Czyli moge sobie
jechac np. do Colorado, jezdzic samochodem bez inspekcji, ktory pali 100/100,
z karabinem maszynowym na siedzeniu, palac 10 papierosow na raz;-). Wejscie
do Unii mami wieloma nowymi mozliwosciami - wolnym przejsciem granicznym,
wyborem miejsca zamieszkania, pracy, etc. Co z tego jesli wszedzie
nieszczesna marchew bedzie owocem;-}??? Uszanowanie,
Paul